Mały, głodny misiek błąkał się przy drodze. To Cisna

Czytaj dalej
Fot. Nowe Zoo Poznań
Marta Danielewicz

Mały, głodny misiek błąkał się przy drodze. To Cisna

Marta Danielewicz

To nie jest szczęśliwe zakończenie. To dopiero początek wspólnego życia niedźwiadki Cisna z Bieszczad z człowiekiem - mówią pracownicy poznańskiego ogrodu zoologicznego. To tutaj trafiła niedźwiedzia dziewczynka.

Cisna, to oczko w głowie nie tylko pracowników poznańskiego zoo, mieszkańców miasta, ale Polaków. Jedni mówią, że to szczęśliwe zakończenie tragicznej historii osieroconego niedźwiedzia z bieszczadzkich lasów, który pewnie zginąłby z wycieńczenia i głodu, gdyby nie decyzja leśników z Nadleśnictwa Cisna. Inni żałują, że miś już nigdy nie wróci do naturalnego środowiska. Już zawsze będzie zdany na łaskę i niełaskę człowieka.

- To teraz na nas spoczywa odpowiedzialność za to, jak potoczą się losy Cisnej. To początek jej wspólnego życia z człowiekiem - mówi Małgorzata Chodyła, rzecznik poznańskiego zoo.

Futerko miłe jak u pluszaka

- Wszyscy myśleli, że to żart primaaprilliso-wy. Mały niedźwiedź, błąkający się po lesie, znaleziony przez leśników i przewieziony do naszego ośrodka, to przecież coś niecodziennego mówi Radosław Fedaczyński, weterynarz z Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu. Dokładnie 1 kwietnia trafił tam dwumiesięczny miś. Wcześniej błąkał się w okolicach Komańczy. Był tak zdesperowany, że z dnia na dzień coraz bardziej zbliżał się do drogi, do ludzi. - Natychmiast ruszyliśmy na miejsce zdarzenia, gdzie ujrzeliśmy smutny widok: malutki, wychudzony niedźwiadek, który nie uciekał na widok ludzi i trzęsąc się leżał na trawie opisywali później pracownicy Nadleśnictwa Cisna. Leśnicy przez kilka dni obserwowali niedźwiedzia. Musieli mieć pewność, że w okolicy nie ma matki.

- Wiedzieliśmy, że kiedyś może się okazać, że młody niedźwiedź będzie potrzebował naszej pomocy, byliśmy więc przygotowani. W teorii. Wcześniej zdarzało się nam mieć do czynienia z ponad 100-kilogramowym i 300-kilogramowym niedźwiedziami, które zaplątały się w kłusowniczą sieć i trzeba było je ratować - mówi Radosław Fedaczyński. - Nasza misia bez pomocy leśników padłaby.

Przez pierwsze dni matkę małej niedźwiedzicy zastępował opiekun zwierząt - Jakub Kotowicz, który w specjalnych rękawicach, niwelujących zapach człowieka, z zakrytą twarzą karmił malucha. A apetyt niedźwiadkowi dopisywał. Maluch zyskał wtedy od weterynarzy przydomek - Puchatka, bo jak mówią jej sierść była tak miła w dotyku jak u pluszowego misia. Niedźwiedzica zamieszkała w klimatyzowanym pomieszczeniu, przeznaczonym dla rysi, w którym panowały warunki podobne jak w lesie. Leśnicy zorganizowali też konkurs na imię dla puchatego misia. Internauci zdecydowali, że misia ma nazywać się Cisna.

- Nie do końca byliśmy pewni, jakie składniki zawiera mleko matki niedźwiadki. Dlatego kupowaliśmy specjalną mieszkankę z 20-procentową zawartością tłuszczu dla szczeniąt i kociąt. Smoczki, z których piły inne dzikie zwierzęta, okazały się za małe. Musieliśmy kupić... dziecięce - mówi Fedaczyński. Lekarze serwowali maluchowi też sałatki z łososiem, borówkami, jajkiem. Maluch z dnia na dzień przybierał na wadze i sile. Jednak o powrocie do lasu nie było już mowy.

- Czekaliśmy, aż leśnicy znajdą jego matkę. Może porzuciła małe, może zginęła przez kłusowników, może wystraszyli ją turyści na quadach. Ale nigdzie w lesie nie było błąkającej się dużej niedźwiedzicy, szukającej swoich małych - mówi Fedaczyński.

600 kilometrów i jest. W azylu

Nie było też możliwości, by niedźwiadek dalej zamieszkiwał teren ośrodka w Przemyślu. Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Ministerstwo Środowiska stwierdziła, że najodpowiedniejszym miejscem dla małego misia będzie poznański azyl dla niedźwiedzi w Nowym zoo. Przyjazd młodego misia wywrócił życie pracowników zoo do góry nogami.

- Przy niedźwiedziach pracuje teraz na zmianę siedem osób. Cisna to straszny łakomczuch, pochłania 5-6 butelek mleka dziennie, jest żywiołowa, lubi się bawić. Jest jak dziecko. Ryczy, gdy nie poświęca się jej uwagi lub jest głodna. To dla nas bardzo trudna sytuacja - przyznaje Małgorzata Chodyła. Koszty na codziennie wyżywienie niedźwiadki drastycznie wzrosły.

Cisna będzie się wychowywać przez kilka najbliższych lat w odosobnieniu. Pracownicy zoo wiedzą, że niedźwiadek potrzebuje mamy i życia na wolności. Tego jej, niestety nie zastąpią.

Autorka: Marta Danielewicz

Marta Danielewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.