Znachorka Bożena uzdrowi, zdejmie klątwę, ogołoci...

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Maria Mazurek

Znachorka Bożena uzdrowi, zdejmie klątwę, ogołoci...

Maria Mazurek

Uzdrowicielka Bożena ogłasza się: Wyleczę z alkoholizmu, z samotności, z klątw. Cena za wizytę: 200 zł.

Takie oczy zdarzają się bardzo rzadko: przenikliwe, głębokie, o nasyconej, piwnej barwie. Jednocześnie jest w nich coś pięknego i coś niepokojącego. Szczególnie gdy Bożena patrzy nimi na pięć kart tarota, które przed chwilą poleciła mi wyciągnąć z talii - i już wie, po tych kartach, co mi dolega i jak mnie uzdrowić, jaki rytuał przeprowadzić.

Takie oczy mogłyby należeć do wiedźmy. Gdyby wiedźmy istniały.

Urok, klątwy, obce kobiety

„Maria Dudziak: Gdyby nie Bożena, dzieci nie zobaczyłyby już nigdy mojego męża. Całkowicie obca kobieta napoiła go jakimś paskudztwem i on zaczął biegać do niej. Bożena musiała odprawić obrzęd nad jego zdjęciem”.

„Katarzyna: Wszystkie moje niepowodzenia były związane z klątwą rodową. Na wizycie u Bożeny okazało się, że na mnie jest „wieniec staropanieństwa”, dlatego mając 29 lat, jeszcze nigdy nie byłam zamężna. Bożena zdjęła urok. Spotkałam się z Maciejem i on mi się oświadczył!”

„O. Jabłońska: W naszej rodzinie nic się nie układało. Bożena nie tylko zobaczyła, że rzucono na nas urok, ale nauczyła, jak się tego uroku pozbyć".

To wypowiedzi z ogłoszenia w gazecie, zajmującego całą stronę, zilustrowanego zdjęciem Bożeny o hipnotyzujących oczach. Bożena, nieco odmłodzona narzędziami do fotoedycji, zachęca, by odwiedzić ją w jednym z hoteli w centrum Krakowa, w którym będzie przebywała przez pierwszych kilka dni maja.

Pomagam - pisze Bożena - osobom cierpiącym z następujących przyczyn: klątwa, alkoholizm, chroniczne niepowodzenia, rodowe tendencje do klęsk, bezsenność, lęk przed śmiercią, lęk przed życiem, niepowodzenia w odnalezieniu partnera lub posiadaniu dzieci.

Między innymi. Bo z czymkolwiek by przyjść do Bożeny - podejmie się uzdrowienia. Ja na przykład przyszłam z migreną.

Siedem minut i po sprawie

Zanim trafiłam do hotelowych podziemi, gdzie Bożena dokonuje swoich rytuałów, o mało nie wpadłam na Zbyszka Nowaka (tego z „rękami, które leczą”). Spotkanie z tym (bardziej medialnym) uzdrowicielem odbywa się w tym samym czasie w innej hotelowej sali.

Dziwny zbieg okoliczności czy raczej przykład na to, jak bardzo zawierzamy siebie znachorom? Trudno stwierdzić, ale w końcu zlokalizowałam i Bożenę. Zza drzwi dobiegały natchnione przemowy wygłaszane w języku rosyjskim (a więc nasza uzdrowicielka pochodzi ze Wschodu), tłumaczone na polski przez mężczyznę o niskim, głębokim głosie.

Przede mną - jedna osoba w prowizorycznej poczekalni plus kolejna poddawana właśnie rytuałowi. Na szczęście nie trzeba długo czekać, bo Bożena „uzdrawia” ekspresowo - siedem minut i po sprawie.

Przez ten czas ucięłam sobie pogawędkę z kobietą czekającą na swoją kolej. To seniorka, około siedemdziesiątki, raczej żyjąca skromnie.

Wspomina, że 200 złotych, które mamy wydać na wizytę, to bardzo dużo. Ale z drugiej strony, ciągnie moja towarzyszka, Bożena potrafi wyleczyć z alkoholizmu, a lekarze nie potrafią. 200 złotych więc to może jednak niezbyt wygórowana cena za to, żeby zmienić swoje życie?

Naszą rozmowę przerywa pomocnik Bożeny - mężczyzna wyglądający na 35-40 lat, przystojny, ze sceniczną prezencją i głosem. Wydaje się trochę zdziwiony, że widzi mnie - młodą osobę - w poczekalni. Z tego zdziwienia wnioskuję, że raczej nie celują w odbiorcę w tym wieku. Asystent Bożeny informuje nas, że opłatę za wizytę - 200 złotych - musimy uiścić z góry. W zamian daje nam obrazek, który mamy mieć przy sobie, rozmawiając z Bożeną. Będzie na nim zapisywał wskazówki uzdrowicielki.

Pytam: a co to za obrazek? Słyszę, że to uzdrowiciel Serafin, święty, wprawdzie prawosławny, ale jednak chrześcijański, zatem nie powinno nam to przeszkadzać.

Kiedy kobieta przede mną wychodzi od Bożeny, pytam, jak było. Wygląda na zawiedzioną. - Oj, bo wie pani... - zaczyna mi opowiadać szeptem, ale w tej chwili wychodzi pomocnik wiedźmy i informuje moją rozmówczynię, że przez kwadrans po wizycie u Bożeny trzeba zachować milczenie...

Ściągnąć złą energię

W końcu przychodzi moja kolej. Bożena siedzi przy stoliku zastawionym z lewej strony chrześcijańskimi dewocjonaliami, a z prawej - przedmiotami, które przez Kościół są raczej określane narzędziami diabła: kartami tarota, talizmanami itd.

Bożena, na wstępie, zadaje tylko dwa pytania: kiedy się urodziłam (z dokładnością co do dnia) i dlaczego do niej przychodzę?

Opowiadam, że cierpię na bóle migrenowe. Wybieram dolegliwość, która wymaga ode mnie jedynie odrobiny przesady, a nie wymyślania historii od początku. Uznaję to za bezpieczniejsze (tego typu uzdrawiacze bowiem muszą być przede wszystkim dobrymi psychologami, a mnie i tak stresuje już włączony w torebce dyktafon).

Bożena pyta, skąd się biorą te bóle. Ano, pewnie ze stresu. - A stało się coś, jest jakieś źródło tego stresu? Nie, to raczej rodzinne, bo tata też nerwowy. Bożena poleca wyciągnąć pięć kart tarota, po czym stawia diagnozę: - Pani problemy są dziedziczne. O, tu jest karta rodziny. A tu karta piorunochronu - ściąga pani na siebie energię innych. Wszystko pani bierze na siebie. System nerwowy sobie z tym nie radzi. Wysiada mózg i całe ciało.

Co ważne - powinnam wrócić jeszcze tego samego dnia, do godziny 16, ewentualnie następnego, to Bożena odprawi nad moim umęczonym ciałem i duszą rytuał.

Jej asystent zapisuje na kartce z uzdrowicielem Serafinem, co mam przynieść ze sobą: wodę niegazowaną, trzy surowe jajka, miód i, tu niemiłe zaskoczenie, jeszcze 2 tysiące złotych.

Podczas rytuału Bożena obiecuje ściągnąć ze mnie złą energię (weźmie ją na siebie, ale mam się tym nie przejmować; jakoś sobie poradzi) i przekaże swój talizman (to wliczone w cenę kolejnej wizyty), który mam umieścić pod łóżkiem. Bożena będzie się za mnie modlić, a siła z tej modlitwy będzie przekazywana przez ten talizman podczas mojego snu. Wizyta się kończy.

Pytam jeszcze na odchodnym o pozostałe trzy karty, które wyciągnęłam, ale znachorka stanowczo przerywa: „To jest informacja dla mnie, a nie dla pani”.

Wizyta trwała siedem, góra osiem minut. Trochę matematyki wystarczy, żeby policzyć, że Bożena w ten sposób może zarobić 1700 złotych za godzinę.

Zaczynam rozumieć też, co chciała mi powiedzieć kobieta przede mną. Ona też (choć pewnie ledwo uzbierała na wizytę 200 złotych) miała wrócić z kwotą dziesięciokrotnie większą. Ale cóż, cicho sza. 15 minut milczenia...

Mózgi jak w średniowieczu

Prof. Anna Szuster, psycholog z Uniwersytetu Warszawskiego, wskazuje, że działania tej kobiety (najpierw wizyta za 200 złotych, potem - za 2 tysiące, stwarzanie wokół siebie aury tajemniczości, mieszanie symboli religijnych z magicznymi) bazują na dość prostych technikach manipulacji. O tyle skuteczniejszych, że Bożena oferuje coś, co jest bezcenne: zdrowie i szczęście. A wtedy łatwo przestać myśleć racjonalnie, porzucić kalkulacje.

- I nie ma znaczenia, że jest XXI wiek - mówi prof. Szuster. - Ludzki mózg tak szybko się nie zmienia, wciąż jest taki jak mózg człowieka w średniowieczu. A jego racjonalne działania, jak mawiał Freud, są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.

Maria Mazurek

Jestem dziennikarzem i redaktorem Gazety Krakowskiej; odpowiadam za piątkowe, magazynowe wydanie Gazety Krakowskiej. Moją ulubioną formą jest wywiad, a tematyką: nauka, medycyna, życie społeczne. Jestem współautorką siedmiu książek, w tym czterech napisanych wspólnie z neurobiologiem, prof. Jerzym Vetulanim (m.in. "Neuroertyka" i "Sen Alicji"), kolejne powstały z informatykiem, prof. Ryszardem Tadeusiewiczem i psychiatrą, prof. Dominiką Dudek. Moją pasją jest łucznictwo konne, jestem właścicielką najfajniejszego konia na świecie.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.