Zbrodnia we wsi pod Tarnowem. - W domu nie ma pieniędzy – krzyczał Mieczysław K., a sprawcy bili jeszcze mocniej. Na śmierć

Czytaj dalej
Fot. Robert Gąsiorek
Artur Drożdżak

Zbrodnia we wsi pod Tarnowem. - W domu nie ma pieniędzy – krzyczał Mieczysław K., a sprawcy bili jeszcze mocniej. Na śmierć

Artur Drożdżak

Mateusz B. i Łukasz J. nie znaleźli w domu Mieczysława kosztowności, zabrali więc szablę, lornetkę i zapalniczkę. A emeryta pobili i zostawili. Konał przez kolejne cztery godziny.

FLESZ - 5-dniowy tydzień pracy odejdzie do lamusa?
[video]27299[/video]

Łukasz potrzebował pieniędzy na spłatę długów za narkotyki, a Mateusz chciał sobie ułożyć życie z nową kobietą. Dlatego zabili emeryta pod Tarnowem. Dostali za to prawomocne wyroki 14 i 25 lat odsiadki.

Mateusz pojawił się w życiu braci Łukasza i Bartłomieja, kiedy przez internet poznał ich siostrę Karolinę, mężatkę i matkę pięciorga małoletnich dzieci. Od razu przypadli sobie z kobietą do gustu i w marcu 2020 roku zostali parą. Mąż kobiety akurat przebywał w więzieniu, a 25-letni Mateusz wyszedł z niego ledwie dwa miesiące wcześniej, po odbyciu kary trzech lat i ośmiu miesięcy za rozbój, jazdę po pijaku i kradzież.

Partner z przeszłością


Mateusz dość szybko wprowadził się do domu kobiety i jej męża pod Tarnowem, co nie spodobało się teściowej Karoliny. Mówiła, że przecież jej syn też kiedyś wyjdzie zza krat. - Nie ma tu dla was miejsca - nie kryła złości.

Jeszcze bardziej nie spodobało jej się, że synowa zaszła w ciążę z nowym panem. Mateusz potrzebował więc pieniędzy, by urządzić się z partnerką już pod innym adresem. W rodzinne strony - czyli w okolice Częstochowy - nie chciał wracać, a do uczciwej pracy się nie palił.

Karolina szepnęła mu na ucho, że w sąsiedniej wsi mieszka Mieczysław, emeryt, kiedyś górnik. Samotny, nieutrzymujący kontaktów z rodziną. - Mówią o nim, że odludek, ale majętny - zdradziła. Przed laty była u niego z ojcem, bo mężczyzna prowadził pokątną sprzedaż papierosów i alkoholu. Klientów na posesję nigdy nie wpuszczał, wszystkie interesy załatwiał przy furtce. Brał pieniądze, przynosił butelkę wódki i papierosy. - Ostrożny, nieufny, oszczędny. Pewnie dlatego, że bogacz - takie plotki przekazywano sobie z ust do ust w okolicy.

Mateusz zaplanował napad rabunkowy na Mieczysława. Dwaj bracia Karoliny zgodzili się wziąć udział w skoku, choć 20-letni Bartłomiej poważnie się wahał. Ustalono, że będzie stał na czatach, gdy jego starszy, 24-letni brat wejdzie z Mateuszem do domu emeryta. Łukasz nie miał takich oporów, jak brat - potrzebował pieniędzy, by uregulować długi za narkotyki. Z Mieczysławem już raz się spotkał, gdy jako 16-latek potrzebował alkoholu.

We trzech wspólnicy uzgodnili, że napadu dokonają w nocy z 2 na 3 maja 2020 roku. Mateusz wziął sprawy w swoje ręce i zadecydował, że trzeba przygotować kominiarki, by emeryt nie rozpoznał żadnego z nich. Obowiązkowe były też rękawiczki i stare, nieużywane od dawna ubrania. Podział ról by jasny: Bartłomiej w zagajniku miał stać na czatach, a Łukasz i Mateusz przeskoczyć ogrodzenie posesji i wejść do środka domu.

- Ja uderzę Mietka w głowę, a gdy straci przytomność, przeszukamy dom i znajdziemy kasę, potem zwiewamy - Mateusz nie dość, że zaplanował skok, to jeszcze wziął na siebie najtrudniejsze zadanie. Bandycki zamysł wydawał się prosty i łatwy do realizacji, a sukces finansowy - murowany. O wpadce i możliwych działaniach policji nikt nie mówił, bo po co psuć idealny nastrój zgody i przestępczego porozumienia?
Na miejsce mężczyźni dotarli pieszo, pokonali płot i nacisnęli dzwonek w drzwiach. Nasłuchiwali kroków gospodarza, ale długo nie otwierał. - Jest w środku? A może śpi i nie słyszy? - pytania pozostały bez odpowiedzi, więc przestępcy zaczęli zdejmować poroże jelenia, które było na zewnątrz domu. Niespodziewanie pojawił się Mieczysław. Nim zdołał zareagować, dwaj sprawcy wepchnęli go z powrotem do środka.

Atak na emeryta

Mateusz zadał emerytowi silny cios pięścią w twarz, a Łukasz zamknął drzwi od środka. Zaskoczonego i zamroczonego uderzeniem mężczyznę przeciągnęli do wnętrza domowego warsztatu, który znajdował się na wprost drzwi wejściowych. Tam na gospodarza spadł grad ciosów i kopniaków. Mieczysław był tylko w stanie zasłaniać się przed kolejnymi uderzeniami i powtarzać, że nie ma w domu pieniędzy.

Mateusz kontynuował atak, a Łukasz zaczął plądrować pomieszczenia. Udał się do jednego z pokoi na piętrze. Nie znalazł gotówki, więc bandyci ze zdwojoną siłą zaczęli bić emeryta. Mateusz zerwał kabel od telefonu i zaczął nim krępować ofiarę. Podczas rozboju, za który dostał w częstochowskim sądzie wyrok trzech i pół roku więzienia, ofierze krępował też nogi kablem. Wspólnie z Łukaszem sznurkiem, linkami i kablem przywiązali Mieczysława do ciężkiego metalowego stołu w warsztacie. Nie przestawali przy tym zadawać kolejnych uderzeń. Mateusz kolanami uciskał ofierze klatkę piersiową, łamiąc żebra. Jeden z ciosów poważnie uszkodził język emeryta, a kolejny - zadany z bardzo dużą siłą - doprowadził do pęknięcia kości czaszki. Ranny krwawił i już tylko charczał, nie był w stanie nic powiedzieć ani uwolnić się z więzów. W takim stanie bandyci zostawili go na pewną śmierć.
Biegły medyk ocenił potem, że mężczyzna umierał w cierpieniach fizycznych i psychicznych przez co najmniej cztery godziny.

Wódka była za ciężka

Sprawcy zaczęli plądrować pomieszczenia w poszukiwaniu cennych przedmiotów. Zabrali kolekcję monet, pistolet hukowy i pneumatyczny, neseser, szablę, lornetkę, obraz z jeleniem, zapalniczkę w formie pistoletu, okolicznościowe puchary i ok. 20 butelek wódki. Wszystko o szacunkowej wartości 4200 złotych. Mateusz szmatami zaczął zacierać ślady. Gdy ze wspólnikiem opuszczali dom, emeryt żył, ale był związany i z rany na głowie lała mu się krew. Bez pomocy nie miał szans.

Po drodze sprawcy zgubili zrabowaną szablę, a worek z butelkami wódki był tak ciężki, że porzucili go w zagajniku. Mateusz polecił braciom, by zostawili ubrania z akcji koło łóżek, bo uznał,że trzeba ciuchy spalić. Łupy ukryli w szopie u Karoliny, niektóre próbowali oddać do lombardu w Tarnowie, ale bez sukcesu. Kolekcją monet zapłacili za wizytę w lokalu gastronomicznym, sprzedali jedynie lornetkę i latarkę. Za butelkę wódki znajomy przewiózł im autem worek z alkoholami. Łukasz powiedział wtedy koledze, że kogoś pobił i ma obawy, że „chłopa zabił”. W ten sposób ujawnił, że ma wyrzuty sumienia po tym, co się stało i żałuje swojego czynu.

Skazani za zbrodnię

Sąd Okręgowy w Tarnowie uznał to potem za ważną okoliczność łagodzącą. I dlatego wymierzył karę 14 lat Łukaszowi J., a nie 25 lat więzienia - tyle za zabójstwo z motywów rabunkowych dostał Mateusz B.

Zwłoki emeryta odkrył po dwóch dniach jego brat. Policja w trakcie przeszukania domu odkryła to, czego nie znaleźli zabójcy: ponad 13 tysięcy złotych w gotówce. Były w kilku portfelach. Pieniądze trafiły do rodziny zabitego.
Sprawcy na mocy wyroku mają też zapłacić rodzinie ofiary za wyrządzoną krzywdę. Mateusz 35 tysięcy złotych, Łukasz 30 tysięcy złotych, a Bartłomiej - pięć tysięcy złotych. Choć ten ostatni stał na czatach, dostał dwa lata odsiadki za udział w rozboju na szkodę Mieczysława K.
Wyrok jest już prawomocny.

[polecane]23101063,22997435,23069187,23075257,23069589,23087039[/polecane]

Artur Drożdżak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.