Zamiast kotleta - burger z bulgurem

Czytaj dalej
Fot. Freeimages.com
Joanna Pluta

Zamiast kotleta - burger z bulgurem

Joanna Pluta

Nasz mięsożerny kraj przechodzi warzywną rewolucję. Wegetarianizm to nic nowego - mówią jedni. Inni, że to hipsterska moda. Jeszcze inni, że sposób na życie bez wyrzutów sumienia.

Nigdy nie szalałam za mięsem, chociaż jestem z domu, w którym jadało się go dosyć dużo. Może właśnie dlatego teraz jakoś mi z nim nie po drodze. Nie wypieram się, raz na jakiś czas dam się pokroić za dobrze przyrządzonego krwistego steka, trzęsę się z radości na myśl o mielonych autorstwa mamy, a ostre chili con carne mogę zrobić z zamkniętymi oczami. Jednak spokojnie mogłabym bez mięsa żyć. Czasem się zastanawiam, czy nie spróbować wykluczyć „padliny”, jak mówią moi niektórzy wegeznajomi, całkowicie ze swojej diety, ale potem od razu pojawia się myśl, że jako miłośniczka gotowania i poznawania nowych smaków narzuciłabym na siebie ograniczenia. A tego nie znoszę bardziej niż znienawidzonej w dzieciństwie wątróbki. Nie mogłabym zrezygnować z ryb. A co to za wegetarianizm? Ryba to też mięso. Więc nawet nie próbuję.

Co ja robię nad tą szynką?!

Są jednak tacy, którzy ponad ból związany z byciem ograniczanym stawiają wyższe idee.

- Nie pamiętam dokładnie, kiedy podjęłam decyzję o niejedzeniu mięsa, na pewno parę lat temu - wyznaje Emilia, 30-latka, pisarka.

- Po prostu pewnego dnia, nad jakąś szynką, pomyślałam sobie: „Matko, co ja wyprawiam?!”.

- Nagle, w tej jednej sekundzie, jedzenie mięsa wydało mi się obrzydliwe. Po pierwsze dlatego, że jest w nim tyle chemii - antybiotyków, wypełniaczy, wszelkich związków z symbolem E - że jest to po prostu niezdrowe - mówi dalej. - To właśnie teorie przeciwników wegetarianizmu o tym, że niejedzenie mięsa jest dla ludzi niekorzystne, można dziś włożyć między bajki. Badania pokazują co innego. Ja sama czuję się o niebo lepiej, będąc na wegediecie. Po drugie, zrozumiałam, jak bardzo nie fair postępujemy ze zwierzętami, wykorzystując swoją nad nimi przewagę. Podporządkowaliśmy je sobie tylko dlatego, bo jesteśmy silniejsi, na zasadzie: „Zjem cię, bo mogę”. Ale czy muszę? Czy naprawdę potrzebujemy produkować - bo to już nie jest hodowla, a właśnie produkcja - na masową skalę - te góry mięsa, z których połowa trafia potem i tak na śmietnik? Że o warunkach chowu zwierząt na fermach przemysłowych w ogóle nie wspomnę…

- To mnie nie do końca przekonuje - odbija argument 45-letni Robert, pracownik branży IT z Torunia. - Z jednej strony - fakt. Produkcja mięsa to wciąż masówka, myślę, że wielu z nas nie wyobraża sobie nawet, jak to wygląda. Ale z drugiej strony wszystko jest dla ludzi. Jemy, jedliśmy i będziemy jeść mięso. To znaczy ja nie, ale nie z powodów ideologicznych. Zwyczajnie go nie lubię. Trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jedno - w tej chwili szukamy już dobrych produktów. Przestały nas bawić parówki z MOM za cztery złote za kilo. I producenci muszą to wziąć pod uwagę. Powstaje coraz więcej gospodarstw, które zamiast masówki proponują chów na małą skalę w dobrych warunkach, zgodnych z naturą. Wiem, wiem - konserwatywni wegetarianie mnie zlinczują. Ale czy wyobrażamy sobie świat bez mięsa?

- Daleka jestem od indoktrynowania do wegetarianizmu, niech każdy robi, co chce, ale jeśli ktoś zaczyna zadawać sobie te pytania natury etycznej i wciąż jeszcze się waha, poradzę mu jedno: niech spojrzy w oczy zwierzęciu idącemu na rzeź - mówi Emilia. - Albo takiemu, które całe życie siedzi w klatce, nie mogąc się ruszać, które nigdy nie widziało trawy ani nieba. Wszelkie słowa staną się zbędne.

Kebab bez mięsa - nie do ogarnięcia

Emilia zrezygnowała z jedzenia mięsa w jednej sekundzie. Mówi o swoistej „iluminacji”. - Teraz zapach dobywający się z „rzeźnika” wywołuje u mnie niemal torsje. Zdaję sobie sprawę, że mówiąc takie rzeczy, wychodzę na oszołomkę. Polska jeszcze nie jest gotowa na zwrot w myśleniu o relacji człowiek-zwierzę i na jakąś prawdziwą wegerewolucję… Zresztą pamiętam, jak wielką sensację wzbudziłam kiedyś w pewnym barze w Opławcu, zamawiając słynny „kebab bez mięsa”. Ludzie, to słysząc, prawie pospadali z krzeseł! Ogólnie - o ile w mieście nie ma z tym problemu, o tyle czasem trudno poza aglomeracją znaleźć lokal, w którym byłoby do jedzenia cokolwiek pozbawionego „pieczystego”. Nawet zapiekanki okraszone bywają szynką - zupełnie nie wiem, po co. „Bo mogą”? Co w takim razie jemy - my, dziwolągi? Powiem tak: kuchnia wege jest moim zdaniem o wiele ciekawsza, bo dużo w niej eksperymentowania, całkiem nowych kompozycji smakowych itp. A więc wegetarianizm to na pewno nowy wymiar - zarówno kulinarny, jak i świadomościowy.

Za orędowniczkę polskiej zielonej rewolucji uznaje się Martę Dymek, autorkę bloga „Jadłonomia”. Zaczęła od blogosfery, potem wydała książkę, teraz ma swój program, w którym przekonuje zatwardziałych mięsożerców, że weganizm i wegetarianizm nie oznaczają jedzenia tylko kiełków i bycia na ciągłym głodzie. Obala stereotyp elitarnej kuchni, do której produktów trzeba z mozołem poszukiwać w internecie. Choć w tym akurat można znaleźć sporo cennych informacji.

- Internet bardzo mi pomógł w pierwszych dniach po podjęciu decyzji o niejedzeniu mięsa - mówi z kolei Magda, grafik z Bydgoszczy. - W sieci jest pełno wartościowych blogów kulinarnych, przepisów i zasad odżywiania, które okazały się dużo prostsze niż przypuszczałam, a nigdy nie byłam wytrawną kucharką. Właściwie dopiero 3 lata temu, gdy przestałam jeść mięso, bardziej zainteresowałam się gotowaniem i ogólnie tym, jak się odżywiam. Wyniki krwi, które zrobiłam sobie po roku wegetariańskiej diety, okazały się być najlepszymi, jakie miałam w życiu. To rozwiało też wątpliwości moich rodziców, którzy na początku uważali, że robię sobie krzywdę. Teraz sami bardzo ograniczyli spożycie mięsa, a mama co rusz opowiada mi o nowych przepisach, które wypróbowała. Kuchnia wegetariańska jest niezwykle różnorodna i bardzo tania. To bzdura, że wszystko opiera się na soi - pełne, dobrze przyswajalne białko można uzyskać również poprzez łączenie ogólnodostępnych produktów, a to tylko kwestia przyzwyczajenia. No i białko to nie wszystko, o czym „mięsożercy” często zapominają.

Jak to się zaczęło u niej? - Długo interesowałam się tym tematem, ale również długo nie przełożyło się to na praktykę. Pomimo tego, że raz po raz natrafiałam w telewizji czy w internecie na programy o nieludzkim traktowaniu zwierząt, nie potrafiłam tego odnieść do codzienności. Kiełbaska czy szynka nie przypominały świnki i krówki, no i w końcu przecież jadłam je od prawie 30 lat... Odczuwałam duży dysonans, ale wciąż odwracałam głowę, i chyba właśnie w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że tę głowę odwracam, że dokonuję wyboru, że po prostu nie chcę wiedzieć tego, co przecież tak dobrze wiem - że świnia i krowa w niczym nie są gorsze od psa czy kota, a jednak skazuję je na śmierć - doznałam swoistego olśnienia i nie było już drogi powrotnej. Trochę taki matrix - nagle widzisz wszystko bardzo wyraźnie i nie znajdujesz żadnego usprawiedliwienia dla takiego stanu rzeczy.

W sklepowych zamrażarkach nie ma kiełbasy i szynki, są porąbane części ciał zwierząt, ich kości, mięśnie, szyje, serca i żołądki - z taką świadomością nie da się tego zjeść... I ta świadomość sprawiła, że przejście na wegetarianizm nie przysporzyło mi żadnych trudności.

Bułka z masłem

- W sklepach jest w tej chwili bardzo dużo produktów wegetariańskich, które są odpowiednikami mięsnych - sojowe kiełbaski, gulasze itp., ale nie jestem ich fanką. Zdarza się, że też są pełne różnych konserwantów i dodatków smakowych, więc to w sumie taki sam syf, jak przetworzone mięso. To zresztą kolejny, poza etycznym argument, który powinien trafić do tych, którzy się jeszcze wahają. Można powiedzieć, że teraz panuje trochę moda na wegetarianizm i producenci to wykorzystują, próbując zdobyć jakąś część rynku tanim kosztem. Niestety, takie nastały czasy, że trzeba dokładnie czytać etykiety i to się odnosi do każdej diety, nie tylko wegetariańskiej. Następnym krokiem dla mnie jest przejście na weganizm. Od jakiegoś czasu sporo czytam na ten temat, ale to już wyższa szkoła jazdy. Wegetarianizm to przy tym bułka z masłem.


Aktywiści opakowali się jak "ludzkie mięso". Protest wegetarian w Sofii (źródło: RUPTLY/x-news)

Joanna Pluta

W "Pomorskiej" zajmuję się dwoma tematami - kulturą i zdrowiem. Ten pierwszy jest zdecydowanie bardziej fascynujący. Drugi natomiast daje o wiele więcej satysfakcji.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.