Zaginął plecak. Był w nim m.in. aparat

Czytaj dalej
Fot. nadesłane
Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Zaginął plecak. Był w nim m.in. aparat

Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Chodzi o aparat, dzięki któremu 16-letnia Rozalia słyszy. Dziewczyna zostawiła go w poniedziałek w autobusie linii nr 69.

Dwa dni temu Rozalia razem z mamą jechała autobusem miejskim z Błonia na osiedle Tatrzańskie. Był tłok. Gdy wysiadły na przystanku przy Centrum Onkologii parę minut po godz. 10, okazało się, że w środku został jej plecak. - Był granatowy ze znaczkiem firmy adidas - opisuje Aleksandra Szarwark, siostra Rozalii. - Niestety był tam także procesor implantu ślimakowego. Urządzenie jest jej potrzebne do normalnego funkcjonowania, ponieważ siostra jest osobą głuchoniemą.

Kobiety zadzwoniły do firmy, która obsługuje linię nr 69. Niestety kierowca nie znalazł pozostawionego w autobusie plecaka. - Sprawdzamy nagrania z monitoringu, który jest zainstalowany w pojeździe - odpowiada jeden z pracowników KDD Trans. - Mamy nadzieję, że uda nam się pomóc.

Ciekawostka
Pierwsza proteza, która jest w stanie zastąpić jeden z naszych zmysłów powstała trzydzieści lat temu. Chodzi o implant ślimakowy, dzięki któremu osoby nie słyszące, odzyskują słuch. Obecnie to rozwiązanie stosuje się w przypadku noworodków, które przyszły na świat głuche i osób, które z różnych przyczyn straciły słuch podczas swojego życia. Urządzenie składa się z dwóch elementów. Wewnętrznego, który jest wszczepiony pod skórę w zagłębieniu kości czaszki i zewnętrznego, który przetwarza sygnały akustyczne.

Narodowy Fundusz Zdrowia w pełni finansuje wszczepienie implantów słuchowych. W Polsce pierwsza taka operacja odbyła się 16 lipca 1992 roku w Klinice Otolaryngologii Akademii Medycznej w Warszawie.

W 2005 roku Rozalia przeszła zabieg wszczepienia implantu ślimakowego. Dzięki temu zaczęła słyszeć. Taki implant kosztuje około 50 tys. zł. - Osobie, która go znalazła urządzenie się nie przyda - tłumaczy Szarwark. - Nie można go sprzedać, ponieważ ma numery seryjne. Nie można go też przestroić, ponieważ jest dopasowany do części, którą ma siostra.

Rodzina oferuje kilkaset złotych nagrody dla znalazcy. Apel pojawił się m.in. na Facebooku. Informację udostępniło już 1660 osób.

- Prosimy wszystkich, którzy mogą coś wiedzieć o kontakt - prosi Szarwark. - Bardzo zależy nam na tym, aby odnaleźć aparat. Bez urządzenia nie ma szans, aby Rozalka znów zaczęła słyszeć.

Przyda się każda pomoc. Dlatego trwają poszukiwania pasażerów, którzy jechali w poniedziałek autobusem nr 69. Jeżeli wiedzą Państwo, co stało się z granatowym plecakiem i jego zawartością, najlepiej jest zadzwonić pod numer 731 594 092.

Tylko w styczniu kierowcy komunikacji miejskiej znaleźli 16 przedmiotów pozostawionych przez zapominalskich pasażerów. Połowa z nich trafiła do właścicieli. - Była to damska torebka, telefony komórkowe, teczki z dokumentami, portfele i reklamówka z zawartością - wymienia Joanna Lisowska, kierownik działu nadzoru ruchu Miejskich Zakładów Komunikacyjnych. - Przedmioty trafiają do naszego biura rzeczy znalezionych. Kiedyś kierowca znalazł buty. I może nie byłoby to dziwne, gdyby nie to, że był wtedy pierwszy stycznia.

Jeżeli są to dokumenty, wówczas na podany w nich adres zostaje wysłane zawiadomienie. - W przypadku legitymacji szkolnych kontaktujemy się z placówką, która je wystawiła - uzupełnia Lisowska. - Jeśli nikt się nie zgłosi po swoją zgubę, a jej wartość przekracza 100 zł przekazujemy ją do miejskiego biura. Pozostałe rzeczy niszczymy.

Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.