Żądają, a nie proszą. Ścieżka musi powstać

Czytaj dalej
Fot. Anna Klaman
Anna Klamananna.klaman@pomorska.pl

Żądają, a nie proszą. Ścieżka musi powstać

Anna Klamananna.klaman@pomorska.pl

Potrzebują jej rowerzyści i piesi, by żyć. Nie chodzi o rekreację.

Ludzie na proteście przed szkołą w Łęgu nie kryli rozgoryczenia. Choć blokada drogi krajowej (dwie akcje po kilka minut) przebiegała spokojnie, to zebrani poczuli swoją siłę. - Jak się nie uda, to zorganizujemy kolejne akcje - mówiły 17-letnie dziewczyny Magda i Hania.

One akurat nie przechodziły przez pasy - miały założone rolki i mogłyby w kogoś wjechać, ale bardzo kibicowały. Pierwszy sukces jest - burmistrz Czerska Jolanta Fierek obiecała, że gmina sfinansuje budowę 1/3 długości pieszojezdni z Łęga do Czerska. To ułatwi negocjacje z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Jej wicedyrektor Karol Markowski powiedział wcześniej „Pomorskiej”, że o inwestycję będzie łatwiej, gdy samorząd pozyska środki unijne, tak jak to było w projektach Kaszubskiej Marszruty. Tyle że w tzw. MOF - Miejskim Obszarze Funkcjonalnym samorządowcy poprzedniej kadencji ujęli inne zadanie - ścieżkę z Rytla do Chojnic (partnerstwo z gminą Chojnice). Są już projekty na obie ścieżki, ale większa niewiadoma jest dla tej z Czerska do Łęga.

Leszek Piotrowski przyszedł z 4-letnią Jagodą. Martwi się o nią, o to, kto będzie ją prowadził do szkoły. Pochodzi z gminy Zblewo i zauważa, że tam jakoś urzędnicy wywalczyli piękną ścieżkę do Franka, a powstanie i kolejny odcinek od Zblewa do Bytoni.

20-letnia Alicja Odya mówi, że już nieraz uciekała „na drzewo” i obserwuje, jak ciężarówki przekraczają linię ciągłą. Teraz, już dorosła, zdarza się, że jedzie rowerem do Czerska. Boi się, bo jest niebezpiecznie. Gdy chodziła do szkoły, zawoziła ją mama. Bywało, że nie mogła. I Ala zwraca uwagę na kolejne zagrożenie. Gdy chodziła do IV klasy i wracała z koleżanką, zatrzymało się przy nich auto, w którym siedział nagi mężczyzna. Uciekły - miały jeszcze kilometr do domu.

Na proteście uczczono pamięć ostatniej ofiary „berlinki” -11-letniego Szymona. - Mój Damian był z nim umówiony na piłkę - mówi Agnieszka Frydrych. - Już nie zagrali, byliśmy tego dnia na pogrzebie Szymka. Przyszliśmy tu, by już nic takiego się nie powtórzyło.

Anna Klamananna.klaman@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.