Zabójstwo dyrektora. Świadek chce ochrony [zeznania Tomasza Gąsiorka]

Czytaj dalej
Fot. Filip Kowalkowski
Maciej Czerniak

Zabójstwo dyrektora. Świadek chce ochrony [zeznania Tomasza Gąsiorka]

Maciej Czerniak

Dariusz S. „Szramka” - świadek koronny w procesie o zabójstwo Piotra Karpowicza, dyrektora z PZU, w 1999 roku - boi się o swoje życie.

Trzeci proces w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy, który ma wyjaśnić zagadkę zamachu na życie szefa pionu odszkodowań w bydgoskim PZU przed 17 laty, utknął w martwym punkcie. Wczoraj na sali rozpraw nie pojawił się kluczowy świadek w sprawie. Ten, którego zeznania, złożone m.in. w 2004 roku w Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie, pozwoliły doprowadzić na ławę oskarżonych pięć osób.

Sędzia Anna Warakomska odczytała wczoraj notatkę służbową z 18 kwietnia, spisaną przez prokuratora Piotra Galanta z lubelskiej apelacji. Z dokumentu wynika, że w poniedziałek Dariusz S. miał zadzwonić do prokuratury i powiedzieć, iż czuje się zagrożony i chce uzyskać ochronę, w związku z czym nie może się stawić w wyznaczonym terminie w sądzie.

S. miał również poinformować, że skontaktował się w tej sprawie z bydgoskim sądem. Z tej rozmowy też została sporządzona notatka, a jej autorką była pracownica sekretariatu sądu. Ale z tego pisma wynika jedynie, że świadek usprawiedliwiał swoją nieobecność na poniedziałkowej rozprawie. Nie wspomniał natomiast o zagrożeniu życia.

Zeznania Gąsiorka złożone w sądzie na początku trzeciego procesu.
- Kiedy w 1991 roku otworzyłem stację obsługi Mercedesa, byłem jednym z trzydziestu dilerów w Polsce - mówił Gąsiorek na rozprawie 4 kwietnia tego roku. - Byłem bardzo szczęśliwy, bo to był mój wielki sukces. Ale też największa porażka życiowa - tłumaczył. - W 1992 roku przyjechały do mnie do Brzozy dwa autobusy policjantów z wydziału zwalczania przestępczości gospodarczej pod kierownictwem pana Z. Szukali skradzionych samochodów. Wszystkie nowe auta w salonie stały jako towar handlowy, własność pana (Sobiesława - red.) Zasady. Samochody, które sprawdzali policjanci, zostały rozebrane, zeszlifowano im numery nadwozia. Nie znaleźli żadnego kradzionego auta. Kolejny „wjazd” policji nastąpił w 1995 roku. Wtedy szukano innego skradzionego samochodu.

Po tej wizycie Gąsiorek został zawieziony do prokuratury w Toruniu. Sąd nie wyraził zgody na jego aresztowanie. - Potem pan Z., prowadząc mnie demonstracyjnie przez Stare Miasto, powiedział do mnie, że to jeszcze nie koniec - mówi oskarżony i przekonuje: - Intrygę przeciw mnie przygotowali policjanci z Bydgoszczy.

- W jakim celu? - pytała sędzia Anna Warakomska.

- Celem było zniszczenie Gąsiorka - odpalił oskarżony rozkładając przy tym ręce. - I w tę intrygę dał się wciągnąć prokurator Robert Bednarczyk.

Ten śledczy Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie jest autorem pierwszego aktu oskarżenia w sprawie zabójstwa Piotra Karpowicza, dyrektora Centrum Likwidacji Szkód i Oceny Ryzyka PZU w Bydgoszczy. Według oskarżyciela Gąsiorek „w nieustalonym czasie od grudnia 1998 do stycznia 1999 roku” zlecił zabójstwo ubezpieczyciela. Miał to być odwet za uniemożliwianie dilerowi wyłudzania odszkodowań na sfingowane kradzieże aut.

Karpowicz miał w opinii prokuratury udaremnić gigantyczne oszustwo, do którego spółkę mieli wcześniej zawiązać Gąsiorek i „Lewatywa”. Chodziło o sprowadzenie z USA wartej 55 mln zł maszyny do zgniatania karoserii. Machina miała zostać skradziona podczas transportu, na trasie Gdańsk-Sławęcinek. Według zeznań koronnego Dariusza S. „Szramki” wynajęci przez „reżyserów” tego przekrętu Litwini mieli próbować wymusić na dyrektorze Karpowiczu wypłatę odszkodowania. „Szramka” wycofał te zeznania w 2013 roku, w drugim roku trwania drugiego już procesu o śmierć dyrektora. Wygłosił wtedy w sądzie godzinną tyradę, w której oskarżał prokuratora Bednarczyka o fabrykowanie dowodów.

- Pytał mnie o różne rzeczy; na przykład o to, kiedy spotkałem się z mecenas Aliną G. (byłą żoną oskarżanego biznesmena - red.). Wtedy była moim obrońcą, więc rzeczywiście się z nią spotkałem w areszcie. Później musiałem to zeznać dodając kilka szczegółów. On z tego sklejał wyjaśnienia. Bazował na mojej fenomenalnej pamięci.

- Chce pan powiedzieć, że prokurator Robert Bednarczyk fabrykował pańskie zeznania? - pytała sędzia Małgorzata Lessnau-Sieradzka. - No... tak - odparł „Szramka” dodając: - Państwo zapłaciło za fałszywe zeznania. Było to 200 tys. zł. W Lublinie spotkałem Bednarczyka na rowerze. Powiedział, że chyba przesadził z tym szantażowaniem i dlatego stracił posadę. On miał straszne parcie na sędziów, prokuratorów. Chciał awansować...

Na rozprawie 4 kwietnia tego roku swoje do ogródka zarzutów wobec lubelskiego prokuratora dorzucił sam Gąsiorek: - Bednarczyk zawsze nosił przy sobie broń. Zawsze. Wchodził z nią nawet do aresztu śledczego. A podczas przesłuchań broń leżała na jego biurku. Obok widziałem teczkę z napisem... Chyba brzmiał „Korupcja w bydgoskim sądownictwie”. Później, kiedy wypuszczono mnie z aresztu (w 2006 roku - przyp. red.) powiedział mi, że gdybym powiedział mu coś na ten temat, sprawa byłaby łatwiejsza.

Gąsiorek twierdzi, że od 1993 roku jego ASO nie była klientem PZU, „Lewatywę” zna tylko ze sporadycznych spotkań w kasynie i z tego, że raz odwiedził firmę w Brzozie, kiedy oddał do serwisu leasingowanego mercedesa. O tym, kim był Piotr Karpowicz, dowiedział się natomiast dopiero po jego śmierci. Bednarczyk zaprzecza wszystkim zarzutom mówiąc, że nigdy na nikim nie wymuszał składania fałszywych zeznań."

To na zeznaniach S. i składanych przez kilku innych anonimowych świadków w 2004 roku Robert Bednarczyk, śledczy z lubelskiej apelacji, zbudował akt oskarżenia w sprawie zabójstwa Piotra Karpowicza. Według wersji przedstawionej przez prokuraturę, dyrektor Centrum Likwidacji Szkód i Oceny Ryzyka PZU miał być ofiarą zamachu, w którym brał udział - zdaniem śledczych - biznesmen Tomasz Gąsiorek.

Były właściciel autoryzowanej stacji obsługi i salonu Mercedesa w podbydgoskiej Brzozie miał za 50 tys. zł zlecić zabójstwo Henrykowi L. „Lewatywie” (skazanemu później za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą). Ten natomiast - według tezy śledczych - wyznaczył do wykonania zadania swojego zaufanego człowieka Adama S. „Smołę”. W zamachu mieli również pomagać dwaj inni ludzie „Lewatywy”, Krzysztof B. i Tomasz Z. Karpowicz zginął od dwóch strzałów z broni palnej oddanych 19 stycznia 1999 roku na parkingu przed siedzibą bydgoskiej ubezpieczalni.

W tej sprawie zapadły dwa wyroki - w 2009 roku uniewinniający i w 2014 - skazujący Gąsiorka, Henryka L. i Adama S. na 25 lat więzienia. Obecny proces to efekt uchylenia ostatniego orzeczenia przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Adwokat Gąsiorka 7 kwietnia skierował do sądu pismo o zmniejszenie poręczenia majątkowego, jakie musiał zapłacić jego klient, by móc zeznawać z wolnej stopy - z 5 mln zł do 4 mln w formie hipoteki nieruchomości. Powód: „zła kondycja finansowa”.

Maciej Czerniak

W Gazecie Pomorskiej zajmuję się tematyką kryminalną, policyjną, jestem autorem relacji sądowych. Podejmuję sprawy z kręgu dziennikarstwa śledczego, najczęściej dotyczące tego, co dzieje się na styku władz publicznych z sektorem prywatnym. Z wykształcenia jestem polonistą, a tym, co w mojej pracy najbardziej mnie pociąga i codziennie zadziwia, jest fakt, że najciekawsze historie zawsze pisze życie. Bywają bardziej niezwykłe od scenariuszy filmów. Nie tylko sensacyjnych. Nie zamykam się jednak w tematyce prawno-kryminalnej. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z przemianami społecznymi - od polityki przez prawo do nowych technologii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.