Z Rypina do Papui-Nowej Gwinei

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Prywatne
Karolina Rokitnicka

Z Rypina do Papui-Nowej Gwinei

Karolina Rokitnicka

W niedzielę już po raz 90. kościół katolicki obchodził Światowy Dzień Misyjny. Na misjach od 1992 roku przebywa pochodzący z Rypina ksiądz Jarosław Wiśniewski. Ks. Jarosław ma 53 lata. Pracował w Rosji, Ukrainie, Uzbekistanie, Papui-Nowej Gwinei.

Jakie ma ksiądz wrażenia z pracy w Papui Nowej Gwinei?
- To bardzo egzotyczna ziemia i ponad 100 lat temu była kolonią niemiecką. Myślę, że z 
tamtych czasów dotarły do naszych domów fikusy, rododendrony i inne sympatyczne kwiaty doniczkowe. U mnie przy plebanii w gigantycznej wersji rosną one okrągły rok.

Pracuje ksiądz w Papui od 2013 roku. Czy zdarzają się tam katolicy?
- Bardzo wielu Papuasów z mojej parafii deklaruje, że są katolikami od dziecka, bo pierwszy misjonarz przyjechał do mojej parafii w 1927 roku. Pewna jednak liczba katolików trafiła w ręce agresywnie do nas nastawionych Adwentystów. Moje zadanie polega na tym, żeby kłamstwa Adwentystów zostały uświadomione i by cześć katolików wróciła do kościoła.

Jakie jeszcze problemy ksiądz tam spotyka? Sporym jest brak wykształcenia...
- 25% dzieci nie uczęszcza do szkoły, a rodzice nie są za to pociągani do odpowiedzialności. 50% dorosłych jest nadal analfabetami i jest to najprawdopodobniej najwyższy wskaźnik na świecie. Nauczyciele nie traktują poważnie swoich obowiązków. Nagminne są nieobecności po kilka dni czy tygodni bez konsekwencji dyscyplinarnych.

Czy w życiu codziennym coś zwróciło szczególną uwagę księdza?
- Ryż jada się rękoma, zamiast talerzy używa się liści bananowych. Do dobrego tonu należy, by mężczyźni siadali do posiłku tylko w gronie mężczyzn, a kobiety w gronie kobiet. Pierwszeństwo we wszystkim mają mężczyźni i chłopcy. Dzieci często grają w piłkę nożną i rugby, najczęściej na boso. Nawet gdy jest ulewa nie przestają grać. Lubią godzinami siedzieć w morzu, czasem bez powodu ale często dla zbierania małży morskich, które są jadalne. Zabawa chłopców jest nurkowanie w poszukiwaniu ryby. Dzieci z klasy 5-8 potrafią zbudować drewniany szałas w ciągu jednego dnia. Tak z pomocą dzieci powstała bambusowa kaplica Jana Pawla II w jednej z moich wiosek o nazwie Meto. W kaplicy może się zmieścić 50-100 ludzi.
O zamożności tubylców świadczy najczęściej liczba żon. Wójt naszej gminy ma na przykład 4 ale w innych okolicach zdarzają się przypadki 8 i wszystkie są ze sobą bardzo skłócone, tak że mąż stara się dla każdej o oddzielny dom, bywa że mieszkają w rożnych wioskach.
Innym wyznacznikiem majętności jest posiadanie motorówki. Najczęściej jest jedna na całą wieś i wszyscy się zrzucają, by czasem na niej popłynąć do miasta. Ten kto ma klucz od silnika uważa się za bogacza. Bogaci ludzie starają się migrować do miast, ale ze swych dochodów budują domy w rodzinnych wioskach, by zaimponować rodakom. Są to zwykle domy z blachy, podczas gdy biedacy nadal budują z bambusu.

Czy w Papui uznaje się świętych i błogosławionych?
- Bardzo szanowany jest tu Piotr Channel, misjonarz Marysta zabity za to, ze wystawił na pośmiewisko jednego z miejscowych wodzów. On, jak również błogosławiony Jan Mazzuconi, mimo ze pochodzą z Europy uważani są za świętych patronów Oceanii. Z Papui pochodzi Piotr Torot katecheta zabity przez żołnierzy japońskich zastrzykiem z trucizny za to, ze wbrew zakazowi okupantów prowadził katechezy, chrzcił dzieci i asystował przy zawieraniu sakramentalnych związków małżeńskich. Główny powód męczeństwa to śmiała obrona świętości małżeństwa gdy Japończycy promowali poligamie wśród tubylców. To piękna postać. Miał zaledwie 33 lata. Beatyfikował go w 1995 roku Jan Paweł II podczas odwiedzin w tym kraju.

Czy zdarzają się chwile zwątpienia w sens misji?
- Zwątpień jest wiele jak się jest poza, czyli na urlopie. Jak się jest wewnątrz misji to wszystko się wydaje zwykle, nawet egzotyka po roku czasu całkowicie znika. Boję się, że mogą mnie zabić znienacka. Tacy są tutejsi alkoholicy. Gdy trzeźwi jak baranki, gdy pijani rodzonego brata potna na kawałki. Niebezpiecznie jest na morzu, bo motorówki się psują a tzw. “skiperzy” są często amatorami. Dwa lata temu łódka kapłana z 5 pasażerami utonęła i uratowały się tylko 3 osoby. Kapłan i starosta parafii zmarli. Dużo mam tych wyjazdów na motorowce a miedzy Bożym Narodzeniem i Wielkanocą bywają sztormy. Boję się, ale co robić. Przecież nie zostawię ludzi bez Mszy Wielkanocnej. W ciągu doby robię 10 nabożeństw w rożnych sub-parafiach, czyli kościołach filialnych i każdy z nich na innej wysepce.

Karolina Rokitnicka

Dziennikarstwo to nie tylko moja praca, ale także pasja. Szczególnie bliskie mi sprawy lokalne, dotyczace Golubia-Dobrzynia i okolic, samorządowe, oświatowe, kultura, politykaLubię analizę danych, m. in. rankingów inwestycyjnych czy wyników edukacyjnych, a także materiały interwencyjne. W codziennej pracy bardzo cenię kontakt z drugim człowiekiem, dynamiczność, możliwość uczenia się i poznawania zagadnień, które są dla mnie zupełnie nieznane, jak np. sport czy rolnictwo :-). Dziękuję moim instruktorom za pomoc w poruszaniu się po tych niezbadanych dla mnie obszarach.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

obniżka -50% na Czarny Weekend

30-dniowy dostęp do Gazety Pomorskiej online

14,50 29,00

Czarny weekend trwa! Do 29.11 kup prenumeratę cyfrową za połowę ceny i ciesz się dostępem do aktualnego wydania gazety bez wychodzenia z domu.

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.