Paweł Hochstim

Z plecakiem na igrzyska, czyli jak można pięknie spełniać marzenia [wideo]

Przy okazji igrzysk Adrianna Banio zwiedza też miejsca naprawdę niezwykłe, jak choćby to solnisko Salar de Uyuni w Boliwii. Fot. archiwum prywatne Przy okazji igrzysk Adrianna Banio zwiedza też miejsca naprawdę niezwykłe, jak choćby to solnisko Salar de Uyuni w Boliwii.
Paweł Hochstim

Podróżuje z plecakiem po całym świecie, ale ma jedno szaleństwo - odwiedzać miasta igrzysk, by chłonąć atmosferę sportowego święta.

Szczecinianka Adrianna Banio była w 2008 r. w Pekinie, a cztery lata później w Londynie. I na własnej skórze poczuła, jak fantastyczną imprezą są igrzyska olimpijskie. Nie tylko pod względem sportowym, ale także - a może przede wszystkim - fantastycznej atmosfery.

- Od zawsze byłam bardzo ciekawa świata i miałam wymarzone miejsca podróżnicze, jednym z nich była podróż Koleją Transsyberyjską. I tą koleją, za namową pływaczki Kasi Baranowskiej, z którą się przyjaźnię, pojechałam na swoje pierwsze igrzyska do Pekinu - opowiada Adrianna.

W Pekinie poznała grupę Brazylijczyków. - I wtedy pomyślałam sobie, jak fajnie byłoby, gdyby Rio de Janeiro dostało prawo organizacji igrzysk, bo przecież w Ameryce Południowej tego święta nigdy nie było, a Brazylia na pewno na to zasługuje. I do tego gwarantuje, że będzie w trakcie nich cudowny, spontaniczny klimat - mówi.

Gdy rok później okazało się, że Rio de Janeiro wygrało rywalizację z Madrytem, postanowiła, że musi odwiedzić Brazylię w czasie letnich igrzysk. - A właściwie nawet wcześniej, bo gdy raz przeżyjesz igrzyska na żywo, to nie jesteś w stanie oglądać kolejnych w telewizji.

Tak, właściwie w Pekinie podjęłam decyzję, że będę podróżować za igrzyskami - opowiada Adrianna.

Jeżdżenie po igrzyskach to bardzo kosztowne hobby, chyba że... umie się to zrobić. - Śpię w hostelach, w pokojach typu dorm [wieloosobowych - red.], wybieram najtańsze środki lokomocji, czasem jest to autostop. Naprawdę można zbudować budżetowy wyjazd w najważniejsze w tym momencie miejsce na świecie. To kwestia priorytetów - mówi polska podróżniczka.


60-letni Rosjanin przeszedł ponad 18 tys. kilometrów, by trafić do Rio de Janeiro. Dom w Sankt Petersburgu opuścił 1 kwietnia 2015 roku (źródło: RUPTLY/x-news)

Adrianna Banio skończyła m.in. szczeciński Instytut Kultury Fizycznej, dziś na Uniwersytecie Szczecińskim jest wykładowcą, a na poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego robi doktorat. Fascynuje się sportem i choć nigdy nie pływała zawodowo, to ma uprawnienia trenera pływania oraz pełni funkcję sędziego pływackiego.

Podróż do Rio to część wielkiej podróży po Ameryce Południowej. Adrianna była w Peru, Boliwii, Chile, Argentynie, Urugwaju i Paragwaju, a przed nią, już po igrzyskach, jeszcze wyprawa w głąb Brazylii - do Amazonii. Do Polski wróci po trzech miesiącach, obecnie jest mniej więcej w połowie. - Kocham odwiedzać miejscowości, które nie są turystyczne, poznawać ich mieszkańców. Cóż, Rio de Janeiro akurat do takich nie należy, ale i tutaj są takie miejsca. A do tego są igrzyska. Cieszę się, że jeszcze przed ich rozpoczęciem mogłam zobaczyć przekazanie znicza z ogniem olimpijskim przy Forcie Copacabana - podkreśla.

Podróżowanie ułatwia jej znajomość języków angielskiego i hiszpańskiego. A także pozytywne podejście do życia, które pozwala na poznawanie ludzi wzajemnie pomagających sobie i podpowiadających miejsca warte odwiedzenia w trakcie takich wypraw jak ta.

Co chce zobaczyć w Rio? - Wszystko, na co uda mi się zdobyć wejściówki. Mam już bilety na podnoszenie ciężarów, zapasy, lekką atletykę, siatkówkę i piłkę ręczną. Marzy mi się pływanie, bo bardzo mi zależy, żeby zobaczyć na olimpijskiej pływalni Kasię Baranowską, Mateusza Sawrymowicza i Filipa Zaborowskiego, z którymi kolegujemy się od lat. Niestety, zdobycie tych wejściówek graniczy z cudem - mówi.

Adrianna chciała w Rio de Janeiro być wolontariuszem, wypełniła nawet wszystkie formularze i pomyślnie przeszła całą rekrutację. - Ale przestraszyłam się, że mogę trafić np. na lotnisko i w ogóle tych igrzysk nie obejrzę. Do tego nie znoszę być ograniczona w podróży planami i grafikiem, bo wtedy traci ona swój urok. I podjęłam decyzję, że rezygnuję - mówi.

Szczecinianka planuje nadal odwiedzać miasta kolejnych gospodarzy igrzysk. Za cztery lata wybiera się do Tokio.


„Igrzyska XXXI Olimpiady uważam za otwarte”. Vanderlei de Lima zapalił w Rio de Janeiro znicz olimpijski (źródło: Press Focus/x-news)

Paweł Hochstim

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.