Z Gdańskiej w Bydgoszczy znika kolejny sklep. Czy ulica umiera?

Czytaj dalej
Fot. Jolanta Zielazna
Jolanta Zielazna

Z Gdańskiej w Bydgoszczy znika kolejny sklep. Czy ulica umiera?

Jolanta Zielazna

-Pamięta pani sklep „Czerwony Kapturek”? A „Karolinę”? - Elżbieta Słowik, sprzedawczyni z Cepelii jak z rękawa sypie nazwami sklepów, które pamięta z Bydgoszczy sprzed lat. Większość nie istnieje.

Cepelia jest jednym z punktów, które okazują się być na tej ulicy „od zawsze”, punktami niezmiennymi od lat. - Zaraz na początku ulicy, na przeciwko klarysek była pasmanteria, pamięta pani?

Znowu nie pamiętam. - A Cepelii było w Bydgoszczy pięć. Tylko my zostaliśmy.

Ile przy Gdańskiej takich punktów, które są tu „od zawsze?”. Właśnie znika jeden z nich - „Śnieżka” (Gdańska 31), w której bydgosz czanie kupują obrusy, pościele, kołdry, poduszki itp. Będzie czynna do końca sierpnia. Halina Olędzka, właścicielka, likwiduje sklep, bo koszty utrzymania są za wysokie.

Stali klienci „Śnieżki” są oburzeni.

Tak samo oburzeni byli dwa lata temu klienci zieleniaka kilka domów dalej, na rogu Śniadeckich. Henryk Pulchny prowadził go od 1989 r. Musiał się poddać ze względu na wysoki czynsz.

Postanowiłam więc sprawdzić, co przetrwało na Gdańskiej od dawna.

Ale od jak dawna? Od lat 20.-30.? Może 50.? Czy od 1945 roku, a nawet wcześniej? Okazuje się, że biorąc pod uwagę tempo, w jakim dokonują się zmiany, przetrwanie 30 lat w tej samej branży i w tym samym miejscu to w obecnych „okolicznościach przyrody” (a raczej twardych prawach rynku) spore osiągnięcie.

Właściwie każdy z punktów, który przetrwał przy tej ulicy zasługuje na odrębną historię, ale nie zawsze jest ona znana obecnym właścicielom, nie zawsze nawet możliwa do ustalenia.

Stare sklepy to jak podróż w czasie. Najczęściej meble i wyposażenie sprzed lat. Jednym to przeszkadza, innym - wprost przeciwnie. Remonty wykonuje się tylko niezbędne. Bo, na przykład, wymiana okien czy drzwi to spory wydatek, a miejska spółka ADM w kosztach uczestniczyć nie chce.

Gdańska 3

„Od zawsze” mieści się tam sklep zielarski. Klientów wita aromatem. Przed oczyma mam napis „Herbapol” nad oknem wystawowym; byłam przekonana, że istnieje. A gdzie tam!

- Jesteśmy sklepem zielarsko-medycznym, nie należymy już do „Herbapolu” i nie posługujemy się tą nazwą, bo to byłoby bezprawne - wyjaśnia Halina Olszewska, właścicielka sklepu. Klienci jednak z przyzwyczajenia i tak przychodzą „do Herbapolu”, który mieścił się tu wiele lat. Branża się nie zmieniła, a nazwa bardzo związała się z miejscem.

To, że Halina Olszewska tu pracuje (już 25 lat) to czysty przypadek. Przyszła z ogłoszenia, z zawodu jest ekonomistką. - To, co robię, to moja pasja życiowa, wcześniej ziołami się nie interesowałam - nie ukrywa. W poz nańskim Instytucie Badania Roślin i Przetworów Zielarskich zdobyła kwalifikacje do pracy w sklepie zielarsko-medycznym.

Od kiedy w tym miejscu mieści się sklep zielarski? Na pewno od dawna, na pewno po wojnie, ale dokładnie nie wiadomo.

Także pod „3”, przez ścianę ze sklepem zielarskim, działa zakład zegarmistrzowski. Obecni właściciele utworzyli spółkę i przejęli go od spółdzielni Omega. - Jesteśmy jednym z najdłużej w Bydgoszczy działających punktów usługowych - mówi Edgar Kwiatkowski. - Kiedyś na Gdańskiej były cztery prężnie działające punkty zegarmistrzowskie - wylicza z kolegą Dariusz Jasiński. - U nas stały kolejki, na usługę czekało się trzy tygodnie.

Zegarmistrzowie ubolewają, że od lat 90. nie ma w Bydgoszczy ani jednego ucznia w tym fachu. Ich zawód jest na wymarciu.

Przed wojną był tu sklep jubilerski Edwarda Kozłowskiego.

I jeszcze jeden lokator z długą tradycją pod tym adresem - galeria Kantorek. Choć galeria istnieje od lutego 1990 r., to... - Od 1959 w tym miejscu prowadzona jest działalność kulturalna - mówi Elżbieta Kantorek. Kiedyś było tu biuro Związku Artystów Plastyków, później siedzibę miało Towarzystwo Przyjaciół Sztuki, ale i w ich czasach odbywały się rezentacje prac bydgoskich twórców.

- Gdańska jest coraz bardziej martwa - ubolewa Elżbieta Kantorek. - Miała ją ożywić Drukarnia, utworzono nawet dodatkowy przystanek tramwajowy i co?

Gdańska 5

To adres apteki „Pod Łabędziem”. Powstała w tym miejscu w 1853 r. i działa do dziś.

Do obsługi klientów wystarcza jedno, nowocześnie wyposażone pomieszczenie, w sąsiednim można podziwiać oryginalne meble i wyposażenie sprzed lat. Na zapleczu jest jedyne w Polsce muzeum farmacji, z oryginalnym laboratorium galenowym. - To unikat - podkreśla Bartłomiej Wodyński, właściciel apteki.

Unikat unikatem, ale płacić zań musi. A zwiedzający oglądają je za darmo. Bartłomiej Wodyński jest zafrasowany. Boi się o przyszłość zabytkowej apteki. Pod bokiem do otwarcia szykuje się nowa apteka.

No i znowu ten czynsz... Wspólny problem najemców prowadzących działalność handlową czy usługową. - Niby mam preferencyjny - mówi Wodyński - ale jak się zorientowałem, za duża ta preferencja to nie jest.

Gdańska 7- 9

Sklep fotooptyczny należy do spółki „Arpis”. - Na pewno nasz sklep istniał już w latach 50. XX wieku - mówi Jolanta Iwaszkiewicz. Jakiś czas temu klientka przyniosła im „Cennik detaliczny nr 34/55, artykuły optyczno-oftalmiczne” z 1955 roku. Jest w tej broszurce także wykaz sklepów optycznych. Z Bydgoszczy wymieniony jest właśnie ich, wtedy przy Al. 1 Maja 7. Gratką są jednak przyniesione przez klientkę zdjęcia z wnętrza sklepu. Kiedyś pracowała tu jej teściowa.

W sąsiedniej bramie jest tylko szyld Dekory, sklep mieści się w podwórzu. Mały, ciasny, znają go głównie ludzie z branży, bo oferuje materiały dla plastyków. A istnieje od - bagatela - 1945 roku!

Gdańska 11

Bydgoski Zakład Optyczny. Chciałoby się dopisać: Bernarda Mrozińskiego, który założył go w 1945 roku. W czasie wojny uczył się tam optycznego rzemiosła. Po śmierci założyciela (1993) firmę prowadzą Wiesława i Janusz Żuchowscy, pani Wiesława uczyła się i pracowała u Bernarda Mrozińskiego. Ten znany przez laty w mieście optometrysta wyrobił zakładowi markę. Następcy kontynuują dzieło.

Co się dzieje z dawniej reprezentacyjnymi ulicami naszych miast? - zapytałam specjalistów. Zapraszam też na dalszy ciąg spaceru ulicą Gdańską.

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.