Łucja Marek historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Wybuch w Czarnobylu. Katastrofa nie tylko ekologiczna

Tyle zostało ze zniszczonego IV bloku reaktora Fot. archiwum Tyle zostało ze zniszczonego IV bloku reaktora
Łucja Marek historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. 26 kwietnia 1986 r. O godz. 1.24 w elektrowni atomowej w Czarnobylu wybuchł reaktor. Świat dowiedział się dwa dni później, gdy naukowcy ze Szwecji alarmowali, że nad ich kraj zbliża się radioaktywna chmura.

Przez pierwsze dni władze sowieckie przemilczały katastrofę. Nie powiadomiono na czas właściwych instytucji międzynarodowych, nie ostrzeżono sąsiednich państw. Pierwsze doniesienia nie mówiły jeszcze o wybuchu, lecz o „awarii”, ale już sama tajność panująca wokół zdarzenia w Związku Sowieckim nadawała tym informacjom dodatkowej grozy i przerażenia, wywołując również panikę wśród ludności.

Informacja o „awarii”

Komunikat, bardzo enigmatyczny, pojawił się w Związku Sowieckim w poniedziałek, 28 kwietnia. W związku z informacjami płynącymi ze Szwecji, nie można było dalej ukrywać tego faktu przed opinią publiczną w kraju i na świecie. Wiadomościom, serwowanym społeczeństwu krajowemu w kolejnych dniach, towarzyszył fałsz oraz propagandowy wydźwięk dla ukrycia faktycznych rozmiarów katastrofy oraz obrony wizerunku sowieckiego imperium.

Trzy dni po „awarii” spiker telewizyjnego dziennika „Wriemia” informował, zapewne w uzgodnieniu z czynnikami partyjnymi: „Specjalne pododdziały usuwają radioaktywne zanieczyszczenia w okolicy elektrowni czarnobylskiej. Praca w przedsiębiorstwach, kołchozach i sowchozach odbywa się normalnie. Awaria miała miejsce, ale rozdymanie jej rozmiarów, jak to czynią niektóre burżuazyjne środki masowego przekazu to metoda nastawiona na rozsiewanie plotek i sianie paniki”. Dzień później „Wriemia” przekazały kolejną zakłamaną informację: „30 kwietnia w czarnobylskiej elektrowni trwały prace mające na celu określenie kompleksu technicznych danych. Radioaktywność na terenie reaktora i w pobliżu elektrowni zmalała od półtora do dwóch razy”.

Reakcja w Polsce

28 kwietnia o zdarzeniu w Czarnobylu poinformowała TASS – sowiecka agencja prasowa. Za jej pośrednictwem informacja dotarła do polskich mediów. Depesza głosiła: „Uszkodzony został jeden z reaktorów atomowych. Podjęto przedsięwzięcia zmierzające do zlikwidowania skutków awarii. Poszkodowanym udziela się pomocy. Powołana została komisja rządowa. Agencja podkreśliła, że jest to pierwsza tego rodzaju awaria w Związku Radzieckim”.

Ta lakoniczna informacja była blokowana przez cenzurę w prasie. Komunikat podał wieczorny „Dziennik Telewizyjny”, główny program informacyjno-propagandowy, ale bez komentarza, wyjaśnienia: co to oznacza, jakie niesie skutki, co należy robić. Na drugi dzień ludzie żądali rozszerzenia informacji na temat zagrożenia. Oburzenie i niewybredne epitety płynęły pod adresem partii ze strony telewidzów i radiosłuchaczy.

W poniedziałek, w dniu upublicznienia katastrofy, w godzinach porannych, stacja pomiarowa w Mikołajkach zanotowała radioaktywność powietrza wyższą pół miliona razy od normalnej. Bardzo szybko w społeczeństwie pojawiły się pogłoski, że władze wiedziały o zdarzeniu wcześniej, że ich dzieci wcześniej przyjmowały płyn Lugola (wodny roztwór jodku potasu chroniący przez przenikaniem radioaktywnego izotopu jodu 131 do tarczycy), co potęgowało przerażenie i oburzenie. Pod datą wtorku 29 kwietnia polityk i działacz katolicki Janusz Zabłocki zanotował: „Ludzie z naszego rządu rzekomo wiedzieli o tym wypadku wcześniej i ten weekend spędzili w schronach; ale nie podzielili się tą wiedza z innymi Polakami, zachowali ją wyłącznie dla siebie, dopóki z tego obowiązku tajemnicy nie zwolnił ich oficjalny komunikat radziecki”.

Odpowiedź Moskwy

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej została oficjalnie powiadomiona o katastrofie czarnobylskiej również 28 kwietnia, kiedy Szwedzi stwierdzili radioaktywny opad na swym terytorium, a nie - jak utrzymywały władze sowieckie - zaraz po jej zaistnieniu. Przekazane przez Sowietów informacje były „nieprzekonujące i niepełne”, co uniemożliwiało określenie przyczyn katastrofy i skali zagrożenia dla ludności i rolnictwa, a tym samym podjęcie właściwych działań ochronnych.

1 maja 1986 r. w Kongresie USA odbyło się wysłuchanie w sprawie sytuacji w Czarnobylu. Jeden z uczestników z oburzeniem pytał: „Jak mogliście nie poinformować Norwegii, Szwecji, Polski, Finlandii, Austrii i innych państw Europy, o to zapytuje świat”. Witalij Czurkin, drugi sekretarz ambasady ZSRS w Waszyngtonie odpowiedział: „W moim rozumieniu narody i państwa sąsiadujące ze Związkiem Radzieckim nie doznały żadnych strat”. Zaraz po tym zdaniu dodał: „Mam na myśli straty poważne. Sądzę, że najpierw, przed złożeniem jakiegoś oficjalnego oświadczenia, chciano stwierdzić, co się stało. Mogę dodać, że sytuacja jest pod kontrolą i polepsza się, ale ciągle nie jest jeszcze całkowicie dobra”.

Podziemny kolportaż

Do polskiej tajnej policji docierały informacje o negatywnych nastrojach społecznych, braku zaufania i złośliwych uwagach pod adresem władzy. „Najwięcej słów krytyki skierowanych jest na fakt podania informacji o wybuchu w Czarnobylu dopiero po kilku dniach. […] W związku z powyższą awarią powstało szereg dowcipów i żartów, które w sposób ironiczny mówią o próbach zapobieżenia jej skutkom” – zanotował funkcjonariusz SB z Olsztyna. „Ludzie nie dowierzają środkom masowego przekazu i w dalszym ciągu mają obawy przed spożywaniem niektórych artykułów spożywczych” – donosił z kolei tajny współpracownik SB z Łodzi. Powątpiewano też w skuteczność ochronną płynu Lugola, zbyt późno podawanego dzieciom.

Źródłem informacji o zdarzeniu w Czarnobylu były dla społeczeństwa polskiego media zachodnie, w szczególności Radio Wolna Europa. Lukę informacyjną wypełniała też drugoobiegowa prasa bezdebitowa. Dla przykładu, Agencja Informacyjna Solidarności Walczącej opublikowała na łamach „Biuletynu Dolnośląskiego” artykuł, w którym przedstawiono sekwencję zdarzeń i reakcję władz między 26 kwietnia a 1 maja, a także argumenty za i przeciw energetyce jądrowej. Kolportowano ulotkę, w której padały niewygodne pytania i komentarze dotyczące tej katastrofy.

Skutki dla świata

Trudno oszacować liczbę ofiar katastrofy. Informacje na ten temat są bardzo rozbieżne, co jest efektem prowadzonej wówczas polityki zakłamywania rozmiaru tej tragedii. Według oficjalnych danych sowieckich w bezpośrednim następstwie katastrofy zginęło 31 osób (pracownicy elektrowni, strażacy, osoby biorące udział w akcji ratunkowej), ale przecież przy likwidacji pożarów na terenie elektrowni jądrowej też były ofiary śmiertelne, a tzw. likwidatorzy (setki tysięcy osób pracujące przy zabezpieczaniu miejsca wybuchu) umierali z powodu chorób popromiennych przez kolejne lata. Igor Kostin – reporter, który zaledwie kilka godzin po wybuchu leciał w helikopterze nad płonącym czwartym blokiem elektrowni atomowej w Czarnobylu, a później fotografował likwidację skutków - wspomina: „Widziałem ludzi, którzy gołymi rękami przenosili bryły radioaktywnego grafitu. Coś takiego wydarzyło się pierwszy raz w historii. Sądzę, że było to możliwe tylko w tym kraju. W kraju, gdzie życie człowieka nie ma żadnej wartości”.

Wybuch reaktora miał dewastacyjne skutki. Skażeniu uległo ok. 100 tys. km2. W pierwszej akcji ewakuowano ok. 116 tys. osób w promieniu 30 km, w niektórych miejscach 40-50 km, ale wysiedlenia miały miejsce też później. W przeciągu pół roku wybudowano osłonę nad zniszczonym reaktorem, tzw. sarkofag. Wymagało to mobilizacji ogromnych sił, a także nakładów finansowych. Skutki dla Europy i świata nie były tak porażające, jak się spodziewano, ale wtedy nikt jeszcze tego nie wiedział. Katastrofa czarnobylska wstrzymała na jakiś czas rozwój energetyki jądrowe.

Katastrofa polityczna

Początkowe przemilczenie wybuchu wzmogło w Polsce nastroje antysowieckie. Mieczysław F. Rakowski – prominentny członek PZPR, wówczas odsunięty w partii na boczny tor - zanotował w dzienniku pod datą 29 kwietnia 1986 r.: „Nastroje panikarskie. W kolejkach jedno wielkie złorzeczenie. Powtarza się słowo: zbrodniarze. Zdaje się, że przyjazne uczucia narodu dla ZSRR mamy z głowy”.
Wybuch reaktora uderzył w wizerunek sowieckiego kolosa, zachwiał jego imperialistycznym fundamentem i wpłynął na dalszy los. Trzydzieści lat później Michaił Gorbaczow, ówczesny przywódca sowieckiej partii komunistycznej, ocenił, że katastrofa czarnobylska bardziej przyczyniła się do rozpadu Związku Sowieckiego niż rozpoczęta przez niego pierestrojka (przebudowa). W ocenie historyków Czarnobyl wpłynął na sposób myślenia Gorbaczowa i stał się punktem zwrotnym dla polityki głasnosti (jawności), czyli otwarcia życia publicznego i polityki informacyjnej.

Łucja Marek historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.