Roman Laudański

Wielka płyta? Gdzieś trzeba mieszkać. Ludzie się przyzwyczaili

Grzegorz Wdowiak: - Czy mam sentyment do wielkiej płyty? Sentyment - nie, ale też nie jest to antypatia. Nie mam złych skojarzeń. Fot. Tomasz Bolt Grzegorz Wdowiak: - Czy mam sentyment do wielkiej płyty? Sentyment - nie, ale też nie jest to antypatia. Nie mam złych skojarzeń.
Roman Laudański

Mówią, że błędy lekarzy kryje ziemia, a błędy architektów skrywa zieleń. Z wielką płytą zdążyliśmy się zżyć. Do dziś architekci żartują, że najlepiej byłoby postawić blok z Bydgoszczy do Szubina.

Osiedla z wielkiej płyty były filarem socjalistycznego budownictwa. Ludzie musieli przecież gdzieś mieszkać. Wielkopłytowe osiedla powstawały w całym kraju. Ma je także Bydgoszcz, Toruń, Włocławek, Grudziądz i Inowrocław. W tzw. systemie „szczecińskim” kuchnie projektowano na 7 metrów kwadratowych, mały pokój - 9 metrów, średni - 12, a największy - 16 metrów kwadratowych. Tak jest np. w bydgoskim Fordonie.

Przy projektowaniu osiedli z wielkiej płyty pamiętano o wszystkich usługach: sklepach, szkołach i przedszkolach. Dziś usługi wydoroślały - osiedlowe „lekarzówki” zastąpiły przychodnie zdrowia, a ludziom całkiem dobrze się tu mieszka. Na początku, kiedy się wprowadzali, brakowało wszystkiego. Zamiast placu zabaw - musiała wystarczyć jedna krzywa huśtawka. Po latach na tych osiedlach znalazło się też miejsce na kościół.

Pomysł wielkiej płyty był banalnie prosty. Z fabryki wychodziła gotowa ściana. Trzeba było ją przetransportować na budowę, odpowiednio „zakotwić”, zalać betonem i ustawiać następne elementy.

Teraz coraz głośniej mówi się, żeby sprawdzić, czy aby wielka pyta dobrze trzyma się po latach.

Prof. inż. Adam Podhorecki, dziekan Wydziału Budownic twa i Inżynierii Środowiska Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy został przewodniczącym rady programowej projektu bezinwazyjnego kontrolowania domów z wielkiej płyty. Oceną stanu budynków ma się zająć Instytut Techniki Budowlanej we współpracy z wyższymi uczelniami w całym kraju.

Puste hektary pod osiedla

W 1975 roku Grzegorz Wdowiak, właściciel bydgoskiej Autorskiej Pracowni Architektury Vector SC skończył studia w politechnice w Gdańsku. W Bydgoszczy rozpoczął pracę w Miastoprojekcie.

- Stała tam olbrzymia makieta Fordonu - wspomina Grzegorz Wdowiak. - Konkurs architektoniczny wygrali Grzegorz Chodkowski i Jerzy Szaflarski. Do stworzenia była dzielnica z wielkiej płyty.

- Fordon był dobrze zaprojektowany, z dwupasmowymi drogami - zapewnia architekt. - Wtedy wskaźnik parkowania przy projektowaniu wynosił jeden samochód na trzy mieszkania. Dlatego dziś tak „łatwo” zaparkować na Wyżynach - uśmiecha się. - W Fordonie zaprojektowaliśmy parkingi o ponad metr niżej od poziomu jezdni, żeby w przyszłości postawić tam słupy, zalać i byłby drugi poziom. Przy ulicy Twardzickiego do dziś są pozagłębiane parkingi, które nigdy nie doczekały się drugiego poziomu. Była zaprojektowana szybka kolej miejska - wylicza architekt. - Trasy miały zaplanowane „koniczynowe” zjazdy i wjazdy, jakie dziś są przy autostradach. Nie powstały, ale wtedy taką makietą chwalono się na wszystkich posiedzeniach i komitetach - wspomina szef Vectora. - Tęskniliśmy wtedy nie za zielenią, a za ulicą ze sklepami - wspomina Grzegorz Wdowiak. - Próbowaliśmy powymyślać to w wielkiej płycie. Miało być fajnie.

- Przy projektowaniu zawsze było zarezerwowane miejsce na usługi - np. przedszkola - dodaje architekt. - Co najmniej cztery tysiące metrów na przedszkole. A niech dziś deweloper wykroi miejsce na przedszkole na działce, za którą zapłacił! Każdy wciśnie tam co najmniej dwa bloki! Sklepy miały mieścić się w pawilonach usługowo-handlowych, taka była moda. Zgrupowania pawilonów nazywano centrum. Na planach rysowali prostokącik - przedszkole. Większy prostokącik - jednostkę szkolną (wzór określał liczbę dzieci wynikającą z liczby okolicznych mieszkańców). Osiedle musiało być samowystarczalne. W Fordonie nie bardzo wyszło z usługami kulturalnymi. Po latach powstał m.in. „Wiatrak”, kino, ale czy są oblegane? Czy system dowożenia dzieci, np. na dodatkowe zajęcia nie wymusza jednak podróży do centrum?

Grzegorz Wdowiak: - Czy mam sentyment do wielkiej płyty? Sentyment - nie, ale też nie jest to antypatia. Nie mam złych skojarzeń.
Roman Laudański - Z wielką płytą można zrobić tylko tyle, ile można - mówi architekt Włodzimierz Mucha. - Niesłuszna jest wiara w jej uzdrowienie.

Blok z Bydgoszczy do Szubina

Wielka płyta zostawiła piętno także w byłej NRD, Niemcy dziś ją przerabiają. Dla poprawy komfortu zdejmują z bloków lub wieżowców np. dwie - trzy kondygnacje. Bywa, że z jedenastopiętrowych budynków pozostaje połowa pięter z nowymi balkonami lub zewnętrznymi windami.

- Czuliśmy się wtedy strasznie skrępowani, bo to była „fabryka” - opowiada Grzegorz Wdowiak. - Do dziś śmiejemy się, że najlepiej byłoby postawić blok z Bydgoszczy do Szubina. Ustawiłoby się obok niego torowisko dla dźwigu, który dostarczał prefabrykaty z wielkiej płyty i produkcja by szła. Plan zrobiony, architekci nie marudziliby, że to monotonne, i nie dla ludzi. Mój szef zaprojektował Wyżyny B5, przy pętli tramwajowej na Glinkach. Bloki są „w ząbki”, takie ustawienie dawało intymne wnętrza z placami zabaw i zielenią. Zespół dostał za ten projekt nagrodę państwową.

Błędy kryje beton

Najgorsza jest jakość montażu. Zimą było widać ślady przemarzających złączy przez ściany. W wytwórniach - zwanych fabrykami domów - też zdarzały się „oszczędności”. Według obowiązującej od jakiegoś czasu teorii w najgorszym stanie są metalowe kotwy, które mogą nie wytrzymać próby czasu. Zatopiona stal w betonie nie powinna korodować, ale...

Grzegorz Wdowiak: - Czy mam sentyment do wielkiej płyty? Sentyment - nie, ale też nie jest to antypatia. Nie mam złych skojarzeń.
Jan Filipowski W wielkiej płycie najgorsza jest jakość montażu. Zimą było widać ślady przemarzających przez ściany złączy.

- Na pewno jest to problem wielu budynków, ale nie masowy - uważa bydgoski architekt Grzegorz Wdowiak. - W Bydgoszczy większość domów postawionych tą metodą jest ocieplona z lepszą lub gorszą pastelozą (malowanie elewacji), ale w skali kraju to może być problem. Ściany w domach z wielkiej płyty nie trzymały ciepła. Stawiało się je w miarę szybko. Po dziesięcioleciach użytkowania trzeba wymienić w blokach i wieżowcach windy, klatki schodowe nie są piękne, ale mieszkańcy ciągle chcą w nich mieszkać.

- Robimy wiele plomb dla deweloperów i spółdzielni budowlanych, ale mieszkańcy nie uciekają z wielkiej pyty. Starsi mają na takich osiedlach wszędzie blisko, ich dzieci chcą być bliżej rodziców i też kupują tam mieszkania.

„Sypialnia” z wielkiej płyty

Skoro Fordon był „sypialnią”, do której socjalistyczny człowiek wracał po pracy, to powstać miała również dzielnica przemysłowa w okolicy dzisiejszej ul. Przemysłowej, żeby mieszkańcy Fordonu nie musieli jeździć do pracy np. na Osową Górę. Z tego planowania urbanistycznego w skali miasta nic nie wyszło.

- Czasami rozczulają nas pomysły sprzed lat, kiedy to urbaniści coś wymyślali, a my musimy teraz rozwiązywać architektoniczne łamigłówki, np. co do liczby miejsc parkingowych dla samochodów czy zieleni.

Grzegorz Wdowiak: - Czy mam sentyment do wielkiej płyty? Sentyment - nie, ale też nie jest to antypatia. Nie mam złych skojarzeń. Po cenach rynku pierwotnego i wtórnego widać, że nie jest źle. Ludzie dalej chętnie kupują mieszkania w wielkiej płycie. Kiedy ktoś pięknie wyremontuje sobie łazienkę, wyburzy ścianę między kuchnią a małym pokojem, by stworzyć namiastkę jadalni. Do tego sypialnia, salon. I starsze małżeństwo może tu spokojnie mieszkać. Wszędzie (sklepy, przychodnie) - blisko. Do kościoła też. Na życie kulturalne, spotkania towarzyskie w pubach - wszyscy ciągną do centrum. Taki jest model spędzania czasu. Chociaż mój ojciec wspominał, że przed wojną na każdym rogu była piwiarnia i po robocie wchodziło się z kumplami na jedno, dwa piwa. A dzisiaj, kiedy są samochody, kto widział takie rzeczy? - pyta.

Nie da się uzdrowić tej architektury

Andrzej Bulanda i Włodzimierz Mucha zaprojektowali w Bydgoszczy słynną siedzibę banku nad Brdą. Kilka dni temu zostali laureatami Honorowej Nagrody SARP za 2015 rok.

- Z wielką płytą można zrobić tylko tyle, ile można - mówi Włodzimierz Mucha.

- Niesłuszna jest wiara w jej uzdrowienie. Można ją trochę ucywilizować - poprawić odbiór poprzez kolor, jakąś aplikację, ale charakteru tej architektury się nie zmieni. Wszystko zależy od skali pomysłu, może być np. pomysł, który ją ukryje, ale nie zmieni jej istoty, którą czuje się mieszkając w takim domu. To są budynki, które muszą z pewnych względów doczekać swojej śmierci technicznej, która wcale nie musi nastąpić szybko. Później czeka te domy rozbiórka i postawienie w tym miejscu czegoś nowego.

Andrzej Bulanda: - Wielka płyta to nie tylko materiał i technologia, ale również estetyka, którą generuje. Niemcy czyszczą ją i robią fajne rzeczy z wielkiej pyty (burzenie części pięter, wstawianie skośnych dachów, dobudowa np. balkonów - przyp. Lau.). W Warszawie prefabrykacja betonowa już wraca jako technologia szybkiego budowania (domy z prefabrykatów powstają m.in. w bydgoskiej fabryce toruńskiej firmy Baumat, która posiada jedną z nowocześniejszych linii produkcyjnych w Europie - przyp. Lau.). Można już zrobić bardzo wyrafinowane prefabrykaty, co da lepszy efekt estetyczny budynków. Nie mam nic do technologii. Natomiast mój sprzeciw budzi jej jakość i architektura, którą wtedy generowano w Polsce. To jest jakiś problem, oby nie do pierwszej katastrofy - kiedy w budynku z wielkiej pyty odpadnie np. ściana.

Pamiętajcie o architektach

Grzegorz Wdowiak wspomina, że przed laty mieszkanie w wielkiej pycie było równie naturalne, jak pójście po studiach do pracy.

- Później dostawało się mieszkanie - akcentuje słowo „dostawało”. Też mieszkałem z rodzina w jedenastokondygnacyjnym wieżowcu, byliśmy zadowoleni. Przecież wtedy nie znaliśmy innych rzeczy.

- Boli mnie, że tak szybko zapominamy o ludziach, którzy współtworzyli miasto - zauważa Grzegorz Wdowiak. - Inżynier Andrzej Modrzejewski zaprojektował bydgoskie Wyżyny, 11-piętrowe „szafy” na Bartodziejach. Miał teorię rozłupanego orzecha: skorupka była blokami, a miąższ usługami od śmietników przez place zabaw po zieleń. Wyszło, jak wyszło, tylko, gdzie ludzie dziś by mieszkali? - pyta.

Wylicza dalej: architekt Stefan Klajbor zaprojektował bydgoską filharmonię, budynek NOT-u, któremu do dziś nic nie brakuje.

- Z wielką płytą w skali kraju nie sądzę, żeby coś się działo - mówi Grzegorz Wdowiak. - Podczas składania prefabrykatów nie można raczej było czegoś zepsuć. Można ją zburzyć, ale co dalej? Zburzyć domy dla - jak mówią 10 milionów ludzi? I gdzie oni będą mieszkać? I kto za to zapłaci.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.