Red.

Wielka historia największego niegdyś zakładu pracy Chojnicach

Wielka historia największego niegdyś zakładu pracy Chojnicach Fot. Janina Waszczuk
Red.

Nie zapominajmy o ludziach, którzy go budowali. Mostostal w latach 70. był największym pracodawcą w okolicy. Pracowali w nim ludzie z wielu stron Polski. Konstrukcje z tej wytwórni powędrowały nie tylko do kraju, ale i za granicę.

Przyjechali do Chojnic z wielu regionów Polski, aby zbudować kolejną - może nie wielką, ale na pewno dużą tak zwaną „budowę socjalizmu”.

Był rok 1973. Miasto liczyło wtedy około 26 tysięcy mieszkańców. Ale nowi ciągle przybywali z różnych zakątków kraju: najwięcej z Częstochowy, Bydgoszczy, Płocka czy Włocławka.

Powstający Mostostal potrzebował fachowej siły roboczej. Na miejscu nie było jej zbyt wiele, bo nie było tu tradycji przemysłu metalowego, ciężkiego. Istniał za to drzewny i przetwórczy. Zachętą do podjęcia pracy w Mostostalu były też mieszkania, można je było dostać szybciej, niż w wielkich miastach.

Jednym z pierwszych bloków zasiedlonych przez pracowników firmy był ten przy ul. Budowlanych.

Uroczyste otwarcie Wytwórni Konstrukcji Stalowych "Mostostal" nastąpiło 17 lipca 1973 roku. Data trochę nietypowa. Dlaczego? Ówczesne święto narodowe obchodzone było 22 lipca, wiele wydarzeń było planowane tak, aby wypadły właśnie w ten dzień. W tym przypadku stało się inaczej.

Może któryś z naszych czytelników wie, dlaczego nie poczekano tych kilku dni na uroczyste przecięcie wstęgi? Trzeba było się spieszyć, żeby zakład jak najlepiej się prezentował na otwarcie. Postanowiono, że przy wjeździe do zakładu stanie symboliczna statua przedstawiająca robotnika. Ktoś ją szybko zaprojektował. Teraz trzeba było szybko zrobić. Do tego zadania wyznaczono brygadę Stanisława Marciszka. Z pracą uwinęli się szybko, ale nie całkiem dokładnie. W pośpiechu zapomnieli dospawać kawałka szyi... Poza tym statua miała stać równo, a nie pochylona... Na przeróbki nie było czasu, terminy były napięte, a pracowników za mało.

- Najważniejsze w tym czasie było to, aby to konstrukcje były dobrze zrobione, a nie jakiś tam „ludzik”. - Kiedy koło niego przejeżdżam - wspominam ojca, który nie żyje od lat. A jest to dla mnie realna pamiątka po nim - mówi Arkadiusz Marciszek.

Historię WKS zakończyło ogłoszenie upadłości 1 stycznia 2014. Teraz jest oddziałem firmy Zamet.

Red.

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Gabi Promyk

Pracowalam tam od 01.08.1971r

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.