Gizela Chmielewska

Wdzięczność kresowiaków [zdjęcia]

„Dziewczynka na stole” - jeden z obrazów Leokadii Łempickiej - dar jej brata Michała (zdjęcie z wystawy „Wypominki kresowe”). Fot. Gizela Chmielewska „Dziewczynka na stole” - jeden z obrazów Leokadii Łempickiej - dar jej brata Michała (zdjęcie z wystawy „Wypominki kresowe”).
Gizela Chmielewska

Przywieźli niewiele, czasem tylko święty obrazek uratowany w ostatniej chwili, albo nie wiadomo dlaczego - pogrzebacz.

Wśród wygnańców z Kresów Wschodnich, tych którzy do Bydgoszczy trafili w 1920 r. byli i tacy, którym udało się zabrać całkiem sporo - obrazy, meble, nawet książki. Gdy poczuli się jak w domu, no prawie..., postanowili odwdzięczyć się swojemu nowemu miastu. Obdarowywali Muzeum Miejskie, bibliotekę, dokładali się do zbiórek na szczytny cel.

„Dziewczynka na stole” - jeden z obrazów Leokadii Łempickiej - dar jej brata Michała (zdjęcie z wystawy „Wypominki kresowe”).
Gizela Chmielewska Książka Henryka Wołodkowicza podarowana Miejskiej Bibliotece w Bydgoszczy przez jego brata Józefa.

Nuty od inżynierowej Stulgińskiej - 1938 r.

W księdze inwentarzowej Miejskiej Biblioteki z okresu międzywojennego znaczącą pozycję stanowią nazwiska darczyńców, których do Bydgoszczy sprowadziła tragedia Kresów Wschodnich. Wielu z nich w swoich domach na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej miało bogate i cenne księgozbiory. Niektórym jakimś cudem udało się chociaż część przywieźć do Bydgoszczy.

Helena z Kolankowskich, żona inż. Włodzimierza Stulgińskiego była jedną z pierwszych kresowianek, które podzieliły się z Bydgoszczą swoimi książkami. Już w 1921 r. przekazała bibliotece „Wiry” Henryka Sienkiewicza, wydane w 1910 r. To prawda, że przyjęła za nie 220 zł. Zrobiła to jednak wyjątkowo, pieniądze potrzebne były na przygotowanie wyprawy ślubnej dla córki Zofii - wówczas rozkapryszonej panienki, w przyszłości pisarki owianej aurą skandalu.

Na tym jednak nie skończył się kontakt inżynierowej z Miejską Biblioteką. W kolejnych latach dzieliła się z nią swoimi książkami. Szczególnie dużo, bo aż 181 pozycji przekazała we wrześniu 1938 r. Wśród nich było wiele książek wydanych w XIX w. w Paryżu, Petersburgu czy Berlinie, również we Lwowie i Krakowie. Niektóre woluminy pochodziły z Dobrusza pod Homlem z domowej biblioteki teścia pani Heleny - Antoniego Stulgińskiego, dyrektora wielkiej rosyjskiej papierni, należącej do książąt Paskiewiczów. Były roczniki dodatków do „Tygodnika Ilustrowanego” - również z XIX w. Mąż pani Heleny też należał do darczyńców bydgoskiej książnicy, a gdy zmarł, wdowa przekazała bibliotece zbiór wydawnictw poświęconych motoryzacji, której był wielkim miłośnikiem. Większość darów państwa Stulgińskich zostało zniszczonych w czasie okupacji. Wśród tych, które przetrwały są m.in. nuty pani Heleny, również ręcznie zapisane - wzruszająca pamiątka jej muzycznych fascynacji.

„Dziewczynka na stole” - jeden z obrazów Leokadii Łempickiej - dar jej brata Michała (zdjęcie z wystawy „Wypominki kresowe”).
Gizela Chmielewska Kabinet Edwarda Woyniłłowicza jeszcze przed konserwacją (obecnie znajduje się w pracowni Muzeum Okręgowego).

Wiersze od pani Nitosławskiej - 1930 r.

W gronie darczyńców Miejskiej Biblioteki znalazła się też Aniela Nitosławska, dobra znajoma Stulgińskich, która do Bydgoszczy dotarła po utracie majątku Bigosów na ziemi witebskiej.

Swoją tęsknotę za rodzinnymi stronami przelała na papier - w 1930 r. ukazał się tomik jej wierszy pt. „Dalekie echa”. Autorka zadedykowała go swojemu bratu - Aleksandrowi Lednickiemu - znanemu adwokatowi, cenionemu działaczowi społecznemu i politycznemu. Skromna książeczka z dedykacją autorki trafiła do zbiorów bydgoskiej biblioteki. I pozostaje tam do dziś. Chyba jednak nie miała szczęścia do czytelników. Jej karty dopiero w tym roku, a więc 86 lat od wydania, rozcinała pisząca te słowa.

W gronie darczyńców miejskiej książnicy jest także rodzina Wołodkowiczów - sąsiadów pani Amelii z Witebszczyzny. Gdyby właściciele Iwańska mogli zabrać ze swego pałacu cały księgozbiór i przekazać go bydgoskiej bibliotece, ta konkurowałaby z najlepszymi polskimi placówkami. Niestety, z dawnej świetności i zasobów niewiele zostało. W 1926 r. Hieronim Wołodkowicz przekazał kilka cennych pozycji, w tym „Kwartalnik Litewski” z 1910 i „Kowieńskie wykłady rolnicze”. Dwanaście lat później do biblioteki trafiła książka Henryka Wołodkowicza pt. „Okultyzm”, którą ten napisał i wydał w Bydgoszczy. Po śmierci autora jego brat Józef Wołodkowicz przekazał tę pozycję do bydgoskiej biblioteki. Pozostaje tam do dziś.

Na liście darczyńców Miejskiej Biblioteki figuruje nazwisko Felicjana Podhorskiego, potomka sławnej kresowej rodziny z ziemi ukraińskiej. W Bydgoszczy - skromnego pracownika Gazowni Miejskiej.

Swój udział w uzupełnianiu księgozbioru miał też gen. Aleksander Karnicki oraz wiceadmirał Konstanty Biergiel - wojskowi, którzy karierę zaczynali jeszcze w carskiej armii, by zakończyć ją w polskim wojsku.

Skromne dary przekazały książnicy Jadwiga i Wanda Przesmyckie z Szepetówki, - wnuczki Stanisława Dunin-Gojżewskiego, byłego właściciela fabryki pokryć dachowych w Sławucie. W Bydgoszczy - wychowanki gimnazjum żeńskiego, czyli sławnej pani „Rolbieskiej”. W księdze inwentarzowej nie brakuje też nazwisk byłych mieszkańców Kijowa - darczyńcami biblioteki był m.in. dr Marian Obniski i Maria Chorzewska.

„Dziewczynka na stole” - jeden z obrazów Leokadii Łempickiej - dar jej brata Michała (zdjęcie z wystawy „Wypominki kresowe”).
Gizela Chmielewska „Dziewczynka na stole” - jeden z obrazów Leokadii Łempickiej - dar jej brata Michała (zdjęcie z wystawy „Wypominki kresowe”).

Dzieci od inżyniera Łempickiego - 1931 r.

Michał Łempicki, ceniony inżynier górniczy z dyplomem Instytutu Technicznego w Petersburgu, członek Tymczasowej Rady Stanu w l. 1917-1919, postanowił wraz z małżonką Józefą z Biedrzyńskich spędzić emeryturę w Bydgoszczy.

Do nowo wybudowanej willi przy ul. Chopina 6 (do 1931 r. nr) przywiózł bogatą bibliotekę, wiele obrazów zmarłej siostry Leokadii oraz cenne dokumenty rodzinne. Łempiccy nie mieli dzieci. Dlatego postanowili zbiory przekazać Bydgoszczy. I tak do Muzeum Miejskiego trafiło ponad 50 prac - portrety dzieci, które Leokadia malowała m.in. w wielkopolskich dworach, ale też na Ukrainie. Biblioteka Miejska otrzymała księgozbiór Łempickich - około 800 woluminów- a także korespondencję ojca Michała.

Lokalna prasa z zachwytem informowała o hojności Łempickich. Podkreślano wielką wartość przekazanego daru. Rozważano możliwość stałej ekspozycji dla wzruszających prac Leokadii Łempickiej. Wojna sprawiła, że wiele książek Łempickiego przepadło. Zaginęło też obrazy jego siostry. Ale i tak zostało wystarczająco dużo, by utworzyć z nich stałą ekspozycję. Niestety, jak dotąd nikt o tym nie pomyślał... Obrazy Łempickiej wzruszają do dziś, o czym można było się przekonać oglądając wystawę „Wypominki Kresowe” (ekspozycja przygotowana przez G. Chmielewską była pokazywana w Muzeum Okręgowym od czerwca do sierpnia br. - przyp. red.)

Grafiki od gen. Rzewuskiego - 1932 r.

Dla bratanka sławnej Eweliny Hańskiej Bydgoszcz miała być tylko skromnym przystankiem na drodze jego licznych podroży - między Paryżem a Nieświeżem. Gen. Adam Rzewuski nie zajmował tu okazałej rezydencji, tak jak kiedyś pod Piatyhorskiem. W willi przy ul. Wawrzyniaka 5 (do 1931 r. nr 3) wynajął skromne mieszkanko, zwane w rodzinie piede a terre. I to ono stało się jego ostatnią przystanią. W domu generała znalazły się liczne rodzinne pamiątki, w tym grafiki jego utalentowanego syna Aleksandra, który ten podarował ojcu przed wstąpieniem do klasztoru dominikanów.

Po śmierci generała (zmarł 29 października 1932 r.), mieszkający w tym samym domu art. malarz Eugeniusz de Leppe-Lipski, wypełniając w imieniu rodziny ostatnią wolę Rzewuskiego, przekazał Muzeum Miejskiemu dziesięć miedziorytów, jeszcze ze świeckich czasów Aleksandra Rzewuskiego, wykonanych w Paryżu. Podczas wojny osiem zaginęło. Zachowały się: „Dama siedząca z koralami” oraz „Dama trzymająca dwa psy”. Tę ostatnią pracę mogli podziwiać zwiedzający wystawę „Wypominki kresowe”.

Kabinet od prezesa Woyniłłowicza - 1928 r.

Przez ponad sto lat kabinet intarsjowany scenami z Nowego i Starego Testamentu stał w salonie w Sawiczach, w powiecie słuckim - w pałacu rodziny Woyniłłowiczów h. Syrokomla. Trzymano w nim dokumenty, listy, biżuterię, również monety.

W lutym 1918 r. padł ofiarą pogromu pałacu, dzieła zrewoltowanych żołnierzy, ale i okolicznej ludności, która - o ironio! - Woyniłłowiczom zawdzięczała wiele dobrego. 7 lipca 1921 r. na jednym z siedmiu wozów, na których Woyniłłowiczowie uciekali z domu, kabinet dotarł najpierw do Bzowca,na ziemi lubelskiej, potem do Bydgoszczy. Tu trafił do kamienicy przy ul. Zamoyskiego 4 (do 1931 r. - nr 23). Po śmierci Edwarda Woyniłłowicza jego siostry, wykonawczynie testamentu brata przekazały kabinet do Muzeum Miejskiego. Dziś poddawany konserwacji czeka na dzień, kiedy będzie mógł znowu świecić pełnym blaskiem.

Muzyka od radcy Regameya - 2016 r.

W międzywojennej Bydgoszczy radca miejski Ludwik Regamey był i cenionym inżynierem i wspaniałym muzykiem - jak zawsze podkreślano - z Kijowa.

To on nadzorował budowę miejskiej elektrowni na Jachcicach. I to on występował we wszystkich salach koncertowych miasta, zyskując wielki aplauz. Pozostało po nim wiele notatek w lokalnej prasie oraz akta w bydgoskim archiwum. I zapisy w księdze inwentarzowej biblioteki - pan radca przekazał wiele książek. Podarował też czternaście fotografii i jedenaście widokówek. Zachowały się tylko te ostatnie. W rejestrze darczyńców biblioteki widnieje też nazwisko pierwszej żony radcy - Kazimiery ze Spława Neymanów oraz drugiej - Marii ze Strowskich.

Od czerwca 2016 r. w Bydgoszczy jest coś więcej - wnuk Regameya, Tomasz Falkowski, za pośrednictwem piszącej te słowa, przekazał bydgoskiej Akademii Muzycznej, na ręce Aleksandry Kłaput-Wiśniewskiej nagrania z utworami swojego dziadka. I to w znakomitym wykonaniu Konstantego Regameya, bratanka Ludwika. Szkoda, że jak dotąd w biogramie radcy Regameya, zamieszczonym na stronie uczelni (archiwummuzyczne.pl)nie znalazła się o tym najmniejsza wzmianka...

Nagrania utworów Ludwika Regameya to ostatni cenny kresowy dar. Będą następne?

Gizela Chmielewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.