W 1928 roku wioślarze BTW przywieźli brąz z Amsterdamu [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. ze zbiorow Ryszarda Ormanowskiego
Małgorzata Stempinska

W 1928 roku wioślarze BTW przywieźli brąz z Amsterdamu [zdjęcia]

Małgorzata Stempinska

Zostaliście wybrani spośród całego wioślarstwa polskiego i wysłani na boje światowe, na Olimpiadę do Amsterdamu. Cała Polska śledziła przebieg tych bojów. Spisaliście się dzielnie. Cała Polska radośnie powitała Wasze zwycięstwo, a my Wasi najbliżsi, jesteśmy dumni z Was. Cześć Wam!” - tymi słowami brązowych medalistów olimpijskich przywitał druh Siemiątkowski, kierownik ośrodka olimpijskiego.

Na trzecim stopniu podium w Amsterdamie stanęła czwórka ze sternikiem w składzie: Edmund Jankowski, Franciszek Bronikowski, Leon Birkholc, Bernard Ormanowski oraz sternik Bolesław Drewek.

Wioślarze do Bydgoszczy wrócili pociągiem, 15 sierpnia. Dzień wcześniej prasa zapowiedziała, że pociąg z olimpijczykami wjedzie na dworzec o 14.30. Na peronie czekały na nich tłumy, w tym wioślarki z bukietami kwiatów, wioślarze z BTW, harcerska drużyna morska i orkiestra 62. Pułku Piechoty Wlkp. Byli też przedstawiciele władz miasta, dziennikarze, władze klubów „Gryf” i „Frithjof”.

Oto nasza brązowa osada z Amsterdamu.  Od prawej: sternik Drewek, Ormanowski, Jankowski, Bronikowski i Birkholc.
ze zbiorow Ryszarda Ormanowskiego W środę, 15 sierpnia 1928 roku, tłumy bydgoszczan powitały brązowych medalistów z BTW. Ich samochód tonął w kwiatach.

Władysław Żewicki w jubileuszowym wydawnictwie Bydgoskiego Towarzystwa Wioślarskiego z lat 1920-1930 tak relacjonował powitanie medalistów: „Z 10-minutowym opóźnieniem wpada na dworzec pociąg pośpieszny. Z daleka widać powiewającą chorągiew polską i olimpijską oraz klubową. Nasi w ostatnim wagonie. Jak na komendę podniosły się burze okrzyków. Orkiestra odegraniem marsza oddała cześć powracającym. (...) Następnie koledzy chwytają Olimpijczyków i wynoszą ich na ramionach do samochodu. Był to rzeczywisty pochód tryumfalny zwycięzców. Kiedy ujrzały ich tłumy zebranych przed dworcem, wybuchają huraganowe okrzyki na ich cześć. Samochód tonie kwiatach i chorągiewkach klubowych. Pochód rusza. Na czele auto z czwórką olimpijską, poprzedzane przez orkiestrę. Za autem idą wioślarki, wioślarze, harcerze, po obu stronach tłumy, a dalej szereg automobili. I tak wśród radosnych okrzyków przesunął się pochód ul. Dworcową, Śniadeckich, Gdańską, Jagiellońską, Bernardyńską do szałasu wioślarskiego. Tu owacje i krzyki nie miały końca (...)”.

Oto nasza brązowa osada z Amsterdamu.  Od prawej: sternik Drewek, Ormanowski, Jankowski, Bronikowski i Birkholc.
ze zbiorow Ryszarda Ormanowskiego Samochód wiózł naszych brązowych medalistów z dworca PKP aż do szałasu wioślarskiego BTW. Przejechali ul. Dworcową, Śniadeckich, Gdańską, Jagiellońską i Bernardyńską.

Były też liczne przemowy, podziękowania. Jednym słowem, jak pisze autor „dzień ten był dniem wielkiego święta i tryumfu BTW i pozostanie w pamięci wszystkich na zawsze”. Niedługo potem prezydent RP Ignacy Mościcki przyjął Olimpijczyków na Zamku Królewskim w Warszawie.

Jednym z „brązowych” chłopaków z Amsterdamu był Bernard Ormanowski. - Tata był zwykłym człowiekiem, pracowitym, o wielu zainteresowaniach. Nie przepadał za występowaniem w mediach. Miał intuicję w tym co robił, co widać po wynikach jego pracy w poszczególnych klubach już po zakończeniu kariery zawodniczej - mówi Ryszard Ormanowski, syn naszego medalisty olimpijskiego.

Oto nasza brązowa osada z Amsterdamu.  Od prawej: sternik Drewek, Ormanowski, Jankowski, Bronikowski i Birkholc.
ze zbiorow Ryszarda Ormanowskiego Bernard w narodowej koszulce przed zawodami.

Rodzinny biznes

Bernard przyszedł na świat w 1907 roku. Był najstarszym dzieckiem Franciszka i Emmy. Miał troje rodzeństwa: siostrę Jadwigę oraz braci Bronisława i Huberta. Rodzice Bernarda byli przedsiębiorcami. Do 1945 roku mieli m.in. sklep z wyrobami tytoniowymi przy ul. Focha i wytwórnię walizek przy ul. Podolskiej. Do nich należały również udziały w stoczni budowy łodzi przy ul. Bernardyńskiej, obok dawnego BTW, a po 1945 r. zakład wyrobów tekstylnych i galanterii krawieckiej ze sklejki. Inicjatorem powstania zakładu i jego właścicielem był Franciszek Ormanowski, a kierownikiem technicznym jego syn Bernard. Zakład w końcowym okresie zatrudniał 50 osób. Mieścił się przy ul. Kujawskiej w budynku magazynowym, na przeciw browaru od strony ul. Ustronie. Dziś tego budynku już nie ma.

Warto zaznaczyć, że do 1950 r. zakład przeszedł kilka kontroli skarbowych i dostał kilka domiarów podatkowych. W wyniku tych działań przejęła go Spółdzielnia „Proletariat”, której zarząd mieścił się w parterowym budynku przy ul. Śniadeckich 38. Po przejęciu zakładu Bernard pracował tu przez krótki czas, prawdopodobnie do 1950 r. Zakład wyrobów tekstylnych istniał dalej, ale jako działalność jednoosobowa Franciszka Ormanowskiego ze wsparciem rodziny Bernarda.

Najpierw zawodnik, potem trener

W okresie międzywojennym Bernard Ormanowski łączył pracę zawodową z treningami w Bydgoskim Towarzystwie Wioślarskim. - Tata miał bardzo dobre warunki fizyczne, by uprawiać wioślarstwo. Zaczął trenować, bo jego koledzy również należeli do BTW. Zachęcili go, by spróbował swoich sił. Bardzo mu się spodobała ta dyscyplina. Potem przyszedł sukces na olimpiadzie w Amsterdamie - opowiada Ryszard Ormanowski.

Oto nasza brązowa osada z Amsterdamu.  Od prawej: sternik Drewek, Ormanowski, Jankowski, Bronikowski i Birkholc.
ze zbiorow Ryszarda Ormanowskiego Bernard Ormanowski mógł się poszczycić wieloma medalami.

Jak dodaje, po igrzyskach olimpijskich jego tata miał dwuletnią przerwę w wiosłowaniu. Najprawdopodobniej była ona spowodowana odbywaniem służby wojskowej w ośrodku szkolenia kadr MW w Świeciu. Pan Bernard pływał też w ósemkach, gdzie nie udało mu się odnieść sukcesów w zawodach międzynarodowych. Karierę sportową jako zawodnik zakończył dopiero w 1945 r., pełniąc jednocześnie rolę trenera w BTW. Po 1950 r. Bernard Ormanowski przeszedł na stałe do wioślarstwa w roli trenera.

Wymyślił lżejsze łodzie

Pan Bernard pracował w WKS, OWKS (1950-1953) i CWKS w Bydgoszczy oraz Kolejowym Klubie Wioślarskim (1959-1976). Poza tym pracował w AZS Bydgoszcz, który mieścił się w hangarze obok dawnego BTW, w Chemiku Bydgoszcz i w klubie wioślarskim Spójnia Barcin. Przez pewien okres był trenerem-koordynatorem oraz konsultantem ds. budowy łodzi wioślarskich w Stoczni Jachtowej Chojnice.

- Używane łodzie wioślarskie były wykonane z poszyciem z klepek. Było to tzw. łodzie klepkowe o znacznym ciężarze. Zostały one zastąpione przez łodzie z poszyciem ze sklejki, znaczne lżejsze. Tata był współpomysłodawcą i współrealizatorem tej zmiany. Brał również udział w kursach i konferencjach dla uzupełnienia, a także podniesienia wiedzy z zakresu budowy i fizjologii wioślarza oraz technik wiosłowania - opowiada Ryszard Ormanowski.

Jak wyglądał zwykły dzień pana Bernarda?

Przed południem pracował w domu, dla rodziny, a po południu wychodził do klubu i trenował zawodników. W chwilach wolnych od zajęć domowych prowadził oceny i zestawianie składów osobowych poszczególnych załóg w różnych wariantach dla czwórki lub dla ósemki, przygotowywał się do kursów i egzaminów, a także wyjeżdżał na kursy, szkolenia i obozy. Przywiązywał dużą wagę do ergonomii pracy wioślarza. To przyczyniło się do opracowania i przygotowania przyrządów do regulacji i ustawienia stanowiska w łodzi, by uzyskać optymalną pozycję pracy wioślarza.

Bernard Ormanowski zmarł w 1984 r. jako ostatni z piątki „amsterdamczyków”.

Oto nasza brązowa osada z Amsterdamu.  Od prawej: sternik Drewek, Ormanowski, Jankowski, Bronikowski i Birkholc.
ze zbiorow Ryszarda Ormanowskiego Oto nasza brązowa osada z Amsterdamu. Od prawej: sternik Drewek, Ormanowski, Jankowski, Bronikowski i Birkholc.
Małgorzata Stempinska

W swoich artykułach podejmuję tematykę dotyczącą turystyki, telekomunikacji, rynku pracy oraz gospodarki. Przygotowuję też artykuły do dodatku historycznego "Album bydgoski" oraz do miesięcznika dla prenumeratorów "Pasje". Historia Bydgoszczy mnie fascynuje. Uwielbiam słuchać wspomnień Czytelników - rodowitych bydgoszczan - oraz oglądać zdjęcia z ich domowych albumów. Staram się pomagać Czytelnikom interweniując w ich sprawach. Prywatnie kocham podróże - te bliższe i dalsze. Niestety, na razie ze względu na pandemię koronawirusa tylko palcem po mapie.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.