Ulica Gdańska w Bydgoszczy, czyli co nam zostało z tamtych lat [zdjęcia]

Czytaj dalej
Jolanta Zielazna

Ulica Gdańska w Bydgoszczy, czyli co nam zostało z tamtych lat [zdjęcia]

Jolanta Zielazna

Gdańska - główna ulica Bydgoszczy. Dziś po kolei znikają z niej sklepy, które były "od zawsze". Co jeszcze przetrwało różne koleje losu?

- Pamięta pani sklep "Czerwony Kapturek"? - Elżbieta Słowik, sprzedawczyni z Cepelii jak z rękawa sypie nazwami sklepów i branż, które pamięta z Bydgoszczy sprzed lat. Większość już nie istnieje.
Cepelia jest jednym z punktów, które okazują się być na tej ulicy "od zawsze", punktami niezmiennymi od lat.
- Zaraz na początku ulicy, na przeciwko klarysek była pasmanteria, pamięta pani?
Znowu nie pamiętam. - A naszych Cepelii było w Bydgoszczy pięć. Tylko my zostaliśmy.
Pasmanterii w l. 90. było na Gdańskiej sześć. Została jedna.
"Czerwony Kapturek" to był sklep z zabawkami przy Czerwonej Armii, obecnie Focha.

"Od zawsze", czyli od kiedy?

Ile jest jeszcze przy Gdańskiej takich punktów, które są tu "od zawsze?".
Właśnie znika jeden z nich - Śnieżka (Gdańska 31), w której kupuje się obrusy, pościele, kołdry, poduszki itp. Będzie czynna do końca sierpnia. Halina Olędzka, właścicielka, likwiduje sklep, bo koszty utrzymania są za wysokie.
Stali klienci Śnieżki są oburzeni.

Tak samo oburzeni byli dwa lata temu klienci zieleniaka kilka domów dalej, na rogu Śniadeckich. Henryk Pulchny prowadził go od 1989 r. Musiał się poddać ze względu na wysoki czynsz.
Postanowiłam więc sprawdzić, co przetrwało na Gdańskiej od dawna.

Ale od jak dawna? Od lat 20-30? Może trwa już lat 50? Czy od 1945 roku, a nawet wcześniej? Okazuje się, że biorąc pod uwagę tempo, w jakim dokonują się zmiany, przetrwanie 30 lat w tej samej branży i w tym samym miejscu to w obecnych "okolicznościach przyrody" (a raczej twardych prawach rynku) spore osiągnięcie.
Wybrałam się na Gdańską.
Właściwie każdy z punktów, który przetrwał zasługuje na odrębną historię. Ale nie zawsze jest ona znana obecnym właścicielom, nie zawsze nawet możliwa do ustalenia.

Właścicieli sklepów cieszą klienci, którzy mówią, że sami kiedyś tu kupowali, a teraz przychodzą na zakupy z wnukami. Niektórzy sprzedawcy z własnego dzieciństwa pamiętają sklep, w którym teraz pracują. - To znaczy, że musi być tu pięćdziesiąt lat?! - dziwią się sami.
- Kiedyś łatwiej robiło się na Gdańskiej zakupy - mówi pani Teresa, lat niespełna 70. - Szło się ulica i sklep był co rusz: normalny spożywczy, Serowar, delikatesy, Goplana, kilka rzeźników, pasmanterie, wiklina, gospodarstwo domowe, odzież damska, męska - wylicza emerytka. - Wszystko się przeplatało. Teraz? Same banki, telefony komórkowe i alkohole. Wystawy pozaklejane. Co to za moda?!

Taka moda, że na główną ulicę miasta coraz śmielej wkraczają sklepy z alkoholem, czynne 24 godziny na dobę?!

Sklepów i punktów usługowych, które choćby zachowują tradycję miejsca nie ma aż tak dużo, ale jest więcej, niż można sądzić po pobieżnym oglądzie.
Stare sklepy to jak podróż w czasie. Najczęściej meble i wyposażenie sprzed lat. Jednym to przeszkadza, innym - wprost przeciwnie. Remonty wykonuje się tylko niezbędne. Bo, na przykład, wymiana okien czy drzwi to spory wydatek, a miejska spółka ADM w kosztach uczestniczyć nie chce.

Gdańska 3

"Od zawsze" mieści się tam sklep zielarski. Klientów wita zapach ziół. Przed oczyma mam napis "Herbapol" nad oknem wystawowym, byłam przekonana, że istnieje. A gdzie tam!
- Jesteśmy sklepem zielarsko-medycznym, nie należymy już do "Herbapolu" i nie posługujemy się tą nazwą, bo to byłoby bezprawne - wyjaśnia Halina Olszewska, właścicielka sklepu. Klienci jednak z przyzwyczajenia i tak przychodzą "do Herbapolu", który mieścił się tu wiele lat. Branża się nie zmieniła, a nazwa bardzo związała się z miejscem.

Sklep ma charakterystyczne wyposażenie z elementami z czarnej metaloplastyki. Dostał je bodaj w latach 70. - Lokal należy do ADM i niczego nie możemy tu zmienić, choć pewne zmiany by się przydały - mówi pani Halina.
To, że tu pracuje (już 25 lat) to czysty przypadek. Przyszła z ogłoszenia, z zawodu jest ekonomistką. - To, co robię, to moja pasja życiowa, wcześniej ziołami się nie interesowałam - nie ukrywa. W poznańskim Instytucie Badania Roślin i Przetworów Zielarskich zdobyła kwalifikacje do pracy w sklepie zielarsko-medycznym.
W tej branży dużej konkurencji w mieście nie ma. Klienci zaglądają co i rusz. Zaopatrują się nie tylko bydgoszczanie, także z okolicy przyjeżdżają.
Od kiedy w tym miejscu mieści się sklep zielarski? Na pewno od dawna, na pewno po wojnie, ale dokładnie nie wiadomo.

Także pod "3", przez ścianę ze sklepem zielarskim, mieści się zakład zegarmistrzowski. Obecni właściciele utworzyli spółkę i przejęli go od spółdzielni Omega. Przed wojną w tym miejscu był jubiler. - Jesteśmy jednym z najdłużej w Bydgoszczy działających punktów usługowych - mówi Edgar Kwiatkowski. - W czasie wojny zakład był pod zarządem niemieckim. Potem firma znowu była prywatna, w l. 60. przejęła ją spółdzielnia zegarmistrzowsko-złotniczo-grawerska Omega.
A później, gdy nadszedł czas zmian, pracownicy założyli spółkę i przejęli zakład. - Kiedyś na Gdańskiej były cztery prężnie działające punkty zegarmistrzowskie - wylicza z kolegą Dariusz Jasiński. - U nas stały kolejki, na usługę czekało się trzy tygodnie.
Dziś są jednym z nielicznych już w mieście zakładów, w których można naprawić mechaniczne zegarki. Ale i współczesnymi, markowymi dobrze się zajmą.

Zegarmistrzowie ubolewają, że od lat 90. nie ma w Bydgoszczy ani jednego nowego ucznia w tym fachu. Ich zawód jest na wymarciu.
Przed wojną sklep jubilerski przy Gdańskiej 3 należał do Edwarda Kozłowskiego. Autorzy przewodnik "Ulica Gdańska w Bydgoszczy" odkryli, że w sierpniu 1938 r. jubilera obrabowano! Złodzieje zrobili podkop, dostali się do środka przez piwnicę, skradli biżuterię, zegarki.

I jeszcze jedne lokator z długą tradycją pod tym adresem - galeria Kantorek. Choć galeria istnieje od lutego 1990 r., to... - Od 1959 w tym miejscu prowadzona jest działalność kulturalna - mówi Elżbieta Kantorek. Kiedyś było tu biuro związku artystów plastyków, później siedzibę miało Towarzystwo Przyjaciół Sztuki. Ale i w ich czasach odbywały się tam prezentacje prac bydgoskich twórców.
- Gdańska jest coraz bardziej martwa - ubolewa Elżbieta Kantorek. - Miała ją ożywić Drukarnia, utworzono nawet dodatkowy przystanek tramwajowy i co?

Gdańska 5

Przecinamy ul. Drukarska, pod "5" od wielu lat straszy pusty lokal po kultowej księgarni "Współczesna".

Jest to też adres apteki "Pod Łabędziem". Powstała w tym miejscu w 1853 roku i działa do dziś.
Do obsługi klientów wystarcza jedno, nowocześnie wyposażone pomieszczenie, w sąsiednim można podziwiać oryginalne meble i wyposażenie sprzed lat.
A na zapleczu jest jedyne w Polsce muzeum farmacji, z oryginalnym laboratorium galenowym. - To unikat - podkreśla Bartłomiej Wodyński, właściciel apteki.

Unikat unikatem, ale płacić zań musi. A zwiedzający oglądają je za darmo. Bartłomiej Wodyński jest zafrasowany. Boi się o przyszłość zabytkowej apteki. Pod bokiem do otwarcia szykuje się nowa apteka.
No i znowu ten czynsz... Wspólny problem najemców prowadzących działalność handlową czy usługową. - Niby mam preferencyjny - mówi Wodyński - ale jak się zorientowałem, za duża ta preferencja nie jest.
Tradycję miejsca w jakimś sensie kontynuuje także fotograficzne atelier "Pod łabędziem". Bo i fotograf przed wojną w tej kamienicy był.

Gdańska 7

Tu mieścił się popularny sklep z materiałami, nazywany "po schódkach". Jerzy Kryśkiewicz musiał zamknąć go w 2010 roku. Powód jak wszędzie - obroty spadały, koszty rosły.
Po drugiej stronie klatki schodowej jest sklep fotooptyczny należący do spółki "Arpis". - Na pewno nasz sklep istniał już w latach 50. XX wieku - mówi Jolanta Iwaszkiewicz. Jakiś czas temu klientka przyniosła im "Cennik detaliczny nr 34/55, artykuły optyczno-oftalmiczne" z 1955 roku. Jest w tej broszurce także wykaz sklepów optycznych. Z Bydgoszczy wymieniony jest właśnie ich, wtedy przy Al. 1 Maja 7. Gratką są jednak przyniesione przez klientkę zdjęcia z wnętrza sklepu. Kiedyś pracowała tu jej teściowa.

Gdańska 9

W bramie jest tylko szyld Dekory, sklep mieści się w podwórzu. Mały, ciasny, znają go głównie ludzie z branży, bo oferuje materiały dla plastyków. A istnieje od - bagatela - 1945 roku!

Gdańska 11

Bydgoski Zakład Optyczny. Chciałoby się dopisać: Bernarda Mrozińskiego, który założył go w 1945 roku. W czasie wojny uczył się tam optycznego rzemiosła. - Prawdopodobnie w czasie wojny był tu zakład, w którym sprzedawano aparaty fotograficzne, sprzęt optyczny, okulary - wymienia pani Wiesława Żuchowska, uczennica Bernarda Mrozińskiego. - Niemiec to prowadził, a pan Bernard tu się uczył.

Po śmierci założyciela (1993) własnie pni Wiesława z mężem Januszem prowadzą zakład optyczny. Bernard Mroziński, znany przed laty w mieście optometrysta wyrobił zakładowi markę. Następcy kontynuują dzieło mistrza.

Gdańska 12

Optyk vis a vis ma "Pelikana" - sklep papierniczy. Kilka pokoleń bydgoszczan zaopatruje się tu w przybory papiernicze. Małgorzata Frydrychowicz właścicielką sklepu jest od czterech lat, wcześniej tu pracowała, a sklep przez ćwierć wieku prowadziła Renata Barańska.
Frydrychowicz żartuje, że nie znalazła żadnej "czarnej skrzynki" z zapiskami z przeszłości sklepu.
Sklep najprawdopodobniej powstał w czasie wojny.
- Imponuje mi, że to miejsce jest jednym z nielicznych tak długo istniejących - nie ukrywa pani Małgorzata.

Gdańska 17

Pod tym adresem mieści się galeria sztuki (l. 80., wcześniej był tu Orbis), księgarnia Matras, no i Cepelia.
Elżbieta Słowik przypuszcza, że chyba z 50 lat Cepelia w tym miejscu istnieje. W każdym razie sklep pamięta ze swego dzieciństwa. Pamięta też inne, nieistniejące już punkty, razem wspominamy wytwórnię oranżady w podwórzu przy Czerwonej Armii, dziś marszałka Focha.

Pani Elżbieta chętnie pokazuje towar, rozkłada serwety, nazywa koronki, kapcie, padają nazwy spółdzielni. Od czterech lat są patronackim sklepem ceramiki z Bolesławca. Kto Kupuje? NATO-wcy, przyjezdni, goście z zagranicy i jadący za granicę.

Gdańska 21

Sklep obuwniczy na parterze okazałej kamienicy powstał w l. 30 XX wieku. Sprzedawano tu eleganckie obuwie firmy "Leo", rodziny Weynerowskich.
W l. 70 ubiegłego wieku kierownikiem sklepu należącego wtedy do "Oteksu" był Kazimierz Gośliński. Gdy na przełomie lat 80. i 90. handel prywatyzowano, Gośliński przejął sklep. Dziś prowadzi go jego syn Mariusz. W rękach rodziny sklep jest ponad 40 lat.

Gdańska 23

Tu od drugiej połowy lat 40. XX wieku, w specjalnie dlań wybudowanym budynku mieści się bank PKO.

Gdańska 27, 31

W okazałej kamienicy pod "27" nieprzerwanie od lat 20. XX wieku funkcjonuje apteka. Szybko została nazwana "Centralna". I taką znamy ją do dziś. Choć też w mniejszym pomieszczeniu, choć nie ma śladu po oryginalnym wystroju, zaprojektowanym przez Jakuba Hechlińskiego, bydgoskiego projektanta mebli- ciągle jest apteka Centralna.

A pod numerem 31 mamy kolejny punkt z przedwojennym rodowodem - zakład fryzjerski, obecnie spółdzielnia "Kosmyk". Ale kamienicę wybudował w latach 1902-1903 Georg Sikorski, fryzjer. I na parterze ulokował swój zakład, który istniał wcześniej.
Po drugiej stronie bramy jest właśnie Śnieżka. Ostatnio klienci odwiedzają ją wyjątkowo licznie. Jakby chcieli kupić na zapas, nim z końcem sierpnia zniknie.
Sklep istnieje tu co najmniej od 1959-1960 roku.

Gdańska 47-54

Po "Rywalu" (wybudowany w l. 1971-73) została właściwie nazwa. Owszem, jest sklep "Społem", ale trudno nazwać go domem towarowym.
Po drugiej stronie ulicy, pod "54" od lat - prawdopodobnie - blisko 50 istnieje sklep z dewocjonaliami. Kiedyś nazywał się Veritas, był większy o sąsiednie pomieszczenie. Teraz jest Veritstis Splendor i spokojnie mieści się na połowie powierzchni.

Gdańska 55

I wracamy na stronę nieparzystą. Bo tak się dziwnie złożyło, że niemal wszystkie zachowane sklepy i punkty przetrwały właśnie po zachodniej stronie.

W kamienicy z numerem 55 za rok bar "Tekla" obchodzić będzie 30-lecie. Przez wiele lat kojarzył się z zapiekankami. Nowy właściciel Jarosław Stochmal buduje nowy image z zachowaniem tego, co dobrze się z "Teklą" kojarzy. - Moim zdaniem sklepy się wykruszają, bo w większości właścicielem lokali jest miasto i czynsz jest nie do udźwignięcia. Ratuje tylko lokal we własnej kamienicy.

Po drugiej stronie bramy jest sklep ze słodyczami. Do 1990 r. był to firmowy sklep "Kopernika", później były tu słodkości z różnych fabryk. Od 2009 roku pod swoje skrzydła przejął go "Wawel" S.A i teraz jest sklepem firmowym.
Od jak dawna sprzedawane są tu słodycze? Na pewno od lat 80., a kto wie, czy nie wcześniej?

Gdańska narożnik Świętojańskiej

Piekarnia Bigońskich to marka sama w sobie.
Firma istnieje od 1924 roku, ale w to miejsce przeprowadziła się 10 lat później. W sklepie zachowały się oryginalne półki, wyposażenie, dekoracje - rzecz rzadko dziś spotykana i dlatego cenna. Zdumieni stają szczególnie młodzi ludzie, bo takich sklepów nie znają. Receptury wypieków też są tradycyjne, co jest wielkim atutem.

Gdańska 117

Pasmanteria Kama działa 26 lat. Trochę krótko, jak na założenia tego tekstu. Ale sukcesem jest, że przetrwał.
- Otworzyliśmy ją 14 listopada 1990 roku - Halina Skrzyniarz pamięta dokładna datę. - Mieliśmy 10 pudełek muliny i cieszyliśmy się, że tyle mamy!
Prowadzi sklep wspólnie z mężem Wiesławem, oboje są technikami budowlanymi. Odeszli z biur projektowych, które nie przetrwały. - Kiedy zaczynaliśmy przy Gdańskiej było 6 pasmanterii - wylicza pani Halina. Teraz zostali sami. - Klienci nas namawiają, żeby przenieść się bliżej centrum, ale to nie wchodzi w rachubę. Czynsz by nas zjadł.

Tu, na Gdańskiej 117 są u siebie. Dziadek pani Haliny w 1922 otworzył tu piekarnię. Funkcjonowała wiele lat.

Gdańska 127

Przez dziesięciolecia po sąsiedzku, pod 125 i 127 funkcjonowały dwa sklepy "metalowe". Pierwszy ostatecznie poddał się w ubiegłym roku, drugi - "Domek" - jest.
- "Od zawsze" był tu GS-owski sklep, który oferował okucia budowlane, artykuły metalowe - wyjaśnia Tomasz Stachura, obecny właściciel rodzinnego interesu. Na zakupy zjeżdżali tu klienci z całego województwa.

Wuj Tomasza, Mieczysław Stachura, przejął sklep w ajencję w 1986 r., a on prowadzi go od 2002 roku, ale już jako właściciel. Dziś jest to firma rodzinna, oferująca klamki, kłódki itp. artykuły.
W sklepie punkt dorabiania kluczy ma Ryszard Stachura, ojciec obecnego właściciela, a brat Mieczysława. Zajmuje się tym ponad 20 lat, sam kończy w tym roku 80!

- Klientów wyganiam nam płatne parkowanie - mówi Tomasz Stachura. - Dlaczego nie może być 1-2 bezpłatne miejsca dla klientów sklepów?
Przypomina, że gdy kilka lat temu Gdańska była remontowana, do sklepów był utrudniony dojazd i dojście, a właściciele nie dostali od miasta żadnej rekompensaty.

W koszarach wojska nie ma

To chyba ostatni już "stały" punkt na ponaddwukilometrowym odcinku Gdańskiej, od Jagiellońskiej do ul. Kamiennej. Zaraz za nią są koszary, ale wojska też już tam nie ma, budynki zamieniono na mieszkania.
No, prawda, w krajobraz Gdańskiej wrosło jeszcze kilka kantorów.

Wisienka na torcie

Zajrzyjmy jeszcze w bok od Gdańskiej, w Dworcową. Na wyciągnięcie ręki, od zawsze był tu fryzjer (pod nr 3), stara gablotka na murze pod siódemką zapraszająca do kaletnika i sklep "Renifer". Lokal po fryzjerze stoi pusty, kaletnik jest, tak samo sklep "Renifer".

- Od 90 lat w tym miejscu wyrabiane są artykuły ze skóry - mówi Joanna Reimann, właścicielka zakładu kaletniczego przy Dworcowej 7.
Przed wojną był tu szewc, który jednocześnie prowadził sklep z obuwiem (dziś sklep Oksana z inną branżą).
Po wojnie tradycje szewskie były kontynuowane, później następcy zmienili branżę na kaletnictwo. W l. 70. zatrudnił się jako kaletnik Jerzy Popielewski, ojciec Joanny. Wtedy też sklep i zakład zostały podzielone na odrębne lokale.

W 1981 roku, gdy właścicielka wyjechała, Popielewscy przejęli zakład kaletniczy, teraz prowadzi go córka Joanna. - Mam 50 lat pracy w tym zawodzie - mówi 70-letni Jerzy Popielewski. Z żoną Wiesławą pomagają córce w warsztacie. I on, i Joanna (mistrz kaletnik, z wykształcenia technik chemik) są członkami komisji egzaminacyjnej w cechu rzemieślniczym. Tylko egzaminować nie ma kogo, bo uczniów w Bydgoszczy nie ma. Z rzadka są z Torunia i Włocławka.

Salon to przeżytek?

Gdańska to był niegdyś salon Bydgoszczy, przynajmniej jej początkowy fragment. Czy urbanistom, historykom zainteresowanym przeszłością miasta jest obojętne, że znikają punkty- kotwice pamięci?

Bognę Derkowską- Kostkowską, historyka sztuki z Pracowni Dziedzictwa Kulturowego Kujawsko-Pomorskiego Centrum Kultury nie razi stary wystrój sklepów, o ile jest estetyczny i zadbany. Nie żałuje, jeśli znikają sklepy obskurne, brudne, a zastępują je bardziej estetyczne, lepiej wpisujące się w miejską przestrzeń.

- Jednak zamykanie sklepów powoduje, że centrum obumiera - mówi Bogna Derkowska-Kostkowska. - Na starym mieście, w centrum powinny być mieszkania i sklepy. Banki czy firmy pożyczkowe ulicy nie ożywiają.
Wspomina to, co podkreślają starzy bydgoszczanie - ulica była centrum handlowym, bo tasowały się różne branże: wiklina i sklepy spożywcze, chemiczne i zabawki, papiernicze, drogerie, czapnictwo, odzież - długo by jeszcze wymieniać. - Można było kupić wszystko: od sznurowadeł po czajnik - podsumowuje. - Teraz nie ma różnorodności handlu i usług, a jednobranżowość zabija. Powstają same sklepy z odzieżą, które są dla siebie konkurencją i wzajemnie się niszczą.

Miejska Pracownia Urbanistyczna od kilku lat zajmuje się rewitalizacją starego miasta - Starego Rynku i przyległych ulic, Gdańska w tym obszarze się nie mieści. - Na razie koncentrujemy się na jednym obszarze - mówi Anna Rembowicz-Dziekciowska, kierownik Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. I cieszy się, że na ulicy Długiej, w okolicach Starego Rynku widać efekty tych zmian. - Potem będzie się to rozprzestrzeniało na ulicę Gdańską, Dworcową, plac Piastowski. Zależy nam, żeby mieszkańcy wracali do centrum, dla mnie to priorytety - nie ukrywa szefowa MPU.

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.