Przemysław Franczak, Pawel Hochstim, Rio de Janeiro

Trzecie igrzyska, trzeci medal!

Przemysław Franczak, Pawel Hochstim, Rio de Janeiro

Piękny dzień na kajakowym torze! Beata Mikołajczyk i Karolina Naja brązowe, Marta Walczykiewicz srebrna. Teraz wszystkie trzy oraz Edyta Dzieniszewska wsiadają do jednego kajaka. Cel? Olimpijskie złoto.

Lagoa Rodrigo de Freitas, na której znajduje się tor kajakarsko-wioślarski, w polskiej reprezentacji powinna zostać nazwana Laguną Medali. Cztery z sześciu wywalczonych dotychczas przez naszych zawodników krążków, wyłowiliśmy tutaj. Wczoraj, gdy Rio de Janeiro dopiero budziło się życia, Marta Walczykiewicz popłynęła po srebrny medal (K1, 200 m), a Beata Mikołajczyk i Karolina Naja po brązowy (K2, 500).

- Stres był duży. Nie mogłam zjeść śniadania, koleżanka z pokoju mówiła nawet, że mi opornie te płatki dzisiaj wchodziły. Rosły w buzi, nie mogłam przełknąć. Ale kiedy zeszłam na wodę, stałam się spokojna - opowiada Walczykiewicz.

W jednej chwili wszystko stało się jasne jak brazylijskie słońce i proste jak tor przed nią. 200 metrów, meta, medal. 27-letnia kajakarka w końcu dopięła swego i dopłynęła do olimpijskiego podium. Szybsza od niej był tylko niesamowita Nowozelandka Lisa Carrington.

W tle tego sukcesu była lekka trauma z Londynu, gdzie też marzyła o medalu, a skończyło się na 5. miejscu („Co wy macie z tym Londynem? To było cztery lata temu, to już historia. Ale teraz się odkułam”) i tegoroczne kłopoty ze zdrowiem. - Na dwa miesiące przed igrzyskami złapałam półpaśćca, potem kontuzję barku, więc przygotowania były trochę zaburzone. Ale najważniejsze, że wszystko dobrze się kończy - podkreśla.

Dla niej olimpijski medal jest spełnieniem marzeń, Mikołajczyk i Naja już cztery lata temu popłynęły po brąz w Londynie (ponadto ta pierwsze ma jeszcze srebro z Pekinu), w Rio chciały powalczyć o coś więcej. - Pewnie, że chciałyśmy złoty, ale przede wszystkim chciałyśmy mieć medal. I mamy - mówiła Mikołajczyk, jedna z najbardziej utytułowanych polskicj kajakarek. - Po przedbiegu wiedziałyśmy, że nigdy nie byłyśmy tak mocne i nigdy nie byłyśmy tak dobrze przygotowane. To, co z naszymi organizmami zrobił trener Tomasz Kryk to jest coś niebywałego. Piszemy piękną historię.

Naja: - Czy jest niedosyt? Może troszeczkę. W eliminacjach i półfinale był pokaz naszej mocy. W finale stanęłyśmy na starcie z takim nastawieniem, jak do treningu, żeby po prostu przejechać dobrze. Tak to tłumaczyłam sobie w głowie i Beacie, bo wiedziałyśmy, że nie wzniesiemy się ponad to, co wytrenowałyśmy. I dało to brązowy medal, chyba z większą przewagą, niż w Londynie. Cieszymy się, że cały czas jesteśmy w światowej czołówce.

Polki przegrały tylko z Węgierkami i Niemkami.

Dwa medale w kajakarstwie - na razie, bo są kolejne szanse - to dowód, że wreszcie zmieniło się spojrzenie na przygotowania. Wcześniej błyszczeliśmy na mistrzostwach świata, a na igrzyskach zdarzały się potężne rozczarowania. Teraz jest inaczej.

- Okres między igrzyskami był bardzo ciężki - opowiada Mikołajczyk. - Trener cały czas nam powtarzał, że rok olimpijski będzie wyjątkowym rokiem, że wtedy odzyskamy świeżość. Wierzyłam, że tak będzie i tak było. Nie było też presji na wynik na mistrzostwach świata. W poprzednim roku trener mówił nam, że jedziemy po piąte, szóste miejsca, czyli po kwalifikację olimpijską, ale będą to miejsca poza podium, bo jesteśmy w trakcie bardzo dużych obciążeń. I rzeczywiście tak było, chociaż przyszły trzy czwarte miejsca i jedno srebro, więc i tak to był wyczyn ponad to, co on zakładał. Jak widać, wszystko co mówił się potwierdziło.

Walczykiewicz: - Po Londynie na pewno inaczej podchodziłam do treningów. Wiedziałam, że na każdym treningu nie musi być szybko, a ważne jest dobre czucie kajaka, dobre czucie wody. I że wszystko trzeba robić na sto procent.

Po swoim wyścigu Mikołajczyk i Naja, żeby wyściskać się z trenerem Tomaszem Krykiem, musiały skakać po krzesłach na trybunach. Radość była ogromna. - Nakrzyczano na nas po drodze, ale co tam. To jest ojciec sukcesu - opowiadały. - Tworzymy wzorcową drużynę. To jeden z nielicznych trenerów w Polsce, którego wiedza i doświadczenie jest ogromne. Wielu szkoleniowców w Polsce powinno się od niego uczyć.

Kryk blisko współpracuje z Marcinem Witkowskim, trenerem wioślarek, które w Rio zdobyły złoto i brąz. To raczej nie przypadek. Dzięki nim można też na tych igrzyskach zauważyć inną prawidłowość. Medale dla Polski zdobywają głównie kobiety, wyjątkami są kolarz Rafał Majka i dyskobol Piotr Małachowski. - Fajnie, że kobiety na tych igrzyskach rządzą. Szkoda, że tych medali na razie jest tak mało, ale myślę, że jeszcze parę uda nam się dorzucić - mówiła Walczykiewicz.

Już wczoraj po popołudniu wsiadła do kajaka z Mikołajczyk, Nają oraz Edytą Dzieniszewską i popłynęły na trening. W czwórce mają szansę nawet na złoto. Eliminacje w piątek, finał w sobotę.

Autorzy: Przemysław Franczak, Pawel Hochstim, Rio de Janeiro

Przemysław Franczak, Pawel Hochstim, Rio de Janeiro

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.