Trzecie dziecko nie przeszkodzi jej w karierze

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Jakubowski
Paweł Gzyl

Trzecie dziecko nie przeszkodzi jej w karierze

Paweł Gzyl

Najpierw grała w Krakowie, potem w Gdyni, w końcu w Warszawie. I tam poznała mężczyznę, dla którego wywróciła swe życie do góry nogami. Tamara Arciuch: - Nie mam rozpisanego planu, jakie mają być moje dzieci. Na pewno chciałabym, aby pojęły elementarne zasady uczciwości.

Niedawno gruchnęła wiadomość: „Tamara Arciuch jest w ciąży”. Niby to radosna nowina, tymczasem w internecie wywołała zgoła inne komentarze. Zaczęto się przede wszystkim zastanawiać, czy aktorka w tej sytuacji zniknie z popularnych seriali. Tak się bowiem złożyło, że Tamara występuje w dwóch lubianych cyklach - „M jak miłość” i „Druga szansa”.

Możemy jednak uspokoić ich wielbicieli. Aktorka będzie rodzić dopiero pod koniec roku, więc w „M jak miłość” zapewne uda się wprowadzić wątek ciążowy do losów granej przez nią bohaterki, a w „Drugiej szansie” brzuszka jeszcze nie będzie widać, bo zdjęcia do nowych odcinków zaczynają się już we wrześniu. Na razie Tamara z mężem jedzie na wakacje na południe Europy, by odpocząć przed jesiennymi zajęciami.


Tamara Arciuch: Serial jest zderzeniem rzeczywistości z wydmuszką show-biznesu

Ciąża Tamary spotkała się z tak szerokim odzewem w mediach, że głos zabrał nawet Krzysztof Gojdź, popularny „doktor gwiazd”. „Dziś zachwycę się urodą aktorki Tamary Arciuch. Zawsze stylowa i zadbana. „Matka Polka” i kolejne dziecko w drodze. Wygląda pięknie i świeżo. I ma naturalne usta, a o to w show-biznesie coraz trudniej, bo na co dzień widzimy wiele spompowanych pań. Podziwiam kobiety, które potrafią łączyć karierę zawodową, czas na wychowywanie dzieci i zadbanie o siebie. Tamara, rodź kolejne dzieci - taki materiał genetyczny to skarb - napisał na Facebooku.

Wychowanie przez rozmowę

Ten znakomity materiał genetyczny Tamara zawdzięcza rodzicom. Mama była nauczycielką, a tata niespokojnym duchem, który pracował w tysiącu różnych miejsc. Aktorka ma też dwóch braci. Ten starszy, Krzysztof, szybko wyjechał z domu do szkoły z internatem, a jego mała siostrzyczka obnosiła się po podwórku z dumą, że ma tak „światowego” brata. Z młodszym Radkiem toczyła za to nieustanne boje. On jest bardzo poukładany i usystematyzowany, a ona - roztrzepana bałaganiara. Ponieważ rodzice umieścili ich we wspólnym pokoju, były nieustanne awantury. Dlatego ostatecznie musieli rozdzielić rodzeństwo.

- Nie przechodziłam okresu buntu, bo nie miałam przeciwko czemu się buntować. Gdy mówiłam w domu, że chcę iść na urodziny do koleżanki, to ustalaliśmy, o której wrócę, i zawsze starałam się być na czas. Kiedy miałam się spóźnić, dzwoniłam, by o tym uprzedzić. Mama miała do mnie zaufanie. Pozwoliła mi nawet pojechać z przyjaciółmi na wakacje pod namiot, gdy miałam 16 lat - wspomina w „Pani”.

Jako mała dziewczynka Tamara żałowała, że nie jest chłopakiem. Biegała po osiedlu, wdrapywała się na dachy garaży, wspinała się na płoty, ciągle miała zdarte kolana.

- W drugiej klasie podstawówki koleżanka namówiła mnie na palenie papierosów. Chowałyśmy się w starym sadzie i zapalałam „klubowego”, choć strasznie po nim chorowałam. Kiedy rodzice to odkryli, tata wręczył mi fifkę i spokojnie powiedział: „Masz, zapal sobie, zobaczę, czy ci to pasuje”. Byłam tak przerażona i zawstydzona, że na długo odechciało mi się papierosów - śmieje się dzisiaj.

Kiedy mama dowiedziała się o wszystkim, zabroniła Tamarze spotykać się z koleżanką, która miała na nią zły wpływ. Dziewczynki kolegowały się więc potajemnie. Mama wtedy skapitulowała i przeprowadziła z nimi poważną rozmowę. Poskutkowało: od tamtej pory starały się być grzeczniejsze. Taki sposób oddziaływania na dzieci wszedł na stałe do domu Arciuchów.

- Rodzice właśnie tak mnie wychowywali: poprzez rozmowę. Byłam niegrzeczna, ciągle ktoś przychodził na mnie skarżyć, a wtedy mama lub tata sadzali mnie naprzeciwko siebie i spokojnie mi wszystko tłumaczyli. Dzięki rodzicom miałam poczucie, że nawet gdybym zrobiła największą głupotę, to jeśli im o tym powiem, nie będą się złościć, nie będzie szlabanu, tylko wytłumaczą konsekwencje moich czynów - podkreśla.

Walka z nieśmiałością

W liceum Tamara zamarzyła, że będzie aktorką. I wybrała się z rodzinnych Skierniewic do szkoły teatralnej w Krakowie. Tutaj spędziła kolejne lata występując w Teatrze Ludowym. Wybór zawodu nie był wcale tak oczywisty w jej przypadku, bo z natury jest osobą dosyć nieśmiałą. Szkoła i teatr okazały się jednak znakomitym antidotum. Ponieważ nabrała odwagi, gdy straciła etat w krakowskim teatrze, zdecydowała przenieść się na wybrzeże. Tam odmieniło się jej życie. Poznała aktora Bernarda (nie mylić z Borysem) Szyca, z którym wzięła ślub. Owocem związku okazał się syn Krzysztof.

- Nie mam rozpisanego planu, jakie mają być moje dzieci. Na pewno chciałabym, aby pojęły elementarne zasady uczciwości. Staram się być z nimi blisko, ale też nie jestem nadopiekuńcza. Dzięki silnej obecności w ich życiu od razu widzę, gdy coś się z nimi dzieje, gdy mają gorszy dzień. Nie zostawiam tego i staram się, aby umiały nazywać swoje stany emocjonalne. Żeby uświadomiły sobie, co ich denerwuje i wykształciły sobie samoświadomość. To nie jest łatwe, bo i dorosły człowiek nie zawsze to potrafi - mówi w magazynie „Prestiż”.

Prawdziwe sukcesy przyniósł aktorce dopiero flirt z kinem i telewizją. Najpierw zwróciła na siebie uwagę występem w głośnym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wesele”, a potem spodobała się w komediowym serialu „Niania”. Dojeżdżanie do Warszawy z Gdyni było dla aktorki bardzo uciążliwe, dlatego coraz częściej opuszczała męża i syna, pozostając w stolicy. To nie mogło nie wywrzeć wpływu na dalsze losy rodziny.

Teraz czeka na trzecie dziecko.
Grzegorz Jakubowski Tamara Arciuch znana jest z dobrego gustu. Świetnie się ubiera, a co za tym idzie dobrze wygląda.

Jak zaszczute zwierzę

Wszystko zmieniło się, kiedy Tamara dostała angaż w serialu „Halo, Hans!”. Los chciał, że w głównej roli tegoż cyklu realizatorzy obsadzili Bartka Kasprzykowskiego. Poznali się w taksówce, jadąc na konferencję prasową dotyczącą rozpoczęcia serialu. Świetnie im się rozmawiało, dlatego kiedy na planie mieli chwilę przerw, zawsze ukrywali się gdzieś na boku, by sobie pogadać. Nic dziwnego, że narodziło się między nimi uczucie. Chociaż oboje byli w związkach, postawili wszystko na jedną kartę i zdecydowali się być ze sobą. To oczywiście od razu wywołało medialny skandal.

- Takie decyzje, że się od kogoś odchodzi, są bardzo trudne, szczególnie kiedy są dzieci. Każdy, kto się rozstawał, wie, że to nie jest takie proste, jak to się potem w gazetach przedstawia. Pisano przecież, że zostawiłam męża, bo chciałam sobie strzelić romansik. W naszym przypadku decyzja o rozstaniu z poprzednimi partnerami i zaczęciu wspólnego życia była bardzo dojrzała. Pewnie dlatego nadal jesteśmy razem - deklaruje Tamara w „Vivie”.

Początki tego związku nie były łatwe. Paparazzi rzucili się w pościg za parą. Tamara powiedziała potem, że czuła się jak „zaszczuta zwierzyna”.

Początkowo ukryli się przed całym światem i byli bardzo samotni. Z czasem przyjaciele wyciągnęli ich z tej izolacji. Szczególnie pomogły im dwie koleżanki po fachu - Małgosia Socha i Aga Cegielska. Związek umocniły narodziny syna Michała.

- Jesteśmy razem, prowadzimy dom, w miłości wychowujemy dzieci. Ale gdybyśmy - kiedy nas gnębiono - mieli agencję PR, pewnie byłoby inaczej, lepiej. Przecież gdy przeżywałam kłopoty osobiste, nie zastanawiałam się: „Oho, teraz wali się mój wizerunek w prasie”. Chciałam po prostu ogarnąć życie i marzyłam, żeby wszyscy dali mi spokój. Dziś widzę, jak niektórzy przekuwają kłopoty na tzw. dobry PR. Nie krytykuję ich, ale ja tego nie umiałam i już się raczej nie nauczę - tłumaczy Tamara.

Być może to przypadek, ale kiedy Tamara i Bartek związali się ze sobą, posypały się ich kariery. Postanowili więc wziąć sprawy w swoje ręce. Przygotowali własne przedstawienie i ruszyli z nim w Polskę. Potem następne. Sukcesy spektakli sprawiły, że dziś oboje grają w kilku serialach.

Ostatnio znowu jednak coś zazgrzytało. Niedawno ukazały się publikacje, że zostali wyrzuceni z teatru impresaryjnego ze względu na kłótnie i spóźnienia. W mediach pojawiła się opinia, że są „trudną parą”. Prawda podobno jest zupełnie inna.

- To wymyślona plotka, stworzona po to, żeby nam zaszkodzić. Musiał to zrobić ktoś, kto nam źle życzy. My możemy się bronić, głośno zaprzeczać, ale jak ktoś tak gęsto się tłumaczy, to można pomyśleć, że coś jest na rzeczy. Ale wystarczy zapytać ludzi, którzy nas znają i z nami pracują - oni wiedzą, jaka jest prawda - wyjaśnia Tamara w „Vivie”.

Autor: Paweł Gzyl

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.