Torunianie murem za Karlem Steinbachem z SS, strażnikiem z Auschwitz

Czytaj dalej
Fot. Adam Wojnar
Adam Willma

Torunianie murem za Karlem Steinbachem z SS, strażnikiem z Auschwitz

Adam Willma

Pan Karol Steinbach, toruński kupiec handlujący firankami i kapeluszami oraz rottenführer SS Karl Steinbach z obozów w Majdanku i Auschwitz to ta sama osoba.

Zachował się list z obozu jenieckiego w Esterwegen: „Proszę łaskawie o interwencję, by w przyspieszonym tempie rozpatrzono sprawę moją i bym został zwolniony z niewoli, by powrócić do rodziny, która pozostała w Polsce. Przyrzekam, że przez swoje życie, punktualność, akuratność, przyzwoitość, będę się starał dowieść iż jestem godzien należeć w poczet ludzi korzystających ze swobody”.

Ale jest rok 1946. Wszelkie słowa po Auschwitz się zdewaluowały. Obietnice nic nie znaczą. Karol Steinbach zostaje przetransportowany krakowskiego więzienia przy ul. Montelupich. Zapewne ma jeszcze na sobie zielony wojskowy mundur z odprutymi pagonami.

Przesłuchanie

- Nazwisko?

- Steinbach Karol Fryderyk. Karl Friedrich.

- Data urodzenia?

- 1897.

- Miejsce urodzenia?

- Tomaszów Mazowiecki.

- Wyznanie?

- Ewangelickie.

- Co robiliście przed wojną?

- W czasie pierwszej wojny służyłem jako kanonier w Skierniewicach. W 1923 roku otworzyłem w tym mieście skład bławatów. I i ożeniłem się z Marią ze Słodkowiczów, polskiej narodowości.

W 1933 ze wspólnikiem zakupiłem skład bławatów i damskich kapeluszy Toruniu. Interes szedł dobrze, oprócz bławatów mieliśmy dywany i firanki. Materiały były najlepszego sortu. Duży wybór.

- Co robiliście w czasie wojny?

- W 1939 zostałem powołany do polskiego wojska. W tym samy roku, z powodu narodowości niemiec kiej, zostałem zwolniony z obozu jenieckiego w Skierniewicach.

- I wystąpiliście o grupę narodowościową?

- To nie było takie proste. W 1939 roku musiałem zamknąć skład kapeluszy. Władze niemieckie nie uznały papierów żony, w imieniu której ten skład prowadziłem. Nie miała grupy. Po powrocie starałem się o niemiecki Ausweis, ale władze odmówiły, bo w 1936 roku wystąpiłem z niemieckich stowarzyszeń i niemieckiego zboru ewangelickiego. Przeniosłem się do polskiego.

- Ale końcu grupę wam przyznali?

- W domu rozmawialiśmy tylko po polsku, głównie dlatego, że mam Polkę za żonę. Ale życie bez niemieckich dokumentów było związane z różnymi niedogodnościami, postanowiłem za wszelką cenę te grupę uzyskać. Przyznali mi wreszcie III grupę, ale zastrzegli, że jest pożądanym wstąpić do Algemeine SS.

- Zbrodniczej organizacji.

- Nie znając bliżej działalności tej formacji, zgłosiłem się do Sturmbannu w Toruniu. Tak, można powiedzieć, że zrobiłem to dla własnego interesu, mieszkania, wygodniejszego życia.

- Co dalej?

- W 1942 roku otrzymałem Ausweis II grupy. Żona jednak nie otrzymała żadnego dowodu, pozostała nadal Polką. W tym czasie kilkakrotnie przystępowano do mnie bym się natychmiast z nią rozwiódł i wystąpił z Kościoła. Odmówiłem, bo to są dla mnie rzeczy najważniejsze. Ten opór przyczynił się głównie do tego, że zostałem wcielony do Waffen SS i przydzielony do służby wartowniczej w do obozu koncentracyjnego w Lublinie.

- Na jakim stanowisku pracowaliście w Majdanku?

- W biurze, opracowując agendy. Nie miałem kontaktu z więźniami.

- A po Majdanku?

- W maju 1943 roku zmuszony zostałem pozostałe towary sprzedać i mój interes całkowicie zlikwidować.

- Nie pytam o wasz interes.

- Do Oświęcimia-Brzezinki przybyłem 28 lipca 1944. Zostałem przydzielony do wydziału gospodarczego, jako kierownik warsztatów rzemieślniczych. Dostarczaliśmy buty więźniom. Dozorowałem więźniów, którzy zatrudnieni byli w szwalni oraz przy cerowaniu i wiązaniu pończoch. W warsztatach tych pracowało około 700 więźniów.. Od 25 stycznia 1945 należałem do wydziału gospodarczego KL Sachenhausen, gdzie pełniłem funkcję mundurowego w magazynie żeńskiej SS obsługi wartowniczej.

- Dokąd trafiliście z Auschwitz?

- 18 stycznia ewakuowało więźniów z obozu w Brzezince. Nie widziałem, żeby ktokolwiek znęcał się nad nimi w tym czasie. Ja nie konwojowałem więźniów, a osobno pojechałem do obozu koncentracyjnego w Oranienburgu. W maju zostałem w Schwerinie aresztowany przez wojska amerykańskie.

- Co widzieliście w Auschwitz?

- Pod przysięgą mogę zeznać, że nie popełniłem żadnej zbrodni ani karygodnego czynu. Na odwrót, gdzie mogłem, tam starałem się tym nieszczęsnym ludziom pomagać bądź to przez podanie im żywności, informacji, doręczenie wiadomości, co może zeznać oberkapo Robert Adler z Bielska i wielu innych. Do winy, bym bił więźniów lub w inny sposób znęcał się nad nimi, nie poczuwam się. Wiem, że w Brzezince były krematoria, ale ile ich było nie potrafię powiedzieć. Nie potrafię również podać, czy były komory gazowe. Czy masowo truto, względnie w inny sposób niszczono ludzi, też nie wiem.

Tak mogło brzmieć to przesłuchanie, które skompilowaliśmy z różnych fragmentów akt procesu, odbywającego się przed krakowskim sądem.

Kłamstwo oświęcimskie

Mówiąc o obozie Steinbach oczywiście mija się z prawdą. - Warsztaty, w których pracował mieściły się jakieś 600-700 metrów od krematoriów - podkreśla dr Igor Bartosik z Muzeum Auschwitz. - Każdego dnia Steinbach czuł ten specyficzny zapach, idąc do pracy, widział dym z kominów. Jeśli w Auschwitz był od lipca 1944, musiał widzieć sporo: likwidację obozu Romów i getta łódzkiego. Jeszcze we wrześniu i październiku trafiały do gazu transporty Żydow z Holandii i Teresienstadt.

Steinbach nie mówi też całej prawdy o pobycie w Majdanku. Czesława Klammerówna, która przez pewien czas mieszkała w mieszkaniu Steinbachów przy ul Strumykowej 2 zeznała: - Żona Steinbacha wspominała mi raz, że oskarżony tresuje psy”. Być może jednak milczenie Steinbacha było jedynie strategią obrony zasugerowaną przez mecenasa Witolda Sienickiego.

Ten dobry pan Karol

Obraz Steinbacha jest bardziej złożony, niżby to wynikało z sentencji wyroku. Pomiędzy pożółkłymi kartami akt sądowych znajduje się koperta ze zwitkiem kilkudziesięciu stron odręcznych oświadczeń.

Władysława Chmielewska z Podgórnej 54 zapamiętała ważny szczegół: „Nigdy źle się o Polakach nie wyrażał. Podawał do wiadomości z radia zagranicznego, podnosząc tym polskiego ducha narodu”. Zachariasz Kwiatkowski z Papowa Toruńskiego: „Kiedy miałem być z mojego gospodarstwa wysiedlony, uprzedził mnie Steinbach, ażeby potrzebne przedmioty usunąć i dzięki niemu pozostałem na swoim gospodarstwie. Zawiadomił mnie również kiedy miało nastąpić wysiedlenie innych gospodarzy, celem uprzedzenia ich.

Katarzyna Adamska z Aleksandrowa Kujawskiego przesłała do sądu list jaki w 1943 napisał do niej w związku ze śmiercią ojca Karol Steinbach. Po polsku. “Przybył na pogrzeb mojego ojca w mundurze niemieckim, szedł w kondukcie żałobny rozmawiając tylko po polsku. Gdy miałam być wysiedlona z mojego mieszkania, natychmiast z wojska pisemnie interweniował u miejscowego burmistrza, który wysiedlenie wstrzymał. W moim krytycznym położeniu był jedynym opiekunem.

Steinbach często korzystał ze swojej uprzywilejowanej pozycji, aby pomóc polskim sąsiadom. W sprawie Romana Grześkowiaka interweniował u samego szefa toruńskiego garnizonu, a później wystarał się o zwolnienie go z obozu w Stutthofie.

Steinbach nie szczędził też pieniędzy na pomoc polskim sąsiadom. Ignacy Aleksa z Browarnej 1: „W 1939 roku znalazłem się w krytycznym położeniu - bez pracy, dachu nad głową i środków do życia. Gdy pożaliłem mu się, dostałem 3 metry materiału na ubrania , mój syn również dostał płaszczyk na zimę. Nie przyjął za to ani jednego grosza.

Na deficytowy materiał dla dzieci z sierocińca w Ostrowitem liczyć mogła również Anastazja Potemska (Słowackiego 136) : „Materiał był przeznaczony tylko dla Niemców. Gdy pytałam pana Steinbacha, czy nie będzie miał trudności z wyliczeniem się z odcinków karty odzieżowej odpowiadał: “grunt, że sieroty będą miały”.

A jednak sąd nie uznał tych dziesiątków świadectw za okoliczność łagodzącą. Karol Steinbach został skazany na 6 lat więzienia. To wyrok wyższy niż w przypadku innych szeregowych członków załogi obozu Auschwitz. Sąd pozbawił ponadto Steinbacha na 10 lat „praw publicznych, obywatelskich i honorowych”. Odebrał też cały jego majątek.

Karol Steinbach powinien wyjść na wolność w 1952 roku. W księgach meldunkowych nie ma jednak po nim śladu. Być może zmarł w więzieniu. Niewykluczone, że próbował gdzie indziej ułożyć sobie życie na nowo.

W kamienicy przy ul. Strumykowej 2 nikt nie słyszał o rodzinie Steinbachów. Nowi ludzie, nowe historie.


Algemeine i Waffen SSObywatele polscy w SS
Od powołania w 1940 r. Waffen-SS struktura organizacyjna SS podzieliła się na dwie zupełnie różne od siebie części: ogólną SS (Allgemeine SS), która stanowiła rodzaj rezerw osobowych SS i Waffen SS - formację typowo wojskową
Nie było żadnej “polskiej” jednostki SS, choć wobywatele polscy (w zdecydowanej większości pochodzenia niemieckiego) walczyli w tej formacji. Problem ten, którym od lat zajmuje się m.in znany bydgoski historyk prof. Aleksander Lasik, cały czas nie został jeszcze do końca zbadany.
Adam Willma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.