Tomek Hardą Sukę przegonił dookoła Tatr. No i pobił rekord. W 21 godzin!

Czytaj dalej
Fot. Pietruszka Fotografia
Maciej Czerniak

Tomek Hardą Sukę przegonił dookoła Tatr. No i pobił rekord. W 21 godzin!

Maciej Czerniak

Bydgoszczanin zwyciężył w jednym z najtrudniejszych, ekstremalnych triatlonów w Europie. Harda Suka, czyli mordercza licząca 285 kilometrów pętla wokół Tatr to - jak mówi Tomasz Polański - wyzwanie dla maniaków.

Jezioro podobno nie było takie złe. Na początek wpław pięć kilometrów przez wody zbiornika Orawskiego na Słowacji. Dużo? Nie dla takich maniaków, jak ci, którzy zdecydowali się wziąć udział w tym najbardziej ekstremalnym z ekstremalnych triatlonów w Polsce.

„Odważysz się?”

Na stronie Hardej Suki śmiałków, którzy noszą się z myślą, by wziąć udział w tym morderczym wyścigu, wita krótki film. Mgliste górskie krajobrazy, niespokojne, falujące wody ogromnego jeziora pod chmurnym tatrzańskim niebem. No i szybkie, rwane ujęcia ukazujące grupkę straceńców przemierzających tę przyprawiającą o zawrót głowy trasę 285 kilometrów przez granie, doliny, skaliste podejścia, śmiertelnie niebezpieczne zjazdy rowerowe. Pojawia się napis: „Odważysz się? 5 kilometrów wpław, 225 rowerem, 55 biegiem.”

Pięćdziesięciu śmiałków się odważyło. Wśród nich był Tomasz Polański, przedsiębiorca z Bydgoszczy, który prowadzi firmę zajmującą się instalacjami grzewczymi i klimatyzatorami. Z pasji - biegacz, mający w swoich sportowych trofeach ukończone maratony (w tym Maraton Nowojorski) i ultra - maratony. Zmierzyli się z Hardą Suką 21 i 22 czerwca.

Jezioro Orawskie to sztuczny zbiornik po słowackiej stronie. Już same jego rozmiary budzą respekt, a panorama zamglonych Tatr rozciągająca się nad nim - zapiera dech w piersi. Jest długie na ok. 16 kilometrów, największa odległość mierzona od brzegu do brzegu liczy jakieś 8 kilometrów.

- Początkowo w trakcie pływania była piękna pogoda. Wcześniej wprawdzie zapowiadano burzę, ale nie wiadomo było, gdzie może się ona rozwinąć, gdzie może spaść deszcz - mówi Tomek Polański. - I kiedy byliśmy w połowie dystansu na środku jeziora, organizator dostał informację z GOPR-u, że zbliża się burza. Pojawiło się pytanie, co jeśli stanie się coś złego? Kto poniesie odpowiedzialność za zawodników, jeśli w lustro wody uderzy piorun? My, zawodnicy, wiedzieliśmy tylko, że pogoda się gwałtownie załamała, zrobiły się duże fale. Płynęliśmy dalej. Potem się rozjaśniło. Dopiero po fakcie organizator przekazał nam tę informację; że już chcieli wyciągać ludzi z wody. Na szczęście ostatecznie burza przeszła i bezpiecznie dopłynęliśmy do brzegu środkiem jeziora. Ten zbiornik jest naprawdę spory.

Z wody wyszli w rejonie miasteczka Trstena.

Czytaj więcej w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 66% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Maciej Czerniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.