Terapia okupiona wyrokiem. Sąd go skazał, bo leczył się marihuaną

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Czachorowski
Maciej Czerniak

Terapia okupiona wyrokiem. Sąd go skazał, bo leczył się marihuaną

Maciej Czerniak

Bydgoszczanin cierpi na przewlekłą chorobę. Sąd uznał, że lecząc się marihuaną, złamał prawo.

Bydgoszczanin usłyszał wyrok półtora roku więzienia w zawieszeniu za to, że na własny użytek uprawiał marihuanę.

- To był dla mnie jedyny ratunek. Konwencjonalne metody nic nie dawały - mówi pan Karol, chory na zespół Leśniowskiego-Crohna. - THC izolowane z konopi zaczęło rzeczywiście pomagać. Poczułem się lepiej, przestałem tracić na wadze, mój stan się poprawiał.

Do czasu. W 2014 roku policja, po otrzymaniu donosu, przeprowadziła nalot w budynku gospodarczym w Bydgoszczy, w którym pan Karol prowadził własny interes. Miał stolarnię. Na piętrze mundurowi zabezpieczyli 17 sadzonek konopi i stertę na wpół zgniłych i podsuszonych liści. Zarzut brzmiał poważnie - wytwarzanie narkotyków.

32-latek trafił do sądu. Najpierw do rejonowego w Bydgoszczy, potem, po przekwalifikowaniu zarzutu na posiadanie „znacznych ilości narkotyków” - do sądu okręgowego.

- Sąd jest nie od tego, by tworzyć prawo, tylko by je wykonywać - zaznaczał sędzia Andrzej Rumiński.

Panu Karolowi groziło do 8 lat więzienia. Sędzia skorzystał z prawa do nadzwyczajnego złagodzenia wyroku. - Nie wiem, czy będę apelował. Muszę się zastanowić - mówił pan Karol.



- Potworne bóle brzucha, chudnięcie, osłabienie. Czułem, że coś się ze mną dzieje; że to coś poważnego - mówi pan Karol. Ma 32 lata, mieszka w Bydgoszczy.

W 2009 roku usłyszał diagnozę: choroba Leśniowskiego-Crohna. W 2010 roku wylądował na stole operacyjnym. - Przeszedłem zabieg. Po dziesięciu dniach powtórzono go, bo pierwszy się nie powiódł - mówi. Wczoraj został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

Zrobiono mu stomię jelitową. Z woreczkiem na brzuchu żył do listopada 2011 roku. Wtedy wyszedł ze szpitala. W wypisie podano wagę: 64 kg.

- „Crohn” charakteryzuje się tym, że towarzyszą mu silne biegunki, bóle. Choroba tworzy zgrubienia w jelitach, utrudnia przepływ treści pokarmowej. Mogą wystąpić przetoki, czyli skróty jelitowe, co może powodować wylanie się treści do jamy brzucha. A zapalenie otrzewnej tym spowodowane grozi śmiercią. - Pomyślałem, że musi być jakiś sposób na tę chorobę.

Pan Karol zaczął szukać informacji na temat choroby w internecie:

- W co drugim komentarzu o chorobie Leśniowskiego-Crohna wspominano o marihuanie. Byłem zaskoczony. Ale jednocześnie chwyciłbym się wszystkiego, co tylko dawało cień nadziei na poprawę zdrowia.

Pierwszy przetestował działanie konopi w Austrii w 2012 roku. Pojechał tam na wakacje do siostry.

- Poradzono mi wizytę u lekarza. Potwierdził, że marihuana może mi pomóc, że łagodzi skutki choroby. Jeszcze tego samego dnia zapaliłem. Ulgę poczułem właściwie od razu. Przedtem często musiałem odwiedzać toaletę. A już po kilku zażyciach marihuany poczułem się lepiej. Mogłem więcej zjeść. Lepiej spałem.

W Polsce postanowił na własną rękę leczyć się marihuaną. Nie palił jej. Wdychał opary, używając specjalnego medycznego inhalatora. - Nie zależało mi na marihuanie mającej wysokie stężenie THC (związek chemiczny zawarty w liściach konopi - red.), ale głównie na substancji CBD, która odpowiada za pozytywne działanie marihuany w schorzeniach takich jak moje - wyjaśniał oskarżony.

Inaczej sprawę widzieli policjanci i prokuratura. Usłyszał zarzut posiadania i wytwarzania narkotyków. W znacznych ilościach. - Te znaczne ilości, które przedstawiono mi w zarzucie, to efekt tego, że jako dowód w sprawie zabezpieczono nie tylko plastikowe pudełeczko z suszem o wadze niecałych 4 gramów, ale między innymi worek ze śmieciami, który ważył około 370 gramów. Były tam gnijące odpadki z podłogi.

W procesie swoje opinie na temat marihuany stosowanej w medycynie przedstawiało kilku biegłych. Jednym ze specjalistów, których ekspertyzy sąd brał pod uwagę, wydając wczoraj werdykt, był dr. Marek Bachański. Podzielił on opinię, że w niektórych chorobach zaobserwowano pozytywny wpływ wyizolowanych z konopi indyjskich związków chemicznych. Dr Bachański to ten, który został zwolniony z pracy w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie z powodzeniem stosował pionierską w Polsce terapię z wykorzystaniem leczniczej marihuany.

Na podstawie opinii innych biegłych sąd obliczył, że z zabezpieczonych sadzonek i części roślin znalezionych w stolarni zajmowanej przez bydgoszczanina można było uzyskać niemal 2 tys. jednogramowych porcji tzw. marihuany handlowej.

- Mamy do czynienia z przeciwstawnymi wartościami - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Rumiński. Z jednej strony ilość zabezpieczonych w tej sprawie dowodów świadczy o powadze czynu, a drugiej mamy człowieka, który w desperacji szukał dla siebie możliwości leczenia - podkreślał sędzia. - Ale prawo mówi, iż uprawa konopi innych niż włókniste jest nielegalna. Czas, jaki poświęcił pan na ten proces, można było spożytkować, szukając metod leczenia z wykorzystaniem medycznej marihuany.

Od piątku - jak poinformowała wczoraj „Rzeczpospolita”, powołując się na nieoficjalne informacje z resortu zdrowia - obowiązuje zgoda na refundację importowanych leków na bazie marihuany.

Maciej Czerniak

W Gazecie Pomorskiej zajmuję się tematyką kryminalną, policyjną, jestem autorem relacji sądowych. Tym, co w mojej pracy najbardziej mnie pociąga i codziennie zadziwia, jest fakt, że najciekawsze historie zawsze pisze życie. Bywają bardziej niezwykłe od scenariuszy filmów. Nie tylko sensacyjnych.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.