Taniec, korona, gotowanie i podróże pięknej Kamy [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. nadesłane
Renata Kudełrenata.kudel@pomorska.pl

Taniec, korona, gotowanie i podróże pięknej Kamy [rozmowa]

Renata Kudełrenata.kudel@pomorska.pl

Z Kamilą Wenderlich, dobrzynianką, Miss Polski Polsatu 2015 o tym, jak trafiła do zespołu cheerleaderek włocławskich koszykarzy oraz o tym, że bycie najpiękniejszą nie dało jej forów w Piekielnej Kuchni.

Skąd taniec?
Byłam samoukiem do piętnastego roku życia. Włączałam sobie teledyski popularnych zespołów i próbowałam naśladować ich ruchy. Układałam swoje choreografie przed małym lustrem w ciasnym przedpokoju. Już wtedy wiedziałam, że to jest właśnie to, co chcę robić w najbliższej przyszłości. Zapisałam się na zajęcia taneczne we Włocławku i po krótkim czasie, zauważona przez trenerkę, awansowałam do Anwil Dance Team - cheerleaderek z Włocławka.

Jak czuła się pani na parkiecie, przed tysiącami kibiców?
Już po pierwszym występie zdałam sobie sprawę, że ta adrenalina, połączona z przyjemnością tańca przed publicznością, szybko mi się nie znudzi. Dla zespołu koszykarskiego Anwil Włocławek tańczyłam prawie cztery lata. I tak cheerleadingiem zajmujé się już dziewiąty rok. W innym zespole cheerleaderek, ale z tym samym zaangażowaniem i pasją.

Sport, studia i... konkursy piękności!
Każda mała dziewczynka chce zostać księżniczką i nosić koronę na głowie. W 2011 roku wzięłam udział w castingu do Miss Polski Ziemi Toruńsko-Włocławskiej. Nikt, absolutnie nikt mnie do tego nie namawiał, to była moja inicjatywa. I tylko nieliczni wiedzieli o tym! To było sprawdzenie swoich możliwości i tego, jak konkurs wygląda od przysłowiowej kuchni. Przeszłam przez wiele etapów, aż do finałowej dziesiątki. To było dla mnie ogromne wyróżnienie. Wiedziałam, że brakuje mi tych dwóch centymetrów i większego doświadczenia życiowego. Traktowałam to jako wspaniałą przygodę i tak właśnie było.

Od najmłodszych lat byłam bardzo aktywna fizycznie. Uwielbiałam i uwielbiam każdą formę sportu. Od lekkoatletyki po gry zespołowe. Fascynował mnie windsurfing i piłka nożna. Windsurfing ze względu na pasję mojego chrzestnego Andrzeja Świętego, który osiągał sukcesy w tej dyscyplinie już jakiś czas temu. Piłka nożna dlatego, że mój tata grał i śledził rozgrywki piłkarskie.

Kolejne pani etapy w życiu wiążą się już głównie z Gdańskiem.
Wyprowadziłam się do Gdańska, aby studiować, pracować, rozwijać się. Poznałam rzeczywistość i perspektywy większego miasta, poznałam samą siebie i swoje możliwości. Nauczyłam się organizować czas i doceniać wartości, których nigdy nie byłam tak bardzo świadoma. Wtedy ponownie postanowiłam wziąć udział w konkursie Miss Polski. Wygrałam etap regionalny zostając Miss Polski Ziemi Pomorskiej. To była pierwsza wygrana w moim życiu. Zaczęły pojawiać się nowe oferty pracy i współpracy. Moje życie po tym konkursie naprawdę nabrało tempa.

Lubi pani gotować? Bo nie zdążyła pani w pełni pokazać tych umiejętności w „Piekielnej Kuchni”, programie prowadzonym przez Wojciecha Amaro.
Zostałam Miss Polski Widzów Polsatu i wystąpiłam w „Hells Kitchen” jako gość, wraz z innymi dziewczynami z konkursu oraz z misterami. To było ciekawe doświadczenie, choć rzeczywiście króciutkie. Lubię gotować, ale ten talent odziedziczyłam „niechcąco” po najlepszej kucharce, jaką znam, czyli mojej babci. Mam nadzieję, że moje dzieci w przyszłości będą zachwycać się moim jedzeniem tak, jak ja nieustannie zachwycam się potrawami mojej babci.

Na profilu społecznościowym są pani piękne zdjęcia z różnych stron świata.
Trzy lata temu odkryłam moją najnowszą pasję, czyli podróżowanie. Poznawanie nowych kultur, życia innych ludzi w obcych krajach, zwiedzanie pięknych miejsc. Nigdy nie spodziewałabym się, że aż tak mnie to wciągnie i że w ciągu tych trzech lat odwiedzę ponad trzydzieści europejskich miast oraz trzykrotnie Stany Zjednoczone. Podróżowanie jest najlepszą formą edukacji; prowadzę blog, na którym opisuję wszystkie swoje wyprawy.

Ma pani plan na swoje życie?
Mam swojego anioła stróża, który zawsze nade mną czuwa i podpowiada, co będzie dla mnie najlepsze. Moje życie samo weryfikuje pewne sprawy, ja tylko trochę pomagam. Wszystko się jakoś układa. Mam też wiarę w Boga, który pomaga przezwyciężyć gorsze dni i momenty zwątpienia, bo przecież każdy z nas takie chwile ma.

Renata Kudełrenata.kudel@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.