Szukajcie wśród tych z białą różą [rozmowa, zdjęcia, wideo]

Czytaj dalej
Fot. Adam Guz
Maciej Czerniak

Szukajcie wśród tych z białą różą [rozmowa, zdjęcia, wideo]

Maciej Czerniak

Nie udała się Polska socjalistyczna, ale i chrześcijańska. Mimo to osiągnęliśmy sukces tysiąclecia. Teraz PiS oferuje drogę na skróty - mówi Jan Rulewski, działacz opozycji solidarnościowej internowany w stanie wojennym, senator.

Dlaczego senator Jan Rulewski nie będzie kandydował w kolejnych wyborach?
Polityk powinien być sprawny fizycznie, czuć wszystko, co się dzieje wokół. By rozmawiać z młodym pokoleniem, trzeba znać jego język. Ale też trzeba mieć zdolność do podejmowania śmiałych, ryzykownych decyzji, co nie przystoi ludziom starszym kryjącym się za powagą urzędu. No i miałem też takie marzenie mistrza, by wychować ucznia, przyszłego mistrza. To nie tylko idea, ale pewna polisa, żeby to, co ja kiedyś zaczynałem jako młody człowiek, miało swoją kontynuację.

Mistrz znalazł w końcu następcę?
Szukałem go, nie spotykałem. Szukałem, by móc go polecić ludziom, którzy zapytają, na kogo mają głosować. Często tak bywa. Ale Polska rodzi nowe dzieci. Teraz powiedziałbym, szukajcie wśród tych ludzi z białą różą.

Mówiąc o tych, którzy manifestowali w obronie sądów, powiedział pan, że mają w sobie pewną szlachetność. I bezinteresowność. Ale Solidarność, jej pokolenie też miało te cechy.
Z Solidarnością odnieśliśmy jako naród sukces tysiąclecia, jeśli chodzi o wewnętrzną spójność. Drugim takim kontraktem tysiąclecia jest wejście do Unii Europejskiej. I wydawało się, że nikt już więcej nie może zrobić. Aczkolwiek zdawaliśmy sobie sprawę, że to uczestnictwo w ruchu Solidarności, nawet tego prawie miliona najbardziej jej zatwardziałych zwolenników, miało dwie strony. Jedna to ta, którą inaugurowały przemówienia, ta przebudowa wolnościowa: prawo do związków zawodowych, sprawa cenzury, prawo do informacji, do swobody poglądów rozumiane jako zaprzestanie prześladowania i uwolnienie więźniów politycznych. Ale z drugiej strony 13 postulatów było asekurowanych konkretnym wymiarem materialnym. Kto nie rozumiał jednej części, to zawsze miał korzyść z pozostałych postulatów. Jedni chcieli podwyżek, inni prawa do wcześniejszej emerytury; budowlańcy domagali się, by ich dieta pokrywała wydatki, które ponosili. A chłopi, co zresztą w Bydgoszczy miało miejsce: by żywności nie było na kartki, żeby dać wolny rynek producentom. Ale to kartka tak naprawdę była przedmiotem sporu.
A ci młodzi ludzie niczego nie chcą. Oni czegoś bronią. I to czegoś, z czym być może się nigdy nie spotkają. Bo przecież spotkanie z Sądem Najwyższym to wyjątkowa rzadkość. Oni bronią tego swojego prawa już asekuracyjnie. W sądach zalegają miliony spraw. Nie tylko tych politycznych, ale na przykład gospodarczych, w których władza może inaczej interpretować ściąganie podatków przez wykładnię Sądu Najwyższego, która z kolei będzie stosowana powszechnie w sądach.
Spędziłem wśród tych ludzi parę godzin. To są „młodzi plus”, starsi niż studenci, ale już dotknięci żywiołem życia. Już umoczyli się w umowach śmieciowych, skorzystali z dobroci podróżowania po Europie. Byli tam też prawnicy, którzy zastanawiali, jak nowe prawo miałoby działać? Według jakich reguł będą bronić swoich klientów, skoro nie wiedzą, czy po drugiej stronie stoi sędzia, czy tylko namiestnik, prokuratora.

Zjadacze chleba utytłani w życie codzienne stali się nieoczekiwanie obrońcami konstytucji. Bo wbrew narracji pisowskiej oni bronili nie sądów, ale konstytucji. Ona teraz przeżywa renesans.

Konstytucja przez lata była trochę jak Biblia - szanowana, ale mało kto ją czytał?
Była wręcz porzucona. Sam wręczałem ją tysiącom dzieci podczas spotkań. Ci uczniowie wielu rzeczy nie wiedzieli, np. że już niektórzy z nich mogą się przygotowywać do poselstwa w wieku 21 lat.

Czuje pan niedosyt, że przez 27 lat można było osiągnąć więcej w budowie społeczeństwa obywatelskiego?
Mamy poczucie misji, a nawet taką przesadną dumę z tego, jaką drogę przeszliśmy. I w obecnych warunkach politycznych jest obawa, że te wszystkie lata od 1990 roku mogą zostać zatracone. To była niesamowita „megazmania” nieznana w historii ludzkości: Żeby wyskoczyć z jednego systemu o innych prawidłach życia rodzinnego, gospodarczego, własności, moralności i wrócić na ścieżkę systemu gospodarki rynkowej. Duży trud. To było też widać w aktach wyborczych, gdy z tego powodu Jan Rulewski był skreślany i to trzykrotnie w swoim rodzinnym mieście. Ludzie nie wytrzymywali tego magla przemian. Uważali, że błądzimy, a może nawet to wykorzystujemy, zdradzamy.

Jest wyświechtane twierdzenie, że nie wszyscy byli beneficjentami tej przemiany.
Nie wszyscy przepłynęli na drugi brzeg pokonując niebezpieczny nurt. Ale to nie było możliwe. W ustroju gospodarki rynkowej ludzie muszą się weryfikować nie wobec polityków, nie nawet wobec kryteriów jak wiedza, wykształcenie, ale po prostu na rynku. Ten jest bezlitosny, rządzi się innymi prawami - ryzykiem, szczęściem. Ale też inaczej rynek się rozgrywa w Więcborku, a inaczej w Warszawie.
Rewolucja konserwatywna, jaką proponuje PiS wskazuje, że nie dość dokładnie udało się nam przyjąć nową wiarę - demokrację, otwarcie na świat. Społeczeństwo, które jest gospodarzem swojej ulicy, miasta, państwa wróciło do marzeń o drodze na skróty, do autorytaryzmu, który za nich to wszystko załatwi. Nie brakuje szarlatanów i to nie jest słowo ostre, którzy taką drogę oferują. Mój bliski przecież działacz związkowy, szef, Wałęsa też, między innymi w Bydgoszczy powalając mnie na wiecach wyborczych dowodził - i to miało miejsce przed budynkiem „KW”, a więc przy nasłuchu służb - bym mu nie przeszkadzał, bo on ma ten patent na sukces. Co ludzie bardzo chętnie przyjmowali. A jeśli ktoś ma taki patent, to niepotrzebny będzie wysiłek obywatelski. Dostaliśmy czkawki nad budową Polski obywatelskiej. Nie udało nam się zbudować szlacheckiej. Nie udała nam się Polska socjalistyczna, bo założenia były z gruntu fałszywe. Ale też nie udała nam się w wersji moralnej Polska chrześcijańska. Czego dzisiaj dowodzimy, gdy jesteśmy w sporze z państwami niechrześcijańskimi, ale wychowanymi w duchu chrześcijańskim, które wobec uchodźców, pomocy biedniejszym inaczej się zachowują niż my.

Ale władza w Polsce kreuje też nowe znaczenia takich słów, jak Polak, wolność, patriota.
Często w języku PiS-u występuje też „walka”, „zwalczanie”, „zdrada”, „agentura”. To służy uruchamianiu nastrojów społecznych; temu służy telewizja, media. Bo istnieje zagrożenie, a PiS to zagrożenie zwalcza. Bo przeciętny człowiek przecież nie wie, z której strony idą zagrożenia, jeśli są z zagranicy. On nie wie, że zostały uknute spiski, których jest ofiarą. Człowiek, który przestał wierzyć w swoje moce, oddaje się władzy innych. A ta bywa wykorzystywana niezgodnie z intencjami nawet tych, którzy nią kierują.
Jeszcze jako słuchacz Wojskowej Akademii Technicznej jechałem tramwajami Warszawy. Pierwszy raz w życiu. W rocznicę powstania widziałem morze światełek na ulicach, w czeluściach bram kamienic, na grobach powstańców. I brak świeczki u naszych ukochanych przywódców, Bieruta, Świerczewskiego, Marchlewskie-go. Zadałem sobie pytanie: Czy naród może się rozwijać w warunkach podzielonych racji stanu? Z jednej stromy socjalizm, przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, a z drugiej pamięć o ludziach, którzy się im przeciwstawiali, ponieśli ofiary. Opowiedziałem się po stronie narodu. A komunizm przemawiał jak PiS: że ma rację, bo jest oparty na nauce. Sprawiedliwy, bo wszyscy są równi. Ma przyszłość, bo kolejne kraje przyjmują socjalizm. Popiera nas ludność, spójrzmy na 1 Maja - ilu nas jest? Wszyscy jesteśmy. A ty, Janku, adepcie WOT, może jesteś szlachetny, ale przecież samotny. Przyłącz się. Ta narracja też jest w PiS-ie.

Występując w Senacie w więziennym drelichu powiedział pan, że czuje strach.
PiS z jednej strony pokazuje, że nie ma żadnego strachu, że można w Polsce demonstrować. Jest jednak nastrój pewnej rewizyjności wobec opozycji, ale nie tylko wobec niej. Opozycja budzi społeczeństwo. To jest naturalny mechanizm. Dotyczy on wszystkich - od naszych wrogów, okupantów po różne siły polityczne - mówimy o komunistach - ale również myślę o tym, co robi obecna ekipa. Pada często pytanie i zarazem odpowiedź ze strony PiS-u, że jesteśmy przewrażliwieni; że Europa jest na tym naszym pasku nadmiernej wrażliwości. Tylko my widzimy w zapisach aktów rządowych jak one są obudowane praktycznymi rozwiązaniami.
Porządku na terenie parlamentu broni Straż Marszałkowska. I jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś jej nie usłuchał, co oznacza, że w stosunku do ludzi z cenzusem wyborczym nie trzeba stosować środków przymusu. PiS złamał tę zasadę. Wprowadził na teren Parlamentu nie tylko uzbrojonych policjantów, ale również tajną policję. A to oznaczało, że to już jest "policja myśli". Bo przecież posłowie się, co najwyżej poturbują, co jest znane i powszechne na świecie. Sam byłem świadkiem tego w Japonii. Ale to nigdy nie doprowadziło do jakichś drastycznych wydarzeń w kraju. My to widzimy, na przykładzie Wojsk Obrony Terytorialnej, że to może być takie drugie ORMO. Ono zostało przecież powołane do ochrony porządku na terenie ulic, dzielnic. Ot, szlachetna służba w imię porządku. Bardzo wielu ludzi, moich kolegów w okresie komuny pełniło funkcje ormowskie. W PiS-ie też niektóre szlachetne postaci. No, cóż, nie jest to przyjemne? Jeden z moich znajomych łowił wszystkich kaskaderów na drogach, którzy potencjalnie mogli powodować śmiertelne wypadki na drodze. I on uważał, że to jest działanie w jego i innych interesie. Tylko, że jak wiemy, ORMO - ja trzeba było - to pełniło inne funkcje. On miał takie przekonanie, że działa w interesie publicznym. Ale innym zagadnieniem jest kto i komu wydaje dyspozycje.

Co dalej z Janem Rulewskim?
Przede mną dwa lata kadencji. Powinna mieć dobry finisz. Dziś mogę powiedzieć, że się poświęciłem. Różne szepty, a i słabości ciągnęły, by koszt wolności mieć jak największy. Gdy mnie Bydgoszcz nie wybrała, chciałem poszerzyć zdolności zawodowe w naprawie kopiarek i być w Anglii. To się nie udało. Miałem przyjacielską ofertę, by tam przyjechać, spędzać czas i się bogacić. Nawet w sensie materialnym. Było oczywiste pragnienie, że muszę się wzbogacić wiedzą i doświadczeniem nie tylko w Polsce, ale też w Wielkiej Brytanii. Zarzucam sobie, że jestem w życiu zbyt poważny, fundamentalny. Nawet anegdota wokół tego krąży: Ludzie chcą rozmawiać o trendach mody, o czym śpiewa Bieber i co się stało z małżeństwem Jolie, a niekoniecznie, na przykład o alimentacji. Są plany, by w naturalny sposób skorzystać z lat „siedemdziesiątych”.



Maciej Czerniak

W Gazecie Pomorskiej zajmuję się tematyką kryminalną, policyjną, jestem autorem relacji sądowych. Podejmuję sprawy z kręgu dziennikarstwa śledczego, najczęściej dotyczące tego, co dzieje się na styku władz publicznych z sektorem prywatnym. Z wykształcenia jestem polonistą, a tym, co w mojej pracy najbardziej mnie pociąga i codziennie zadziwia, jest fakt, że najciekawsze historie zawsze pisze życie. Bywają bardziej niezwykłe od scenariuszy filmów. Nie tylko sensacyjnych. Nie zamykam się jednak w tematyce prawno-kryminalnej. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z przemianami społecznymi - od polityki przez prawo do nowych technologii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.