Szpital traktują jak noclegownię

Czytaj dalej
Fot. Czytelnik [/quot/]Pomorskiej[/quot/]
Daniel Dreyer

Szpital traktują jak noclegownię

Daniel Dreyer

Bezdomni są regularnymi „gośćmi” Nowego Szpitala. Mogą mieć porządny dach nad głową, ale nie chcą takiej pomocy.

- W budynku, w którym mieści się oddział wewnętrzny i zakład opiekuńczo-leczniczy, noclegownię urządziło sobie dwóch bezdomnych - opowiada nasz Czytelnik z Wąbrzeźna.

Przesłał nam kilka zdjęć, które wykonał, gdy był w szpitalu.

Butelki po denaturacie

Czytelnik opisuje: „Smród, który unosił się od nich był do nie opisania. Na schodach panowie załatwiali swoje potrzeby fizjologiczne, palili papierosy i pili alkohol. Obok stały butelki m.in. po denaturacie.”

Jak twierdzi Czytelnik, osoby odwiedzające chorych, aby dojść do oddziałów, najpierw musiały obudzić bezdomnych, którzy „rozbili obóz” na klatce schodowej. - I trzeba było uważać, aby nie wdepnąć w niespodziankę zostawioną przez bezdomnych - opowiada wąbrzeźnianin.

Takie obrazki budzą nie tylko odrazę, ale także obawy osób odwiedzających swoich bliskich leżących w wąbrzeskim szpitalu. - Kto wie czy jakiegoś choróbska oni nie przyniosą - mówią ludzie.

Tomasz Ławrynowicz, prezes Nowego Szpitala w Wąbrzeźnie, nie ukrywa, że z nieproszonymi gośćmi jest problem. - Nasi pracownicy wzywają policję lub straż miejską, za każdym razem kiedy jest taka konieczność - mówi Tomasz Ławrynowicz.

- W ostatnich dniach do szpitala jeździmy właściwie codziennie - nie ukrywa Krzysztof Grzybek, komendant straży miejskiej. - Bezdomnym oferujemy pomoc, ale oni nie chcą z niej korzystać. We wtorek kolejny raz spróbujemy ich przekonać.

W ubiegłym tygodniu wobec „gości” szpitala dwukrotnie interweniowali policjanci. - Panowie zostali zatrzymani za zakłócanie porządku, bo głośno się zachowywali, oraz za spożywanie alkoholu w miejscu publicznym - informuje Michał Głębocki, rzecznik wąbrzeskiej policji.

Trzeźwość? To zbyt wiele

Mężczyźni mieszkali w lokalu chronionym, ale gdy pogoda się poprawiła, wyprowadzili się z niego. Nie chcą dochować jedynego warunku stawianego lokatorom tego „schroniska”: zachowania trzeźwości.

- Mężczyźni nadal korzystają z pomocy oferowanej im przez opiekę społeczną, m.in. artykułów spożywczych, które otrzymują w sklepach i obiadów w ochronce - mówi Anna Borowska, rzeczniczka urzędu miasta.

Prezes Ławrynowicz na razie nie planuje zaostrzenia działań wobec bezdomnych koczujących w szpitalu. - Nie możemy zamknąć drzwi na klucz, bo przecież jesteśmy szpitalem, instytucją, do której mieszkańcy muszą mieć dostęp - dodaje prezes Ławrynowicz.

Daniel Dreyer

Przygodę z dziennikarstwem rozpocząłem jako student-praktykant, w grudziądzkim oddziale "Gazety Pomorskiej". I z nim jestem związany do dziś, od 1 października 2005 roku jako kierownik redakcji. Tematyka jaką podejmuję to sprawy bliskie mieszkańcom Grudziądza i okolic: to, co napełnia ich obawami albo daje nadzieję, to co ich smuci albo cieszy, to z czego są dumni albo... co wymaga zmiany, aby się nie wstydzić. Dziennikarstwo postrzegam jako misję, którą jest nie tylko stawianie pytań, ale szukanie odpowiedzi. Prywatnie jestem fanem różnorodnej, ale tylko dobrej muzyki, miłośnikiem górskiej turystyki i bardzo początkującym żeglarzem.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.