Szczurołap: Mieliśmy przypadek szczura, który wyszedł pani z toalety na siódmym piętrze

Czytaj dalej
Fot. 123rf
red

Szczurołap: Mieliśmy przypadek szczura, który wyszedł pani z toalety na siódmym piętrze

red

Rozmowa z Wiesławem Matygą, który zajmuje się w Łodzi zwalczaniem szczurów. Zajmuje się też osami, szerszeniami i kretami.

- Zajmuje się pan od wielu lat deratyzacją. Trudno jest dopaść szczura?
- Trudno, bo to są bardzo inteligentne zwierzęta. Trzeba stosować odpowiednie środki i preparaty w otoczeniu szczurów. Trzeba wiedzieć, jakie, bo nie wszystkie zadziałają.

- Na czym polega szczurza inteligencja?
- Szczury nie rzucają się na żarcie, jeśli go nie znają. Gdy na ich terenie pojawia się coś, czego wcześniej nie widziały, to dorosłe osobniki od razu tego nie zjedzą. Najpierw wysyłają najsłabszego albo chorego szczura i obserwują. Jeśli w ciągu godziny nic się nie dzieje, wtedy zabierają się do jedzenia.

- Jak zmuszają tego słabego, żeby stał się królikiem doświadczalnym?
- Nie mam pojęcia, jak to załatwiają. Ale zawsze tak się dzieje, gdy w środowisku jest coś podejrzanego. Dlatego, żeby je zwalczyć, używamy środków podobnych do tego, co już znają. Można zadziałać rzeczami, które zdarza się znaleźć w śmietnikach. Wtedy szczury mogą się nie zorientować. Szczur jest daltonistą, nie odróżnia kolorów. Dlatego trutki mają często jaskrawe kolory, które ostrzegają ludzi, ale dla szczurów są neutralne. Mają też nęcące szczury zapachy, albo są dla nich neutralne. Wtedy szczury biorą przynętę.

- Czyli zgłasza się ktoś, że w domu ma szczury. I co pan wtedy robi?
- Przyjeżdżamy na miejsce i patrzymy, gdzie ten szczur jest. Sprawdzamy, czy jest to mieszkanie, piwnica, zakład czy sklep. Wtedy decydujemy, co mamy robić. Jeśli jest to mieszkanie, to sprawdzamy, czy szczur wyszedł z piwnicy, czy raczej z kanalizacji miejskiej, bo i tak często się zdarza. I wtedy podejmujemy odpowiednie działania.

- Jakie?
- Jak każdy zakład mamy swoje małe tajemnice i nie chcemy ich zdradzać konkurencji. Powiedzmy, że rozkładamy trucizny. Ale to są metody, które znamy tylko my.

- Czyli rozpracował pan dobrze te szczury?
- Pracuję w zawodzie w sumie 35 lat. Z tego 10 lat w Łódzkim Zakładzie Dezynfekcji, gdzie byłem brygadzistą, a od 25 lat prowadzę własną firmę. Przez ten czas zdążyłem poznać szczury i ich obyczaje. Muszę powiedzieć, że je szanuję, bo nie są głupie. Nie zachowują się jak myszy czy inne małe zwierzęta. Nie wiem, czy szczury myślą, ale wiedzą, jak mają się zachować w różnych sytuacjach.

- Dużo pan widział szczurów?
- Mnóstwo. Widziałem je biegające po piwnicach, gdy było ich dużo w bloku. Zdarzały się sytuacje, że szykowaliśmy trutkę, a one siedziały już na rurach i czekały. Albo kładliśmy tackę z przynętą, a szczur już wychodził z piwnicy i się częstował. Kiedyś zadzwoniła do nas pani mówiąc, że jej w kuchni na pewno jest szczur. Pojechaliśmy go namierzyć, obeszliśmy całe mieszkanie, kuchnię i nic nie znaleźliśmy. Odsunęliśmy wszystko, nie było żadnych dziur i szczura też nie. Dopiero gdy odsunęliśmy lodówkę, okazało się, że wisi sobie z tyłu na agregacie. Tam się schował, taki to był aparat. Innym razem mieliśmy zgłoszenie z biura projektów. Szczur siedział tam pod umywalką, schowany na zagięciu rury. Dugo nie mogliśmy go znaleźć.

- Jak wszedł na tę rurę? Szczury nie chodzą chyba po ścianach?
- Też potrafią. Umieją też dużo innych rzeczy. Bardzo ładnie przenikają z kanalizacji miejskiej przez ubikację do mieszkań. To nie jest niestety mit. Często się zdarza, że szczury wychodzą z muszli klozetowej. Rury są tak zbudowane, że w pewnym fragmencie w środku jest w nich powietrze. I szczury to wykorzystują. Mieliśmy przypadek szczura, który wyszedł pani z toalety na siódmym piętrze.

- I ta pani to widziała?
- Ależ ona to poczuła! Siedziała na toalecie i coś ją zaczęło po pupie smyrać. Ten szczur musiał ją zawadzić ogonem. Wstała przestraszona i zobaczyła, że ma szczura w kibelku. Szczury lubią też przegryzać rury kanalizacji. Ludzie teraz kupują takie rury łączone, które można poszerzać i rozsuwać. Niestety są one bardzo miękkie, szczury łatwo je przegryzają. Potrafią też wejść rurą odpływową od pralki. Znam przypadek, że rura od pralki była odłączona i szczur w ten sposób wszedł ludziom do mieszkania. Mały szczur przeciśnie się przez otwór o średnicy 2,5 cm.

- Kobiety pewnie się boją szczurzych wizyt w domu...
- Jest też wielu mężczyzn, którzy dzwonią, że mają w domu szczura i proszą, żeby przyjechać. Mówimy: panie, trzeba wziąć szczotkę, pogonić albo trzasnąć w łeb. Ale niestety to nie działa, mężczyźni się boją. Czasem przyjeżdżamy, a on mówi: do kuchni nie wejdę, bo on tam siedzi. Gdy zabieramy się do pracy chyłkiem wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Trochę to rozumiem, bo jestem tyle lat w zawodzie i też szczurów nie lubię. Może ten ogon działa tak na ludzi, bo reszta szczura jest już przecież przyjemna. Z drugiej strony ludzie hodują szczury i jest to dla nich OK. Choć mieliśmy też przypadek w bloku, że szczur uciekł albo ktoś go wypuścił. Musiała to być samica, bo potem szczury hodowlane biegały po piwnicach.

- Dlaczego ludzie tak są przerażeni, widząc szczury?
- Po pierwsze dlatego, że w domu w ogóle jest taki zwierzak. Druga sprawa to to, co ten zwierzak potrafi zrobić. Może zniszczyć ubrania, drzwi, kable. Wyjdzie na przykład z kanalizacji w łazience, nie może z niej wyjść, więc przegryza drzwi. Wygryza sobie dziurkę i wychodzi dalej. Kiedyś mieliśmy sprawę od państwa, którzy wyjechali na dwa czy trzy tygodnie wakacji. Szczur wyszedł łazienką i narobił im szkód. Pogryzł dywany, uszkodził wersalkę, w kuchni poroznosił mąkę i inne produkty. Ale mieliśmy też zgłoszenie od pani, której ze stołu zginął kotlet schabowy. Szczur wyniósł kotleta do łazienki, położył w swoim jakby legowisku i wrócił po następnego. Dopiero gdy pani zobaczyła, jak szczur ciągnie kotlet po podłodze, zrozumiała, że ma w domu szkodniki. Przedtem myślała, że może wnuk był głodny i się poczęstował.

- Jak się zwalcza szczury. Zabija się je?
- Tak. Używa się do tego odpowiednich trutek z opóźnionym działaniem. Szczur je trutkę i przez dwa dni nic się nie dzieje. Dopiero trzeciego dnia dostaje wylewu wewnętrznego. Dzięki temu można te zwierzęta zmylić. Ale sukces zależy od rozmiaru populacji. Czasem parę szczurów zginie, ale zostają wszystkie pozostałe. Dlatego po kilku dniach trzeba sprawdzić, czy trutka jest wyjedzona i działać dalej.

- Nie można by ich oszczędzić?
- Jest taki trend w deratyzacji, żeby szczury oszczędzać. Ale jak walczyć z nimi humanitarnie? Są oczywiście pułapki, tzw. żywołapki. Można próbować łapać szczura i gdzieś wywozić. Tylko że taki szczur wróci w to samo miejsce. To jest szkodnik, dlatego generalnie my szczury niszczymy. Po to jesteśmy. Gdybyśmy ich nie niszczyli, to by nas zjadły. A tak na poważnie - na pewno zjadłyby naszą żywność.

- Oprócz trutek ma pan do walki także specjalny strój?
- Nie, w pracy nosimy zwykłe ubrania. Kombinezony stosuje się raczej do dezynfekcji domów, na przykład po zalaniach. Poza tym klienci nie chcą się afiszować, że mają w domu szkodniki czy insekty i muszą wzywać specjalistów. Dlatego podjeżdżamy dyskretnie, normalnym samochodem.

- Czy oprócz szczurów zwalcza pan też inne zwierzęta?
- Tak, zwalczamy osy, szerszenie. O tej porze roku robimy to już niemal codziennie, a będziemy robić jeszcze częściej. W lipcu i sierpniu pojawiają się owoce, a wraz z nimi sezon na osy, który będzie trwał do końca października. Walczymy też z kretami.

- Czym ludziom szkodzą te małe kreciki?
- Są takie sytuacje, że kretów być nie może, na przykład na polach golfowych.

- Co pan jeszcze usuwa?
- Pluskwy, których jest teraz bardzo dużo. Do tego karaczany, pchły. Bywają zlecenia na kuny, które pojawiają się na strychach domków jednorodzinnych. Nawet dziś mieliśmy takie zlecenie, pani coś biegało po strychu, obejrzała odchody i okazało się, że to nie jest szczur. Zwalczamy też korniki. Potrafią tak zniszczyć belkę stropową, że trzeba ją wymieniać. Raz nawet likwidowaliśmy u pana w ogrodzie kleszcze, bo dzieci były uczulone. Natomiast praktycznie skończyły się zlecenia na mrówki faraona. Kiedyś wszyscy z nimi walczyli, teraz nie mamy takich zleceń. Pluskwy je przyćmiły.

- Niech pan opowie o tych pluskwach...
- Kiedyś pluskwy były głównie w zaniedbanych kamienicach, w starym budownictwie. Potem to jakoś przycichło, w latach 90. miałem na pluskwy pojedyncze zlecenia. Ale od dwóch, trzech lat są one nagminne. Granice są teraz otwarte, ludzie jeżdżą, przywożą pluskwy z drogich hoteli i nawet o tym nie wiedzą. W takich krajach jak Anglia, Francja, Kanada jest ich pełno. A pluskwy można złapać wszędzie. Kiedyś było głośno o pluskwach w pociągu, ale wystarczy wejść do sąsiada i można wrócić z pluskwą... Pracowałem kiedyś dla pewnego szpitala. Pani doktor pojechała do Kanady na sympozjum naukowe, spała w dobrym hotelu. I przywiozła - najpierw sobie do domu, a potem na oddział - pluskwy. Trzeba było zamknąć oddział i przeprowadzić dezynsekcję. Czystość czy zachowywanie higieny nie ma tu nic do rzeczy. Byłem u pani, która miała w domu tak czysto, że w szpitalach tak nie ma. Kazała nam zdejmować buty w przedpokoju. Ale była u syna w Anglii i przywiozła sobie pluskwy. Ludzie dzwonią, że nagle coś ich gryzie, mają krosty, a nie mogą niczego znaleźć. Jedziemy na monitoring i znajdujemy miejsca, w których te pluskwy siedzą. Zainwestowaliśmy w aparat do wymrażania pluskiew suchym lodem. Jest drogi, ale zwalcza je bez trucizny i wilgoci. Można go użyć nawet w telewizorze.

- Jakie jest najdziwniejsze zwierzę, jakie pan zwalczał?
- Mieliśmy raz zlecenie na nietoperze, ale tym się nie zajmujemy. Inna pani zadzwoniła, że widziała w piwnicy ptasznika. Mam wątpliwości, czy to rzeczywiście był ptasznik, raczej jakiś wielki pająk, choć ludzie przywożą do domów także egzotyczne pająki. Zrobiliśmy dezynsekcję, ptasznik nie wrócił. Pająkami zajmujemy się często. Pamiętam strych pełen wielkich pająków, po kilka na każdej ścianie. Pani skarżyła się, że wchodzą jej do mieszkania.

- Czyli nam się wydaje, że w naszych domach jesteśmy sami?
- Dokładnie tak. Też mam dom jednorodzinny i wiem, że nie jestem w nim sam. Czasem ubiję pająka, innym razem wejdzie jakaś mysz. Wiadomo, że jak jest w domu garaż, to i zwierzęta wejdą.

red

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.