Syn emigranta z polskich Słopnic ma szansę zostać amerykańskim prezydentem

Czytaj dalej
Fot. Morry Gash
Maria Mazurekm.mazurek@gk.pl

Syn emigranta z polskich Słopnic ma szansę zostać amerykańskim prezydentem

Maria Mazurekm.mazurek@gk.pl

Senator Bernie Sanders, dziś kandydat w wyborach na najwyższy urząd w Stanach, odwiedził Słopnice w sierpniu 2013 roku. Dla niego to była podróż sentymentalna, do korzeni: stąd, w 1921 roku, wyemigrował do Ameryki jego ojciec, Eliasz Sanders.

Spokojną i niedużą gminą Słopnice, powiat limanowski, media interesowały się dwukrotnie. Za pierwszym razem, kilkanaście lat temu, gdy właśnie tu, u podnóża malowniczego Beskidu Wyspowego, odnotowano największy w Polsce przyrost naturalny. Do dziś niektórzy mieszkańcy z niesmakiem wspominają, że w telewizji ukazano ich ukochane Słopnice w sposób krzywdzący, jako dziurę zabitą dechami, gdzie nie ma się czym zająć, więc ludzie zajmują się prokreacją.

Teraz o Słopnicach znów zrobiło się głośno, a to przy okazji wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Jednym z kandydatów na najważniejsze stanowisko w USA (niektórzy uważają, że najważniejsze na całym świecie) jest socjalista Bernie Sanders, którego ojciec urodził się i przez pierwsze 17 lat życia mieszkał w Słopnicach. Dwa lata temu amerykański polityk wybrał się tu w sentymentalną podróż, szukając swoich korzeni.

Pierwszy telefon z Ministerstwa Spraw Zagranicznych wójt gminy, Adam Sołtys, odebrał niecałe trzy lata temu. Bardzo ważny polityk chce odwiedzić Słopnice, usłyszał w słuchawce. Na początku nie powiedzieli mu nawet, o którego polityka chodzi. Ale i tak Sołtys podjął decyzję: trzeba przyjąć go godnie, z fanfarami, pokazać, jakie piękne to strony i jak dobrze zorganizowana gmina.

Potem Sołtys dowiedział się, że chodzi o amerykańskiego senatora, Berniego Sandersa. I że jego ojciec, Żyd Eliasz Sanders, do 1921 roku mieszkał w Słopnicach.

Sołtys, choć interesuje się dawnymi losami gminy, pierwszy raz usłyszał to nazwisko. Zaczął więc przeszukiwać dokumenty, szperać, wypytywać najstarszych mieszkańców. Nazwiska Sanders nikt wprawdzie nie pamiętał, za to niektórzy, w tym ojciec wójta, kojarzyli Żyda, który nazywał się Abraham Schnitzer.

W toku dalszego śledztwa, którego podjął się wójt Sołtys, wyszło, że Abraham Schnitzer był przyrodnim, młodszym bratem Eliasza. Zginął w 1942 roku, jak wszyscy Żydzi ze Słopnic (w sumie kilkanaście rodzin) - zabity w limanowskim getcie. Zanim jednak Żydów wymordowano, mieszkańcy Słopnic, w tym ojciec wójta, szmuglowali im do getta chleb, zboże, jaja, co było. Zakradali się pod kraty i przekazywali byłym sąsiadom.

Bo w Słopnicach, podkreśla wójt, Polacy żyli obok Żydów w zgodzie. Żydzi, jak to Żydzi, zajmowali się handlem i drobnymi usługami, choć jeden przed wojną był tu Żyd-rolnik, co rzadko się zdarzało.

Dom Sandersów (a potem Schnitzerów) stał w miejscu, gdzie schodzą się dwa potoki: Słopniczanka i Mogielica. Lokalizacja tego domu, można przypuszczać, przypadkowa nie była. Dawniej drogi prowadziły dolinami rzek, był to więc atrakcyjny punkt handlowy.

I owszem, przodkowie amerykańskiego polityka prowadzili tam sklep wielobranżowy, taki „szwarc, mydło i powidło”. Handlowali, czym się dało.

Eliasz i jego starszy brat wyprowadzili się stąd jednak w 1921 roku, a później już nigdy tu nie wrócili. Dwadzieścia lat później było już jasne, że decyzją o emigracji uratowali swoje życie.

- Mój ojciec przyjechał do Stanów z obcego kraju, z Polski, bez centa w kieszeni i bez znajomości języka angielskiego - podkreśla, podczas swoich wystąpień, Bernie Sanders.

Eliasz Sanders uzbierał tylko na bilet na statek. Po przypłynięciu do Stanów osiadł na nowojorskim Brooklynie, wówczas zamieszkałym wyłącznie przez najbiedniejszych. Ożenił się z Dorotą Glassberg, również Żydówką, córką imigrantów z Rosji i z Polski. Eliasz zajął się handlem farbami, ale nigdy majątku się nie dorobił, ani kariery nie zrobił.

Za to jego synowie, Larry i Bernie, owszem. Ten pierwszy, starszy, wyprowadził się do Anglii, gdzie pracował jako samorządowiec i wykładowca akademicki. Bernie zaś już zapisał się w historii Stanów Zjednoczonych - jako najdłużej zasiadający niezależny kongresmen. W listopadzie 2006 został zaś wybrany na pierwszego senatora-socjalistę. A teraz w prawyborach konkuruje z Hillary Clinton, depcząc jej (co jest dość dużym zaskoczeniem) po piętach.

- To niesamowite: Larry i Bernie zrobili oszałamiającą karierę, i to wszystko w pierwszym pokoleniu wychowanym w Stanach. Mimo tego, że byli przecież tam „obcy” - zwraca uwagę wójt Adam Sołtys.

Zresztą, dodaje po chwili, tak naprawdę to nie bardzo go to dziwi. Wszak do dziś ludzie ze Słopnic tacy są: pracowici, konkretni, z zasadami. Nie czekają, aż dostaną coś za darmo, a zakasują rękawy do pracy. Dziś też Słopniczanie nie boją się emigracji, wyzwań. Pakują się i wyjeżdżają za granicę, ale później wracają tu, budując piękne domy.

Rodzinny dom Sandersów akurat w Słopnicach już nie stoi. Stał długo, do lat dziewięćdziesiątych, niszczejący, nieremontowany, opuszczony. W końcu został wyburzony. Teraz w tym miejscu jest kawałek ziemi, a obok dość „młody”, elegancki dom rodziny Jaworskich.

- Gdybym wiedział wcześniej, kto w tym niszczejącym domu mieszkał, to bym go kupił, wyremontował i otworzył tam muzeum - dziś wójt Sołtys pluje sobie w brodę.

Ale skąd niby miał wiedzieć?

Za to w urzędzie gminy zachowało się zdjęcie budynku, Sołtys pomyślał więc, że przekaże je na pamiątkę Sandersowi. Zebrał też dla niego dokumenty dotyczące jego rodziny. I kiedy Bernie z żoną, oraz jego brat Larry (też z żoną) przyjechali tu, przekazał im, co miał i opowiedział, czego się dowiedział.

Później zabrał Sandersów na wycieczkę po gminie: na punkt widokowy, skąd rozpościera się piękny widok na pagórkowatą okolicę, do szkoły, pod pomnik partyzantów (tu bowiem, z racji położenia, podczas wojny działała partyzantka, a rząd Polski na uchodźstwie organizował zrzuty broni, amunicji i opatrunków dla walczących o ojczyznę).

- Widać było, że Bernie Sanders to kulturalny, umiejący się zachować człowiek. Również pod tym pomnikiem przystanął na chwilę w milczeniu, poszanowaniu. Dopytywał też, ze szczerą ciekawością, o to, jak działa gmina, jak zorganizowane jest szkolnictwo, czym zajmują się mieszkańcy - wspomina wójt Sołtys.

Najbardziej wzruszający moment to było oczywiście przekazanie pamiątek i dokumentów rodzinnych. - Sanders wprawdzie nie płakał, ale widać było, jak bardzo jest poruszony i wdzięczny - opowiada wójt. - Rozmawialiśmy, jakbyśmy znali się od lat. Podziękował za to, że tak pięknie go przyjęliśmy i zapytał: Jak wam mogę się za to odwdzięczyć? Czego wam trzeba?

Wójt Sołtys odpowiedział: Niczego nie trzeba, wszystko mamy. Piękną okolicę z Mogielicą, najwyższym szczytem Beskidu Niskiego, mamy 25 kilometrów świetnie przygotowanych tras do narciarstwa biegowego, mamy ścieżkę historyczną, szlak przyrodniczy, ścieżki piesze, konne, mnóstwo możliwości, by pięknie spędzić czas. Mamy sprawnie działającą gminę, drogi dobrze utrzymane, śmieci wywożone, kanalizacje, wodociągi, dobre szkoły mogące poszczycić się olimpijczykami. Mamy, wreszcie, mądrych, pracowitych mieszkańców, którzy w głowach mają poukładane, jak trzeba i wszystko robią po kolei: jak się żenią, to dom budują. Jak brakuje pieniędzy, to ciężej pracują, a nie domagają się, żeby gmina ich utrzymywała. Słopniczanie żyją w zgodzie i są aktywni, czego najlepszym dowodem jest liczba organizacji pozarządowych - w małej gminie, liczącej ledwie cztery tysiące mieszkańców, jest ich 20.

Potem, jak Bernie Sanders zwiedził już Słopnice i obiekty gminne, miał do wójta powiedzieć: no faktycznie, teraz widzę, że wszystko już macie i niczego ode mnie nie potrzebujecie.

Gdyby 75-letni Bernie Sanders wygrał wybory, byłby najstarszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych.

Ale paradoksalnie pokochali go właśnie młodzi ludzie. Zdeklarowany socjalista urzekł ich walką z nierównościami społecznymi, estabilishmentem, zapowiedzią podwyższenia podatków dla najbogatszych.

Sanders ma też w swoim programie między innymi postulat o zapewnieniu darmowej edukacji i o powszechnej służbie zdrowia. Sprzeciwia się działaniom wojennym, chce wspierać kobiety podejmujące się aborcji, uważa, że wszystkie stany powinny znieść karę śmierci.

To poglądy, które jeszcze kilka lat temu były przez większość ludzi wyśmiewane, ale dziś socjalizm na powrót zyskuje na Zachodzie bardzo wielu zwolenników.

Można się zastanawiać, czy w przypadku wygranej Sanders pochyliłby się również nad zniesieniem wiz dla obywateli kraju swoich przodków.

- Powiedział wtedy do nas: przyjedźcie do mnie, zapraszam - wójt Sołtys znów wraca wspomnieniami do wizyty Sandersa w Słopnicach. - Odpowiedziałem mu na to: dobrze, ale znieście najpierw wizy. Senator obiecał, że zrobi w tej sprawie, co może - mówi Sołtys.

I dodaje: cóż, jeśli naprawdę zostanie prezydentem, to będzie miał okazję.


Bernie Sanders
Bernie Sanders może okazać się „czarnym koniem” amerykańskich  wyborów. Popiera go coraz więcej mieszkańców USA.
Morry Gash Bernie Sanders może okazać się „czarnym koniem” amerykańskich wyborów. Popiera go coraz więcej mieszkańców USA

A właściwie: Bernard Sanders. Urodził się w 1941 roku w Nowym Jorku, w rodzinie żydowskich imigrantów z Polski i z Rosji. Socjalista, wieloletni kongresmen, od 2007 roku senator Stanów Zjednoczonych. Karierę polityczną rozpoczął jako burmistrz miasta Burlington. Teraz w prawyborach na urząd prezydenta USA konkuruje, jako polityk z poparciem demokratów, z Hillary Clinton. Wykładowca akademicki m.in. na Harvardzie.

Autor: Maria Mazurek

Maria Mazurekm.mazurek@gk.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.