Świetnie się bawiłam deformując bydgoską rzeczywistość

Czytaj dalej
Fot. Magdalena Powalisz
Joanna Pluta

Świetnie się bawiłam deformując bydgoską rzeczywistość

Joanna Pluta

Rozmowa z Emilią Walczak, łódzko-bydgoską pisarką, która niedawno wydała swoją drugą książkę „Hey, Jude!”.

Każdy, kto doszukuje się w „Hey, Jude!” bydgoskiej rzeczywistości i rzeczywistej Bydgoszczy, powinien odpuścić?
Masz na myśli to, że obraz jest zdeformowany jak w krzywym zwierciadle, przejaskrawiony i nie zgadzają się nazwy ulic? Dla czytelników z innych miast jest to bez znaczenia - większość z nich nigdy nie była w Bydgoszczy i być może nigdy nie będzie, więc nie mają jak tego skonfrontować. A ja się po prostu świetnie bawiłam, deformując rzeczywistość. Odwrót od realizmu jest ucieczką od rzeczywistości, szansą na nabranie oddechu.

Gdy czytałam książkę, często nie byłam w stanie do końca określić, czy chce mi się śmiać, czy płakać...
Dlatego właśnie książce patronują wspólnie Sándor Márai, który napisał, że „kto żyje, musi się bać”, i Mike Leigh, w którego filmie „Sekrety i kłamstwa” Brenda Blethyn powiedziała: ,,Śmiejmy się, inaczej musielibyśmy płakać”. Te dwa cytaty można przykładać do różnych sytuacji, mających miejsce w różnych miejscach na ziemi i w różnych momentach historycznych - nie odnoszą się tylko do współczesnego świata. Chociaż oczywiście dzisiejsze czasy wcale nie są różowe. Śmiech jest moją reakcją obronną. Mimo tego że jestem pełna obaw, nie opuszcza mnie poczucie humoru. Inaczej bym oszalała.

Z „Hey, Jude!” wyłania się obraz smutnej, śmiesznej, cebulowej i zamkniętej w swoim zacietrzewieniu, nietolerancyjnej Polski. Książkę pisałaś jakiś czas temu. Jak ma się do aktualnej sytuacji?
Jeszcze jakiś czas temu można by mi pewnie zarzucać, że jestem przewrażliwiona i przesadzam - „przecież ludzie tacy nie są”… Przynajmniej nie większość, to są jakieś tam skrajności… Tymczasem ostatnie wydarzenia, związane choćby z uchodźcami - ale też z wyborami, podczas których część partii chciała zbijać kapitał polityczny na obietnicy zamknięcia granic dla tychże uchodźców - pokazały, jakie naprawdę panują w naszym społeczeństwie nastroje. Nagle wśród moich znajomych na Facebooku - i to takich, po których nigdy bym się takiej niegodziwości nie spodziewała - dały się zaobserwować ksenofobiczne czy rasistowskie głosy. Ostatnio w tramwaju jakiś starszy pan nazwał śniadego przechodnia „czarnuchem” i pół tramwaju zaczęło rechotać - głównie panie w średnim wieku. Za chwilę ten dziadek pójdzie niańczyć wnuki, a w niedzielę do kościoła i wszystko będzie w porządku? Otóż jest z nami bardzo nie w porządku, jesteśmy nieprzyzwoici, chociaż o potrzebie przyzwoitości trąbimy - to hipokryzja. Pleni się nacjonalizm, jesteśmy podenerwowani, łatwo ulegamy emocjom. Nie można już nawet powiedzieć, że rasistowskie wystąpienia odbywają się za cichym przyzwoleniem społeczeństwa - one spotykają się wręcz z głośną aprobatą!

Emilia Walczak, łódzko-bydgoska pisarka.

A skąd takie zainteresowanie tematyką żydowską?
To jest pytanie, które według mnie ma związek z poprzednim. Ja niestety mam to spaczenie, że patrzę na żydowskość poprzez pryzmat Holokaustu. To jest pułapka, z której trudno się wydostać - prowadzi do całkowitego zafiksowania, do natrętnej monomanii, że ciągle o tym myślisz: jak coś takiego mogło się wydarzyć i jak to jest możliwe, że nadal żyją gdzieś obok nas ludzie, którzy życzyliby sobie, żeby wydarzyło się raz jeszcze. Część z tych ludzi faktycznie wierzy w jakiś „żydomasoński” spisek światowy, podsycany jeszcze przez pewne środowiska, i później wpada w konwulsje na widok pejsów. A część z nich po prostu chciałaby kogoś spalić w piecu - mógłby to być na przykład Syryjczyk. To jest przerażające.

Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie wycinków prasowych o wybrykach pseudokibiców, z którymi nikt tak naprawdę nie umie sobie poradzić, a którzy sami nie wiedzą, o co tak bezmyślnie grzmią. To, w kontrze do dwójki samotnych, czujących swoją odmienność bohaterów tworzy ciekawy obraz. Właściwie każdy - i to ich łączy - i Czarna, i Emfazy, i kibole (na swój sposób) czują się niespełnieni i wyobcowani. To znak czasów?
Wycinki, o których mówisz, to zarówno skrawki autentycznych artykułów prasowych, jak i wyimki z forów internetowych, przełożone na karty „Hey, Jude!” jeden do jednego, to znaczy nawet bez korekty. Chciałam w ten sposób potwierdzić swoją tezę o stanie podgorączkowym społeczeństwa, to, że żyjemy w jakimś przełomowym czasie, w którym albo się opamiętamy, albo wydarzy się coś bardzo złego. Podobnego zabiegu użyła Joanna Bator w „Ciemno, prawie noc”. To znaczy, tam faktycznie przewijał się lejtmotyw forum internetowego, na którym ludzie piszą okropne, obrzydliwe, ale też komiczne rzeczy. Ale u Bator te treści były sprokurowane, całkiem wymyślone; u mnie są żywcem skopiowane i wklejone.


Emilia Walczak
Emilia Walczak, łódzko-bydgoska pisarka.
Magdalena Powalisz Emilia Walczak, łódzko-bydgoska pisarka.
Urodzona w 1984 roku w Łodzi. Mieszka i pracuje w Bydgoszczy. Publikowała między innymi w "Bydgoskim Informatorze Kulturalnym", "Dworcu Wschodnim", "eleWatorze", "Inter-" oraz w "Zeszytach Komiksowych". Jest członkinią zespołu redakcyjnego pisma "Fabularie". Autorka tekstów piosenek zespołów George Dorn Screams, Brda i Low-Cut. Laureatka 1. edycji Konkursu Literackiego im. Henryka Berezy "Czytane w maszynopisie" (pod pseudonimem Emilia Plateaux) za książkę "Fake, czyli konfabulacje zachodzą na zakrętach". W książce "2014. Antologia współczesnych polskich opowiadań" znalazło się jej opowiadanie "Puste piekło".
Kazimiera Szczuka o książce "Hey, Jude!"
Emilia Walczak, łódzko-bydgoska pisarka.
"Bydgoszcz, czyli mały Berlin. Wiek XXI. Kibole (nie tylko "Zawiszy"!). Pogłosy legendy yassowej, trochę mgły, trochę znajomych, sporo piwa. Dworzec kolejowy w stanie rozkładu. Na tym tle para barwnych postaci: charyzmatyczny wykładowca filmoznawstwa i piękna, młoda Żydówka, powszechnie podejrzewana o bycie Arabką albo Rumunką. Tu właśnie jest centrum świata. Melancholijny urok miasta nad Brdą rozsnuwa się na kartach powieści Emilii Walczak jak duch potężny, choć nieujawniający swojego imienia. Nie-pamięć i nie-zakorzenienie toczą tu ukrytą walkę z dążeniem głównych bohaterów do stania się w pełni sobą, do urzeczywistnienia. Ironia, humor, erudycja i zmysł satyrycznego podpatrywania świata sprawiają, że chętnie sięgnęlibyśmy po kolejną część opowieści o wypadkach bydgoskiego losu Em. i Czarnej."

Ciekawe, że odczytujesz stan umysłu kiboli jako wyobcowanie. Mnie się wydaje, że oni raczej są bardzo zjednoczeni, wiesz - w kupie raźniej. Inna rzecz to to, jak każdy kibol z osobna zachowuje się w samotności - być może płacze w poduszkę? Nad tym się nie zastanawiałam… Znakiem czasów jest odradzający się nacjonalizm, niespełnienie jest jego źródłem. Źródłem niespełnienia mogą być na przykład złe warunki na rynku pracy. Być może wszystkiemu winna jest sytuacja ekonomiczna, a nie jakaś tam „samotność w tłumie”?

Ja, jako osoba, która zna cię tyle lat, w każdej postaci doszukuję się czegoś znajomego. To dobrze?
I tak, i nie. Tak, bo to pewnie całkiem sympatyczna intelektualna forma spędzania wolnego czasu (śmiech). Nie, bo można utknąć na mieliźnie albo dać się zwieść. Jeśli pytasz, czy jestem w jakiejś postaci, to zapewne jestem w każdej z nich, nawet w tych negatywnych. Przecież moja głowa nie jest próżnią - pisząc, czerpię z przemyśleń, które się tam kłębią. A te z kolei pochodzą z obserwacji rzeczywistości. To naturalny proces, każdy pisarz powie ci coś podobnego, nawet autor literatury science fiction.

Za Tobą już dwa spotkania autorskie - w Szczecinie i Warszawie. Na bydgoskie nadal czekamy. Jak książka jest przyjmowana?
Jeśli ktoś mnie zaprosi w Bydgoszczy na jakieś spotkanie, to pójdę, chociaż sama nie dążę do takich sytuacji - nie lubię wystąpień publicznych. Każde to dla mnie olbrzymi stres. Jeśli chodzi o odbiór książki, to do tej pory nie spotkałam się z negatywną jej oceną, recenzje jak dotąd były dość entuzjastyczne. Ale umówmy się: ani moja osoba, ani wydawnictwo, które ogłosiło „Hey, Jude!”, nie są jakoś szalenie znane. Ani ja nie jestem Olgą Tokarczuk, ani Forma nie jest Wydawnictwem Literackim. Nie ma mnie w mainstreamowych mediach i pewnie nigdy nie będzie, bo nie mam na to parcia. Wielka literatura to biznes, interesy, autokreacja, a ja zupełnie nie mam do tego głowy.

Joanna Pluta

W "Pomorskiej" zajmuję się dwoma tematami - kulturą i zdrowiem. Ten pierwszy jest zdecydowanie bardziej fascynujący. Drugi natomiast daje o wiele więcej satysfakcji.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.