Superzmiana dla polskiego Kościoła [reportaż]

Czytaj dalej
Fot. Sławomir Kowalski
Jacek Deptuła

Superzmiana dla polskiego Kościoła [reportaż]

Jacek Deptuła

Kiedy Danuta Wałęsowa skarżyła się publicznie, że biskupi nie wzięli w obronę jej męża w czasie nagonki PiS, abp Tadeusz Gocłowski odpowiedział: - Pani Danusiu, Kościół nie może włączać się w działania partyjne.

Jeśli dla Jarosława Kaczyńskiego, jego partii i rządu w Polsce nastąpiła „dobra zmiana”, to dla polskiego Kościoła jest ona najlepsza z możliwych. Takiej szansy na poszerzenie swej władzy nie mieli hierarchowie nawet na przełomie lat 80. i 90. Wielu czytając te słowa żachnie się - przecież prawo kanoniczne stanowi, że duchownym zabrania się przyjmowania publicznych urzędów, z którymi łączy się udział w świeckiej władzy.

To prawda, taki jest zapis. Ale też jest prawdą, że prezes PiS Jarosław Kaczyński nie pełni żadnej państwowej funkcji i formalnie za nic nie odpowiada, a przecież to on rządzi w Polsce. I to on zapowiedział jeszcze przed wyborami, że nawet niewierzący m u s i przyjąć, że nie ma Polski bez Kościoła. A na urodzinach Radia Maryja zagroził: „Każda ręka podniesiona na Kościół to ręka pod niesiona na Polskę!”. Wkrótce metropolita częstochowski abp Wacław Depo oświadczył, że nie wolno oddzielać państwa i Kościoła, bo jest to sztuczne.

Prezes PiS zrewanżował się arcybiskupowi mówiąc, że ku dobrej zmianie będzie prowadziła państwo Hetmanka Matka Boska Królowa Polski. Cztery lata wcześniej Donald Tusk przed drugim wyborczym zwycięstwem Platformy powiedział, że jego rząd nie będzie klęczał przed księżmi, bo „do klęczenia jest Bóg i kościół”. Choć nie do końca była to prawda, Kościół za jego rządów nie czuł się komfortowo.

Dary Pana Boga

Rozdział Kościoła od państwa obecna władza świecka, jak i biskupi rozumieją jednakowo. Polak równa się katolik więc wszystko, co dobre dla katolicyzmu (i PiS-u) musi być dobre dla Polski. Innego rozwiązania być nie może. Trudno się więc dziwić, że od zwycięstwa Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckim większość polskich hierarchów zdecydowanie poparła PiS i jego narodowo-klerykalną filozofię. Politycy rządzącej dziś partii nawet nie udają, że państwo jest bezstronne światopoglądowo ku satysfakcji hierarchów. Najdalej chyba poszedł bp Józef Wysocki z diecezji elbląskiej, który podczas wizyty w USA zachwycił się dobrą zmianą: „Otrzymaliśmy pana prezydenta, to jest dar od Pana Boga, otrzymaliśmy panią premier, jako wielki dar”.

Superzmiana dla polskiego Kościoła [reportaż]
Grzegorz Olkowski To jedyny kapłan, który myślał kategoriami odległej przyszłości. Zdobył rząd dusz słuchaczy, telewidzów, umysły studentów i absolwentów. Co więcej - trwa z powodzeniem „formując” umysły prawdziwych Polaków katolików - świeckie kadry Kościoła i mediów publicznych.

Metropolita przemyski arcybiskup Józef Michalik podczas jednej z homilii powtórzył słowo w słowo oracje prezesa Kaczyńskiego: „Nowa Targowica się pojawiła. Oskarżają Polskę, przeciw Polsce mobilizują obce narody do nienawiści wobec Polaków, którzy mieli odwagę wybrać innych, a nie ich samych obdarzyć zaufaniem”. To wersja obowiązująca w parlamentarnym obozie PiS.

Jest w tym morze hipokryzji, którą najlepiej ilustruje konflikt wokół teczek „Bolka”. Na jednym z publicznych spotkań Danuta Wałęsowa zarzuciła biskupom, że kiedyś wspierali męża: „Kościół osiągnął swoje. Wałęsa wywalczył msze święte w radiu i telewizji i wiele rzeczy Kościół ma, teraz dostał pieniądze. I Kościół, mój Boże, powinien być z narodem”. Nieoczekiwanie na apel Wałęsowej odpowiedział śp. abp Tadeusz Gocłowski (zmarł 3 maja br.), który razem z Wałęsą prowadził rozmowy z komunistami w Magdalence. Hierarcha stwierdził cynicznie: „Pani Danusiu, Kościół nie może włączać się w działania partyjne”.

Widocznie uszło uwadze abp. Gocłowskiego, że po wygranych przez PO i PSL wyborach samorządowych w 2014 roku, w komitecie honorowym marszu sprzeciwu PiS znaleźli się abp Wacław Depo oraz biskupi - Wiesław Mering, Ignacy Dec, Antoni Dydycz i Edward Frankowski. Nie pomogło pudrowanie oczywistych preferencji partyjnych części hierarchów, którzy jednak w końcu pod naciskiem episkopatu wycofali się z komitetu.

Dziś już nikt nie jest w stanie odróżnić uroczystości kościelnych od państwowych. Obrazki całego rządu w pierwszych ławach kościołów i biskupów w pierwszych rzędach na uroczystościach państwowych są na porządku dziennym. Ale dzisiejsza symbioza Kościoła z partią Jarosława Kaczyńskiego ma też zgoła nieoczekiwane odsłony. W styczniu 2015 roku profesor Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, otrzymał z rąk kard. Kazimierza Nycza wysokie papieskie odznaczenie Pro Ecclesia et Pontifice. W laudacji podkreślono zasługi presa dla Kościoła i systemu prawnego (sic!) w Polsce. Szczególną uwagę zwrócili duchowni na jego działalność w Trybunale Konstytucyjnym i zgodność z nauczaniem św. Jana Pawła II. Wystarczyło kilka miesięcy, by po zwycięstwie PiS żaden hierarcha nie stanął w obronie przewodniczącego „grupy kolesi przy kawie i ciastkach” z Trybunału Konstytucyjnego.

Kiedy dwa lata temu abp Stanisław Gądecki został przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski jasno określił rolę biskupów w polityce: „Kościół hierarchiczny nie jest od tego, żeby zajmował miejsce w parlamencie, w senacie, wypowiadał się w czasie kampanii wyborczej, natomiast to jest zadaniem katolików świeckich”.

W jednym z wywiadów biskup włocławski Wiesław Mering przekonywał, że ksiądz jest obywatelem swojego państwa i - jak każdy - ma prawo do swoich poglądów. „Ale nie głosi ich na ambonie, bo to nie jest miejsce dla ich wyrażania”. Ważna, pasterska deklaracja, tyle że bez pokrycia. Bo w tej samej rozmowie - choć nie na ambonie - biskup daje upust swoim poglądom na temat Komitetu Obrony Demokracji: „Wystarczy spojrzeć na twarze zgromadzonych, podskakujących, machających chorągiewkami, wygłaszających bałamutne hasła”...

Zero refleksji, za to wiele lekceważenia, jeśli nie pogardy, co zupełnie nie przystoi duchownemu. Podobnie jak bombastyczna korespondencja do szefa Parlamentu Europejskiego Martina Schultza z niewybaczalnym błędem - Włocławek został nazwany hitlerowską nazwą Leslau. W liście bp Mering wykorzystuje motywy przemówień Jarosława Kaczyńskiego wpisując się w retorykę PiS: „Problem w tym, że ci, którzy mieli dotąd władzę, na tej decyzji tracą; nie chcą się zatem poddać werdyktowi wyborów i wykorzystują dla swoich interesów także Parlament Europejski”. Słowo Targowica nie pada, ale to oczywiste.

„Podskakujący i wygłaszający bałamutne hasła” manifestanci z KOD zapewne nie pamiętają słów innego pasterza, także „apolitycznego”. Chodzi o homilię bpa Antoniego Pacyfika Dydycza z grudnia 2014 roku. Kapłan namawiał gorąco wiernych, by wzięli udział w Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów organizowanym przez PiS. Powiedział m.in.: „Manifestacje ożywiają społeczeństwo, zaś najgorsza dla narodu i państwa jest bierność. Obywatele muszą być dumni z tego, że mają manifestacje. Jednak współcześnie widzimy jak wielu dziennikarzy robi wszystko, żeby to spacyfikować i wyciszać, a to jest śmierć dla przyszłości państwa”.

Ministerstwo jest niepotrzebne

Dziś media publiczne są w rękach PiS. I robią wszystko, by - mówiąc słowami bpa Dydycza - spacyfikować i wyciszyć marsze KOD, a przecież to jest śmierć dla demokracji. Jednak największym fenomenem medialnym minionego ćwierćwiecza są stacje o. Tadeusza Rydzyka. To jedyny kapłan, który myślał kategoriami odległej przyszłości. Zdobył rząd dusz słuchaczy, telewidzów, umysły studentów i absolwentów. Co więcej - trwa z powodzeniem „formując” umysły prawdziwych Polaków katolików - świeckie kadry Kościoła i mediów publicznych.

Radio Maryja i TV Trwam to też skuteczne i wdzięczne forum dla hierarchów identyfikujących się z tzw. frakcją toruńską. Kościół chwycił niezwykle sprzyjający wiatr w żagle i nie zamierza ich zwijać przez może nawet najbliższych siedem lat. Opłaci się to stukrotnie - prócz zatarcia granicy między państwem i Kościołem czeka także na konkretne dowody wdzięczności. Takie, jak np. współfinansowanie przez państwo Świątyni Opatrzności Bożej, możliwość nieskrępowanego handlu swoimi latyfundiami, miliony na Fundusz Kościelny, liczne dofinansowania i wsparcie katolickich szkół i inicjatyw, wzmocnienie roli katechetów, ustaw o całkowitym zakazie aborcji oraz in vitro, pół miliarda zł na Kościół - a ściślej kościoły w latach 2016 - 2018, wreszcie religia stanie sie przedmiotem maturalnym.

W rządzie premier Beaty Szydło nie ma Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego jak w II Rzeczpospolitej, bo jest po prostu niepotrzebne.

Jacek Deptuła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.