Suma wszystkich wojennych strachów. Skąd się biorą nasze wojenne lęki? [wideo]

Czytaj dalej
Fot. Michał Dyjuk
Roman Laudański

Suma wszystkich wojennych strachów. Skąd się biorą nasze wojenne lęki? [wideo]

Roman Laudański

W osiedlowym sklepiku młody sprzedawca rozmawia ze starszą klientką o... wojnie! Jak często o niej sami rozmawiamy i kto nas dziś straszy wojną?

Dawniej wojny „dojrzewały”, szykowano się do nich, było głośno o narastających konfliktach - przypomina prof. Maria Szyszkowska, filozof, działaczka społeczna i była senator. - Obecnie stan zagrożenia potęgowany jest przez sensacyjne wiadomości płynące z mediów, ale jest on faktyczny - tłumaczy prof. Szyszkowska.

Dziś wojny nie wybuchają w wyniku nienawiści narodowej, rasowej czy religijnej, a wynikają z chęci zysku

- Politycy najróżniejszych państw są coraz bardziej uzależnieni od koncernów, a przecież najpotężniejsze są koncerny zbrojeniowe i farmaceutyczne. Dla obu - co jest dramatycznym paradoksem biorąc pod uwagę przysięgę Hipokratesa obowiązującą farmaceutów - najkorzystniejszą sytuacją jest wojna! I wojny wybuchają, dlatego, że ktoś, kto ma już dużo, chce mieć jeszcze więcej dóbr materialnych.

- Wahadło bezpieczeństwa Europy zaczęło się przemieszczać w niepokojącą i destrukcyjną stronę - analizuje generał w stanie spoczynku, Leon Komornicki. - Współczesnych niebezpieczeństw nie rozwiążą pobożne życzenia. Trzeba znaleźć klucz do rozwiązania międzynarodowych problemów z udziałem największych graczy na świecie. Musimy zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo. O tym nie wolno zapominać nawet w czasach największej stabilizacji, kiedy wydaje się, że wszystko wokół nas będzie dane na zawsze. Powinniśmy stale troszczyć się o bezpieczeństwo Polski. A dziś - niestety - nie tylko Polska, ale i Europa została zaskoczona.

- Na pewno nie jest tak bezpiecznie, jak było jeszcze kilka lat temu - zauważa Marcin Górka, wieloletni korespondent wojenny, współautor książki „Karbala” i przypomina przysłowie, że „im więcej broni, tym częściej ona strzela”.

Dziennikarz Marcin Górka dostrzega atmosferę zagrożenia w kraju, tylko zastanawia się, na ile jest ona racjonalna? - A rzeczywiście wojska po jednej i drugiej stronie potencjalnego konfliktu jest coraz więcej - zaznacza. - Wypadki na Ukrainie pokazują realne zagrożenie, ten przekaz do nas dociera. Dlatego atmosfera zagrożenia niewątpliwie jest wśród nas. Jednak ocenić tę sytuację może Dowództwo Operacyjne, które posiada znacznie pełniejszy niż my obraz.

Marcin Górka przypomina, że jeszcze nie tak dawno temu Dowództwo Sił Połączonych NATO w Brunssum oceniało, że Rosja nie będzie stanowiła zagrożenia przez siedem do dziewięciu lat. - Chyba pomylili się w ocenach, bo to zagrożenie wyczuwalne jest zdecydowanie wcześniej - komentuje współautor „Karbali”. - Wtedy żyliśmy w sielance. Dziś obawiamy się międzynarodowego terroryzmu w Europie, to również wpływa na zmniejszenie poczucia naszego bezpieczeństwa. Powinniśmy czuć się spokojnie, ale zawsze trzeba być gotowym do obrony własnych granic.


Lech Wałęsa ostrzega przed wojną domową w Polsce

Zagrożenie jest realne

- Obserwujemy proces destrukcji bezpieczeństwa, także zjawisko dezintegracji w samym NATO. Przecież widzimy, co robi Rosja - analizuje gen. Leon Komornicki, który twierdzi, że media interesują się tym problemem, ponieważ jest istotny dla wszystkich obszarów naszego życia. - Obserwujemy, jak różne państwa NATO patrzą na militaryzację Rosji, na wojnę w Donbasie, aneksję Krymu. Nawet wśród najbardziej znaczących państwa NATO - jak Francja i Niemcy - nie ma jednolitego poglądu na te sprawy. Podczas szczytu NATO prezydent Hollande powiedział, że Rosja jest partnerem, a nie przeciwnikiem - mówi gen. Komornicki. Przypomina, że jednomyślne zapadły decyzje w sprawie wzmocnienia wschodniej flanki, ale dotyczą one sił potencjalnego odstraszania. - To nie jest potencjał adekwatny do zagrożeń na Wschodzie. Ma wymiar bardziej polityczny niż militarny.

Kolejnym zjawiskiem wpływającym na destabilizację sytuacji jest, zdaniem gen. Komornickiego, migracja ludzi z północnej Afryki i z Bliskiego Wschodu. - Masowa migracja do Europy również wywołuje niepokój. Wśród uchodźców są terroryści. Zamachy, które miały miejsce w ostatnim czasie, mają tendencję rosnącą. Steruje nimi Państwo Islamskie i wykorzystuje niektórych uchodźców, a także młodych Arabów, którzy są już drugim lub trzecim pokoleniem zamieszkującym Europę. Te procesy niepokoją Europę, także nas. Dlatego w naszym społeczeństwie negatywnie ocenia się jakiekolwiek próby przyjęcia migrantów. Pomijając, że to swoisty „koń trojański”. Obawy przed nimi są zasadne, a decyzja rządu - słuszna. Nie można ślepo przyjmować decyzji zapadających w gremiach europejskich. Musimy kierować się własnym interesem myśląc o bezpieczeństwie pokoleń, które przyjdą po nas. O naszych dzieciach i wnukach.

Gen. Komornicki zwraca też uwagę na to, co dzieje się w Turcji. - Nie można bagatelizować dezintegracji NATO, w którym Turcja odgrywa bardzo ważna rolę. To południowa flanka NATO, istotna z punktu widzenia bezpieczeństwa militarnego i gospodarczego Europy.

Gen. Komornicki wskazuje także na kryzys przywództwa w Europie. - Nie mamy silnych osobowości - mówi - które potrafiłyby stawić czoło zagrożeniom i skonsolidować Europę. Nie ma przywództwa, które uchroniłoby nas przed nadchodzącymi zagrożeniami.

Wojna? A bezrobocie, spłata kredytów?!

- Żyjemy w czasach zagrożeń wywoływanych najróżniejszymi czynnikami - mówi prof. Maria Szyszkowska, filozof, działaczka społeczna i była senator. - Dawniej wybuchały wojny, które rodziły stan zagrożenia życia. Obecnie terroryzm wywołany przez Amerykanów powoduje, że w każdym momencie możemy spodziewać się realnych skutków zagrożenia. Mamy dziś do czynienia z zagrożeniem zamachami lub nagłym wybuchem wojny płynącym z tego, że dziś bomby atomowe są w rękach kilku państw, a nie dwóch, jak było do niedawna. Temu towarzyszy stan nieustannego zagrożenia bezpiecznego bytu każdego z nas. To zagrożenie ma źródło w liberalizmie ekonomicznym - najgorszym systemie, który towarzyszył ludzkości - i który doprowadził nie tylko do straszliwej biedy, ale również do sytuacji, w której każdy z nas może znaleźć się na ulicy! Większość społeczeństwa jest zadłużona w bankach. Skutki są możliwe do przewidzenia: utrata pracy grozi każdemu, niezależnie od miejsca pracy.

Kolejne zagrożenie płynie z mediów żyjących sensacją, a raczej odwrotnie: media żywią nas, odbiorców sensacyjnymi wiadomościami wywołującymi stan zagrożenia.

Spokojnie z tymi zagrożeniami

Kmdr por. rez. Maksymilian Dura, komentator portalu Defence 24 na pytanie o ewentualny konflikt reaguje śmiechem, za który zresztą - po chwili - przeprasza. - Jesteśmy nafaszerowani przez media informacjami o tym, co dzieje się w Rosji, a odbywają się tam ćwiczenia. Ponadto minister obrony narodowej w odpowiedzi na rosyjskie ćwiczenia zwołał specjalną odprawę. I to wszystko.

Maksymilian Dura twierdzi, że Polska powinna specjalizować się w sprawach rosyjskich. Powinniśmy na zimno podchodzić do Rosji i mówić Europie, co jest niebezpiecznego, a co bezpiecznego w Rosji. Tylko powinniśmy być w tym neutralni, a teraz nikt nie traktuje nas poważnie. Mamy opinię rusofobów. Zachód reaguje: a, to Polacy, znowu będą narzekać na Rosję.



- Kiedy kilka dni temu rozpoczęły się wielkie manewry w Rosji, to my zwołaliśmy obrady specjalnego komitetu. Po co oni się zebrali? Jeśli rzeczywiście pojawiło się zagrożenie, to nasze władze w trybie alarmowym powinny zwołać zebranie ministrów spraw zagranicznych i obrony w Brukseli. A jeśli zagrożenia nie ma i trwają w Rosji zwykłe ćwiczenia, (przecież pani premier Szydło zapewniała, że wszystko jest pod kontrolą), to po co nadzwyczajne spotkanie wszystkich służb? Ludzie słyszą, że Rosja się zbroi i szkoli żołnierzy. No tak, ale jeśli nasze władze wiedzą, że Rosja chce zaatakować Polskę lub inny kraj NATO, to jest się czego bać. Tylko z drugiej strony, to dlaczego nic się w tej sprawie nie robi?

Komentator portalu Defence24 wcale nie dziwi się, że ludzie boją się wojny. - Moim zdaniem takiej wojny nie będzie, bo Rosji na nią nie stać. Konflikt na Ukrainie może dalej trwać, ale on nas nie dotyczy. W międzynarodowej polityce jesteśmy nikim. Tak naprawdę liczy się tylko NATO, Unia Europejska i Rosja. My jesteśmy tylko maleńkim pionkiem.

Parada 15 sierpnia była pokazem możliwości naszej armii. Takie wojskowe show są zawsze okazją do prężenia państwowych muskułów.
Michał Dyjuk Historycy obronności mówią, że generałowie zawsze toczą poprzednie wojny i bitwy. Kolejne konflikty mają i ten walor, że wpływają na wyposażenie armii.

- Jeżeli mamy wojenne zagrożenie, to nasi politycy powinni powiedzieć wprost: tak, róbcie zapasy, kupujcie cukier i mąkę - podkreśla Maksymilian Dura. - Zagrożenie ze strony Rosji jakieś jest, ale nie można tego potęgować. Naprawdę ludzie się boją, szczególnie starsi. Obawiają się, że ta drobna stabilizacja, którą dziś mają, zostanie im odebrana. Powinniśmy się wystrzegać propagandy rodem z PRL-u i jednocześnie mieć świadomość, że Rosja jest przygotowana do prowadzenia wojny, ale mam nadzieję, że jednostki rosyjskie skończą ćwiczenia wrócą do swoich baz. Nasz rząd powinien monitorować sytuację i mam nadzieję, że to robi. Tylko bez nerwowych ruchów, jakim było niedawne spotkanie w MON w odpowiedzi na rosyjskie manewry.

Każda władza potrzebuje straszaka, bo wtedy łatwiej rządzić innymi. Ludzie muszą się czegoś bać, np. tego, że nie dadzą sobie rady, będą bezradni, ktoś nas zje lub zawłaszczy

- przypomina dr. Grzegorz Kaczmarek, socjolog z UKW w Bydgoszczy. - Dlatego wszystkie władze - polityczne i religijne - mają fundamentalny interes w tym, żeby ludzie czegoś się obawiali i nie byli samodzielni. To element utrzymywania strachu i napięcia. Ludzie bezpieczni i wyzwoleni z lęku prawdopodobnie nie potrzebowaliby żadnej władzy.

Dr Kaczmarka zastaliśmy podczas zakupów sklepie: - Ale nie robię zapasów cukru, mąki i zapałek - zapewnia. - Często powtarza się tezę, że dożyliśmy czasów końca stabilizacji, końca zadowolenia z europejskiego poczucia bezpieczeństwa i dobrobytu. Może sezon ogródkowy powoduje również, że dziennikarze szukają tematów, które nas poruszą? Poczucie zagrożenia odwołuje się do emocji i lęków. Chętniej przeczytamy o pesymistycznych przepowiedniach niż o optymistycznych. Jako socjolog dodam, że mamy czas zmian kulturowych, one przebiegają dziś w wielu wymiarach tak szybko, że trudno coś przewidzieć lub zdiagnozować ich przyczynę. Czy one doprowadzą do przesileń, by nie powiedzieć katastrof? Widzimy upadek moralności, szkoły, autorytetów, rozchwianie wartości i kultury. A z drugiej strony mamy niesamowite bogactw wszystkiego, czyli to dobre tendencje. Chyba że one przytłoczą i doprowadzą do szaleństwa?! Internet jest genialnym wynalazkiem, telefon komórkowy, ale już widać symptomy uzależnienia i manipulacji.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.