Tomasz Malinowski

Spodziewam się zmian w związkach sportowych [rozmowa]

Tomasz Malinowski

Rozmowa z ANDRZEJEM PERSONEM, dziennikarzem i politykiem, o podsumowaniu „na gorąco” Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro.

Na ilu był Pan igrzyskach?
Te w Rio są piętnastymi. I dlatego liczyłem na zdobycie 15 medali. Marzenie okazało się zbyt radykalne.

Opuszcza Pan Rio pewnie z nietęgą miną?
Co prawda są to pierwsze igrzyska w XXI wieku, gdzie zdobywamy powyżej 10 krążków, lecz tylko 2 złote. Zatem do entuzjazmu dużo nam brakuje. To może truizm, ale kilka medali nam najzwyczajniej uciekło. W różnych działo się to okolicznościach. Marysi Andrejczyk zabrakło do upragnionego podium... 2 centymetrów, Piotrkowi Małachowskiemu mistrzostwo olimpijskie rywal zgarnął sprzed nosa ostatnim rzutem. Czasami też decyzje trenerów okazały się błędne. Myślę o piłkarzach ręcznych. Niedzielny mecz o brązowy medal z Niemcami oglądałem w towarzystwie bramkarki reprezentacji Chorwacji. Dziwiła się, że trener Tałant Dujszebajew nie stawiał w tym turnieju na Piotrka Wyszomirskiego, dla niej najbardziej utalentowanego bramkarza świata.

Spotkało Pana w Brazylii rozczarowanie?
Było takich kilka. Osobiście wynik, albo brak wyniku, Pawła Fajdka. To jest jakiś ciekawy przypadek; przed czterema laty w Londynie wchodząc do wioski natknąłem się właśnie na Pawła. Nie widać było po nim przejęcia po kompletnie nieudanym konkursie (trzy rzuty spalone). Skwitował wtedy swój występ uśmiechem i stwierdzeniem: „Za cztery lata będzie lepiej”. Po starcie w Rio wiemy, że chłopak ma problem, nie w rękach i mięśniach, lecz w głowie.
Rozczarowali mnie pływacy, nie spodziewałem się po nich takiej kompromitacji. Radek Kawęcki był „murowanym” kandydatem do jednego z medali. Zasmuciła mnie Isia Radwańska; to taki syndrom Fajdka. Zupełnie dziwny luz, podejście niegodne reprezentantki noszącej orła na piersi.

A był ktoś w polskiej ekipie, który swoją postawą w Brazylii Panu zaimponował?
Bydgoskie wioślarki! Proszę mi wierzyć, że nie ma w tym żadnej „patriotycznej” kokieterii. Ba, w Tokio, gdzie olimpijczycy wyznaczyli swoje kolejne spotkanie, w tej dyscyplinie zdobędziemy więcej niż dwa medale. Jazdę Mai Włoszczowskiej oglądałem pierwszy raz. Z wypiekami na twarzy, nie tylko z powodu trasy, po której się ścigała. Poza tym to wzór profesjonalizmu, sportowiec dbający o najdrobniejszy szczegół w tym, co robi.

W „polskiej” wiosce doszło do kilku niesnasek. To normalne na tej rangi imprezie...?
Nie byłem członkiem naszej misji; do Rio pojechałem jako członek władz PKOl, więc nie znam szczegółów tych nieporozumień. Ale wiem od trenera kolarstwa Wacława Skarula, że Małgorzata Wojtyra oficjalnie przeprosiła trenera.

Czy po występie biało-czerwonych w Brazylii można powiedzieć, że zgubiliśmy się w przyjętym modelu polskiego sportu? Nie wytrzymujemy konkurencji?
Uważam, że naszym największym problemem nie jest akurat szkolenie na najwyższym poziomie. Nie dostarczamy, od lat odpowiedniej grupy talentów. A może postawić na „sztandarową” dyscyplinę? Po Londynie popierano głosy, aby pójść drogą Anglii. W kolarstwie torowym zdobyli w Rio około 9-10 medali. A wiem, że przeciętny mieszkaniec Wysp nie ma zielonego pojęcia, że taka dyscyplina w ogóle jest w tym kraju uprawiana.

To dostrzega Pan potrzebę głębokich zmian?
Nawet więcej niż dostrzegam; spodziewam się, że w wielu związkach sportowych dyscyplin olimpijskich do nich dojdzie. Moje obawy to brak młodego pokolenia, co powoduje, że w wyborach na prezesów wygrywają ci sami, co zawsze. Druga, że domagającym się zmian może nie starczyć determinacji.

Tomasz Malinowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.