"Śmieci" o wartości 800 zł? W śmietnikach marketów można zaopatrzyć lodówkę, a grzebanie w kontenerach to też filozofia i troska o planetę

Czytaj dalej
Fot. Julia Spychała
Emilia Bromber

"Śmieci" o wartości 800 zł? W śmietnikach marketów można zaopatrzyć lodówkę, a grzebanie w kontenerach to też filozofia i troska o planetę

Emilia Bromber

Freeganizm, skip, śmietnikowanie - to różne nazwy na ta samą czynność: ratowanie jedzenia przed zmarnowaniem. Co roku do śmieci trafiają miliony ton jedzenia. Ale wyrzucanie żywności, to nie tylko strata jedzenia, ale także marnowanie zasobów ziemi na darmo. Co można znaleźć w śmietnikach i jak przygotować się do skipowania?

W Polsce wyrzucamy blisko 5 milionów ton żywności rocznie. Oznacza to, że co sekundę marnują się 153 kilogramy jedzenia. W tej smutnej statystyce na gospodarstwa domowe przypadają 92 kilogramy na sekundę. Badania projektu „PROM” wykazały, że z 5 milionów ton marnowanej żywności 60 proc. pochodzi z gospodarstw domowych, 30 proc. z produkcji i przetwórstwa i blisko 7 proc. z handlu. Liczby są porażające i oddają skalę marnotrawstwa żywności w Polsce, jednak pozostają tylko suchą statystyką. Ogrom marnotrawstwa na własnej skórze odczuwają osoby, które ratują jedzenie ze śmietników, ryneczków, czy sprzedawcy, którzy dobrowolnie przekazują niesprzedane produkty.

800 zł na śmietniku

Mimo iż statystyki pokazują, że najwięcej jedzenia marnują gospodarstwa domowe, a w 2019 roku w Polsce została wprowadzona ustawa o przeciwdziałaniu marnotrawstwu żywności, która nakłada na sklepy obowiązek przekazywania niesprzedanego jedzenia organizacjom pozarządowym, to w śmietnikach supermarketów wciąż można znaleźć tony jedzenia.

Freeganizm, skipowanie, śmietnikowanie, diving (ang. nurkowanie), recykling - to różne nazwy na ta samą czynność: ratowanie jedzenia przed zmarnowaniem.

- Najwięcej jest zawsze jabłek, bananów, brokułów, cebuli oraz warzyw i owoców sezonowych. Ostatnio było pełno karczochów – zdrowie warzywo, ale najwyraźniej się nie sprzedało. Także przez tydzień jadłam serca karczochów

– śmieje się Beata Witkowska, która regularnie ratuje jedzenie przed zmarnowaniem ze śmietników supermarketów.

Beata jeździ na „skipy” średnio dwa razy w tygodniu. Żywi się głównie z freeganizmu – jest weganką, więc znajdywane warzywa i owoce, to większość jej diety. Dokupuje kasze, makarony i inne produkty suche. Ale markety wyrzucają nie tylko warzywa i owoce, ale też chemię, produkty z uszkodzonymi opakowaniami, czy z wielopaków, które się rozleciały.

- Pamiętam jednego skipa po Sylwestrze. Wyliczyliśmy, że jego wartość, to było prawie 800 zł. Były tam proszki, kwiaty, zgrzewka napojów energetycznych – wyrzuconych tylko dlatego, że miały wgniecione puszki czy cała paczka chlebów bezglutenowych

– wspomina Beata.

W zależności od sezonu marketowe śmietniki zasypują kwiaty – po Bożym Narodzeniu w jednym z winogradzkich supermarketów kontener wypełniony był cyprysikami, w okolicach dnia kobiet czy dnia matki w śmietnikach jest pełno bukietów ciętych kwiatów. Wiosną można znaleźć też sporo kwiatów doniczkowych – storczyków, azalii, kalii, różyczek czy skrzydłokwiatów. Zazwyczaj są one lekko przywiędnięte, przekwitnięte czy uszkodzone, ale to przecież rośliny i można je bez problemu odratować.

Innym sposobem ratowania żywności jest aplikacja Too Good Too Go, gdzie zgłoszone lokale – restauracje, stacje benzynowe, kawiarnie czy drobne sklepy spożywcze – wystawiają za pół ceny paczki z miksem produktów, których nie sprzedadzą i które można od nich odebrać. W Poznaniu sieć lokali, które korzystają z aplikacji wciąż rośnie i obecnie jest ich ponad 100. Podoba liczba jest we Wrocławiu, a znacznie popularniejsza aplikacja jest w Warszawie – tam dostępnych jest ponad 400 lokali.

Więcej niż oszczędność

Wygrzebywanie jedzenia ze śmietników dla jednych może być smutną koniecznością, ale dla innych staje się filozofią i sprzeciwem wobec konsumpcjonizmowi i bezsensownemu marnotrawstwu żywności, bo gdy cześć osób głoduje, wyrzucanie jedzenia jest absurdem. To również walka z marnowaniem zasobów Ziemi.

- Wiem, że to jedzenie się marnuje. Jest głód na świecie, a na śmietnikach leży pełno jedzenia. To jest straszne. A co ze śladem węglowym? Przecież to wszystko trzeba było wyprodukować, przewieść, zmarnować zasoby

– mówi Beata.

Jak pokazują dane opublikowane przez Banki Żywności, co roku do produkcji wyrzucanej żywności zużywa się 250 bilionów ton wody. Z kolei konsekwencją wyrzucania dużej ilości jedzenia jest jego gnicie na wysypiskach, a co za tym idzie uwalnianie do atmosfery znacznej ilości gazów cieplarnianych. Rocznie na świecie z powodu wyrzucania żywności do atmosfery trafia 3,3 miliarda ton gazów cieplarnianych. To prawie tyle, ile w tym samym czasie emituje cały przemysł Unii Europejskiej. Marnowanie żywności, to zużywanie tych zasobów na darmo.

Ale freeganizm, to nie tylko branie dla siebie, ale też dzielenie się z innymi. Beata na odzyskiwanie jedzenia zabiera ze sobą znajomych. - W zeszłym tygodniu pojechał ze mną kolega. Miał zupełnie inne wyobrażenie na temat tego, jak to wygląda. Nie spodziewał się, że jak otworzy śmietnik, to będzie tak, jakby ktoś otworzył mu magazyn – mówi i dodaje, że często jedzenia jest tak dużo, że nie jest w stanie zmieścić go do samochodu.

- Policzyłam, że ostatni mój skip był warty 300 zł. W samych truskawkach było 100 zł. Tego dnia zostawiłam dużo więcej jedzenia, po prostu nie zmieściło mi się do auta. Szczególnie bolały mnie jabłka. Miałam kiedyś konia i wiedziałam, że komuś by się to przydało

– mówi Beata i dodaje, że po opublikowaniu posta na grupie „Freeganie Poznań” odezwała się do niej dziewczyna, która sama ma stajnie. - Podałam jej adres, gdzie ma pojechać. Powiedziała mi potem, że przywiozła 12 skrzyń jabłek.

Jest też kilka złotych zasad. Przede wszystkim zostawić po sobie porządek, o co wciąż apelują freeganki i freeganie na facebookowych grupach. Coraz więcej śmietników jest zamykanych i jak podejrzewają skipujący, ma to związek właśnie z tym, że nie wszyscy trzymają się zasad.

- W Poznaniu miałam dwa skipy, które zostały zamknięte. Myślę, że to dlatego, że nie wszyscy freeweganie trzymają się wytycznych, czyli zabieramy tyle, ile potrzebujemy i zostawiamy po sobie porządek. Sama czasem widzę, że wszystko jest porozwalane

– denerwuje się Beata.

Jak opowiada freeganka, zdarzy się, że przegonią ją pracownicy, czy ochroniarze, ale mimo to większość jest nastawiona pozytywnie. - Oni widzą jak jedzenie się marnuje, a sami jako pracownicy nie mogą go zabrać. Widzę, że nawet wśród moich znajomych robi się to coraz bardziej popularne. Po prostu ludziom nie podoba się to, że jedzenie się marnuje – mówi.

Jak się przygotować do śmietnikowania? - Wziąć rękawiczki, torby, czołówkę. Trzeba uważać, bo czasem może trafić się szkło i pamiętać, że to loteria – nigdy nie wiesz co znajdziesz w kontenerach. Każdy ma swoje sposoby, na przykład ja często jeżdżę po zmianie gazetki – śmieje się Beata. Grzebania w śmietnikach się nie wstydzi, a wręcz jest z niego dumna.

Kiedy masz więcej niż potrzebujesz, zbuduj dłuższy stół

Największą organizacją pozyskującą jedzenie jest bez wątpienia Wielkopolski Bank Żywności, który w 2020 roku uratował ponad 2000 ton żywność. Inną lokalną inicjatywą zajmującą się pozyskiwaniem żywności to inicjatywa „Długi Stół Poznań”, prowadzona przez Stowarzyszenie Zielona Grupa, która ratuje przed zmarnowaniem jedzenie z poznańskich ryneczków – Jeżyckiego, Łazarskiego i Dębieckiego. Idea narodziła się na chwilę przed pandemią, a pierwszym pomysłem było robienie składkowych kolacji z produktów, które znajdują się w domu i mogą się zmarnować.

- W Domu Sąsiedzkim na Dębcu mamy długi stół i miałyśmy pomysł wspólnego gotowania i przyrządzania kolacji. W tej formie spotkanie odbyło się tylko raz, a potem przyszła pandemia. Postanowiłyśmy zmienić formułę, bo już od pierwszych tygodni zamknięcia zgłaszały się do nas osoby, które miały problemy z dostępem do żywności

– mówi Maria Ratajczak ze Stowarzyszenia Zielona Grupa.

Wtedy opracowano system odbiorów żywności od sprzedawców. Obecnie odbiory odbywają się w soboty. Jest to żywność, która nie nadawałaby się do sprzedaży w poniedziałek, ale wciąż jest dobra do spożycia.

– Jedzenia jest bardzo dużo – to są ilości zwożone busami i przyczepkami. Podczas każdej akcji przygotowujemy ok. 50-60 paczek dla odbiorców, którzy wcześniej deklarują chęć odbioru. Paczki zabierają też wolontariusze pracujący przy Długim Stole

– opowiada Maria.

Całość akcji trwa od ok. 13 do 17 – wolontariusze pozyskują jedzenie, noszą je i następnie sortują w Domu Sąsiedzkim na Dębcu, tam też gotowe paczki są wydawane. Jest też dużo sprzątania, szczególnie kiedy pojawiają się truskawki i wiśnie.

Inicjatywa „Długi Stół Poznań”, prowadzona przez Stowarzyszenie Zielona Grupa, która ratuje przed zmarnowaniem jedzenie z poznańskich ryneczków – Jeżyckiego,
Adam Jastrzębowski - Jedzenia jest bardzo dużo – to są ilości zwożone busami i przyczepkami. Podczas każdej akcji przygotowujemy ok. 50-60 paczek dla odbiorców, którzy wcześniej deklarują chęć odbioru. Paczki zabierają też wolontariusze pracujący przy Długim Stole – opowiada Maria Ratajczak ze Stowarzyszenia Zielona Grupa.

Odbiorcami są osoby starsze, mieszkanki i mieszkańcy Dębca, osoby w kryzysie bezdomności, rodziny z problemami zdrowotnymi i w konsekwencji bez pracy. W pandemii były to osoby, które nagle znalazły się bez pracy, a teraz są to rodziny ukraińskie.

Długi Stół przekazuje też jedzenie Fundacji Barka, która pracuje z grupami marginalizowanymi oraz inicjatywie „Jedzenie Zamiast Bomb”, w ramach której co niedziele pod pomnikiem Starego Marycha rozdawane jest jedzenie dla osób potrzebujących.

– To są setki kilogramów jabłek i pomidorów. Wiadomo, że pojedyncze osoby nie są w stanie ich przetworzyć, także praca z takimi organizacjami jest dla nas konieczna, bo nadwyżki jedzenia są bardzo duże. Skala marnotrawstwa jest ogromna. To są tylko trzy ryneczki i jeden dzień w tygodniu

– mówi Maria.

Dlaczego wolontariuszki i wolontariusze poświęcają swój czas? - Myślę, że osoby zaangażowane w akcję mają dwie różne motywacje – część osób jest nastawiona na ratowanie żywności, dla innych wiodący jest aspekt pomocy i wspierania społeczności, ale tak naprawdę te dwie motywacje się łączą. Dla stowarzyszenia natomiast takie akcje są ważne, bo przynoszą natychmiastowe efekty i nadają sens naszej pracy – tłumaczy Maria.

Jak opowiada lokalni sprzedawcy cieszą się, że mogą oddać jedzenie. - Wiadomo, że zawsze znajdzie się ktoś mniej chętny, ale większość jest otwarta na współpracę. Dla nich to też jest ważne, żeby jedzenie się nie marnowało. Duża część myśli o nas i szykuje nam paczki – opowiada.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Emilia Bromber

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Jak tak czytam takie artykuły, to aż mi się serce kraje z żalu. A ja się w domu pieklę, jak raz czy dwa razy W MIESIĄCU dosłownie kawałek chleba, 2 - 3 kromki, nie nadaje się już do zjedzenia lub parę razy w roku coś się zapodzieje na końcu, w zakamarkach lodówki.

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.