Smaki świata z włocławianinem Markiem Grabowskim

Czytaj dalej
Fot. WA
Renata Kudeł

Smaki świata z włocławianinem Markiem Grabowskim

Renata Kudeł

Po ekwadorskiej wyprawie Marek Grabowski przyznał, że choć był na wyspie Galapagos, to nie jadł tam zupy z żółwia. - Ale oczywiście widziałem i sfotografowałem te zwierzęta, będące największą atrakcją wysp - wspomina.

Chilli Sin Carne to klasyk z Teksasu, podany z cynamonowym ryżem. Orzeźwiające klopsiki miętowe są w sosie cytrynowym, z kaszą bulgur, jest bananowa zupa z kokosową nutą czy bucatini z domowym pesto... Ci, którzy poszukują nowych, kulinarnych smaków są zaciekawieni propozycją bistro, które przygotowuje potrawy z różnych stron świata. Przede wszystkim z Ameryki Połduniowej, choć nie tylko.

"Kolendra Wege Bistro" to Marka Grabowskiego z Włocławka kulinarna podróż w różne strony świata. - Przepisy są moje, modyfikowałem je przez lata gotowania - mówi Marek Grabowski, szef kuchni w "Kolendra Wege Bistro".

Na mapie podróży Marka Grabowskiego są m.in. Wenezuela (2009 r.) i Ekwador (2010).

Po ekwadroskiej wyprawie Marek Grabowski przyznał, że choć był na wyspie Galapagos, to nie jadł tam zupy z żółwia. - Ale oczywiście widziałem i sfotografowałem te zwierzęta, będące największą atrakcją wysp. Mam też na zdjęciach iguany, foki i mnóstwo ptaków, wśród nich głuptaki, fregaty i kolibry, których fotografowanie jest moją największą słabością - mówi podróżnik. Skąd więc te kulinarne zapędy u przedsiębiorcy, podróżnika, wielbiciela kolibrów? I dlaczego wege?

- Od lat jestem wegetarianinem - mówi Marek Grabowski. - Nie obyło się bez przerw, ale w końcu definitywnie odrzuciłem jedzenie mięsa. Dzięki temu zrzuciłem sporo kilogramów, mam dobre wyniki badań... Uprawiam biegi, wspinaczkę, więc zdrowie, kondycja, są dla mnie ważne. A gotowanie od zawsze jest moją pasją. Uważam, że skoro w stutysięcznym mieście nie było do tej pory miejsca z wegetariańskim menu to najwyższa pora to zmienić.

Wnętrze zaaranżowano tak, że odzwierciedla podróżnicze pasje szefa kuchni. Są więc przewodniki w starej walizce, stare mapy, na ścianach wiszą stare drzwi, ramy okienne - symbolizują ten inny świat, który otwierają przed nami podróże. Większość z tych rzeczy z tak zwanego odzysku podróżnik i szef kuchni sam odnowił - tak, aby pasowały do klimatu wnętrza. Chociaż słowo "odnowił" nie do końca jest tu właściwe. Jeśli stara maszyna do szycia służy za stolik, to musi być stara, a nie lśniąca niklem!

Do wypoczynku zachęca hamak, w tle chilloutowa muzyka, vi-fi dla tych, którzy nie rozstają się z laptopem. Pachnie nie tylko ulubiona przez Marka Grabowskiego kolendra, ale i inne przyprawy. - Menu jest zmienne, bo opiera się na produktach sezonowych - mówi szef kuchni. - To fajna, zdrowa, ale bez dzikich pomysłów kuchnia - twierdzi. Sam ustala menu, ale lubi wyjść z kuchni do gości i pytać, jak smakuje marchewkowe tagliatelle, kalafiorowy tadżin z kiszoną cytryną czy miętowe klopsiki. Modne smoothie? Proszę bardzo, z jarmużu, szpinaku. I batatowe fit brownie! Dla bezglutenowca - smakowe niebo!

Sam przedstawia się najchętniej jako wielbiciel kawy. O jej przygotowywaniu może gawędzić choćby tak długo, jak trwa zaparzanie na przykład "Procesu Kafki". W menu jest ok. 17 propozycji kaw, w tym z orkiszem, figami, kolendrą i kardamonem, jest kawa czarna parzona metodami alternatywnymi.

"Kolendra Wege Bistro" działa we Włocławku od 3 miesięcy. W menu są także dania bez glutenu (przystawki, zupy, dania główne i ciasta) i dla tych, którzy nie tolerują laktozy. W karcie są one specjalnie oznaczone.

Archiwalne rozmowy z podróżnikiem, które ukazały się w "Gazecie Pomorskiej"

2009 r.
- Razem z Marcinem Pilarkiem z Włocławka był pan już w ubiegłym roku na miesięcznej wyprawie w Wenezueli. "Gazeta Pomorska" sekundowała wam w tej wyprawie z dala od turystycznych szlaków, kurortów,luksusowych hoteli. Po powrocie zapowiadał pan, że kolejna wyprawa w te rejony świata będzie samotna i że na trasie znów będzie Wenezuela. Skąd ten apetyt na "Małą Wenecję"?*
- Trudno powiedzieć,czy jest to apetyt na Wenezuelę, może jest to po prostu apetyt na przygodę? Tym bardziej, że tym razem większość czasu planuję spędzić w Ekwadorze. To piękny kraj, zapewniający skrajne wrażenia - położenie Ekwadoru sprawia, że podróżując po tym kraju można podziwiać storczyki i palmy, a także roślinność tundry, lodowce i pola śniegowe.

- Najciekawsze miejsca, które chce pan zobaczyć to...
- Tak jak już powiedziałem, w tym roku nastawiam się głównie na Ekwador. Podróż zamierzam rozpocząć od Alei Wulkanów, nazwanej tak przez znakomitego podróżnika Alexandra von Hubolta. To teren, gdzie na niewielkim obszarze zgrupowane są najwyższe i najwspanialsze wulkany świata. Zamierzam spędzić tam tydzień, może dwa, na pieszej wędrówce. Ostatnio bardzo uaktywnił się Tungurahua - 5023 m n.p.m. - który bardzo chciałbym sfotografować "w akcji". Następnie zamierzam udać się do miasta portowego Guayaquil i znaleźć możliwie tani sposób dotarcia na wyspy Galapagos. Może zawitam jeszcze do jakiejś wioski nad Amazonką, może powyleguję się gdzieś w hamaku nad Pacyfikiem. Do końca sprecyzowanych planów nie mam i nie chcę mieć. Potem będzie Wenezuela...

- W Wenezueli odwiedzi pan znane już sobie miejsca?
- Zamierzam odwiedzić znajomych w Puerto Colombia, być może zawitam też na kilka dni na Los Llanos. Z nowych miejsc na pewno chciałbym odwiedzić La Gran Sabana, wejść na Tepuy Roraima, zobaczyć tam kilka wodospadów.

- Zobaczy się pan z wenezuelskim przyjacielem, którego nazwaliście po swojsku Andrzejem?
- Mam nadzieję, że kiedy przyjadę do Puerto Colombia nadal będzie wylegiwał się w swoim hamaku...

- Czy wyprawę będzie pan dokumentował?
- Tak. Będę tradycyjnie prowadził dziennik - gdy wrażeń jest wiele, pamięć bywa zaskakująco ulotna. No i oczywiście zamierzam przywieźć masę zdjęć,które zawsze są dla mnie bardzo ważnym elementem podróży.

- Czy samotna wyprawa nie jest niebezpieczna?
- Zapewne nieco bardziej, niż wyprawa w grupie, ale niewątpliwie taka forma podróży ma też bardzo wiele zalet- wymusza szybszą naukę języka, ma się też większą swobodę realizowania zmienianych i wymyślanych na gorąco planów podróży.

- Jest pan przygotowany na niespodzianki, także te na granicy ryzyka?
- Najbardziej chyba obawiam się tego,co może przyjść mi do głowy w trakcie podróży. A tak serio. Myślę, że zawsze wiem, na ile mogę sobie pozwolić i gdzie są nieprzekraczalne dla mnie granice ryzyka.

- Jakie są dalsze plany - po Wenezueli i Ekwadorze?
- Świat jest tak wielki i piękny, że o planach mógłbym na pewno opowiadać godzinami. Jeżeli uda się je zrealizować na pewno chętnie o nich opowiem.

* Mała Wenecja - Venezuela oznacza "małą Wenecję " - tak nazwał ją Amerigo Vespucci gdy zauważył domy na palach u ujścia dzisiejszego jeziora Maracaibo.

2010 r.
- Od niedawna jest pan włocławianinem, dla naszego miasta porzucił pan Toruń. Jak się pan czuje w nowym miejscu?
- Zupełnie dobrze. Zamiana przebiegła bezstresowo, bo lubię Włocławek.

- Pasja, której oddaje się pan od lat pozostaje niezmienna...
- Podróżować można z każdego miejsca na mapie.

- Dopiero co wrócił pan z Ekwadoru, gdzie przechadzał się pan między innymi Aleją Wulkanów... Zanim pan jednak zacznie opowiadać o tym, co spotkało pana w podróży proszę powiedzieć, czym pana wyprawy różnią się od innych?
- Samotne wyprawy do Ameryki Południowej nie są na porządku dziennym. A już na pewno rzadkością są te wiodące z dala od turystycznych szlaków. Poza tym nigdy nie planuję nic do końca - trasa zmienia się w zależności od ochoty, pogody. Jeśli spotkam człowieka, który wskaże mi ciekawe miejsce, jadę tam. Taka podróż to jedna wielka improwizacja. No i nigdzie nie ruszam się bez aparatu fotograficznego. Wyprawa w pojedynkę ma swoje wady i zalety. Ja uczę się języka hiszpańskiego, więc mogę porozmawiać z ludźmi, jeśli mam taką potrzebę. Sam sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem, ale czasami brakuje bratniej duszy.

- Był pan na Galapagos, czy tam podają zupę z żółwia?
- Zupy z żółwia nie jadłem, ale oczywiście widziałem i sfotografowałem te zwierzęta, będące największą atrakcją wysp. Mam też na zdjęciach iguany, foki i mnóstwo ptaków, wśród nich głuptaki, fregaty i kolibry, których fotografowanie jest moją największą słabością.

- Marzył pan też o tym, aby sfotografować erupcję wulkanu. Udało się?
- Dotarłem na punkt widokowy, z którego można było obserwować jeden z aktywnych wulkanów. Widziałem też jezioro w kraterze, dotarłem do najwyżej położonych miejsc nad poziomem morza w Ekwadorze. Co nie przeszkadza, że jeżdżą tam autobusy. Otarłem się o Amazonkę, byłem w miasteczku, gdzie kończą się wszystkie drogi a Indianie tam żyjący to nie są przebierańcy, pozujący do zdjęć. Widziałem kobietę, poszukiwaczkę złota i sam próbowałem coś niecoś wypłukać, ale bez większych sukcesów. Niezapomnianym przeżyciem było impreza karnawałowa w gdzieś w dopływie Amazonki. Do zwyczaju należy tam oblewanie wodą, ale nasz dyngus to nic wobec tamtejszej superspotęgowanej wersji. Na dodatek ludzie polewani są nie tylko czystą wodą, ale i barwnikami.

- Ciekawi mnie, czy udało się panu spotkać Polaków? Europejczyków?
- Na szlakach typowo turystycznych pewnie spotkałbym ich więcej, ale podczas mojej improwizowanej podróży tak naprawdę zetknąłem się z kimś z Polski tylko raz. Za to spotkanie z polskim misjonarzem księdzem Marcinem zaowocowało kolejną zmianą trasy, ponieważ zaprosił mnie do siebie. Nie mogłem odmówić. Poznałem życie misjonarzy, widziałem spowiedź, udzielaną bez konfesjonału, uczestniczyłem w pogrzebie... Zdarzyło mi się też zachorować i to był moment grozy, bo denga - choroba tropikalna przenoszona przez komary - nie takich jak ja zwalała z nóg.

- Najpiękniejsze zdjęcie, jakie przywiózł pan z wyprawy?
- Przywiozłem ich setki, ale najpiękniejszy jest chyba koliber w locie.

Renata Kudeł

Najchętniej zajmuję się kulturą, sztuką, edukacją. Najciekawsi w mojej pracy są ludzie - ci mniej i bardziej znani, ale mający w życiu coś, co ich wyróżnia. Pasję, talenty, chęć niesienia pomocy innym. Najpiękniejsi są cisi bohaterowie, nawet ci niedzisiejszy, niemedialni. Pisać o nich to przywilej tego zawodu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.