Maciej Czerniak

Śledczy z Gdańska doliczyli się już 800 poszkodowanych w sprawie firmy Domar

Zamiast do ponad 500 wierzycieli Domaru, a także do zwolnionych 450 pracowników, pieniądze te miały trafić do firmy Luna Deweloper. A spółka ta ma swą Fot. archiwum Zamiast do ponad 500 wierzycieli Domaru, a także do zwolnionych 450 pracowników, pieniądze te miały trafić do firmy Luna Deweloper. A spółka ta ma swą siedzibę pod tym samym adresem co kołobrzeskie sanatorium należące do rodziny S.
Maciej Czerniak

Dlaczego list gończy za Januszem S. wciąż jest publikowany na stronach gdańskiej prokuratury? Przecież został on już zatrzymany i przesłuchany - to zgłoszenie przekazane przez anonimowego informatora.

Chodzi o list gończy z listopada ubiegłego roku. Śledczy z Gdańska ogłosili, że jeden z najbogatszych bydgoszczan jest ścigany w związku z wyprowadzeniem pieniędzy z sieci sklepów Domar.

Prokuratura dementuje informacje na temat rzekomego zatrzymania S.

- List gończy opublikowany za poszukiwanym jest aktualny, osoba ta nie została jeszcze przesłuchana - mówi prokurator Maciej Załęski z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Śledczy wylicza, że w postępowaniu dotyczącym działalności Janusza S. ustalono około 800 podmiotów, które mają status poszkodowanych. - W śledztwie nie nastąpił na razie przełom. Postępowanie jest kontynuowane.

Janusz S. podejrzany jest o kierowanie w okresie od 3 czerwca do 25 sierpnia 2009 roku w Bydgoszczy „dokonaniem przez inne osoby udaremnienia zaspokojenia wielu wierzycieli spółki DOMAR - BYDGOSZCZ S.A.” - czytamy na stronie Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

„(...) poprzez zbycie lub rzeczywiste obciążenie mienia wielkiej wartości zagrożonego zajęciem, a należącego do ww. spółki (...) oraz o kierowanie w okresie od 7 grudnia 2009 roku do 14 listopada 2011 roku w Bydgoszczy dokonaniem przez inne osoby prania brudnych pieniędzy pochodzących z opisanego wyżej przestępstwa (...)” - brzmi uzasadnienie śledczych.

Domar upadł w listopadzie 2009 roku. Prokuratura w Bydgoszczy prowadziła śledztwo w sprawie wyprowadzenia majątku z 47 sklepów upadającej spółki między innymi do firmy Luna Deweloper w Kołobrzegu.

Wyprowadzone też zostały udziały w innych spółkach, w których także pierwsze skrzypce grał Janusz S. i jego brat (oraz wspólnik w interesach): Locum, Jazon, Maktronik i w nieruchomościach w Kołobrzegu. Idzie tu o niebagatelną sumę - 23 miliony złotych.

Zamiast do ponad 500 wierzycieli Domaru, a także do zwolnionych 450 pracowników, pieniądze te miały trafić do firmy Luna Deweloper. A spółka ta ma swą siedzibę pod tym samym adresem co kołobrzeskie sanatorium należące do rodziny S.

Według śledczych, Mariusz J., od 25 września 2009 roku prezes upadającej spółki, a także zasiadający w jej władzach Jarosław M. i Jerzy O. wyprzedali majątek Domaru, na którym rękę trzymał już komornik.

W akcie oskarżenia przewija się też wyprowadzenie pieniędzy z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Wśród oskarżonych są także przedstawiciele firm - FiBu Europa z Gdyni i Laura z Bydgoszczy.

Między braćmi doszło do konfliktu. Miał go wywołać Mirosław S. To on - według „Gazety Wyborczej” - miał pełnomocnictwa Janusza.

Konflikt między braćmi narasta od kilku już lat. W 2015 roku rozgorzała bitwa o firmę transportową Maktronik i autoryzowany serwis marki Iveco.

W 2015 roku brat Janusza S. próbował przejąć kontrolę nad przedsiębiorstwem wartym kilkadziesiąt milionów. Doszło do zabarykadowania biura i usunięcia części ogrodzenia. Porządku pilnowało ponad dwudziestu policjantów. Ostatecznie to Januszowi S. przyznano prawa do firmy.

Kilka tygodni wcześniej, w czerwcu 2015 roku, do lokalu firmy Mega Fit w Bydgoszczy przy ulicy Skłodowskiej-Curie wtargnęło kilkunastu uzbrojonych mężczyzn. Wyważyli drzwi, wymienili zamki, na bramie powiesili łańcuch z kłódką. Okupacja trwała do połowy sierpnia 2015 roku. Była to kolejna odsłona konfliktu między braćmi biznesmenami.

Sprawa trafiła do sądu, ale w ubiegłym roku adwokaci obu stron doszli do wniosku, że możliwe jest wypracowanie ugody.

W komunikacie gdańskiej prokuratury dotyczącym sprawy Domaru czytamy: „Wzywa się każdego, kto zna miejsce pobytu poszukiwanego, do zawiadomienia o nim najbliższej jednostki Policji (...) za ukrywanie poszukiwanego (...) grozi kara pozbawienia wolności do lat 5 (art. 239 § 1 kk)”.

Poznaj historię założycieli Domaru:

"W biznesie Bracia zaistnieli pod koniec lat 80. Początkowo handlując walutą i na giełdzie, naprawdę rozwinęli skrzydła w warunkach raczkującej gospodarki wolnorynkowej. Kilka lat później opływali już w milionowe majątki (w tym między innymi w wille w Portugalii), które dzielili z dwiema miss - Mirosław z Aleksandrą Spieczyńską (Miss Polonia 1993), Janusz z Moniką Wilgą (Miss Polski 1997).

Janusz w latach 90. znalazł się na 21. miejscu na liście najbogatszych Polaków. Pierwsze duże pieniądze przyniosła mu firma Weltinex, sprzedająca alkohol w sklepie przy ulicy Dworcowej w Bydgoszczy.

Pomysł na biznes zrodził się, kiedy ministerstwo finansów PRL ogłosiło ulgę podatkową dla przedsiębiorstw zajmujących się eksportem. Później okazało się, że w pewnych warunkach zwolnieni od podatku będą również ci, którzy sprzedają w kraju. Projekt wypalił dzięki temu, że - jak później wyjawili śledczym - alkohole sprowadzane do Polski z zamiarem sprzedawania w kraju, pochodziły z afrykańskiej Republiki Lesotho. Dlaczego? Importowanie z krajów trzeciego świata również było objęte podatkowymi ulgami.

Ten interes, choć milionowy odbił się później czkawką, kiedy zainteresował się nim najpierw urząd skarbowy, a później prokuratura. Śledczy szykowali zarzuty wobec Janusza. Ten jednak wyjechał na początku lat 90. do Rosji.

Weltinex to jednak nie jedyny biznes, który prowadził w tym czasie bydgoski przedsiębiorca. Zdążył założyć kilka innych firm. W tym - Maktronik - markę zakupioną od indyjskiego przedsiębiorcy z Danii. W Bydgoszczy zapanowała gorączka zakupów. Maktronik sprzedawał wszystko, czego w owym czasie w Polsce nie było i o czym marzyli wygłodniali zachodnich dóbr klienci. Największym hitem była elektronika, którą Braciom udawało się kupować w NRD za tak zwane ruble transferowe. Pieniądze na konta płynęły wartkim i nieprzerwanym strumieniem.

Januszowi partnerował w tych interesach młodszy brat Mirosław. Już wtedy jednak relacje między rodzeństwem zaczęły się psuć. Na drodze porozumienia między nimi stanie później walka o majątek blisko 200 firm i spółek zakładanych i firmowanych nazwiskiem Braci.

Mirosław próbuje iść swoją drogą. W końcu jednak ma problemy w... Indiach. Na pomoc przychodzi mu brat. Kilka dni po ostatnich wydarzeniach w Maktroniku Janusz wspomina tamten czas. Nie bez rozżalenia.

- Mirek twierdzi, że go oszukałem, bo firmy, o które toczy się spór on również zakładał - wzdycha Janusz. - Muszę powiedzieć jasno: Mirek nie zrobił żadnej firmy. To ja go do firm zapraszałem. Ja go też ratowałem z tarapatów w Indiach, kiedy wrócił do kraju półżywy. Wyciągnięcie go stamtąd kosztowało wtedy setki tysięcy dolarów. A gdy później wyjechałem na chwilę do Rosji, on zaczął się coraz bardziej poczuwać do roli właściciela.

Ta „chwila”, o której mówi Janusz, trwała prawie dwa lata. W tym czasie biznesmen próbował spełnić swoje ambicje polityczne. Chciał, na przykład kandydować do Senatu. Jego komitet wyborczy w Bydgoszczy zebrał jednak tylko nieco ponad 35 tysięcy podpisów. To było za mało.

Na drodze stanęły mu wtedy też prokuratorskie zarzuty dotyczące nieprawidłowości w Weltineksie. Janusz, żeby móc wrócić do kraju, starał się o list żelazny. Pisał w tej sprawie do Aleksandra Kwaśniewskiego. Listu żelaznego prezydent nie wydał, ale to nie przeszkodziło Januszowi w powrocie do kraju. Sąd go uniewinnił, a przed apelacją prokuratury zarzuty zdążyły się przedawnić.

Kolejnym interesem na miarę sukcesu Maktronika okazuje się w 1993 roku kupno przez Braci państwowego jeszcze wtedy przedsiębiorstwa Elektronix, wcześniej działającego pod nazwą Handlowo-Usługowej Spółdzielni Pracy Inwalidów. Firma zostaje przemianowana na Domar. Ten interes klienci również szybko pokochali. Jak magnes działał sprzedawany tam nieraz po okazyjnych cenach sprzęt RTV i AGD.

Problemy zaczną się kilkanaście lat później, kiedy ponownie nieprawidłowościami tym razem w Domarze - zainteresują się śledczy prokuratury. Z kasy firmy wprowadzono kilkadziesiąt milionów złotych. Przedsiębiorstwo traci płynność. Wierzyciele drzwiami i oknami próbują odzyskać swoje długi. Ostatecznie sieć sklepów - rozsianych w całej północnej Polsce - Domar-Bydgoszcz z siedzibą w Warszawie ogłasza upadłość w 2009 roku.

Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, które ma wyjaśnić, czy zarządcy spółki celowo doprowadzili do upadłości, trwa do dzisiaj. Pojawiają się sugestie i wątki wskazujące na to, że majątek spółki w wysokości około 23 mln zł mógł zostać wyprowadzony na konto firmy Luna Developer, pozostającej w sferze wpływów Janusza.

- Do upadku Domaru doprowadził Mirosław - ucina krótko Janusz. - Sześćset pracowników poszło na bruk - twierdzi stanowczo.

W ostatnich latach konflikt między Braćmi nasilał się. Do tego stopnia, że w 2013 roku podpisali umowę. Stanowi ona o podziale finansowego imperium. Dokument podpisany 29 listopada 2013 roku w Bydgoszczy w obecności notariusza to swoista „intercyza” określająca strefy wpływów kilkunastu spółkach Braci.

Według umowy strony zgodziły się, że „wyłączną, bezpośrednią lub pośrednią własnością” Janusza staną się określone „składniki majątkowe”: Przedsiębiorstwo Hotel-Tur w Szczecinie, spółka Arka-Mega w Kołobrzegu (wraz z kompleksem wypoczynkowym Arka Medical Spa), ośrodek wczasowy Terimex w Pogorzelicy nad Bałtykiem, nieruchomości w Lubieszynie, Bydgoszczy, Więzownie, spółka Maktronik S.A. i użytkowanie wieczyste nieruchomości w Bydgoszczy. Z kolei Mirosławowi przypadły, m.in. spółki: Locum S.A., Hotel City Sp. z o.o., Hotel City S.A., Lc Investment, Apro Investment, R-Bud, Gildia S.A. i spółki z nimi powiązane."

Maciej Czerniak

W Gazecie Pomorskiej zajmuję się tematyką kryminalną, policyjną, jestem autorem relacji sądowych. Podejmuję sprawy z kręgu dziennikarstwa śledczego, najczęściej dotyczące tego, co dzieje się na styku władz publicznych z sektorem prywatnym. Z wykształcenia jestem polonistą, a tym, co w mojej pracy najbardziej mnie pociąga i codziennie zadziwia, jest fakt, że najciekawsze historie zawsze pisze życie. Bywają bardziej niezwykłe od scenariuszy filmów. Nie tylko sensacyjnych. Nie zamykam się jednak w tematyce prawno-kryminalnej. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z przemianami społecznymi - od polityki przez prawo do nowych technologii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.