Stanisław Kaszyński

Śladami koreańskich studentów, którzy w 1959 r. gościli w Mogilnie

Na spacerze w parku, od lewej, Edward Szymański, Kim Wan Un, NN, Ri Jin Ben, Leszek Graf Fot. Archiwum Na spacerze w parku, od lewej, Edward Szymański, Kim Wan Un, NN, Ri Jin Ben, Leszek Graf
Stanisław Kaszyński

Oto fascynująca historia koreańskich studentów, którzy przed prawie sześćdziesięciu laty przebywali w mieście nad Panną.

Z końcem lat pięćdziesiątych powiat mogileński sposobił się do intensywnej animacji kulturalnej. W kolejnym dziesięcioleciu mieszkańcy Mogilna i powiatu, dzięki życzliwemu mecenatowi Antoniego Wesołowskiego -długoletniego przewodniczącego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, wielokrotnie mieli okazję do spotkań i dyskusji z najwybitniejszymi postaciami polskiej kultury, nauki i sztuki. Właśnie wtedy gościli tu m. in.: Marian Brandys, Stanisław Ryszard Dobrowolski, Jerzy Waldorff, Wojciech Żukrowski, Mieczysław Fogg, Wojciech Siemion, Adam Hanuszkiewicz, Stanisław Mikulski, a także Bohdan Tomaszewski, Karol Małcużyński, Jerzy Tepli i Edward Dylawerski. Mogilnianie masowo jeździli do teatrów i na wystawy, powstał Powiatowy Zespół Estradowy pod kierownictwem Doroty Ciechanowskiej, ponad sto placówek wyposażono w nowe telewizory. Ale wszystkie te znaczące i pamiętane do dziś wydarzenia kulturalne zapoczątkowało spotkanie mogilnian z dwoma studentami z Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

Z dalekiego kraju

Wbrew pozorom Kim Wan Un i Ri Jin Ben nie przyjechali do Mogilna z dalekiej ojczyzny, lecz z nieodległego Poznania, gdzie kontynuowali studia na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Oficjalne powitanie koreańskich gości i spotkanie z mieszkańcami Mogilna odbyło się 22 lipca 1959 r. w amfiteatrze letnim, położonym w Parku Miejskim, świeżo noszącym imię Janka Krasickiego. Zająłem miejsce na widowni i z zaciekawieniem czekałem na przebieg uroczystości. Z błogiego nastroju szybko wyprowadził mnie Edek Szymański, główny organizator wizyty koreańskich gości. Jego sugestywne: - Staszek, chodź szybko, będziesz tłumaczył, wydało mi się sennym nieporozumieniem. Skonsternowany zbliżyłem się do estrady, nadal nieświadomy karkołomnego zadania. Ochłonąwszy, poznałem szczegóły, które nieco złagodziły moje obawy. A ponieważ podobnie jak koreański gość znałem rosyjski, udało mi się bezproblemowo wywiązać z zaskakującego zadania, a było to moje pierwsze wystąpienie publiczne. Oczywiście nikt z widzów nie znał jego kulis. Zebrani nie kryli jednak zdumienia, że ich rodak, zresztą wówczas szerzej nieznany, tak sprawnie opanował znajomość języka koreańskiego.

Serdeczna gościna

Koreańscy goście zostali zakwaterowani w dość skromnie wyposażonym dwuosobowym pokoju w miejscowym hotelu "Polonia" z restauracją na parterze. Ich kilkudniowy pobyt w mieście nad Panną wypełniły spacery po mieście, robocza wizyta w zakładzie wyrobów betonowych "Prefabrykaty" i spotkanie z jego dyrektorem Władysławem Madajem. Zapewne zwiedzili też miejscową Fabrykę Części Zamiennych do Maszyn Rolniczych, której przedstawicielka Wanda Hertig, działaczka młodzieżowa i prowadząca zakładowy zespół artystyczny, towarzyszyła im również podczas gościny w znanej kawiarni Jamrego. Ona też wraz z Edwardem Szymańskim i Leszkiem Grafem oprowadzała gości koreańskich po Parku Miejskim, co utrwalono kilkoma zdjęciami. We wspomnieniach mogilnian Koreańczycy okazali się bardzo sympatycznymi gośćmi, skorymi do choćby krótkich rozmów z przechodniami, ciekawymi warunków pracy i ich życia.

- Głównymi inspiratorami wizyty koreańskich studentów były zapewne władze województwa bydgoskiego - mówi Edward Szymański, późniejszy minister w Kancelarii Prezydenta RP. Wtedy szukaliśmy kontaktów z innymi krajami, a te były bardzo ukierunkowane. Wizycie towarzyszyła bardzo serdeczna atmosfera, o którą zabiegał również Antoni Wesołowski. Wielka szkoda, że obaj panowie już nie żyją.

W ojczyźnie

Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w 1961 r. Koreańczycy powrócili do ojczyzny. Wkrótce Kim Wan Un został pracownikiem naukowym w Instytucie Historii w Akademii Nauk Społecznych w Piongjangu. Miał żonę i dwóch synów. Zmarł 12 listopada 1968 r. w wieku zaledwie 30 lat. W dzieciństwie mieszkał w rejonie Kumkang niedaleko miasta Wonsan, gdzie urodził się 11 lutego 1938 r. Zdaniem lekarzy do przedwczesnej jego śmierci przyczyniło się użycie w czasie wojny przez wojska amerykańskie broni biologicznej. Jak wspomina jego rodzina i znajomi, Kim Wan Un do końca żył wspomnieniami o miłych Polakach. Jego starszy przyjaciel Ri Jin Ben, urodzony 2 maja 1932 r. w mieście Hiesan, początkowo pracował jako inżynier w hucie Kangson, a potem był jej wicedyrektorem. Przyjaciele nazywali go koreańskim Polakiem. Na bardzo sympatyczne wspomnienia koreańskich studentów z pobytu w Polsce wpływ miała zapewne też ich przyjacielska wizyta w Mogilnie.

******
Poznanie szczegółów biograficznych i postudyjnych losów koreańskich studentów było możliwe dzięki życzliwej pomocy Ambasady Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej w Warszawie. Szczególnie pomógł mi jej I sekretarz Kwon Ju Hyok. Wdzięczny jestem również Edwardowi Szymańskiemu i Wandzie Hertig za udostępnienie zestawu fotografii.

Stanisław Kaszyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.