Skorupiak znów zaatakował

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Skorupiak znów zaatakował

Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Aleksandra Krzeszewska toczy zaciętą walkę o życie. Na leczenie potrzebuje jednak pieniędzy.

Wszystko zaczęło się w lipcu dwa lata temu. Podczas banalnego zabiegu lekarzy coś zaniepokoiło. Ich obawy potwierdziły wyniki badania histopatologicznego. Diagnoza była druzgocąca. Złośliwy rak jajników. - Mój świat wtedy runął - opowiada Aleksandra Krzeszewska.

Postanowiłam walczyć, ponieważ jestem szczęśliwą żoną i mamą trzyletniego łobuziaka, który jest dla mnie wszystkim.

Pierwsza runda zwycięska

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Radykalna operacja zajętych narządów. Później chemioterapia i avastin, czyli lek przeciwnowotworowy. - We wrześniu 2015 roku z nadzieją, że to tylko złe wspomnienia, wróciłam do pracy - opowiada. - Wszystko zaczęło się układać tak jak marzyliśmy. Sielanka nie trwała jednak zbyt długo.

W połowie grudnia badanie kontrolne wykazało metabolicznie aktywne ogniska. Skorupiak wrócił ze zdwojoną siłą. - Przepłakałam całą noc, a w mojej głowie kłębiły się setki myśli. Co dalej? Co z moim synkiem? Co z mężem? I w końcu to, czego boję się najbardziej. Ile mi zostało i czy to boli?

Cztery miesiące i tyle samo operacji

Na początku stycznia przeszła kolejną operację. Usunięto jej śledzionę, otrzewną, kawałek wątroby, żołądka, trzustki oraz jelito grube, czego konsekwencją są wyłonione dwie stomie. W bydgoskim szpitalu spędziła cztery miesiące, podczas których była operowana cztery razy. - Od końca kwietnia byłam w domu, ale byłam, to dużo powiedziane - wspomina kobieta. - Trzy razy zabierało mnie pogotowie.

Nie chcę by mój synek patrzył jak płaczę i krzyczę z bólu. Nie takie dzieciństwo powinien mieć. Nie takie problemy. Nie chcę, aby musiał sprawdzać, czy jego mama się nie przewróciła.

Pilnie potrzebna pomoc

Aleksandra Krzeszewska obecnie znów jest w bydgoskim szpitalu onkologicznym. Istnieje ryzyko przerzutów do kości. - Lekarze jeszcze nie podjęli decyzji, co do dalszego leczenia - opowiada. - Nie wiem, czy czeka mnie kolejna operacja, chemioterapia, czy może teleterapia. Wiem za to, że mam dla kogo żyć i będę dalej walczyć o każdy dzień. Nie chcę rezygnować, tylko dla tego, że mnie nie stać na leczenie, bo te jest niesprawiedliwe.

Leki, badania, konsultacje, dojazdy i specjalna dieta pochłaniają ogromne sumy pieniędzy. Dlatego liczy się każda pomoc.

Aleksandrę Krzeszewską można wesprzeć za pomocą Fundacji Avalon, której jest podopieczną. Można z robić przelew na konto bankowe o numerze 62 1600 1286 0003 0031 8642 6001 z dopiskiem na jej nazwisko. Można też wysłać SMS pod numer 75 165 o treści Pomoc.

Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.