Anna Bielińska

Sinatra to jeden z największych piosenkarzy wszech czasów

Anna Bielińska

Zanim zainteresował się muzyką, całymi latami nie mógł, a raczej nie chciał znaleźć stałej pracy. Początkowo zatrudnił się jako szewc, który to zawód jego ojciec obrał po przeprowadzce z Włoch do Stanów Zjednoczonych.

Później - również idąc w ślady rodzica - zajął się zawodowym boksowaniem w wadze koguciej. Wyprowadzka z rodzinnego miasta, aby spróbować sił w śpiewaniu, była jego pierwszą samodzielną decyzją. I choć spotkała się z dezaprobatą rodziców, młody Frank wybrał swoją drogę.

Frank Sinatra przyszedł na świat 12 grudnia 1915 roku, jednak komplikacje podczas porodu na stałe wpłynęły na dalsze życie piosenkarza. Chłopca na siłę wyjmowano szczypcami, które poharatały mu ucho i szyję, powodując blizny, które kamuflował przed każdym publicznym występem.

Pedant z miasteczka Hoboken

Przygotowania do koncertów przedłużyły się z czasem, kiedy Sinatra zaczął tracić włosy. W swojej garderobie trzymał kilka tupecików i kapeluszy, które z czasem stały się jego znakiem rozpoznawczym. Garnitur musiał być zawsze idealnie wyprasowany. Dom przypominał wysokiej klasy sklep z ubraniami rozmieszczonymi na półkach według kolorów i materiału. Każda rzecz - łącznie ze skarpetkami - przed ich założeniem była spryskiwana ulubioną wodą kolońską Courtney.

Pedantyzm Sinatra odziedziczył po matce, która od najmłodszych lat ubierała go tak elegancko, że koledzy z podwórka niejednokrotnie się z niego naśmiewali. Miał obsesję na punkcie czystych paznokci, dostawał też spazmów na widok popielniczki pełnej niedopałków.

[gal]16446646;16446648;16446650;16446652;16446654;16446658[/gal]

Choć słynna piosenka artysty przeznaczona była dla innego miasta, przez całe życie Sinatra nierozerwalnie związany był z Hoboken, które we wspomnieniach piosenkarza jawi się jako miasteczko, które kochał i nienawidził jednocześnie. Hoboken było swoistym narodowościowym koglem-moglem, a bójki na tle rasowym codziennością. W latach prohibicji ta malownicza miejscowość stała się punktem tranzytowym dla wielu statków załadowanych nielegalnym alkoholem. Idąc za ciosem, rodzice Franka otworzyli tawernę, do której to powoli zaczęli przybywać goście spod ciemnej gwiazdy.



Przyjaciel mafijnych bossów

Pomysł na śpiewanie, a co ważniejsze zarabianie na tym pieniędzy, wpadł młodemu Sinatrze do głowy po tym, jak otrzymał do ręki monetę za występ w barze swoich rodziców. Zaczął śpiewać w chórze, na meczach koszykówki i wiecach Partii Demokratycznej, na które ciągnęła go mama. Gdy wyjechał do Nowego Jorku, posmakował występów w klubach rozrywkowych, chodził od jednego studia do drugiego, brał lekcje u trenera głosu. Kariera Sinatry na dobre rozpoczęła się, kiedy otrzymał angaż do jednego z programów radiowych NBC. Jednak jej rozwój początkujący piosenkarz zawdzięcza po części wpływom włoskiej mafii.

Z dokumentu sporządzonego przez Biuro Antynarkotykowe w 1951 roku wynika, że Sinatrę - na polecenie mafijnych bossów Franka Costello i Lucky’ego Luciano - wylansował nowojorski gangster Willie Moretti, który załatwił mu występy w popularnym klubie Rustic Cabin i który został następnie długoletnim przyjacielem piosenkarza.

Związkom Sinatry z mafią nie sposób zaprzeczyć. Franka wielokrotnie widywano z wysoko postawionymi bossami. Powszechnie mówiono, że jest chłopcem na posyłki mafiozów, chociaż wchodził z nimi także w głębsze interesy finansowe. Dzięki temu miał zapewnioną opiekę - zarówno na niwie zawodowej, jak i osobistej. Uwielbiał boks i wielokrotnie wdawał się w bijatyki. Największą przyjemność sprawiało mu prowokowanie do walki, którą dzięki dwóm osiłkom, których miał zawsze do dyspozycji, zawsze wygrywał. Oficjalnie jednak wypierał się mafijnych powiązań. Nigdy też nie przedstawiono mu takich zarzutów.

Uwielbiał dawać nie tylko ciosy, ale i prezenty. Podobno gdy miał pieniądze, rozdawał bliskim złote zapalniczki i srebrne papierośnice.

Hej, Bing, posuń się, nadchodzę

Jako 25-latek Sinatra dołączył do najlepszego zespołu muzycznego w Stanach Zjednoczonych, któremu przewodził Tommy Dorsey. Mimo łączącej ich przyjaźni i kilku nagranych wspólnie przebojów młody piosenkarz pragnął rozpocząć karierę na własną rękę. Pierwszą solową płytę Sinatra nagrał w 1942 roku. Po tym jak cztery single spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem ich autor miał powiedzieć słynne zdanie: „Hej, Bing, staruszku, posuń się i zrób miejsce, bo nadchodzę”. Słowa te skierowane były oczywiście do Binga Crosby’ego - ulubieńca Franka i wówczas piosenkarza numer 1 w USA. Okazały się prorocze. Piosenki Sinatry wielokrotnie sięgały pierwszej pozycji na listach przebojów. Miały również ogromny wpływ na młode pokolenie. Zgromadzone pod sceną fanki piszczały na widok Sinatry i mdlały, kiedy tylko otworzył usta. Widok ten przypominał to, co działo się później w przypadku Elvisa Presleya i Beatlesów.

Cztery żony i długa lista kochanek

Pomimo długoletnich powiązań z mafią, kilkudziesięciu udowodnionych bijatyk czy pieniężnych machlojek pierwszy raz Sinatra trafił za kratki wyłącznie z powodu kobiety. I to dwukrotnie!

Pierwszą miłością była Nancy Barbato, młodziutka dziewczyna, która mieszkała tuż obok domu jego ciotki Josie. Szybko stali się parą, wybranka towarzyszyła Sinatrze na samym początku jego kariery zawodowej. Wraz ze wzrostem popularności wzrosła też pewność siebie piosenkarza i jego śmiałość wobec płci pięknej.

Mimo kilkuletniego związku z Nancy, Sinatra nie stronił od romansów. Jeden z nich, z piękną Włoszką Toni Della Pentą zakończył się aresztowaniem piosenkarza. Frank, który oświadczył się wcześniej Nancy, miał to zrobić ponownie w przypadku nowej kochanki. Ta pozwała go wtedy o uwiedzenie i taki też zarzut mu postawiono. Sinatra wyszedł za kaucją, jak okazało się, że kobieta, którą tak bardzo bolały zerwane zaręczyny z piosenkarzem, jest już mężatką. Pomimo to ponownie trafił do aresztu. Tym razem powodem był zarzut cudzołóstwa, które wciąż stanowiło przestępstwo w myśl ówczesnego kodeksu karnego.

Całą tę groteskową sytuację Sinatra zakończył z tupetem - ponownie poprosił Nancy, żeby za niego wyszła. Ślub odbył się w 1939 roku. Minęły lata od poznania, zanim para została małżeństwem i lata zanim zdecydowała się na rozwód. Nancy była jednak obecna przez całe życie swojego pierwszego i jedynego męża - ojca jej trojga dzieci.

Żadna jednak kobieta przed ani po nie mogła się równać z największą i jedyną prawdziwą, jak mówił o niej Sinatra - miłością jego życia - Avą Gardner.


Życiorys
Create your own infographics

Słynną aktorkę poznał w siedzibie MGM, w najgorszych latach swojej kariery, między minioną popularnością a mającą dopiero nadejść pod koniec lat 50. ponowną falą uwielbienia. Ich romans trwał kilka lat, tyle samo co małżeństwo. I choć oboje przyznawali, że uczucia, jakie do siebie żywili, nie sposób porównać z niczym innym, miłość przeplatała się ze zdradami, ogromną zazdrością, wspólnym pijaństwem, a nawet kilkoma próbami samobójczymi Sinatry, który chciał w ten sposób przytrzymać Avę przy sobie. Po rozwodzie jeszcze wielokrotnie się widywali - przeważnie jednorazowo, często do siebie dzwonili i radzili się w ważnych sprawach. Śmierć Gardner w 1990 roku była podobno najbardziej bolesnym momentem w życiu artysty. Sinatra miał jeszcze dwie żony. Po Gardner związał się z młodziutką aktorką Mią Farrow, z którą rozwiódł się po 2 latach, a 10 lat później poślubił Barbarę Marx, która towarzyszyła mu aż do śmierci w 1998 r.

Oprócz czterech żon miał też mnóstwo kochanek. Na liście Sinatry znalazły się m.in. Marilyn Maxwell, Marlena Dietrich, Lana Turner, Jill Corey, Peggy Connelly, Lois Nettleton, a nawet Marilyn Monroe.

Dzień dobry, nazywam się Sinatra

To pierwsze słowa wypowiedziane podczas jego wieloletniej kariery filmowej. Pochodzą z komedii romantycznej „Higher and Higher”. Sinatra zagrał w ponad 20 filmach, z których największą popularność przyniósł mu „Stąd do wieczności”, w którym rewelacyjnie wcielił się w byłego pięściarza. Za rolę Maggia otrzymał Oscara. Kolejnego miał prawie w kieszeni, zagrał brawurowo walczącego z nałogiem krupiera w filmie „Złotoręki”. Nagrodę otrzymał jednak Ernest Bornine za rolę w „Martym”.

Powodem, dla którego Sinatra nie przystąpił do służby wojskowej podczas II wojny światowej, miało być jego wątłe zdrowie i problemy ze słuchem. I mimo że nie był jedynym artystą, który wykręcił się od armii, odbiło się to na nim wyjątkowo mocno. Żołnierze stroili sobie z niego żarty, a kiedy widzieli - gwizdali i rzucali jajami.

Trudno spierać się, na ile oskarżenia o tchórzostwo były prawdziwe, a na ile wykreowane. Zarzutu o brak odwagi nie da się jednak postawić w przypadku jego walki o prawa człowieka i równość społeczną. Sinatra od młodzieńczych lat sprzeciwiał się rasizmowi i bronił wszystkich, którzy byli nierówno traktowani z powodu koloru skóry. Wystąpił w 15-minutowym filmie „The House I Live In”, skonstruowanym wokół piosenki o potrzebie wolności w Ameryce. Pisał w „czarnym magazynie”, śpiewał, tańczył i pił przy jednym stoliku z Afroamerykanami, otwarcie wspierał poglądy Martina Luthera Kinga. Chętnie przyłączał się do wszelkich akcji antyrasistowskich. Później dołączył także do wieców politycznych. Brał udział w kampanii prezydenckiej Franklin Delano Roosvelta i razem z aktorem Orsonem Wellesem opijał jego zwycięstwo. Przyjaźnił się z Johnem F. Kennedym, w którego kampanię zaangażował się całym sobą i którą nadzorować miała mafia. Choć był zawziętym demokratą, w następnych latach poparł w wyborach na prezydenta zarówno Nixona, jak i Reagana.

Sinatra nie krył też sympatii do Polaków walczących o wolność swojego kraju. W latach 40. XX w. nagrał po polsku i angielsku ludową pieśń „Wolne serce” w proteście przeciw stalinowskim represjom. Wrócił do niej na początku 1982 r., wspierając „Solidarność”, rozbitą przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który miesiąc wcześniej wprowadził stan wojenny.

Jako 80-latek aktywnie angażował się w politykę. Stale koncertował mimo pogłębiającej się demencji. Ze sceny zszedł dopiero kilka lat przed śmiercią. Zmarł na atak serca 14 maja 1998 r. Nigdy nie napisał autobiografii.

Miał powiedzieć:

„robiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny”.

Autor: Anna Bielińska

Anna Bielińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.