Są sukcesy, bo jesteśmy gotowi umrzeć za zespół

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szkocki
Sebastian StaszewskiPolsat Sport, polsatsport.pl

Są sukcesy, bo jesteśmy gotowi umrzeć za zespół

Sebastian StaszewskiPolsat Sport, polsatsport.pl

Arsenal daje za mnie majątek? Jesteś wart tyle, ile ktoś za ciebie zapłaci. A za mnie do tej pory zapłaciła tylko Sevilla - mówi Grzegorz Krychowiak, pomocnik reprezentacji Polski.

- Awans reprezentacji Polski na mistrzostwa Europy, zwycięstwo z Sevillą w Lidze Europy, znakomite mecze w lidze hiszpańskiej, opaska kapitańska w klubie, nominacja do Drużyny Roku UEFA, czy może miejsce w jedenastce roku France Football? Który z tych sukcesów ceni pan najbardziej?
- Pewnie was zaskoczę, ale… wyróżnienie od „Playboya”!

- No tak, „Playboy” wybrał pana najlepiej ubranym Polakiem…
- Przecież żartuję. Rok 2015 był dla mnie wyjątkowy. Chyba wszystkie założone cele udało się spełnić. Naprawdę nie mogę na nic narzekać. Sukcesy? Były. Wyniki? Były. Wyróżnienia indywidualne? Też. W końcu zagrałem na najwyższym poziomie i dałem radę. Zostałem doceniony. Przecież po to gra się w piłkę.

- Zostaje pan więc przy wyróżnieniu „Playboya”?
- To może jednak postawię na zwycięstwo w Lidze Europy. Na Stadionie Narodowym, przed własną publicznością, dodatkowo strzeliłem bramkę. Sam bym tego nie wymyślił, a jednak życie napisało taki scenariusz. Niesamowicie wiele radości dał mi awans z kadrą na Euro 2016. Kilka lat czekaliśmy na sukcesy w eliminacjach. Pokazaliśmy dużo jakości, woli walki. Wcześniej kadra nie dawała rady na dużych turniejach, a my mamy potencjał, aby tę złą passę przełamać. Kiedy tak wymieniłeś mi te wszystkie triumfy, to pomyślałem, że… chcę je powtórzyć. Utrzymać się na tym poziomie jak najdłużej.

- Żeby utrzymać wszystkie nagrody będzie pan musiał często jeździć na zakupy…
- I tak nie jeżdżę za często. Raz, dwa, czasami trzy razy w miesiącu. Kiedy mieszkałem we Francji, częściej wyskakiwałem na shopping. W Sevilli nie ma zbyt wielu odpowiednich na to miejsc. Muszę wybierać się do Paryża albo Madrytu. A, że wolnego czasu nie ma dużo, to i na zakupy nie ma okazji.

- Skąd wzięło się u pana zamiłowanie do mody?
- Wszystko zaczęło się we Francji. Było tam wiele sklepów, butików, więc - korzystając z okazji - chodziłem, oglądałem, przymierzałem, kupowałem. Spodobało mi się to. Lubię fajnie wyglądać, dobrze się zaprezentować. Ubrania w pewnym sensie oddają naszą osobowość. I tak moda stała się hobby. Nie traktuję jej jako okazji do wydania pieniędzy, tylko jako moje zainteresowanie. Zresztą, Célia także związana jest z modą (Célia Jaunat, dziewczyna Krychowiaka -przyp. red.)., więc jeśli tylko mamy wolną chwilę, wyskakujemy na wspólne zakupy.

- Czasami jednak pana gust jest poddawany wątpliwościom. Głównie przez prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniewa Bońka, który o pana słynnym płaszczu z futerkiem pisał ze śmiechem na Twitterze: „A męskich nie było”?
- A ja powiem tak: liczą się wyniki, prezesie, a to ja mam tytuł najlepiej ubranego Polaka (śmiech). Podchodzimy do tego wszystkiego z dużym dystansem. Prezes Boniek media społecznościowe traktuje jako zabawę, ja także, więc nic się nie stanie, jeśli się poszturchamy. Nie brakuje w tym jednak dawki humoru. A co do mojego stylu to normalne, że nie wszystkim musi się podobać. Nie mam z tym żadnego problemu.

- Wokół reprezentacji Polski w ogóle panuje świetna atmosfera. Z kim w kadrze trzyma się pan najbliżej?
- Nie mam problemu, aby żartować czy rozmawiać z kimkolwiek. Najlepiej jednak koleguję się z tym, którego znam od reprezentacji juniorskich, czyli z Wojtkiem Szczęsnym. Ten trzyma się natomiast z Lewandowskim i jakoś tak stworzyliśmy trio. Ale lubię też innych, Milę czy Peszkę.

- Lewandowski - Krychowiak - Szczęsny. Strach was puścić w trasę jednym samochodem. Łącznie jesteście warci jakieś 150 milionów euro!
- Dlatego niech PZPN pamięta, że powinniśmy podróżować oddzielnie.

- Śmieszki z was…
- Fajnie, że portal Łączy nas Piłka pokazał ludziom, jaka panuje w kadrze atmosfera. Że jesteśmy normalnymi chłopakami, którzy lubią się powygłupiać, a nie zadufanymi w sobie bufonami.

- W minionym roku zrobiliście kilka głośnych akcji „dla jaj”. Jedna z nich to wplątywanie w wypowiedzi na konferencji prasowej nazwisk znanych piłkarzy. Na ten rok szykujecie coś równie spektakularnego?
- To, że awansowaliśmy na Euro, raczej nie wpłynie na nasze zachowanie, a więc żarty raczej będą. Żadnych planów jeszcze nie poczyniliśmy, a nawet, jakbyśmy je mieli, to na pewno nie zdradzę ich na łamach prasy.

- Od jakiegoś czasu w kadrze, poza Thiago Cionkiem, nie ma tak zwanych „farbowanych lisów”. Fakt, że na zgrupowania nie przyjeżdżają Niemcy i Francuzi z polskimi paszportami wpłynął na tak chwaloną atmosferę?
- Moim zdaniem w ogóle. Dobra atmosfera była zawsze, ale brakowało wyników. Ludzie szukali więc problemów. Ten miał się nie lubić z innym, tamten nie mówił po polsku, kolejny się nie integrował itd. To nie Ludo, Seba czy Eugen byli problemem. W kadrze zawsze najważniejsza jest motywacja. To, czy jesteś w stanie umrzeć za zespół. Grupa, którą zebrał Nawałka, to ma i dlatego potrafimy wygrać nawet z mistrzami świata.

- Niedawno odwiedził pan Polskę. Gdzie pan był?
- Przede wszystkim w rodzinnych stronach. Wiadomo, święta, czas, kiedy chce się spotkać z bliskimi, pobyć w tym najbardziej zaufanym gronie. Byliśmy także w Krakowie. Wielokrotnie słyszałem od obcokrajowców, że gród Kraka to piękne miasto, a jako Polak… nigdy tam nie byłem. Fajnie, że udało się wyskoczyć na zwiedzanie z Célią i jej rodziną.

- Media informowały o prywatnym samolocie, którym podróżował pan do Krakowa. Bawi się pan w życie!
- Powiem tylko tyle: to bardzo wygodny sposób transportu. Polecam!

- Jeszcze zimą wsiądzie pan do samolotu lecącego do Londynu? Podobno Arsenal chce za pana zapłacić ponad 30 milionów funtów.
- To, co wydarzy się w styczniu, a nawet w czerwcu, niezbyt mnie teraz zajmuje. Okna transferowe mają do siebie to, że w ich trakcie pojawiają się różne spekulacje, plotki. Ja o sobie czytałem wiele nieprawdziwych newsów. To samo z kwotami. Jesteś wart tyle, ile ktoś za ciebie zapłaci. A do tej pory zapłaciła za mnie Sevilla, ponad 5 mln euro.

- W pana kontrakcie widnieje klauzula - 45 milionów euro. Imponuje to panu?
- Może zaimponuje, jak ktoś tyle zapłaci. Będę robił wszystko, aby osiągnąć poziom, gdy ktoś powie: tak, chcę Krychowiaka i tyle dam, bo tyle jest wart. Dziś nie wiem ile tak naprawdę kosztuję, bo klauzula to wyłącznie sprawa umowna. Inna sprawa, że tak wysoka cena to dla mnie pokaz wiary i zaufania w moje umiejętności. Gdybym nie czuł tego wsparcia, takiego kontraktu pewnie bym nie podpisał. Nikt mnie do tego nie zmuszał. A jednak w Sevilli potrafili mnie przekonać, że warto związać się z nimi taką umową.

- Czy jest więc szansa, aby wyciągnąć pana z Sevilli już zimą? Jakiekolwiek spekulacje mają sens? Arkadiusz Milik zdecydował na przykład, że niezależnie od wszystkiego zostaje w Amsterdamie do lata.
- Nigdy nie powiem, że na pewno nie odejdę, bo w futbolu zdarzają się cuda. A jeśli Zine-dine Zidane będzie wielkim fanem Arka i złoży wielką ofertę Ajaxowi, to co? Milik nie przejdzie do Realu? Trzeba ważyć słowa. Kiedy wspomniany Zidane podpisywał kontrakt z Realem (w 2001 roku - przyp. red.), we Włoszech ukazał się artykuł, że… śni o grze w Barcelonie. Ja nauczyłem się pewnych kwestii przy podpisywaniu kontraktu z Sevillą. Nawet dla mnie to było zaskoczenie. W mediach opowiadałem, że interesują mnie kierunki niemiecki i angielski, a tu pojawiła się Hiszpania. Życie zaskakuje.

- A transfer do Orła Mrzeżyno jest możliwy? Kiedy zażartował pan u Kuby Wojewódzkiego, że jest taka szansa, kibice rozpoczęli zbiórkę pieniędzy.
- W Orle być może nigdy nie zagram, ale mam nadzieję, że ta cała akcja pokaże pewnym ludziom w tej miejscowości, że da się coś zrobić. Może coś tam się ruszy? Orzeł jest dziś w opłakanym stanie, przez kilka lat w ogóle nie istniał, dopiero niedawno go reaktywowano. Sporą pracę wykonuje tam mój tata i jego znajomi. Trzymam kciuki za chłopaków, bo jak widać nawet w tak małej mieścinie może wyrosnąć przyszły reprezentant Polski.

- Ma pan czasami satysfakcję, jak bardzo pomyliło się w ocenie pana potencjału Girondins Bordeaux?
- Nie, bo nie mam do nich pretensji. Wiem, że klub zrobił dla mnie dużo. Był okres, kiedy trener Francis Gillot zaufał innym piłkarzom, i ja nie miałem szans na grę. Później spróbowałem sił gdzie indziej. To, że udało mi się w Nantes, czy Stade Reims to duża zasługa Gillot’a. Brak regularnego grania sprawił, że otrzymałem bodziec. Miałem przyjemność z udowadniania, że jednak jestem wiele wart, że się nadaję. Chciałem to pokazać za wszelką cenę. I chyba mi się udało.


Grzegorz KrychowiakUrodzony 29 stycznia 1990 w Giżycku - pomocnik Sevilli i reprezentacji Polski (31 meczów, 2 gole). Wychowanek Orła Mrzeżyno już w wieku 16 lat wyjechał do Francji do Girondins Bordeaux. Renomę wyrobił sobie na wypożyczeniach do Reims i Nantes. Pierwszy z tych klubów kupił go w 2012 r. za 800 tys. euro. Po 2 latach trafił do Sevilli za 5,5 miliona.

Rozmawiał: Sebastian Staszewski

Sebastian StaszewskiPolsat Sport, polsatsport.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.