Rząd chce przetrzymać Unię aż do grudnia [wideo]

Czytaj dalej
Fot. Czarek Sokołowski
Jacek Deptułajacek.deptula@pomorska.pl

Rząd chce przetrzymać Unię aż do grudnia [wideo]

Jacek Deptułajacek.deptula@pomorska.pl

Prof. Zybertowicz: - Unijne elity są oderwane od rzeczywistości. Dr Peszyński: - Prezes Kaczyński to mistrz tanga politycznego.

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans, pełniący rolę „wicepremiera” Unii uznał, że polski rząd nie ma wiarygodnych propozycji odblokowania prac Trybunału Konstytucyjnego. - Od połowy stycznia - mówił w środę - trwa dialog z polskim rządem. Niestety, nie przybliżył nas do rozwiązania problemu Trybunału i publikacji jego orzeczeń - powiedział wiceprzewodniczący KE.

Większość politologów i polityków naszego regionu idzie jeszcze dalej twierdząc, że nie przybliży, i to aż do połowy grudnia, kiedy kadencję zakończy prezes Trybunału Andrzej Rzepliński. Wówczas to prezydent Andrzej Duda powoła nowego prezesa i jego zastępców. - Zatem widać, że PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele ewidentnie grają na czas - przekonuje Wojciech Peszyński, politolog toruńskiego UMK. - Prezes PiS jest mistrzem tanga politycznego - dwa kroki do przodu i dwa do tyłu.

W tym tańcu bardzo pomoże rządowi PiS kalendarz ważnych wydarzeń: - Wkrótce wakacje, mistrzostwa Europy w piłce nożnej, szczyt NATO, Światowe Dni Młodzieży, Olimpiada w Rio de Janeiro - wylicza dr Peszyński. - I jakoś czas zleci do grudnia bez względu na opinie Komisji Europejskiej. Zatem w grudniu będzie najważniejsze, kogo prezydent Duda wskaże na stanowiska prezesów, zapewne będą to trzej sędziowie, których zaprzysiągł nocą pan prezydent.


F. Timmermans: - KE nie zamierza angażować się w debaty polityczne w Polsce.
EBS

Ale Komisja Europejska czekać będzie zaledwie dwa tygodnie na stanowisko polskiego rządu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego.

Co może znaleźć się w odpowiedzi gabinetu Beaty Szydło? Czym grozi zlekceważenie unijnych opinii?

Prof. Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy nie ma wątpliwości: - Myślę, że część elit Unii Europejskiej otrzeźwieje. Oni stracili kontakt z rzeczywistością, zagubili hierarchię problemów. Jak rzeczywiście zbliży się Brexit, to im się wszystko uporządkuje.

Doradca prezydenta dodaje, że wewnętrzna opozycja, wbrew najlepszym chęciom rządu, nie chce kompromisu: - Oni traktują utrzymywanie stanu konfliktu jako sposób swojej obecności w polityce i w umysłach wyborców.

„Dzisiaj toczy się walka o naszą suwerenność” - powiedział kilka dni temu prezes PiS Jarosław Kaczyński, a za nim całe rzesze partyjnych parlamentarzystów. Jednak z tą suwerennością narodów zrzeszonych w Unii Europejskiej nie jest prosta sprawa. Czy Wielka Brytania, która podpisała - tak jak Polska - Traktat z Lizbony w 2007 roku, jest suwerenna, skoro musi traktować polską emigrację jak własnych obywateli? Czy kraje, które m u s z ą wpłacać do unijnego budżetu więcej, aniżeli z niego czerpią są suwerenne?

To bynajmniej nie akademickie rozważania. Każde państwo wchodzące w skład Unii pozbawiło się stosunkowo niewielkiej części niezależności. Takie są prawa każdej wspólnoty. Dlatego nie należy bezkrytycznie przyjmować pohukiwań rządu PiS, który w sprawie paraliżu Trybunału Konstytucyjnego nie chce ustąpić ani o krok żądaniom wewnętrznej opozycji i sugestiom Komisji Europejskiej, swego rodzaju unijnego rządu.

Niewielu jest dziś polityków i politologów, którzy są w stanie przewidzieć konsekwencje trwającego już pół roku konfliktu wokół Trybunału. Środowe oświadczenie „wicepremiera” UE nie zamyka drogi do porozumienia, ale też nie daje nadziei na kompromis. - Tymczasem sprawa jest bardzo poważna - komentuje Janusz Zemke, poseł zasiadający od siedemnastu lat w Parlamencie Europejskim. - Mówienie o otrzeźwieniu unijnych elit po ewentualnym wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii jest demagogią. Będzie to wyjątkowo niekorzystne dla Polski. Po pierwsze - zabraknie kraju mającego 19 proc. udziału gospodarczego. Po drugie - nie będzie rocznej składki tego państwa w wysokości 9 mld euro, a po trzecie obywatele polscy w Wielkiej Brytanii nie będą mieli takich samych praw jak Brytyjczycy.

Europoseł Zemke podkreśla, że rządowi uda się jakoś dociągnąć do grudnia, ale jest jedno zasadnicze zagrożenie: - Podam przykład ze środy - mówi. - Jest 300 mld euro do podziału na rozwój inwestycji unijnych, tzw. plan Junckera. W pierwszym etapie Polsce, na kilkadziesiąt wniosków, uznano jeden - firmie Mlekovita. I to nie dotację, a poręczenie na kilkadziesiąt mln zł. Po prostu Unia nie musi stosować żadnych sankcji, wystarczy, że bardzo dokładnie będzie rozpatrywać nasze wnioski. Bo jak Unia ma pobłażać pomyłki dla rządu, który nie przestrzega unijnych praw?

- Nie mam pojęcia, jak może zakończyć się konflikt między Komisją Europejską a polskim rządem - zastanawia się bydgoski politolog dr Sławomir Sadowski. - Rząd Beaty Szydło jest przekonany, że nic mu nie można zrobić, natomiast Komisja Europejska sprawia wrażenie, jakby nie bardzo wiedziała, co może zrobić.

Zdaniem dr. Sadowskiego ważniejsze są jednak ewentualne negatywne skutki uboczne konfliktu: obniżanie ratingu, nieufność przyszłych inwestorów, którzy nie wiedzą, czego można się spodziewać? Trudno też liczyć na przychylność Komisji Europejskiej w czasie przyznawania lub rozliczania funduszy.

- Nie wierzę jednak zupełnie w kompromis między opozycją a rządem - mówi politolog. - Mamy bowiem do czynienia z bardzo głębokim sporem ideowym. Czy będziemy mieli Polskę liberalną czy też Polskę socjalną? To fundamentalny spór - wspierać silnych lub słabszych. I nie jest to wcale wymysł prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Jacek Deptułajacek.deptula@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.