Rozbili ich z dystansu, porażka „Katarzynek”

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Hołod
Joachim Przybył

Rozbili ich z dystansu, porażka „Katarzynek”

Joachim Przybył

Goście nie ukrywali ochoty na rewanż za porażkę we własnej hali.

Do Torunia przyjechali z nowym trenerem Drażenem Anzuloviciem i mocno przemeblowanym składem w porównaniu do pierwszego starcia (Eric Williams, Drago Pasalić, Dominik Mavra). Gospodarze obawiali się jednak najbardziej dynamicznego strzelca Rashauna Broadusa.

Torunianie w pierwszej kwarcie zyskali niewielką przewagę dzięki rzutom z dystansu Łukasza Wiśniewskiego i Maksyma Kornijenki, ale szybko odpowiedział im Piotr Pamuła, który w inauguracyjnej kwarcie rzucił aż 11 pkt i wyprowadził gości na prowadzenie.

Gospodarzom początkowo gra się nie kleiła, Gibson do przerwy nie mógł znaleźć pozycji, Milosević został trzy razy zablokowany. MKS trafił kilka szczęśliwych „trójek” (Szymański, Mavra) i znowu odzyskał prowadzenie. Dopiero od połowy 2. kwarty Polski Cukier zaczął łapać rytm, a nadawało go trio Gibson - Michalak - Kornijenko. Po dwóch „trójkach” Amerykanina było 44:32 w 40. minucie.

Po przerwie goście początkowo trzymali się na granicy 8-10 pkt straty dzięki rzutom z dystansu. W końcu jednak mocniej do gry włączył się Broadus. Cały czas był dobrze pilnowany (3/10 z gry), ale po dwóch jego indywidualnych akcjach przewaga stopniała do 50:46.

Torunianie znowu zaliczyli przestój, jaki zdarza im się niemal w każdym meczu. W połowie kwarty był już remis (50:50).

Polski Cukier miał w tym meczu jednak więcej indywidualności. Gibson trafiał ważne rzuty w kluczowych momentach, Michalak z tygodnia na tydzień gra bardziej dojrzały basket, także w defensywie i pod tablicami, ale gwiazdą wieczoru był ponownie Kornijenko.

To po ofensywnej zbiórce i punktach Ukraińca przewaga pierwszy raz przekroczyła 10 pkt (66:55). To był moment przełomowy. Gospodarze agresywniej zaczęli bronić i w 35. min. było już 76:58. Warto podkreślić fenomenalną skuteczność Polskiego Cukru z dystansu - 50 proc., wyższa niż za 2 punkty.

W tabeli TBL torunianie zajmują 5. miejsce (bilans 13-5).

Kosztowna porażka „Katarzynek”

Zwycięstwo ze Ślęzą Wrocław dawało toruniankom szanse na awans w tabeli. Niestety, po nerwowej końcówce to przyjezdne okazały się lepsze.

ENERGA - ŚLĘZA WROCŁAW 72:75
Kwarty: 18:18, 15:21, 27:22, 12:14
ENERGA: Macaulay 23 (1), 9 zb., Ajavon 14, Misiek 11 (1), Szczechowiak 11 (3), Idczak 0 oraz Taylor 9 (1), 8 as., Skorek 2, Walich 2, Kudraszowa 0.
ŚLĘZA: Leciejewska 15 (1), Zoll 10, 12 as., Śnieżek 9 (1), Linkeviciene 7 (1), Shegog 6 oraz Kastanek 15 (3), Sulciute 7, Mistygacz 6 (2), Czarnecka 0.

W pierwszych minutach przewagę zyskały „Katarzynki” dzięki akcjom pod koszem. Przebijała się tam z obwodu Paulina Misiek, a Weronika Idczak i Ma-tee Ajavon starały się dograć piłkę do wysokich. Świetnie w takiej taktyce czuła się Victoria Macaulay, która w inauguracyjnej kwarcie zdobyła 9 punktów.

W 8. minucie Charity Szcze-chowiak dla odmiany uciekła na dystans, trafiła za 3 i Algirdas Paulauskas był zmuszony poprosić o przerwę (16:10).To była najwyższa przewaga Energi w całym meczu.

Ślęzę poderwała do walki Marisa Kastanek. Najlepsza strzelczyni ligi czeskiej z poprzedniego sezonu zdobyła po czasie aż 7 punktów z rzędu i w pojedynkę doprowadziła do remisu.

Od 2. kwarty wrocławianki wzmocniły obronę pod koszem i o punkty było już coraz trudniej. Wciąż trudna do zatrzymania była Kastanek i Ślęza zyskała kilka punktów przewagi. Mnożyły się straty i po kontrze Agnieszki Śnieżek było już 31:37.

Po przerwie mecz znowu się wyrównał, Energa kilka razy obejmowała prowadzenie. Po raz ostatni 70:69. Niestety, w dwóch kolejnych akcjach „Katarzynki” traciły piłkę i rywalki zdobywały łatwe punkty z kontry. W ostatniej akcji gospodynie jeszcze raz wyrwały piłkę wrocławiankom, ale zamiast rzucać z dystansu na dogrywkę, uwikłały się w akcję pod koszem, która nie mogła przynieść powodzenia.

- W pierwszej połowie mieliśmy za dużo strat i dlatego musieliśmy gonić wynik. Drużynie brakowało rytmu, czasami grała zbyt zespołowo, innym razem było za dużo indywidualnych akcji. Jestem zadowolony z ambicji, do końca walczyliśmy o zwycięstwo - posumował trener Elmedin Omanić.

W barwach Energi zadebiutowała Renee Taylor. Trener Elmedin Omanić nie czekał i już w pierwszej kwarcie posłał ją do boju, ale na pierwsze punkty nowej rozgrywającej czekaliśmy do drugiej części. W sumie na parkiecie spędziła 31 minut, zaliczyła 8 asyst, ale z gry miała jedynie 2/13.

Joachim Przybył

Fan koszykówki, rowerowych wypraw, historii i astronomii. Toruński (i nie tylko) sport obserwuję i opisuję od prawie 20 lat. Piszę o koszykówce, żużlu, hokeju, piłce nożnej, MMA, ale także o kibicach i sportowych zjawiskach. Dlaczego sport? Za prostotę, kontakt z ludźmi, jasne reguły i prawdziwe emocje. Na platformach Polskapress staram się odpowiadać na wszystkie Wasze potrzeby, dlatego równie ważne dla mnie są rekreacja i sport zwykłych ludzi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.