Rio: atrakcyjność wygrała z bezpieczeństwem [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. Patrick Semansky
Joachim Przybył

Rio: atrakcyjność wygrała z bezpieczeństwem [rozmowa]

Joachim Przybył

Rozmowa z LESZKIEM SZYSZKOWSKIM, trenerem i organizatorem wyścigów kolarskich, o tragicznych upadkach na olimpijskiej trasie w Rio de Janeiro.

Ogląda pan z bliska największe kolarskie imprezy od 20 lat. Widział pan wcześniej taką trasę?
Nie. Uczestniczyłem w wielu mistrzostwach świata, byłem blisko Tour de France i Giro d’Italia, byłem na igrzyskach olimpijskich w Pekinie, gdzie trasa również była trudna. W Rio jednak organizatorzy mocno przesadzili, potrzeba widowiska okazała się mocniejsza od bezpieczeństwa. Przeraził mnie już wyścig mężczyzn, który nazwałem „Grunwaldem”. Nie pamiętam bowiem, by kiedykolwiek przewróciło się i doznało poważnych kontuzji tak wielu mocnych kolarzy jednego dnia. W chęci podniesienie atrakcyjności wyścigu zapomniano o bezpieczeństwie kolarzy, wielu z nich odebrano marzenia. Żal mi zwłaszcza Vincenzo Nibalego, który tak ciężko trenował przed Rio, był tak blisko celu, a wyjeżdża z pogruchotanymi obojczykami.

Co było w tej trasie najbardziej niebezpieczne?
Wiele elementów. Zjazd z ostatniego szczytu był stromy, kręty, ale nie to decydowało o niebezpieczeństwie. Pamiętam swoją pierwszą wizytę z młodymi chłopakami z toruńskiego Pacificu we Włoszech. Tam pierwszy razy widziałem, jak kolarze potrafią zjeżdżać na serpentynach, byłem przerażony, ale z czasem człowiek się oswaja. Problem w tym, że w Rio infrastruktura jest dużo gorsza: łuki nie są wyprofilowane, straszą wysokie krawężniki i głębokie rowy tuż obok szosy. Tu każdy wypadek groził poważną kontuzją, nie chcę mówić już o czymś gorszym.

Presja na wynik powoduje, że kolarze zapominają o hamulcach i zbyt mocno ryzykują?
Presja jest rzeczywiście ogromna, ale nie zawsze zawodnicy dają się jej ponieść. W wyścigu pań upadek był jeden, co prawda bardzo spektakularny, ale jeden. Pozostałe zawodniczki jechały wolniej i ostrożniej, na pewno miały na to wpływ wydarzenia z wyścigu mężczyzn dzień wcześniej, gdzie większość kolarzy nie dojechała do mety.

Nie można zrzucać winy na sportowców, oni chcą wygrać i nikt nie będzie hamował, mając szanse na olimpijskie złoto. To na barkach organizatorów spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo.

Organizuje pan wyścigi kolarskie. Zdarza się rezygnować ze zbyt trudnych fragmentów?
Bardzo często. Przygotowując trasę na Tour de Toruń pań, dokładnie sprawdzam wszystkie kluczowe odcinki, często konsultuję te kwestie z zawodniczkami. Zakręty, bruki, podjazdy i zjazdy - to wszystko jest potrzebne w kolarstwie, ale wymaga zabezpieczenia. Zwróciłem uwagę, że w Rio prawie w ogóle nie było osób, które z gwizdkami i flagami ostrzegałyby kolarzy przed ryzykowanymi fragmentami. Przywołam przykład tegorocznego Tour de Pologne. Czesław Lang nie wahał się odwołać etapu, który zagrażał zdrowiu uczestników. Już po rekonesansach były sygnały, że trasa w Rio jest bardzo ryzykowna, może trzeba było ją zmodyfikować?


Kolarska trasa w Rio zebrała krwawe żniwo. "Miałem okazję być tam w lutym na rekonesansie, już wtedy bałem się, że mogą być upadki" (źródło: TVN24/x-news)

Kolarstwo cały czas się rozwija. Może za duże są prędkości na zjazdach?
Najlepsi kolarze potrafią zjeżdżać 120 km/h, nawet wytrawni motocykliści z kamerami zostają w tyle. Takim asem jest np. nasz Michał Kwiatkowski, który doskonale potrafi wtopić się w rower i znaleźć optymalną przyczepność. Technika staje się coraz ważniejsza: rowery są lżejsze niż przed laty, sprzęt stał się mocno wyspecjalizowany. Przed startem zakłada się odpowiednie opony z dużym ciśnieniem, ale gdy spadnie deszcz, kolarze jadą jak po lodzie. Tak jak w Formule 1, tylko w kolarstwie nie można ich zmienić w trakcie wyścigu.

Co więc zrobić, żeby takich tragedii uniknąć?
Każdy wyścig chce mieć trudną trasę, bo to decyduje o atrakcyjności i popularności, tego nie zmienimy. Ale atrakcyjność musi być zrównoważona bezpieczeństwem. W Rio tej równowagi zabrakło.

Rio: atrakcyjność wygrała z bezpieczeństwem [rozmowa]
Sławomir Kowalski Leszek Szyszkowski od ponad 20 lat szkoli kolarzy i organizuje wyścigi. Był trenerem m.in. olimpijczyków: Michała Gołasia i Michała Kwiatkowskiego.
Joachim Przybył

Fan koszykówki, rowerowych wypraw, historii i astronomii. Toruński (i nie tylko) sport obserwuję i opisuję od prawie 20 lat. Piszę o koszykówce, żużlu, hokeju, piłce nożnej, MMA, ale także o kibicach i sportowych zjawiskach. Dlaczego sport? Za prostotę, kontakt z ludźmi, jasne reguły i prawdziwe emocje. Na platformach Polskapress staram się odpowiadać na wszystkie Wasze potrzeby, dlatego równie ważne dla mnie są rekreacja i sport zwykłych ludzi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.