Jacek Deptuła

Referendum tak, jeśli jest się w opozycji

Konferencja prasowa PO w Toruniu na temat referendum w sprawie reformy oświaty. Fot. Jacek Smarz Konferencja prasowa PO w Toruniu na temat referendum w sprawie reformy oświaty.
Jacek Deptuła

Instytucja referendum w Polsce to bardziej instrument partyjnej walki politycznej, aniżeli realizacja zasady demokracji bezpośredniej.

Ostatni pomysł PiS, aby mieszkańcy podwarszawskich Ząbek czy Zielonki wybierali prezydenta stolicy aż prosi się o rozpisanie lokalnego referendum. Podobnie mogłoby być z zapowiadaną przez Jarosława Kaczyńskiego nową ordynacją wyborczą. Tu jednak konieczne byłoby referendum ogólnokrajowe.

Podczas kampanii prezydenckiej i do parlamentu w 2015 roku PiS zapowiadało, że będzie wsłuchiwać się w głos suwerena poprzez m.in. organizację referendów, ale teraz o żadnym nie ma mowy - decyzja o zmianie statusu Warszawy zapadnie w Sejmie głosami PiS.

- To klasyczny, arbitralny skok na samorządy - komentuje poseł Tomasz Lenz, lider kujawsko-pomorskiej Platformy. - Dlatego wspólnie z ZNP oraz stołecznym komitetem złożonym z PO, Razem i .Nowoczesnej rozpoczynamy zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum o kształcie samorządów i oświaty.

Aby taki wniosek złożyć opozycja musi zebrać przynajmniej pół miliona podpisów. Jednak w Polsce doświadczenia z referendami, czyli demokracją bezpośrednią, są złe. Tylko dwa razy - w referendum konstytucyjnym i europejskim - obywatele mogli poczuć, że decydują o swoim państwie. Ale już karykaturą demokracji bezpośredniej był „plebiscyt” w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu w 2015 r. Pytano nas m.in. o jednomandatowe okręgi wyborcze, a do urn poszło 7,8 proc. obywateli. To najniższa frekwencja spośród ogólnokrajowych referendów w Europie po 1945 roku!

Demokracja, ale partyjna

Dlaczego tak się dzieje? Zasadniczy powód jest oczywisty: dziś instytucja referendów w Polsce to instrument walki politycznej niewiele mający wspólnego z ideą demokracji bezpośredniej! Żaden polski Sejm, w obawie np. przed Kościołem, nie rozpisze referendum aborcyjnego lub w sprawie wolnego obrotu kościelną ziemią. Jednak kiedy PiS było w opozycji, domagało się referendów m.in. w sprawie elektrowni atomowej, Lasów Państwowych i 6-latków. Do żadnego nie doszło, bo koalicja PO-PSL do tego nie dopuściła.

Dzisiejsza opozycja żąda referendum na temat samorządów i oświaty, ale nawet jeśli zbierze podpisy, sejmowa większość odrzuci wniosek.

Dr Wojciech Peszyński, politolog UMK, twierdzi, że ostatni referendalny pomysł PO nie ma szans na realizację: - Platforma chce pokazać, że opozycja ma jeszcze siłę i że coś robi. W 2004 r. ta partia domagała się referendum konstytucyjnego (4xTak dla Polski), zebrała 700 tys. podpisów i nic z tego nie wynikło.

Z koniunkturalnych względów żadna z partii nie proponowała referendum w sprawie zmian w programie 500+, który automatycznie dofinansowuje nawet dzieci milionerów.

Nie ma drugiej Szwajcarii

- PiS nie widzi sensu rozpisania referendum np. w sprawie samorządu Warszawy, bo oni uważają, że jak wygrali wybory, mogą robić wszystko pod obłudnym hasłem „suwerena” - tłumaczy poseł Michał Stasiński z .Nowoczesnej. - Jak PiS było w opozycji, chciało chyba z siedmiu referendów. A teraz nie widzi potrzeby pytania nas o zdanie. Zresztą, dokładnie to samo robiła Platforma. Nie jesteśmy Szwajcarią i politykom na referendach nie zależy. Także i my nie jesteśmy wychowani w duchu współuczestnictwa w ważnych dla Polski sprawach.

Rzeczywiście, Szwajcarią nie jesteśmy. W czerwcu ubiegłego roku prawie 80 proc. Helwetów odrzuciło projekt ustawy, według której państwo wypłacałoby każdemu dorosłemu 2,5 tysiąca franków miesięcznie. Szwajcarią więc nie będziemy nie tylko pod względem wysokości zarobków, ale korzystania z demokracji bezpośredniej.

1 lutego projekt PiS o ustroju miasta stołecznego Warszawy został skierowany do Sejmu. Tempo, w jakim PiS stara się zmienić prawo bez żadnych konsultacji społecznych, dowodzi, że to gra polityczna.

- Jeśli opozycja zbierze podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie samorządów i oświaty, wtedy będę mógł się do tego odnieść - tłumaczy Piotr Król, poseł PiS. - Formułę referendum w najważniejszych dla państwa sprawach uważam za istotną.

Dr Peszyński podkreśla, by pamiętać o rozróżnieniu referendum lokalnego, np. w sprawie Warszawy, od referendum krajowego: - Konstytucja mówi wyraźnie, że referendum ogólnokrajowe przeprowadza się w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa.

Jacek Deptuła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.