Ratuj się, kto może! Rób to z głową

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Galasinski
Marek Weckwerth

Ratuj się, kto może! Rób to z głową

Marek Weckwerth

Lód może pęknąć, można też wpaść do przerębla. Nie warto wchodzić na taflę, której nie znamy. Gdy się na to decydujemy, trzeba się zabezpieczyć.

Wyobraźmy sobie jadącego po lodzie rowerzystę, pod którym załamuje się lód lub który wjeżdża w przerębel, nieświadomy, że taki jest na jego drodze... W tej roli wystąpił podczas wczorajszych pokazów w bydgoskm Myślęcinku sierż. sztab. Filip Dworzecki z ogniwa wodnego Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy, ratownik wodny. W pewnym momencie, zjeżdżając z krawędzi lodu do przerębla, fiknął kozła i zniknął pod wodą... - Spokojnie, nie utonę ani nie zmarznę. Jestem w suchym kombinezonie - informuje po wynurzeniu.

Zdradliwa rzeka

- Najgorszy z możliwych scenariuszy jest wtedy, gdy człowiek dostaje się pod lód i nie może się z niego wydostać - komentuje Roman Guździoł, wiceprezes Kujawsko-Pomorskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i szef rejonowego w Bydgoszczy. - Na stawie czy jeziorze taka ewentualność jest mniejsza niż na rzece. W tym ostatnim przypadku szybki nurt może porwać ofiarę i ta nie ma już raczej szans na ratunek.

Na myślęcińskim jeziorku woda jest stojąca, a lód ma ok. 20 cm grubości. To wystarczająco dużo, zatem dość bezpiecznie dla ludzi. Ale i tak zagrożenie jest, zwłaszcza w pobliżu brzegu, gdzie znajdują się dopływy strumieni, gdzie biją źródła. Ruch wody, a niekiedy nieco wyższa temperatura, wpływają na zmniejszenie grubości lodu, a także na osłabienie jego struktury. Tam tworzą się tzw. oparzeliska.

Zabierz linę!

Jeśli ktoś, kto nie zadbał o właściwą asekurację, znajdzie się w wodzie, ma małe szanse na wydostanie się na lód o własnych siłach. Chyba że jest wyjątkowo sprawnym pływakiem lub ratownikiem.

Szanse rosną, jeśli człowiek przywiąże się wcześniej liną do nadbrzeżnego drzewa, korzenia, płotu. W ten sposób łatwo może wydostać się nawet na bardzo śliską taflę. Przydatne są także tzw. kolce lodowe, które można kupić w każdym sklepie wędkarskim. Te przydają się szczególnie w dużej odległości od brzegu, bo trudno sobie wyobrazić, że ktoś zabiera na jezioro 100- czy 200-metrową linę. Kolce lodowe wykorzystują od dziesiątków lat łyżwiarze i narciarze szwedzcy, pokonujący zamarznięte akweny między wyspami na Bałtyku i jeziorach. Ich niezbędnym wyposażeniem są oczywiście kamizelki asekuracyjne (ratują przed utonięciem) i wodo-szczelne plecaki z odzieżą na zmianę.

Liczy się czas

- A jak długo człowiek wytrzyma w takich warunkach w wodzie? - pytali obserwatorzy wczorajszych pokazów.

- Wystarczy 4-5 minut, by człowiek się wyziębił, wpadł w hipotermię, a to już groźne dla zdrowia i życia - odpowiada szef ratowników. - Gdy człowieka wyratujemy z wody, nie należy go rozbierać na mrozie, bo wychłodzi się jeszcze bardziej - instruuje Roman Guździoł. - Należy go tylko okryć kocem, kurtką, folią ratunkową. Dopiero gdy są odpowiednie warunki do przebrania, wtedy należy to zrobić.

Ratownicy wykorzystują podczas akcji specjalistyczny sprzęt, umożliwiający sprawne i szybkie wyciągnięcie ofiary z wody, a potem udzielenie pierwszej pomocy przedmedycznej. Służą temu m.in. sanie lodowe, rzutki, pasy ratunkowe z kołowrotem (ratownik w pasie, a jego koledzy asekurujący go z brzegu), żerdzie (tyczki) ratunkowe, bosaki.

I ty możesz ratować!

- Zwykły człowiek także może skutecznie wyratować tonącego z przerębla - przekonuje Roman Guździoł. - Wystarczy urwać z brzegu solidną gałąź, przynieść z zaparkowanego w pobliżu auta linę holowniczą, pusty pojemnik po płynach eksploatacyjnych, szalik, koc. I to można podać tonącemu. Właśnie takie przedmioty, a nie rękę, bo stare przysłowie - tonący brzytwy się chwyta - ma potwierdzenie w rzeczywistości. Tonący może wciągnąć ratującego do wody.

Ratownik wyjaśnia, że do osoby potrzebującej pomocy należy podpełznąć, podczołgać się, przekulnąć. To po to, aby zmniejszyć nacisk na lód, by ten się nie załamał. I w leżącej pozycji należy udzielać pomocy.

Przedszkolaki już wiedzą

Sprawność ratowników podziwiały m.in. dzieci z bydgoskiego Przedszkola nr 66.

- Jesteśmy tu, by przedszkolaki mogły się przekonać, z jakimi zagrożeniami można się spotkać w praktyce na lodzie - mówi Alina Nejman, dyrektor placówki. - A tak na co dzień dzieci uczymy wszystkiego, co związane jest z bezpieczeństwem, zwłaszcza w ruchu drogowym, gdy na przykład jedziemy rowerem czy idziemy chodnikiem, przechodzimy przez jezdnię. Dlatego odwiedzają nas policjanci, strażnicy, strażacy i ratownicy.

Marek Weckwerth

Dziennikarz "Gazety Pomorskiej" specjalizujący się tematyce bezpieczeństwa ruchu drogowego, transportu, gospodarki oraz turystyki i krajoznawstwa. Zainteresowania: turystyka, rekreacja i sport, kajakarstwo, historia, polityka. Instruktor, komandor spływów i wypraw kajakowych, autor podręczników dla kajakarzy i setek artykułów prasowych z tego zakresu. Rekordzista Polski w pływaniu kajakiem rzekami pod prąd od ujścia do źródła. Magister nauk politycznych po uczelniach w Poznaniu i Bydgoszczy.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.