Przeszłość sercu bliska czyli genealogia dla każdego

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Alabrudziński
Renata Kudeł

Przeszłość sercu bliska czyli genealogia dla każdego

Renata Kudeł

Na genealogicznych portalach i forach często cytowane są takie słowa: "Bez przodków jesteś jak wyrwana roślina, rzucona na uschnięcie. Gdy czujesz za sobą ich siłę, to tak, jakbyś rósł w lesie z innymi drzewami. Jedne są stare i już się przewracają, inne młode, dopiero rosną, ale to jest Twój los".

Rozmowa z Agnieszką Galczk-Froch, włocławianką, pasjonatką genealogii, z wykształcenia rusycystką. Pani Agnieszka radzi, od czego zacząć tworzenie drzewa genealogicznego własnej rodziny.

- Czy każdy z nas może szukać swoich korzeni? Jak zacząć?
- Każdy, kto ma trochę czasu i cierpliwości. Przekonałam się też, że nie każdy potrafi czytać akta metrykalne i mówię tu o osobach całkiem inteligentnych. To trochę przypomina ćwiczenia z czytania ze zrozumieniem. Niby wszyscy to potrafimy, ale przekręcamy niektóre informacje zawarte w tekście. Do tego należy dodać to, iż metrykalia spisywane były ręcznie w stylu języka tamtego czasu. Dużym utrudnieniem może również być fakt spisywania od lat 60-tych XIX wieku w języku rosyjskim. Tu wielu osobom potrzebna by była pomoc. Zacząć trzeba od tego, co najbardziej ulotne: starszych osób w rodzinie. Należy dokładnie wypytać ich o najdawniejsze pamiętane osoby i fakty (chociaż przybliżone, bo i tak zweryfikujemy to, szukając dokumentów). I zbieramy po rodzinie wszystkie zdjęcia i dokumenty, które posiadają. One też giną, więc dobrze by było w jednym miejscu przechowywać jeżeli nie oryginały, to chociaż skany i fotografie. Dopiero po wykonaniu tej wstępnej pracy możemy "łapać nitki", tj. szukać dokumentów potwierdzających pamięć naszych np. babć i dziadków. Przy tym trzeba pamiętać, że do archiwum metrykalia trafiają po stu latach. Czyli obecnie najmłodsze księgi metrykalne są z roku 1915. Zdarzają się wyjątki w archiwum diecezjalnym.

- Kiedy zainteresowała się pani genealogią?
- Pojęcie genealogii nie było mi obce, jednak obiecywałam sobie, że szukaniem korzeni zajmę się na emeryturze. Nie wiedziałam, jak się to robi, ale 20 lat temu zdążyłam jeszcze dokładnie wypytać swoją Babcię i notatki włożyłam do przysłowiowej szuflady. Dziesięć lat później zdarzyły się dwie rzeczy: przestałam pracować (skończył się etat rusycysty w mojej szkole) i rozpoczęła się integracja mojego klanu rodzinnego. Jedna z kuzynek, badając nasze korzenie, "utknęła" w połowie XIX wieku. Ponieważ, z racji zaprzestania pracy etatowej, miałam czas, postanowiłam jej pomóc. To ona po raz pierwszy zaprowadziła mnie do archiwum i pokazała akta metrykalne. Potem, z powodu różnych zawirowań rodzinnych, zostałam z naszą genealogią sama. Jako człowiek uparty postanowiłam szukać do skutku. Otworzyłam wszystkie księgi, dostępne w archiwum państwowym, uzupełniając brakujące lata w archiwum diecezjalnym. Spisywałam przy tym wszystkie osoby o nazwiskach chociaż trochę podobnych do szukanych. W ten sposób powstała baza wielu tysięcy osób, z których część znalazła się na naszym drzewie.

- Gdzie genealog spędza więcej czasu - w archiwach, bibliotekach czy w sieci?
- Jeżeli ma szczęście, to większość potrzebnych mu materiałów znajdzie w sieci. Obecnie akcja skanowania akt metrykalnych z włocławskiego archiwum państwowego i zamieszczania ich w sieci jest prawie ukończona. Na stronie genealogiawarchiwach.pl można przejrzeć metrykalia do 1910 roku. Gdy skanowanie się zakończy księgi te nie będą udostępniane w archiwum. Na stronie genealodzy.pl są również skany wszystkich ksiąg ludności z naszego archiwum. Doskonała pomoc dla genealoga, chociaż ja osobiście wolę pracować z materiałem papierowym. Trzeba też pamiętać, że w archiwum państwowym nie we wszystkich parafiach jest ciągłość akt (brakuje niektórych roczników). Niewiele jest też akt sprzed 1808 roku. Te brakujące i wcześniejsze zapisy znajdziemy najczęściej w archiwum diecezjalnym. Winternecie nie znajdziemy jednak zapisów dotyczących majątku np. ksiąg notarialnych. A warto je przejrzeć, jeżeli nawet nasza rodzina ma pochodzenie chłopskie. Znajdziemy tam akta notarialne o zbywaniu, nabywaniu i zamianie ziemi. Ja znalazłam też testament właścicielki majątku, w którym pracował jako woźnica jeden z moich pra, na mocy którego odziedziczył 100 rubli. Odnośnie bibliotek: są oradniki dla genealogów, ale mało i nie wszystkie dobre. Pod tym względem lepiej korzystać z praktycznych porad osób bardziej doświadczonych. Niewiele też miejscowości doczekało się publikacji o sobie i informacje o nich są mocno rozproszone. A fajnie by było dowiedzieć się czegoś o miejscach, w których żyli nasi przodkowie. Dostępu do takich informacji najbardziej brakuje. I jeszcze jedno: niewielka jest wiedza ludzi i brak publikacji o zachowaniach chłopów (a od nich pochodzi 95 proc. Polaków) przed uwłaszczeniem.

- Czy była to nauka na błędach?
- Największym moim błędem było szukanie konkretnego nazwiska. Spowodowało to, iż niektóre parafie przeglądałam nawet trzy razy. Zasugerowałam się bowiem tym, iż rzekomo kształtowanie się nazwisk zakończyło się na początku XIX wieku. W rzeczywistości na Kujawach Wschodnich proces ten trwał do lat 30. XX wieku.

- Ta pasja wymaga cierpliwości?
- Niewątpliwie tak. Zdarza się, że w ciągu tygodnia człowiek zrobi całą genealogię swojej rodziny, ponieważ nie przemieszczali się daleko. Tak udało mi się znaleźć korzenie mojej synowej. Częściej jednak nitki się rwą i nie wiadomo, gdzie szukać dalej. Szczególnie, że w starych aktach metrykalnych podawane dane (np. na akcie zgonu wiek zmarłego) są bardzo przybliżone (niedokładne). Ale to wciąga. Twierdzę tak nie tylko na swoim przykładzie. Spotykam w archiwach ludzi, którzy od lat tworzą swoją genealogię, badając nie tylko bezpośrednich przodków, ale też linie boczne. Często mówią, że po prostu nie potrafią przerwać.

- Pani największe osiągnięcie?
- Jeżeli dotyczy genealogii, to fakt, że przy dużej mobilności moich szacownych przodków w ogóle udało mi się zrekonstruować nasze wczesne drzewo. Myślę też, że dużym osiągnięciem jest to, iż zaraziłam tą pasją szereg innych osób.

- Na własnym przykładzie, jak przypuszczam, stworzyła pani drzewo swojej rodziny. Jak daleko udało się pani odnaleźć przodków?
- Drzew stworzyłam setki, gdyż wykorzystuję genealogię do prowadzenia badań historycznych. Niestety, genealogia naszej rodziny sięga tylko do przełomu XVII i XVIII wieku. I raczej nie posunie się w głąb historii, gdyż nie zachowały się wcześniejsze zapisy metrykalne.

- Co panią najbardziej zaskoczyło w tym tropieniu przeszłości?
- To, że zburzyła pewne utarte i wmówione nam stereotypy. Wspomniałam już o nazwiskach. Ale jeszcze np. to, że chłopi przywiązywali się do miejsca, nie przeprowadzali się często i daleko. Kolejny fałszywy mit.

- Dlaczego genealogia powinna "trafić pod strzechy" i czy powinna być popularyzowana? Jeśli tak, to jak? Warsztaty, spotkania dla młodych ludzi? W Uniwersytetach Trzeciego Wieku?
- Genealogia każdego z nas to sprawa bardzo ważna. Znajomość swoich korzeni daje nam siłę i poczucie tożsamości, a to z kolei wzmacnia naszą stabilność i odporność psychiczną. Spotkałam osoby, które z powodu różnych zawirowań dziejowych i rodzinnych nie mają pojęcia o swoich przodkach. Wiem, jak bardzo rzutuje to na ich życie i zachowanie. To taki statek, który dryfuje i nie może rzucić kotwicy. I wiem, ile radości i siły dało moim dzieciom to, że wiedzą tak dużo o swoich przodkach. Tak więc bez dwóch zdań każdy powinien znać swoje korzenie. Poza tym może to być środek zapobiegający powiększającej się dzisiaj izolacji ludzi. To mogę rozwinąć w czasie rozmowy.
Warsztaty i spotkania są bardzo przydatne, ale brak odgórnej koordynacji takich działań powoduje, że ich dostępność i przydatność jest niewielka. Oczywiście najlepiej by było, gdyby każdy sam tworzył swoje drzewo. Ale nie każdy umie i może. Może jako osoba wychowana w "dawnych dobrych czasach" jestem zbytnim zwolennikiem instytucjonalizmu, ale przekonałam się prowadząc badania historyczne, że brak koordynacji i systematyczności powoduje, iż nasza wiedza nie wzbogaca się.
I to, co mnie boli chyba najbardziej: brak świadomości i wiedzy regionalnej. Tu działania też są rozproszone. Dzieci w szkole uczymy, że nasz region nazywa się Kujawy czy ziemia dobrzyńska. Uczymy ich wielkiej historii. Ale o dziejach swojego regionu wiedzą niewiele lub nic. A zainteresowanie historią, wiem to po sobie, zaczyna się tam, gdzie zadajemy sobie pytania o to, co nam najbliższe.
"Genealogii swojej rodziny nigdy się nie kończy. Zamyka się tylko pewien jej etap i rozpoczyna następne, które dalej "pociągną" Twoje pokolenie."

Renata Kudeł

Najchętniej zajmuję się kulturą, sztuką, edukacją. Najciekawsi w mojej pracy są ludzie - ci mniej i bardziej znani, ale mający w życiu coś, co ich wyróżnia. Pasję, talenty, chęć niesienia pomocy innym. Najpiękniejsi są cisi bohaterowie, nawet ci niedzisiejszy, niemedialni. Pisać o nich to przywilej tego zawodu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.