Prof. Tomasz Sójka: Po PiS-ie odziedziczyliśmy państwo z dykty i kartonu. Nie działa w żadnym aspekcie istotnym dla człowieka

Czytaj dalej
Fot. fot. archiwum prywatne
Hubert Ossowski

Prof. Tomasz Sójka: Po PiS-ie odziedziczyliśmy państwo z dykty i kartonu. Nie działa w żadnym aspekcie istotnym dla człowieka

Hubert Ossowski

Po Prawie i Sprawiedliwości dziedziczymy państwo z dramatyczną sytuacją demograficzną, anachroniczną energetykę, brudne powietrze, mało innowacyjną gospodarkę, system ochrony zdrowia w zapaści oraz niedostosowany do wyzwań współczesnej gospodarki system edukacji. To trzeba zmienić, ale na to potrzeba czasu i dalekosiężnej wizji. Wiemy, jak to zrobić – mówi Tomasz Sójka, profesor nauk prawnych na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, odpowiedzialny za budowę struktur politycznych Polski 2050 w Wielkopolsce.

Do czego w polityce potrzebne są głowa i serce?
Głowa jest potrzebna, by wypracować mądre i inteligentne rozwiązania najbardziej palących problemów społecznych. Chodzi o niepopadanie w pewną sztampę, ale o szukanie nietypowych i mądrych rozwiązań, które będą popychały społeczeństwo na drodze rozwoju. Serca potrzebujemy, by mieć odwagę do podejmowania najbardziej palących problemów. Byśmy mieli odwagę i siłę podążać za marzeniami o lepszej rzeczywistości, która nas otacza. To jest coś, co nas odróżnia od innych partii. Wierzymy, że nam się uda i że Polska zasługuje na lepszą politykę. Chcemy podążać za marzeniem o lepszej polityce i lepszej Polsce dla naszych dzieci. I będziemy to robić niezależnie od bieżących kalkulacji i sondaży.

Skąd przekonanie, że wam to się uda?
Uważamy, że mamy pomysł na to, jak uprawiać politykę w nowy sposób. Dosyć trzeźwo analizujemy bieżącą sytuację polityczną oraz wyzwania, które stoją przed nami. Głównie dlatego, że jesteśmy spoza głównego nurtu politycznego. To sprawia, że widzimy politykę z perspektywy pokoleń i wielkich pokoleniowych wyzwań, a nie jednej kadencji i bieżącego kopania się po kostkach przy ul. Wiejskiej. Po Prawie i Sprawiedliwości dziedziczymy państwo z dramatyczną sytuacją demograficzną, anachroniczną energetykę, brudne powietrze, mało innowacyjną gospodarkę, system ochrony zdrowia w zapaści oraz niedostosowany do wyzwań współczesnej gospodarki system edukacji. To trzeba zmienić, ale na to potrzeba czasu i dalekosiężnej wizji. Wiemy, jak to zrobić.

Mówi pan, że wiecie, ale co dokładnie chcecie zrobić?
Pandemia pokazała nam, że po PiS-ie odziedziczyliśmy państwo z dykty i kartonu, które nie działa praktycznie w każdym aspekcie istotnym dla człowieka. Ochrona zdrowia jest absolutnie kluczowa. Właśnie ją musimy zreformować. Zaczynając od daleko posuniętej cyfryzacji i informatyzacji, której zadaniem będzie wspierać pracę lekarzy i czynić ją bardziej efektowną. Ponadto, należy zreformować ochronę zdrowia w kierunku profilaktyki tak, by pielęgnować zdrowie ludzi, a nie tylko reagować na sytuację chorobową. Badania wskazują, że jednym z największych źródeł kosztów w systemie opieki zdrowotnej są nieleczone choroby przewlekłe. Istotna jest mądra i rozsądna profilaktyka, nie mówiąc już o podnoszeniu wynagrodzeń dla personelu medycznego. Jeśli nie będzie on lepiej wynagradzany, po prostu będzie stąd wyjeżdżał. Z tego nie zdaje sobie sprawy Jarosław Kaczyński, anachroniczny polityk, który mentalnością drzemie w latach 80. i 90.

Żyjemy w mobilnym społeczeństwie. Jeśli nie stworzymy atrakcyjnych miejsc pracy dla lekarzy, informatyków i całej młodzieży, wybiorą inne miejsce do życia. Retoryka patriotyczno-bogoojczyźniana nikogo tutaj nie zatrzyma. Wartościowych ludzi możemy zatrzymać w Polsce wyłącznie tworząc dla nich atrakcyjną rzeczywistość.

Pana zdaniem rządzący nie odrobili lekcji z pandemii?
Oni oczywiście widzą te wszystkie zagrożenia, ale reagują zbyt późno, gdy rzeczywistości nie da się więcej oszukiwać. Najlepszym przykładem jest dramatycznie spóźniona transformacja energetyczna. O tym, że węglowa elektrownia w Ostrołęce nie może być rentowna mówili wszyscy od dawna, a PiS mimo to brnął w ten projekt, bo w toku kampanii wyborczej coś poobiecywał. Dziś cały projekt trzeba wyrzucić do kosza, a wraz z nim prawie 1,5 mld złotych. Podstawowy problem PiS-u polega na tym, że to są po prostu populiści, którzy dla bieżącego poklasku są w stanie obiecać dowolną głupotę. Ich pomysły na Polskę nakierunkowane są przede wszystkim na PR-owe fajerwerki i wygranie następnych wyborów.

Tak można odczytywać np. „Polski Ład”, który jest zbiorem luźno powiązanych haseł: niektórych sensownych i wielu bezsensownych. Jednak za tym nie ma żadnego spójnego programu, spójnego planu działań, bo jedynym celem są następne wybory. Strategii rozwoju dla Polski nie da się jednak zastąpić zbiorem przedwyborczych haseł i obietnic. Prowadzi to później do całkowitej nieudolności w rządzeniu. Jedną z przyczyn tej nieudolności jest także wyalienowanie rządzących z wielu istotnych kręgów społecznych. Bez klasy średniej i wielkomiejskiej inteligencji można czasem wygrać wybory, ale nie można skutecznie rządzić. Nie da się zarządzać nowoczesnym państwem w zglobalizowanym świecie bez dostępu do ekspertów: ludzi wykształconych i doświadczonych w swoich dziedzinach.

Prof. Tomasz Sójka
fot. archiwum prywatne Prof. Tomasz Sójka

Mówi pan, że nie patrzycie na kadencje, ale na pokolenia. Brakowało takiego spojrzenia na polskiej scenie politycznej?
Dotychczasowa formuła życia partyjnego całkowicie się wyczerpała. PiS i PO są partiami, które korzeniami znajdują się w latach 90. i w sporach z tamtej epoki. W zasadzie są rewersem i awersem tej samej rzeczywistości. My próbujemy pokazać, że dzisiejsza rzeczywistość, pod wpływem nowych technologii i postępujących procesów globalizacji, bardzo się zmieniła. Współczesne wyzwania są inne i wymagają zupełnie nowych odpowiedzi. Przykładem jest problem klimatyczny, który nie był jeszcze tak wyraźnie dostrzegany 20 lat temu. Dzisiaj to jedno z kluczowych wyzwań. Jeżeli nie wymyślimy i nie zaproponujemy mądrego modelu transformacji energetycznej, to będziemy przegrywać na każdym polu. Będziemy mieć najdroższy prąd w Europie. To będzie czyniło naszą gospodarkę nieefektywną i niekonkurencyjną. To przesypia PiS, a jeszcze wcześniej przespała PO.

Zdecydowanie potrzeba nowego spojrzenia i nowego przywództwa. Obie wspomniane partie były i są naznaczone silnymi osobowościami swoich przywódców. Skutek jest taki, że po ich odejściu, organizacje takie nie mogą się pozbierać. Tak było w PO, tak będzie w PiS-ie. W związku z tym wydaje nam się, że stara polityka, zakorzeniona w latach 90., powoli przechodzi do lamusa.

Czym zatem różni się Polska 2050 od wspomnianych partii?
Widzimy się raczej jako ruch społeczny, składający się ze stowarzyszenia, think-tanku i partii. Szymon Hołownia nie byłby w stanie tego wszystkiego stworzyć samodzielnie bez entuzjazmu i pracy ludzi w gminach i powiatach. Najciekawsze jest to, że Hołownia potrafi porwać ludzi, którzy trzymali się z dala od polityki. Są to osoby zaangażowane społecznie, jednak polityka w dotychczasowym wykonaniu ich odstraszała. Tak było ze mną. Hołownia daje wiarę, że można coś zmienić, wzbudza poczucie sprawczości.

Skupiacie się w ogóle na sondażach? Według ostatnich sondaży Polska 2050 wysuwa się na czoło opozycji.
Do sondaży podchodzimy z pokorą i ostrożnością, ale niezbyt się na nich koncentrujemy. Raczej mamy swoją gwiazdę polarną, za którą chcemy podążać. Są nią przemiany społeczno-polityczne rozpisane na pokolenia. Patrząc z tej długoterminowej perspektywy, staramy się podchodzić stoicko do bieżących sondaży. Na pewno cieszy nas, że mamy istotne poparcie społeczne. Naprawa nas to poczuciem odpowiedzialności za nadzieje, które są w nas pokładane. Jednak nadmierna koncentracja na bieżących sondażach raczej dezorientuje i rozprasza. My chcemy być skoncentrowani na pracy nad nowym kształtem polityki, nad przemianami i reformami.

Te dobre notowania są efektem konsekwentnej pracy czy słabości pozostałych partii opozycyjnych?
Czynników jest wiele i one jednocześnie wpływają na nasze wyniki w sondażach. Jednym z nich jest słabość opozycji. Również to, że Koalicja Obywatelska przeżywa turbulencje, ma problemy ze znalezieniem właściwego języka, tożsamości i przywództwa. Ważna jest nasza praca. Stopniowo, krok po kroku, budujemy program, nowy przekaz, plan działania, plan naprawy Polski. Staramy się budować platformę, która umożliwi odsunięcie PiS-u od władzy. Wierzę, że prędzej czy później nam to się uda.

Niedawno Agnieszka Lewandowska dołączyła do Polski 2050. Tym samym partia ma pierwszą reprezentantkę w poznańskiej radzie miejskiej. Jak wygląda proces budowania struktur partyjnych w Poznaniu?
Mamy ten komfort, że stowarzyszenie Polska 2050 już jest w pełni zorganizowane i działa od dawna. Jest w nim wielu aktywnych członków, bardzo zaangażowanych. Swoją rolę widzę w tym, by namawiać tych ludzi do tego, by nie patrzyli na politykę jak na coś złego, tylko włączyli się do naszych struktur partyjnych. W tym wymiarze polityka ma służyć rozwiązywaniu konkretnych problemów. Bez polityki można oczywiście czynić wiele pożytecznych społecznie rzeczy. Ale są też takie obszary, gdzie konieczne jest prawo, obecność w rządzie i polityka rozpisana na dekady. Myślę o procesach, takich jak: np. polityka klimatyczna, transformacja energetyczna, reforma systemu ochrony zdrowia czy wspieranie innowacyjności. Tłumaczę to wielu zaangażowanym społecznie ludziom i widzę, że znajduje to pozytywny odzew.

Wielu członków stowarzyszenia Polska 2050, chce się angażować także w politykę. Oprócz tego są osoby z tradycyjnej polityki, które widzą, co robimy i chcą się do nas przyłączyć. Nie ścigamy się z nikim na liczbę radnych czy posłów. Transfery nie są kluczem do rozwoju struktur. Istotniejsze jest wciąganie do polityki społeczników, którym dobro Polski i społeczeństwa leży na sercu.

Ci samorządowcy są jednak potrzebni, by stworzyć klub radnych. Takie są choćby w Koninie czy Kaliszu.
Chcielibyśmy mieć oczywiście własny klub również w Poznaniu. Cieszymy się, że Agnieszka Lewandowska do nas dołączyła. Prowadzimy wiele rozmów, jednak to nie jest wyścig na liczbę radnych w poszczególnych miastach. Chcemy, żeby przychodzili do nas ludzie, którzy mają nasze DNA, którzy myślą tak samo jak my. Obecnie koncentrujemy naszą uwagę na nadchodzących wyborach, przede wszystkim parlamentarnych, ale też samorządowych. Chcemy być gotowi na 100 proc.

Jak wyglądają te przygotowania?
Myślimy o ludziach, których będziemy mogli zaprezentować na listach. Oprócz tego o przekazie, bo musi być on sprofilowany do danego regionu – musi odpowiadać na problemy danej społeczności. Budujemy także plany kampanii wyborczej. W tej chwili bardzo ciężko nad tym pracujemy i chcemy być gotowi, nawet gdyby wybory miałoby się odbyć w październiku.

Wspomniał pan o wyzwaniach w skali kraju, a jakie wyzwania stoją przed pańską partią w Poznaniu?
Pierwszym podstawowym wyzwaniem jest walka o czyste powietrze. Kluczowa wydaje się rezygnacja z wysokoemisyjnych pieców. Ważne jest to, by w Poznaniu dobrze się mieszkało – a więc sprawny transport publiczny, zieleń, ścieżki rowerowe, ale także kultura.

Poznań potrzebuje odnalezienia właściwej pozycji w Polsce. Moim zdaniem niestety Poznań jest jednym z bardziej niedoszacowanych miast, które nadal czeka na swoją szansę. Zwłaszcza na to, by było należycie reprezentowane i wspierane na poziomie władz centralnych. Mamy świetne położenie między Warszawą a Berlinem. Trzeba to tylko wykorzystać. Powinniśmy przyciągać tu firmy oferujące atrakcyjne miejsca pracy. Fajnie byłoby zrobić z Poznania innowacyjny hub, gdzie stykać się będzie rzeczywistość naukowa i biznesowa, gdzie tworzone będą technologiczne start-upy.

Wspomniał pan, że siłą Szymona Hołowni jest to, że przyciąga do polityki ludzi, którzy wcześniej trzymali się od niej z dala. Czym pana przekonał Hołownia?
Znam go ponad 20 lat. Uważam go za niezwykle szlachetnego człowieka. Gdy byłem na studiach i marzyłem o karierze prawniczej, Szymon, obok studiów i wielu innych zaangażowań społecznych, był ratownikiem medycznym. Przyznam, że zawsze mnie trochę zawstydzał tym, że pomaga ludziom, a ja myślę o karierze. Imponował mi też swoją otwartością na drugiego człowieka.

Jego cechą jest ogromna sprawczość. On nie tylko gada, ale przede wszystkim działa, choćby prowadząc fundacje. Jest pracowity i uparty, co jest wyzwaniem zwłaszcza dla jego współpracowników. Jeśli wyznaczy sobie zadania, to gryzie trawę, by je zrealizować. Ma energię, by podejmować się różnych wyzwań. Widać to teraz, gdy jesteśmy w szczycie przygotowań do kampanii wyborczej. A przecież można byłoby czekać, odpoczywać i zastanawiać się, kiedy będą wybory. Szymon mówi „nie”. Musimy już dzisiaj być gotowi, żeby ruszyć, gdy tylko pojawi się zielone światło. To jest trudne. Wymaga to ogromnego poświęcenia i wysiłku, ale efekty widzimy w sondażach.

Co dało panu wejście do polityki?
Mógłbym ironicznie powiedzieć, że zdecydowanie mniej czasu na czytanie. Jednak wszedłem do polityki, bo mam poczucie, że Polacy zasługują na więcej. Na lepsze państwo, lepszy rynek pracy, wyższy standard życia. Po 6 latach rządów PiS-u jesteśmy na niebezpiecznej drodze do tego, by stać się „dzikimi polami” między Europą a Rosją. Staliśmy się osamotnieni na poziomie międzynarodowym. Mamy słabo działające państwo, mało innowacyjną gospodarkę i brudne powietrze.

Zaangażowałem się w politykę, bo chce dać dobre argumenty dla moich studentów i moich dzieci, żeby zostali w kraju. Chciałbym, żeby żyli i pracowali w Polsce. Serce mi pęka, gdy widzę najlepszych studentów, którzy myślą o wyjeździe z Polski i za granicą widzą dla siebie szanse. Mówią, że w Polsce ich nie znajdą.

Sporo dostałem od życia. Mam wspaniałą rodzinę, jestem profesorem prawa, z powodzeniem funkcjonowałem w praktyce prawniczej. Przychodzi taki moment, że człowiek chciałby zostawić coś więcej po sobie i spłacić społeczeństwu dług, który zaciągnął, dostając wykształcenie i spotykając po drodze wielu mądrych ludzi, którzy go formowali. Mam wrażenie, że w moim życiu właśnie przyszedł taki moment.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Hubert Ossowski

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Józef Brzozowski

W polityce, prócz głowy i serca potrzebne jest poczucie odpowiedzialności. A w obecnym systemie – totalitaryzmie partyjnym – to poczucie jest wykoślawione, bo jest wobec szefostwa partyjnego, różnej maści lobbystów i tych, co mają haka na polityka. Wobec Narodu poczucie odpowiedzialności nie istnieje bo Naród jest przez polityków ubezwłasnowolniony. My nie możemy nic, jedynie bunt na ulicy po przekroczeniu masy krytycznej jest dla onych groźny.

Ma rację prof. Tomasz Sójka mówiąc o pisowskim państwie z dykty i kartonu, trzeba tu do tego dodać jeszcze ''ch-j, d-pa i kamieni kupa'' po państwie peowskim. Państwo hołowniane tego nie naprawi choćby i tysiąc razy dziennie powtarzali: ''Wiemy jak to zrobić''.

Polityk musi być zależny mandatem wyborczym od wyborców, inaczej arogancja jego jest bardziej złowieszcza niż zęby krokodyla .

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.