Prekariusze wszystkich krajów dogadajcie się!

Czytaj dalej
Fot. Filip Kowalkowski
Jolanta Zielazna

Prekariusze wszystkich krajów dogadajcie się!

Jolanta Zielazna

Prekariat jest chyba większym problemem, niż bezrobocie, na którym koncentruje się polityka społeczna i politycy różnych opcji.

To stwierdzenie padło w sobotę podczas debaty „Prekariat wszystkich krajów” przed premierą „Gron gniewu” w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.

Określenie „prekariat” pojawiło się w społecznym obiegu (w Polsce) nie tak dawno, wraz z rosnącą liczbą osób zatrudnionych na umowy śmieciowe, niepewnych jutra. Zatrudnionych tak nie z własnego wyboru, ale dlatego, że innej opcji nie ma.

Podobieństwo do słowa „proletariat” nie jest przypadkowe. Prekariat to zbitka słów precarious (ang. niepewny) i proletariat.

Początkowo umowy śmieciowe określano elegancko „elastycznymi formami zatrudnienia”. Miały i pracownikom, i pracodawcom pomóc przejść przez kryzys. Jednak dla pracodawców stały się tak wygodne, że zaczęli nimi zastępować umowy o pracę.

Dlaczego o jak najbardziej współczesnym, zdawałoby się, zjawisku, rozmawiano przyokazji premiery sztuki, która powstała na podstawie książki napisanej w latach 30. XX wieku? Bo prekariat jednak nie jest „wynalazkiem” ostatnich lat. Paweł Wodziński (dyrektor teatru, reżyser sztuki) wyjaśniał, że sztuka bez specjalnej adaptacji pokazuje sytuację bliską losom obecnych prekariuszy.

- 65 proc. globalnej siły roboczej na świecie to prekariat, to półtora miliarda ludzi - mówił Przemysław Wielgosz, redaktor naczelny polskiej edycji „Le Monde diplomatique”. - W Polsce, obok Hiszpanii, stopień destabilizacji, czyli prekaryzacji, stosunków pracy jest najwyższy w Europie, wynosi około 30 proc. W pozostałych krajach Europy to przeciętnie 15-20 proc.

Konsekwencje społeczne są takie, że kiedyś, dzięki umowie o pracę, można było nie tylko realizować swoje potrzeby, ale także myśleć o poprawie, rozwoju dla siebie i dzieci. - Od kiedy na całym świecie szerzy się prekaryzacja, można mieć pracę, pracować bardzo dużo i nie być w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb. Można pracować i nie przeżyć - mówił Wielgosz.

Czy prekariat to nowa klasa społeczna? Jarosław Urbański z ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza”, z wykształcenia socjolog, autor książki „Prekariat i nowa walka klas” uważa, że nie mamy do czynienia z niczym nowym. Problem prekaryzacji klasy pracowniczej istniał od zarania kapitalizmu.

- W Polsce po karierze partii Pawła Kukiza pojawiło się sformułowanie, że to partia prekariatu - mówił Przemysław Wielgosz. - Podobnie określano partię Razem, a to dwa sprzeczne z sobą projekty polityczne. Jeden ekstremistyczny prawicowy, drugi konsekwentnie socjaldemokratyczny.

Urbański: - Dwa różne projekty polityczne, ale łączy ich odwołanie się do tego samego elektoratu - ludzi zawiedzionych, którym przez 25 lat obiecywano, że jest normalność i oni będą ciągle awansować. Moim zdaniem na Kukiza, w ogóle na prawicę, głównie głosuje zawiedziony prekariat. Ci, którym obiecano łatwy, szybki i pewny awans do klasy średniej, a okazuje się, że tego awansu nigdy nie będzie.

Socjolog podkreślał, że uwierzyły w to także dzieci chłoporobotników - poszły na studia, pokończyły nierzadko dwa fakultety, a teraz kończą na zmywaku w Londynie.

Wątek migracji pojawił się więc w naturalny sposób.

Do zawiedzionych prekariuszy odwołuje się też - zdaniem Urbańskiego- partia Razem. Ona uważa, że nie możemy teraz zamknąć granic. Państwo narodowe nie uzdrowi sytuacji w warunkach, w jakich funkcjonuje gospodarka kapitalistyczna.

- Na migrację, uchodźstwo trzeba patrzeć przez pryzmat, że 2 mln Polaków pracuje poza Polską. Co będzie, jeśli wszyscy musieliby wrócić do kraju? Bez robocie z dnia na dzień skoczyłoby do 30-35 proc. System by tego nie wytrzymał - sądzi Urbański.

Joanna Krakowska (historyk teatru, Instytut Sztuki PAN): - W Polsce nie ma projektu solidarności społecznej, skierowanego do prekariuszy.

Dlatego - jej zdaniem - odpowiadają oni na prawicowe propozycje, bo często to jedyny głos, który z nimi rozmawia.

- To niesłychane, jak udało nam się zmarnować kapitał społeczny, który tkwił w haśle solidarności.

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.