Prawda z genów: twarz ofiary, portret sprawcy

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szkocki
Hanka Sowińska

Prawda z genów: twarz ofiary, portret sprawcy

Hanka Sowińska

- Identyfikacja to zadośćuczynienie jednemu z fundamentalnych praw, to wymóg elementarnej sprawiedliwości - podkreśla prof. Tomasz Grzybowski, bydgoski genetyk.

- Nieżyjący już znakomity historyk mediewista, prof. Gerard Labuda mówił, że mamy w sobie strumień wieków. Co na to genetyk?
- Rzeczywiście, możemy mówić o pewnej historii naszych populacji. Myślimy tu przede wszystkim o populacjach słowiańskojęzycznych, zamieszkujących Europę Środkową i Wschodnią; jest to ponad 270 mln ludzi. Od dłuższego już czasu prowadzimy szeroko zakrojone badania dotyczące tychże populacji. Badając pulę DNA populacji współczesnych możemy w pewien sposób wnioskować o ich historii. To jest zresztą prawdziwe nie tylko w odniesieniu do populacji słowiańskich, ale jakichkolwiek innych również. Z punktu widzenia genetyki populacyjnej można powiedzieć, że historia migracji ludzkich i adaptacji do różnych warunków środowiska, które miały miejsce w ciągu minionych tysięcy lat, zostawiła swój ślad w puli genowej. Czyli w jakiś sposób jest odzwierciedlona w naszym DNA.

- Poznawanie korzeni genetycznych Europejczyków jest na pewno interesujące, ale zajmuje tylko wąską grupę badaczy. Tymczasem światową karierę robi genetyka molekularna wykorzystywana do badań identyfikacyjnych. I właśnie te badania są podstawą nowego projektu, w którym bierze udział kierowana przez pana placówka. Mówię o powołanym niedawno konsorcjum naukowo-badawczym SIGO (Sieć Identyfikacji Genetycznej Osób), które będzie współpracować przy identyfikacji ofiar zbrodni systemów totalitarnych i ofiar zdarzeń masowych. Czy w ramach SIGO nasze laboratorium będzie uczestniczyć w identyfikacjach szczątków wydobywanych na warszawskiej „Łączce”?
- Tego jeszcze nie wiem. Przypomnę natomiast, że projekt ten został zainicjowany przez Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, we współpracy z IPN, już kilka lat temu. To tam stworzono Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów. Jednak w ostatnim czasie projekt ten rozrasta się i wykracza poza ramy współpracy tych dwóch instytucji.

- Minione trzy lata pokazały, że „Łączki”, czyli masowe groby, kryjące szczątki ofiar stalinowskiego reżimu, są w wielu miastach. Także w Bydgoszczy, na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej.
- Nasi koledzy ze Szczecina prowadzili w ostatnim czasie ekshumacje przy areszcie śledczym w Białymstoku. W kraju jest jeszcze kilka innych miejsc, w których ekshumacje już trwają albo niebawem się zaczną. Stąd umowa o powołaniu konsorcjum, skupiającym kilka instytucji. Sądzę, że będziemy w stanie odpowiadać na rosnące potrzeby w tym zakresie, zwłaszcza co do identyfikacji najtrudniejszych próbek.

- Był pan na „Łączce” na Powązkach?
- Nie, ale ostatnio brałem udział w bardzo ciekawej konferencji zorganizowanej przez IPN w Białymstoku, zatytułowanej „Poszukiwanie i identyfikacja ofiar zbrodni systemów totalitarnych. Doświadczenia polskie w kontekście europejskim”. Zbiegła się ona z rozpoczęciem prac przy tamtejszym areszcie śledczym. Miałem więc okazję być i obserwować całą złożoną infrastrukturę prac ekshumacyjnych. Ten projekt wymaga zaangażowania specjalistów z bardzo wielu dziedzin. Potrzebni są nie tylko genetycy tak- że archeolodzy, antropolodzy, medycy sądowi, a przede wszystkim historycy, których rola w określeniu historycznego tła jest nie do przecenienia.

- Dzięki pracy badaczy z PBGOT ponad 40 żołnierzom niepodległościowego podziemia udało się „zwrócić twarze”. Ewa Smolińska-Szwocer, córka Eugeniusza Smolińskiego, dyrektora powojennej bydgoskiej wytwórni prochu, skazanego na karę śmierci w 1948 r., mówiła mi, że wiadomość o identyfikacji szczątków jej ojca - mimo tragicznego kontekstu - bardzo ją ucieszyła.
- Identyfikacja to zadośćuczynienie jednemu z fundamentalnych praw, to wymóg elementarnej sprawiedliwości. Ci ludzie spoczywają w nieznanych mogiłach, nie doczekali się nagrobka ze swoim nazwiskiem. Wiele rodzin ciągle jeszcze czeka.

- Zespół, którym pan kieruje, zdobywał doświadczenie między innymi dzięki udziałowi w największym na świecie projekcie identyfikacji szczątków ludzkich z grobów masowych w byłej Jugosławii.
- Ten projekt jeszcze trwa - jest prowadzony przez Międzynarodową Komisję Osób Zaginionych. Komisja postawiła sobie za cel niesienie pomocy rodzinom, które utraciły swoich bliskich podczas konfliktów w krajach byłej Jugosławii. Przy czym w roku 2000, kiedy te prace rozpoczynały się, nie było w Jugosławii sieci specjalistycznych laboratoriów, które mogły się tym zająć. W związku z tym komisja zwróciła się do jednostek zewnętrznych. Byliśmy jedną z dwóch na świecie placówek, które zaczynały badać szczątki. Oprócz pracowników naszej katedry byli tam zaangażowani specjaliści z laboratorium identyfikacji DNA amerykańskich sił zbrojnych. Przez te kilka lat uzyskaliśmy doświadczenie w analizie trudnego materiału biologicznego, który niejednokrotnie był silnie zdegradowany. Serbowie, którzy dokonali masakry w Srebrenicy w 1995 roku, próbowali ukryć i uniemożliwić identyfikację - groby były profanowane, szczątki mieszane. Były to dosyć trudne badania, ale dzięki temu mamy warsztat, który - jak sądzę - może się przydać w większych projektach identyfikacyjnych jak SIGO.

- Jak wyglądała praca genetyków - byli na miejscu, a próbki przesyłali do Bydgoszczy?
- Przesyłano lub przywożono. Odrębną grupę stanowiły próbki pobrane od rodzin ofiar. Powstały dwie bazy danych - z profilami genetycznymi od ofiar i od ich bliskich. Poprzez porównania tych profili można było wnioskować o ich pochodzeniu i je identyfikować.

- Ile osób odzyskało tożsamość dzięki pracy bydgoskich genetyków?
- Około 300 ofiar.

- Nasze laboratorium uczestniczyło też w identyfikacji górników, którzy zginęli w kopalni „Halemba” w 2006 r.
- W tym przypadku głównym problemem było to, że identyfikację musieliśmy przeprowadzić w bardzo krótkim czasie. Faktycznie udało nam się to zrobić w ciągu niespełna tygodnia. To jest zrozumiałe, bo rodziny czekały na wyniki identyfikacji, by pochować swoich bliskich. Dodatkowym problemem była dostępność odpowiedniego materiału porównawczego - identyfikację genetyczną najlepiej przeprowadza się z wykorzystaniem materiału pobranego od bezpośrednich krewnych - rodziców bądź dzieci. Nie zawsze jest on dostępny. Otrzymaliśmy próbki od sióstr i braci ofiar, musieliśmy więc przeprowadzić dodatkowe badania z wykorzystaniem różnych markerów genetycznych.

- Jaki był udział bydgoskich genetyków w rozpoznaniu szczątków osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r.?
- Wszystkie dotychczasowe ekshumacje, zlecone przez prokuraturę wojskową w Warszawie, przewidywały również wykonanie identyfikacji genetycznej. Byliśmy jednym z dwóch ośrodków w kraju, w których była ona prowadzona. Drugim był Zakład Technik Molekularnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W tym przypadku wychodziliśmy z założenia, że nad próbkami powinny pracować dwa niezależne zespoły, nie mające kontaktu ze sobą, by uwiarygodnić otrzymane wyniki.

- Szczątki ilu osób były u nas badane?
- Przeprowadzono dziewięć imiennych ekshumacji. Badania genetyczne potwierdziły między innymi ponad wszelką wątpliwość zamianę szczątków pochodzących od Anny Walentynowicz.

- W listopadzie Katedra Medycyny Sądowej CM UMK, wraz z kilkoma innymi jednostkami, uzyskała rekomendację do finansowania przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju projektu w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa pt. „Genetyczny portret sprawcy oraz ofiary przestępstwa”. Co się za tym kryje?
- Mówimy o nowym nurcie - badań genetyczno-sądowych, czyli o badaniach predykcyjnych. Coraz częściej mają one zastosowanie w sprawach kryminalnych. Mamy tu do czynienia z materiałem biologicznym, co do którego nie ma absolutnie żadnych koncepcji, kto mógł go pozostawić. Nie ma wytypowanej żadnej grupy osób, np. podejrzanych, od których można by pobrać materiał biologiczny i dokonać odpowiednich porównań. W związku z tym szukamy możliwości wnioskowania na temat pochodzenia tego materiału, bez jakiegokolwiek materiału porównawczego. Mówimy więc o badaniach predykcyjnych, czyli przewidywaniu na podstawie analizy DNA nieznanych próbek, jak mogła wyglądać osoba, która go zostawiła i skąd mogła pochodzić. Takie informacje są do pewnego stopnia zawarte w naszym DNA - mówimy o kolorze oczu i włosów, kolorze skóry, do pewnego stopnia o morfologii twarzoczaszki, a przede wszystkim o pochodzeniu biogeograficznym, czyli stwierdzeniu, z jakiej części świata mogła ta osoba pochodzić. Ktoś może powiedzieć, że bardzo łatwo odróżnić Europejczyka od mieszkańca Azji Wschodniej czy Afryki. Tego rodzaju rozdzielczość jest niewystarczająca dla dzisiejszych badań kryminalistycznych. Nasz projekt ma na celu poszukiwanie takich fragmentów DNA, które być może będą w stanie zwiększyć tę rozdzielczość. Jest to projekt aplikowany specjalnie do populacji z naszej części świata czyli Europy Środkowo-Wschodniej. Poszukujemy takich markerów DNA, które różnicowałyby w jakimś sensie, np. populacje słowiańskojęzyczne zamieszkujące w Europie.

- Od czasu do czasu słyszymy o sukcesach policji, która puka do drzwi sprawców dawno zapomnianych zbrodni. To zapewne skusi niejednego młodego człowieka do zainteresowania się genetyką molekularną.
- Genetyka sądowa od długiego czasu przykuwa uwagę nie tylko naukowców, ale również popularnych mediów. Studenci interesują się tymi zagadnieniami, gdyż widzą tutaj zastosowania nauki w realnym życiu. Trzeba jednak odróżnić prawdę od fikcji. Ktoś obliczył, że w popularnych produkcjach dotyczących kryminalistyki 70 proc. pokazywanych tam technik to metody, które w rzeczywistym świecie nie istnieją.


Prof. dr n. med. Tomasz Grzybowski
- Identyfikacja to zadośćuczynienie jednemu z fundamentalnych praw, to wymóg elementarnej sprawiedliwości  - podkreśla prof. Tomasz Grzybowski, bydgoski
Zbiory T. Grzybowskiego Prof. Tomasz Grzybowski: - Genetyka sądowa przykuwa uwagę nie tylko naukowców, ale również popularnych mediów.
Jest kierownikiem Katedry Medycyny Sądowej oraz Zakładu Genetyki Molekularnej i Sądowej Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy, przewodniczy Komisji Genetyki Sądowej Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii
Hanka Sowińska

Zawodowe zainteresowania: zdrowie, medycyna, organizacja ochrony zdrowia, historia medycyny; historia ze szczególnym uwzględnieniem najnowszych dziejów Bydgoszczy; udział w pracach różnych gremiów, których zadaniem jest ocalenie tego, co prof. Gerard Labuda nazywał "strumieniem wieków".

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.