Poznawanie miasta na czterech łapach, czyli Głoska w redakcji

Czytaj dalej
Fot. Robert Woźniak
Alicja Durka

Poznawanie miasta na czterech łapach, czyli Głoska w redakcji

Alicja Durka

Głoska jest psem, który w przyszłości ma być psem asystującym. Zanim zajmie tę ważną rolę, musi poznać miasto i wiele się nauczyć. W poniższym tekście przedstawi, jak wygląda świat z perspektywy psa-dziennikarki, którego czeka bardzo odpowiedzialne zadanie.

Mam na imię Głoska i odkąd pamiętam, wiem, że za kilkanaście miesięcy będę psem przewodnikiem. Cokolwiek to znaczy. To, co wiem na pewno, to to, że jestem inna niż moi koledzy i koleżanki z parku. Od wczoraj mam pięć miesięcy, ale doświadczyłam już bardzo wiele, a nauczyłam się jeszcze więcej. Jestem pod opieką Fundacji na rzecz Osób Niewidomych Labrador pies przewodnik. Pracuje ze mną kilka trenerek. Spotykamy się mniej więcej co dwa tygodnie. Te spotkania to przede wszystkim treningi. Bardzo męczące, alei tak je uwielbiam.

Mówią, że jestem tzw. psem pracującym. Co to znaczy? Chodzi o to, że nie mogę być zwierzakiem, który większość życia spędza na kanapie. Muszę mieć dużo ruchu, zagadek i stymulacji. Dlaczego? Muszę spożytkować swoją energię, a mam jej naprawdę dużo. Spacery to dla mnie za mało. Na szczęście codziennie trenuję ze swoją opiekunką Alicją. No, prawie codziennie. Są dni, kiedy jestem chora albo zmęczona po długim treningu poprzedniego dnia. Wtedy większość czasu odpoczywam i powoli spaceruję. To jednak wyjątkowe dni. Zazwyczaj dzieje się bardzo, bardzo dużo.

Tyle tytułem wstępu. Chciałabym trochę o sobie opowiedzieć, a do powiedzenia mam sporo. Zazwyczaj tylko szczekam, ale w końcu dopuszczono mnie do głosu. Jak już część czytelników mogła się zorientować, od przeszło trzech miesięcy dużo czasu spędzam w redakcji ,,Głosu Wielkopolskiego’’. Czasem bywa tu głośno, codziennie spotykam wiele osób. Do tej pory tylko kilka z nich nie zwróciło na mnie uwagi. Zawsze jestem tym bardzo zdziwiona, bo codziennie, gdy tylko przychodzę do pracy, każdy chętnie się ze mną wita.

Czytaj też: Duże kroki małego psa, który ma być przewodnikiem. Poznajcie Głoskę!

Nie rozumiem, dlaczego ludzie nie witają się ze wszystkimi. Ja uważam, że trzeba to robić. Zawsze to dobra okazja do zabawy albo chociaż podrapania za uszkiem. Na ulicy jest jeszcze dziwniej. Chociaż codziennie idziemy do pracy tą samą drogą, za każdym razem jest inaczej. Tyle nowych zapachów i dźwięków. Na dworze też prawie każdy zwraca na mnie uwagę i choć jest to bardzo przyjemne i zrozumiałe (w końcu jestem sławną dziennikarką), to bardzo mnie to rozprasza. Ludzie na mnie cmokają, gwiżdżą, zagadują. Z każdym fanem chciałabym porozmawiać, ale praca czeka, gazeta się sama nie napisze, a dziennikarze sami się nie pobawią.

Od kilku tygodni pracujemy nad moim skupieniem. Alicja czasem się denerwuje, bo niby gdzieś się spieszymy, a ja akurat muszę coś powąchać, albo koniecznie z kimś się przywitać, ale przecież mamy czas, a świat jest bardzo ciekawy. Gdy byłam mała (dwa miesiące temu) moją pasją było oglądanie śmieciarek. Ileż tam było wspaniałych zapachów. Później jednak poznałam inne psy, a te są jeszcze ciekawsze. Dziwne to są stworzenia. Wydawałoby się, że skoro przyszłam, to one i ich opiekunowie będą zachwyceni, bo przecież to oczywiste. Ale niektóre psy nie są zadowolone ze spotkania, a inne wydają się nawet zirytowane moją obecnością. Dziwne. Bardzo dziwne.

Jak tak na nie patrzę, to myślę, że mi zazdroszczą. Najbardziej zaskakują mnie psy, które są bardzo małe, nawet mniejsze niż ja. Te krzyczą najgłośniej. Ala nie pozwala mi podbiegać do każdego psa, uważa, że najpierw trzeba zapytać opiekuna. Zupełny absurd, ale kiedy tak robię, dostaję w nagrodę coś pysznego. Można powiedzieć, że to zadowalający układ, ale i tak nie do końca
wiem, po co to wszystko, skoro jest okazja do poznania nowych kolegów i koleżanek i oczywiście do zabawy. Cóż, ich strata!

Na szczęście są też fajne psy, a najlepsze są labradory. Poznałam ostatnio Kazika. Kazik to, tak jak ja – labrador, ale zupełnie inny. Ma jasne futro i dużo mniej energii niż ja, ale za to jest bardzo duży i silny. Myślę, że to mój dziadek, bo ma już dziesięć lat i jest bardzo mądry. Chociaż nigdy nie był psem przewodnikiem ani dziennikarzem, nauczył mnie, że na dworze można pić wodę. Wiedzieliście o tym? Dla mnie to było odkrycie. Zawsze jakaś woda była, ale mi bardziej odpowiadała ta w domu, w mojej ulubionej misce z łapką na dnie. Biegaliśmy też razem za piłką i z patykami, ale Kazik ma słabą kondycję. Nie pozwalał mi się też podgryzać, ale on już jest stary i nie rozumie, co to dobra zabawa.

Innym razem spotkałyśmy jeszcze poważniejszego labradora. Ten był podobny do mnie, też miał czarną sierść i brązowe oczy, ale był większy i bardzo spokojny. Wiem, że mnie zauważył, ale praktycznie nie zwrócił na mnie uwagi, nawet nie chciał się przywitać. Okazało się, że to był pies asystujący. Akurat był w pracy i był zajęty, więc nie miał wtedy dla mnie czasu. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Chciałam, żeby pomyślał, że też jestem poważnym psem, więc nie wyrywałam się już, tylko usiadłam i patrzyłam. Trochę trudno mi uwierzyć, że ja też kiedyś taka będę, ale po to właśnie jest szkolenie.

Trening przyszłego psa przewodnika

W listach i mailach pytacie mnie, jak wygląda trening przyszłego psa asystującego. To w zasadzie bardzo proste. Wykonuję różne, niezrozumiałe z początku komendy, ludzie się cieszą, ja dostaję smakołyki i pochwały. Idealnie. Mówiąc jednak nieco bardziej precyzyjnie, treningi mamy mniej więcej dwa razy w miesiącu. Za każdym razem jest inaczej, zmienia się miejsce, dokładamy kolejne umiejętności i komendy. Pierwsze treningi były dla mnie bardzo łatwe. Siad, waruj, równaj, noga – opanowałam to wszystko w kilka minut.

Problemy zaczęły się przy schodach. Przez pierwsze miesiące mojego życia nie wchodziłam sama na większość z nich, bo moje stawy były jeszcze za słabe. Nagle jednak okazało się, że raptem kilkanaście kilogramów to już za dużo, by mnie nosić i muszę zacząć się uczyć wchodzenia na własnych nogach.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby schody były niskie, proste i było ich na tyle mało, żebym widziała ich szczyt. A często jest całkiem inaczej. Zgadnijcie, gdzie kazali mi wejść. Tak, schody ruchome, kręcone i takie bez pionowej ściany. Jak w ogóle można tworzyć takie schody? To był horror. Postanowiłam sobie, że będę się zapierała tak długo, aż ktoś mnie w końcu weźmie na ręce, ale trenerka przyniosła coś, czego jeszcze nigdy nie jadłam, ale było tak pyszne, że nawet nie zauważyłam, jak po raz trzeci wjeżdżałam ruchomymi schodami. To całkiem łatwe, ale Alicja jeszcze mi trochę podpowiada przy schodzeniu. Obie trochę się boimy, że nie zauważę, kiedy się skończą.

Zobacz też: Psy przygotowują się do swojej wyjątkowej roli. Jak wygląda trening przyszłego psa przewodnika? [ZDJĘCIA]

Czasem też, chociaż już wiele potrafię, sprawdzam, na co mi pozwolą. Zatrzymuję się więc w przypadkowych sytuacjach i udaję, że nie umiem robić rzeczy, które wcześniej wychodziły mi bez trudu. Zmieniam zdanie, jak ktoś zachęci mnie odpowiednim smakołykiem. Jedyne, do czego nie trzeba mnie nigdy, przenigdy zachęcać to wycieczka do mojego przyjaciela. Ma na imię weterynarz i daje mi zawsze coś pysznego. Wszyscy wtedy się martwią, ale ja jestem zadowolona za każdym razem, gdy tylko zorientuję się dokąd idziemy. Niestety, wizyty trwają za krótko i czasem dostaję zastrzyki, ale i tak bardzo mi się podoba. Często są też inne psy, ale nie mają siły na zabawę, więc muszę dać im spokój i bawić się z innymi kolegami.

Na zakończenie dodam jeszcze, że życie w redakcji jest bardzo ciekawe. Mam tu swoje legowisko, klatkę, miski i zabawki, którymi bawię się tylko w pracy. Mogę też długimi godzinami spać i odpoczywać, a jeśli tylko mam ochotę, to idę na spacer albo pomagam pisać artykuły. Wszyscy mnie lubią i chwalą. Za kilka miesięcy będę musiała zmienić pracę i nie wiem, czy się jeszcze zobaczymy ze wszystkimi dziennikarzami, ale jak kiedyś spotkamy się na mieście, to wesoło zamerdam ogonem. Nie przywitam się, bo będę już psem przewodnikiem i będę miała ważne zadanie, do którego wszyscy pomagają mi się przygotować. Hau!

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Alicja Durka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.