Poznań: Podwyżki w żłobkach. Konkurs miasta, w którym przegrali najmłodsi mieszkańcy

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Lawrywianiec
Marta Żbikowska

Poznań: Podwyżki w żłobkach. Konkurs miasta, w którym przegrali najmłodsi mieszkańcy

Marta Żbikowska

Na tym polega konkurs. Raz się wygrywa, a raz przegrywa - tak Jędrzej Solarski tłumaczy, dlaczego rodzice mają więcej płacić za żłobek.

Po ogłoszeniu wyników konkursu na dofinansowanie przez miasto miejsc w żłobkach niepublicznych okazało się, że rodzice około 500 dzieci znaleźli się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Dowiedzieli się, że od stycznia opłaty za żłobek ich pociech wzrosną o 700 złotych miesięcznie. Wielu rodziców nie stać na taką podwyżkę. Jedni myślą o rezygnacji z pracy, bo przyznają, że kolejny okres adaptacyjny 15-miesięcznego malucha jest ponad ich siły. Drudzy nie znaleźli wolnych miejsc w innych żłobkach w swojej okolicy.

W trudnej sytuacji znaleźli się także właściciele żłobków. Są to zazwyczaj osoby prywatne, dla których decyzja o braku dofinansowania może oznaczać bankructwo i zwolnienie pracowników. Właściciele żłobków są rozgoryczeni szczególnie dlatego, że ich placówki spełniły kryteria wymagane przez miasto, w konkursie uzyskały odpowiednią liczbę punktów, ale pieniędzy im nie przyznano z powodu wyczerpania środków.

We wtorek przedstawiciele Stowarzyszenia „ProRodzina”, które zrzesza poznańskie żłobki niepubliczne, spotkali się z Jędrzejem Solarskim, zastępcą prezydenta Poznania.

- W naszej ocenie, prezydent nie rozumie, jak ważna jest stabilizacja i kontynuacja funkcjonowania żłobków, to nie są sklepy, które można zamknąć z dnia na dzień

- uważa Przemysław Ziembora, członek zarządu Stowarzyszenia „ProRodzina”.

Jędrzej Solarski zaproponował właścicielom żłobków kuriozalne rozwiązanie.

- Na pewno nie stać nas teraz na to, żeby dołożyć pieniądze na dofinansowanie kolejnych miejsc w żłobkach niepublicznych - tłumaczy Jędrzej Solarski. - Nasza propozycja jest taka, żeby żłobki, które otrzymały dotację, ale jej nie wykorzystały z powodu niepełnego obłożenia, zwracały pieniądze, a my co miesiąc będziemy rozpisywać konkurs dla pozostałych placówek.

Oznacza to, że miasto zakłada, iż tak zorganizowało i rozstrzygnęło konkurs, że przyznało dotacje placówkom, które nie są w stanie pieniędzy wykorzystać. Nie wsparło natomiast tych, które częściej wybierają rodzice. - To nie jest idealne rozwiązanie, ale lepsze, niż żadne - przyznaje Ziembora. - Nadal jednak wiadomo, że pieniędzy nie wystarczy dla wszystkich, którzy spełnili kryteria konkursu.

O wyjaśnienie tej sytuacji proszą prezydenta radni miasta Poznania.

Zdumiewa fakt, iż dotacje uzyskały podmioty, które nawet jeszcze nie funkcjonują i nie posiadają żadnej historii. Być może wpływ na to miały kryteria wyboru i pisanie wniosku przez te podmioty typowo pod dotację, podczas gdy realnie działające placówki niewystarczająco potrafiły poruszać się w meandrach biurokratycznych przedstawiając swoją ofertę

- pisze w swojej interpelacji radna Lidia Dudziak i proponuje, aby w przyszłości weryfikować to, co zostało zapisane we wnioskach o dotację sprawdzając, jak placówki funkcjonują w rzeczywistości, a nie tylko na papierze.

W związku z obecną sytuacją, wielu radnych przypomina o odrzuconym przez miasto pomyśle wprowadzenia bonu wychowawczego, którym rodzice płaciliby za wybraną formę i miejsce opieki nad dzieckiem do lat trzech.

Marta Żbikowska

m.zbikowska@glos.com

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.