Jolanta Zielazna

Powietrze wibruje muzyką. Można tańczyć, nawet jeśli się nie słyszy

2017 rok, festiwal kizomby w Warszawie. - Kizomba daje dużo wolności, gdy ją tańczę podążam za tym, co niesie muzyka - mówi niedosłyszący tancerz Grzesiu Fot. Krzysztof Mularczyk/happymoon.pl 2017 rok, festiwal kizomby w Warszawie. - Kizomba daje dużo wolności, gdy ją tańczę podążam za tym, co niesie muzyka - mówi niedosłyszący tancerz Grzesiu Olszta.
Jolanta Zielazna

Taniec to moja pasja. Jest jak narkotyk. Tylko następnego dnia nie budzę się z bólem głowy - mówi Grzesiu Olszta.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo dla wielu osób taniec jest pasją. Ale Grzesiu (- Grzesiu, nie Grzegorz - podkreśla) ma bardzo duży niedosłuch, posiada jedynie tzw. resztki słuchowe.

Od kiedy tańczy, zaczął się „socjalizować”. Ponad 90 procent jego znajomych to ludzie związani z tańcem. A tańczyć zaczął późno, po studniówce, choć mama namawiała go dużo wcześniej.

Z ręką na gardle

Z porozumieniem się z Grzesiem nie ma najmniejszych problemów. Mówi dobrze i wyraźnie. Co wcale nie jest oczywiste u osób z niedosłuchem. - To, że w ogóle potrafię mówić, jest zasługą mojej matki i mojej logopedki - podkreśla. - Cała masa różnych ćwiczeń zalecanych przez logopedkę plus codzienna katorżnicza praca mojej mamy dały efekty. Mama, żeby mnie rehabilitować, powiesiła na kołku dyplom inżynierski. Oczywiście, buntowałem się na te ćwiczenia, ale na szczęście niewiele z tego pamiętam. Z opowiadań wiem, że byłem krnąbrnym dzieckiem.

Mama jednak, na szczęście, nie odpuszczała. Gdy uczyła odróżniać głoski dźwięczne i bezdźwięczne kładła rękę syna na swojej szyi. Pokazywała różnicę między bezdźwięcznym „f” a dźwięcznym „w”, między bezdźwięcznym „p” a dźwięcznym „b”.

Nosi aparaty słuchowe, potrafi odczytywać mowę z ruchu warg. Aparaty ma od drugiego roku życia. Bez nich usłyszy najwyżej grzmot, huk, przejeżdżający bardzo blisko tramwaj. - Gdy jeszcze nie nosiłem aparatów, „wołano” mnie klaskaniem. Wtedy reagowałem - wspomina.

Jak nauczył się czytać z ruchu warg, tego Grześ nie pamięta. -
Prawdopodobnie stało się to w naturalny sposób - uważa.

Czasami, ze względu na wymowę, brany jest za cudzoziemca. Ludzie zagadują po angielsku i pytają, skąd jest? Gdy odpowiada, że z Bydgoszczy, dociskają: No, ale skąd? Wtedy mówi, że jest Polakiem i czy na pewno chcą rozmawiać po angielsku?

Czytaj więcej w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 77% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Jolanta Zielazna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.