Jolanta Zielazna

Posuwamy się w latach, czyli kto się przejmuje starzejącym społeczeństwem

- Wprawdzie seniorem nazywamy już 65-latków, jednak 70-latek to wciąż sama młodość - żartuje Krystyna Nowakowska, od roku przewodnicząca toruńskiej Fot. archiwum "Gazety Pomorskiej" - Wprawdzie seniorem nazywamy już 65-latków, jednak 70-latek to wciąż sama młodość - żartuje Krystyna Nowakowska, od roku przewodnicząca toruńskiej Rady Seniorów.
Jolanta Zielazna

- Wprawdzie seniorem nazywamy już 65-latków, jednak 70-latek to wciąż sama młodość - żartuje Krystyna Nowakowska, od roku przewodnicząca toruńskiej Rady Seniorów.

Jej kolega z Włocławka, Jerzy Nowacki, prezes Kujawsko-Dobrzyńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku wzdycha: - Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Od wieku senioralnego nikt nie ucieknie, choć czasem bariera lat sprawia, że nasze problemy nie są dostatecznie postrzegane.

Krystyna Nowakowska przekonuje, że największy problem to wcale nie trudności drogowe, choć teraz, z mężem jeżdżącym na wózku widzą, jak uciążliwe potrafią być wysokie krawężniki, podjazdy, schody. - Najgorsza jest samotność, do której często przyczyniają się sami seniorzy przez swoją wycofaną postawę.

Z laską na zielonym

Zwróciłeś uwagę, jak dużo starszych ludzi chodzi po ulicach? Ilu z nich wspiera się laską lub chodzi o kuli? Te kule i laski chwieją się nie tylko na koślawych chodnikach, połamanych płytkach. Utykają także w zbyt dużych odstępach między polbrukiem czy kostką o ściętych krawędziach. Źle się po tym chodzi nie tylko ludziom starym, mniej sprawnym.

Spostrzegłeś, jak spieszą się, czasami nieporadnie, z tą kulą, laską, wózeczkiem na zakupy, by zdążyć przejść przez jezdnię na zielonym? Zielone światło na newralgicznych przejściach pali się za krótko. Inżynierowie ruchu tłumaczą, że nie może dłużej, bo ulice się korkują, bo ruch kołowy ma pierwszeństwo, bo... Inżynierowie ruchu wiedzą lepiej, jak długo powinno palić się zielone światło, a jeśli piesi nie nadążają, tym gorzej dla pieszych.

Może nieraz podsadziłeś do tramwaju gramolącą się do środka osobę? Albo pomogłeś wciągnąć do środka? To bardzo dobrze, że reagujesz. Znam seniorów (Ty pewnie też), którzy tylko dlatego od dawna nie byli w niektórych rejonach miasta, że można tam dojechać wyłącznie tramwajem.

Sądzisz, że kiedyś aż tylu starszych nie było? Szczególnie tych 70 plus, 80 plus? Często jest to zresztą spory plus.

Masz rację. Teraz mieszkańców w tym wieku jest znacznie więcej. Przecież dłużej żyjemy. I jesteśmy mniej sprawni, co jest rzeczą zupełnie naturalną.

Podwójnie stara Bydgoszcz

Starsi ludzie mówią, że „posunęli się w latach”. Panie prezydencie miasta, pani prezydent, pamiętacie, jak niedawno obchodziliście swoją trzydziestkę? A teraz może już i pięćdziesiątka stuknęła? Albo właśnie puka? Zastanawiała się kiedyś pani/pan, jakie za 20, 30 lat będzie miasto, którym dziś rządzi? Jak pani/panu i waszym rówieśnikom będzie się w nim żyło? Będziecie mieli wtedy lat 60? Może 70? Może nawet więcej.

Powiem wam, że nieważne, czy to Bydgoszcz, Toruń czy Włocławek, nasze miasta będą mniejsze, a dużo starsze. Szczególnie Bydgoszcz będzie podwójnie stara. Nie dość, że mocno spadnie liczba mieszkańców, to dzieci będzie mało, a na każde z nich przypadnie 2-3 starców. Nie przedszkola i żłobki będą pilnie potrzebne. Zresztą, powinniście to wiedzieć. Prognozy demograficzne nie są tajemnicą.

Czy w miastach naszego regionu w ogóle myśli się o ludziach starszych i ich potrzebach? Czy myśli się, co zrobić, jak planować rozwój i inwestycje, by starszym mieszkańcom i ich opiekunom dobrze się w mieście żyło?

Starości długo nie dostrzegali

Na oficjalnej internetowej stronie Bydgoszczy szukam dokumentów dotyczących polityki senioralnej. Jest polityka oświatowa i polityka kulturalna. Senioralnej nie ma.

Bo też do tej pory sprawy seniorów były ledwie sygnalizowane. Teraz, w obowiązującej Strategii Rozwoju Bydgoszczy do 2030 roku jest zapisany podpunkt „Żyjmy razem i zdrowo”, a w nim hasła dotyczące seniorów. Strategię przyjęto jesienią 2013 r. I co?!

- Dobrze pani trafiła, właśnie przygotowaliśmy wspólnie z ośrodkiem pomocy społecznej ankietę z pytaniem, o potrzeby seniorów - mówi Ireneusz Frelichowski, przewodniczący Bydgoskiej Rady Seniorów.

Ankietę przygotowano w ramach opracowywanej Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych miasta Bydgoszczy na lata 2016-2023, polityka senioralna jest jednym z obszarów. Pytania rozesłano m.in. do działających w mieście klubów seniora, uniwersytetów trzeciego wieku, domów pomocy społecznej i dziennego pobytu, rad osiedli - lista adresatów jest bardzo długa.

Dokument miejscy radni przyjmą jesienią, realizacja może zacząć się w przyszłorocznym budżecie, czyli w 2017 r.

Dlaczego jednak o sprawach seniorów mają decydować tylko ci gdzieś „zrzeszeni”? Poza tym uniwersytety i część klubów seniora podczas wakacji nie spotykają się.

Pozostali, a jest to zdecydowana większość, nie mają szans na powiedzenie, co najbardziej uprzykrza im życie w Bydgoszczy. Co należałoby zmienić/poprawić?

Dlaczego tych ankiet nie ma, np. w przychodniach, tam starsi ludzie chodzą często. Dlaczego w bydgoskiej prasie nie pojawiła się informacja, że opinie są zbierane, gdzie można druki dostać, wypełnić i oddać? Myślę, że pomocy nie odmówiłoby też wielu proboszczów.

Ireneusz Frelichowski nie zgadza się, że ankiety powinny być powszechnie rozdawane. Bo wtedy nie wiadomo, czy wypełni je osoba starsza.

Tylko jakie ma znaczenie, czy na pytania odpowie senior, czy jego opiekun albo ktoś, kto sprawami seniorów się interesuje i zauważa ich problemy? Ważne jest, by powstała rzetelna diagnoza, która odpowiada na potrzeby całego środowiska.

We Włocławku strategia dla seniorów też właśnie się tworzy, nie wiadomo, kiedy będzie gotowa. W Toruniu niczego uchwalać nie muszą, bo mają obowiązujący do 2020 roku dokument.

Zatruwają życie od dawna

I bez ankiet z grubsza wiadomo, jakie są największe bolączki ludzi starszych i problemy do rozwiązania. Grażyna Lewandowska, szefowa rady słuchaczy Uniwersytetu Każdego Wieku przy Wyższej Szkole Bankowej w Bydgoszczy, listę ma gotową od dawna. Ale jeszcze rozesłała maila z pytaniem do koleżeństwa. Wyszło, jak się spodziewała: w Bydgoszczy powszechne jest narzekanie osób starszych i mniej sprawnych na stare tramwaje, do których trudno wejść, bo są za wysokie. Niskopodłogowych składów u nas na lekarstwo.

Dalej, wylicza Lewandowska, brakuje w mieście publicznych toalet. - Jest ich za mało, czynne są tylko do godz. 18. A w Myślęcinku to już tragedia! Od pętli tramwajowej na Leśnym do samego wejścia do zoo pozostają tylko krzaczki.

Punkt trzeci - za mało ławek w mieście, by starsi mogli sobie przysiąść i odpocząć.

Czwarty i najważniejszy - brak rozwiązań dla ludzi starych i schorowanych. Długo czeka się na przydzielenie opiekunki z ośrodka pomocy społecznej, opieka długoterminowa to tragedia.

We Włocławku podobno nie jest źle.

- Ale mogłoby być lepiej - zaznacza Jerzy Nowacki. - Owszem, jest coraz więcej autobusów niskopodłogowych, ale powinno być ich więcej. Podobnie jest z barierami architektonicznymi. Nie wszystkie biura i urzędy są pod tym względem dla nas przyjazne. Trzeba też zadbać, by opieka zdrowotna dla starszych miała odpowiedni poziom. Żeby nie brakowało geriatrów. We Włocławku można ich policzyć na palcach jednej ręki.

Opiekunka przyjdzie za pół roku

Lista problemów niebezpiecznie wydłuża się tym bardziej, im więcej ma się do czynienia z osobami już nie starszymi, a starymi, coraz mniej sprawnymi. Z części w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, dopóki problem nas nie dotknie. 50- 60-70-latkowie w którymś momencie stają przed kwestią opieki albo nad rodzicem, u którego zaczęła się demencja, doznał zawału, udaru, złamał nogę/rękę, albo zwyczajnie z powodu wieku staje się coraz mniej sprawny. Spotyka to też 70-80-latków, którym przychodzi opiekować się równie starym małżonkiem. Albo wiekowe wdowy (bo ponadosiemdziesięcioletnich mężczyzn jest jak na lekarstwo) potrzebują zwyczajnie pomocy w zakupach, posprzątaniu mieszkania, ugotowaniu obiadu.

Czy to w Toruniu, czy w Bydgoszczy z roku na rok rośnie liczba osób, które korzystają z usług opiekuńczych. Jednak mniejszy Toruń zapewnia większą liczbę godzin pomocy. Nic dziwnego, że w Bydgoszczy rodziny słyszą, że są limity, że opiekunka przyjdzie za kilka miesięcy.

90 miejsc i ani drgnie

Opieka długoterminowa to oddzielny problem. Pacjenci, którym medycyna już nie pomoże, a wymagają pielęgnacji i opieki, nierzadko - z braku miejsc w zakładach opiekuńczych - blokują łóżka szpitalne, na co skarżą się lekarze. I kosztuje dużo więcej!

Bydgoszcz ma jeden miejski zakład pielęgnacyjno-opiekuńczy, 44 miejsca, czeka 80 osób, kolejka na półtora roku, lekko licząc. Drugie tyle miejsc jest w szpitalu MSW. I to wszystko na ponad 350-tysięczne miasto. Dramat!

- Problem jest ogromny, mówi się o tym od lat, ale nic się nie zmienia - mówi Dorota Forjas, dyrektor Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Bydgoszczy. - Na tak dużą aglomerację, miejsc powinno być pięć razy tyle.

- O opiece długoterminowej dużo się mówi i pisze, ale kończy się na deklaracjach - Grażyna Śmiarowska, dyrektor Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego w Toruniu, jest zarazem konsultantem wojewódzkim do spraw opieki długoterminowej. Sytuacja w Bydgoszczy niepokoi ją od dawna, ale dobrze nie jest w całym województwie. Nie ukrywa, że ręce już jej opadają. Nawet projekty unijne nie przewidują zwiększenia liczby tych miejsc, jedynie wsparcie dla rodzin. Są jednak sytuacje, gdy rodzina zwyczajnie sobie z opieką nad chorym nie poradzi.

Mimo wszystko Toruniowi bydgoszczanie mogą w tym względzie pozazdrościć, bo bije nas na głowę. Miejsc opieki długoterminowej jest trzy razy więcej niż w Bydgoszczy. Kolejki jednak też są.

W Bydgoszczy w lukę wchodzą prywatne zakłady opiekuńcze. Niestety, koszty 4-5 tys. zł miesięcznie są na dłuższą metę nie do udźwignięcia przez przeciętną rodzinę.

A pielęgniarska opieka długoterminowa w domu? To kolejna kwestia.

Bądź dobry dla siebie

Jednym z większych problemów starszych ludzie jest samotność i depresja. Trudno starszych wyciągnąć z domów, a dla wielu kontakt z ludźmi, zajęcia są wręcz terapią nieodzowną, zamiast łykania tabletek. - Największą trudnością jest przekonanie tych osób, by wyszły z domów - mówi Ireneusz Frelichowski, przewodniczący BRS. Potwierdza to Marian Gliniecki, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy.

To samo powie Krystyna Nowakowska, Jerzy Nowacki - każdy inny, kto pracuje z seniorami. Ale też zwykle ten, kto dał się w końcu przekonać i wyszedł z domu zwykle mówi, dlaczego zrobiłem to tak późno?

- Powinniśmy kłaść większy nacisk na integrację wielopokoleniową - przekonuje Krystyna Nowakowska z Torunia. - Dlatego staramy się wdrożyć projekt „Bądź dobrym sąsiadem”. Chodzi o to, aby zainteresować się, kto mieszka za ścianą, porozmawiać, ugotować zupę, wesprzeć. Żeby młodzi uczyli się od starszych i odwrotnie. Wzajemna pomoc i troska sprawiłyby również, że starsi zaczęliby intensywniej korzystać z programu kulturalnego, który w Toruniu jest przebogaty.

Dla innych rozwiązaniem byłby dom dziennego pobytu, ale ich brakuje.

W Bydgoszczy mamy je raptem dwa, w sumie około 100 miejsc. Także tylko dwa są domy pomocy społecznej (245 mieszkańców). Ani jedne, ani drugie nie są potrzebne? - Powiem dyplomatycznie: Zapotrzebowanie jest większe niż liczba miejsc - odpowiada Marian Gliniecki, rzecznik bydgoskiego MOPS.

Ale już wprost mówi:

- Na pewno potrzebne są miejsca dla osób z chorobami psychicznymi, chorych na Alzheimera. To poważny problem nie tylko w naszym mieście, ale w całym kraju.

- Lawinowo będzie rosła liczba chorób otępiennych, bo to wiek jest czynnikiem ryzyka - nie ma złudzeń Grażyna Śmiarowska. Dlatego opieka nad tymi chorymi i wsparcie dla ich opiekunów to odrębna kwestia.

W jej ZPO jest 40 miejsc w domu dziennego pobytu dla chorych na Alzheimera. Następni czekają, aż coś się zwolni.

15 takich miejsc ma dzienny dom na bydgoskich Kapuściskach. - Teraz zwiększyliśmy tę liczbę do 20, a kolejnych 19 osób czeka w kolejce - wyjaśnia Ryszard Musielewicz, kierownik domu. Od trzech lat stara się, by jeszcze jedno pomieszczenie zaadaptować. - To jednorazowy koszt około 60-70 tys. zł, byłoby miejsce dla jeszcze 10 osób. Później roczne obciążenie z budżetu byłoby około 200 tys. zł większe - wylicza Musielewicz. Ale starania nie dają efektu.

Drugie tyle jest miejsc jest w Centrum Łaźnia, zajęcia prowadzi także Dom Sue Ryder. Wszędzie kolejki!

Pomoc dzienna, stacjonarna dla starszych i placówki opiekuńczo-pielęgnacyjne to sprawa dramatycznie w Bydgoszczy zaniedbana! W Toruniu dzienne domy są dwa, na 130 miejsc. Dom pomocy społecznej (120 miejsc) rozbudowywany jest o kolejne ponad 50. Przydałyby się następne. We Włocławku działają 3 całodobowe ośrodki pomocy społecznej (mieszkają 153 osoby, jest jedyny dzienny ośrodek. Na razie nie ma konkretnych planów, aby domów pomocy społecznej było więcej, choć zapotrzebowanie na nie jest duże.

A przecież w żadnym z miast problem nie urodził się wczoraj.

Centrum informacji dla seniora

Jak bumerang wraca w Bydgoszczy sprawa utworzenia centrum informacyjnego dla seniorów. - Jeszcze nie byłam seniorką, a już o tym mówiono - wspomina Bożena Sałacińska, członek BRS, zarazem szefowa Rady Słuchaczy KUTW. - Jako siedzibę wymieniano Teatr Kameralny.

Tu warto zerknąć, co zrobili toruńscy seniorzy. Rada działa drugi rok, od 2016 czynne jest Toruńskie Centrum Informacji Seniora (al. Św. Jana Pawła II). Ma stronę internetową i już znajduje się tam dużo potrzebnych informacji. Toruńska rada nie zasypia gruszek w popiele. Warto zerknąć na ich stronę internetową.

Co robi Bydgoska Rada Seniorów? Bardzo dużo osób jest zdziwionych, że istnieje, bo nigdy o niej nie słyszeli. A istnieje już drugą kadencję!

- Nie mamy pieniędzy, jesteśmy organem doradczym, opiniującym, kompetencje mamy ograniczone - broni się Ireneusz Frelichowski, gdy wytykam, że rada nie działa, nie ma informacji o niej. Rady w innych miastach mają taki sam status, a są bardziej aktywne.

Na internetowej stronie miasta jest co prawda zakładka Strefa 50+, ale jest to wielkie rozczarowanie. Jest regulamin rady seniorów, ale skład osobowy głęboko ukryty. Podobnie, jak informacja o pełnionych dyżurach. Ani śladu informacji o spotkaniach i omawianych problemach. Przepraszam, jest jedna, o tym, kto został szefem, a kto wice. Aktualności kończą się na lutym.

Dlaczego tak jest? - Nie mam na to wpływu - mówi Ireneusz Frelichowski. - Tym powinien zająć się urząd miasta.

Ale Frelichowski, jako szef BRS, nie naciska, by strona była aktualna, Strefa 50+ (chyba powinno już być 60+) nie była martwa.

Profil BRS można znaleźć na Facebooku, ale nie jest to jej oficjalna strona. Założyła go i prowadzi Bożena Sałacińska, relacjonuje wydarzenia, w których wzięła udział.

Co więc bydgoska rada do tej pory zainicjowała? Frelichowski: - W związku z licznymi skargami pisaliśmy do prezydenta w sprawie barier architektonicznych, dostosowania istniejącej infrastruktury do osób starszych, pisaliśmy także w sprawie tramwajów. Czekamy na odpowiedź.

Rada miała pomysł na Kartę Seniora, ale ubiegło ich SLD i go zgłosiło. Miasto jeszcze się nie zdeklarowało, co może zaoferować. Kopert życia rozdano 1000, a do ojcostwa projektu przyznaje się kilka „ciał”. A poprzednia kadencja? Wiadomo tyle, że była.

Propozycji zajęć bez liku

Jest jedna sprawa, na którą nie narzeka nikt, a wszyscy chwalą: oferta zajęć kulturalnych, edukacyjnych, wszelakich. Pod względem organizacji czasu dla seniorów jest zdecydowanie najlepiej. Trzeba tylko chcieć (i móc) z tego skorzystać. - Jestem bardzo kontaktową osobą, a nie zawsze udaje mi się wyciągnąć z domu koleżanki - mówi pani Krystyna. - Ale gdy już wyjdą, gdy się zmobilizują, zawsze są wdzięczne, że podarowały sobie chwile w otoczeniu sztuki i muzyki. Nie ma wtedy mowy o żadnej depresji.

Widzieć zawczasu

Problemy, które dotyczą starszych mieszkańców starzejących się miast, są różnego kalibru i różnej wagi. Inna powinna być oferta dla osób aktywnych, by ich aktywność i przedłużyć, inna dla niesamodzielnych czasowo, jeszcze inna dla tych, którzy wymagają długoterminowej opieki.

Władze miast muszą do tych różnych potrzeb dopasować działania. Ale powinny w ogóle widzieć te problemy zawczasu.

Współpraca: Renata Kudeł, Karina Obara

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.